Opublikowano
2009-04-10 00:04
Licencja
Prawa zastrzeżone

Jakub Szela. Chłopski wódz czy Kain i pospolity zbrodniarz?

Jakub (Jakób) Szela, stając na czele chłopstwa mordującego szlachtę i grabiącego dwory podczas rabacji galicyjskiej, wpisał się na karty polskiej historii. Przeszedł tym samym do narodowej legendy w krwawej od krwi bratniej sukmanie w polskiej ikonografii, poezji i literaturze. Jak pisał Henryk Słotwiński we wspomnieniach z rabacji galicyjskiej: „Rzeź w roku 1846 jest niewątpliwie najczarniejszą kartą dziejów naszych porozbiorowych. Rzucenie się braci na braci, rabunki, pożogi, strumienie łez i krwi, rozlane ręką rozwścieklonego ludu. To zaiste obraz tak szatański, że co do piekielnych barw jego, groza domowej wojny ledwo porównywalna być może!”.


1 2

Jakub Szela Już na kilka tygodni przed wybuchem powstania krakowskiego Szela miał kontaktować się z Austriakami i z woli starosty Józefa Breindla von Wallensterna uzyskał niemal nieograniczoną władzę nad cyrkułem tarnowskim. Umawiał się z gromadami chłopów po wsiach, pod przysięgą milczenia zmawiał z zaufanymi chłopami i wójtami, na dowódców wyznaczał ludzi „uwolnionych z kryminału i zbiegów”. Do tej roli zaangażował też swojego syna Staszka (Stanisława) Szelę. Wyznaczał miejsca napadów i typował osobiście osoby „do wytępienia”. Chwalił się przy tym, że „ma taką moc, jak drugi arcyksiążę w Galicji i że mu było wolno przez 24 godziny robić co mu się podoba ze szlachtą”. Zwracając się do chłopów pokazywał im „jakieś papiery i druki z pieczęciami mówiąc, iż są to cesarskie rozkazy”. Hasłem jego gromad były słowa „Bóg i cesarz”, zaś podróżnym na swoim obszarze wydawał glejty bezpieczeństwa, podpisane przez niego jako plenipotenta rządowego, uznawane przez administrację austriacką. Chłopów traktował surowo, ale wynikało to raczej z troski o przynależną mu z każdego rabunku „dziesięcinę” niż z dbałości o dyscyplinę. Dzięki rabunkom równać się miał majątkiem ze szlachtą, a na okolicznych miasteczkach samą groźbą napadu wymuszał okup oraz wydawanie buntowników. Według relacji z XIX wieku Szeli udało się stworzyć sieć „konfidentów”, służących mu w nadziei spodziewanych zysków z rabunków. Jego władzę porównywano do władzy dyktatora, która jednak skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Otrzymał ją bowiem od Austriaków, którzy posłużyli się nim jako użytecznym narzędziem i usunęli z Galicji, gdy uznali za niepotrzebnego.

Przebiegły, zuchwały, brutalny...

Urodzony w 1787 roku w Smarzowej (Smarzowy) koło Jasła, z ojca Jana i matki Anny Łukasikówny, od najmłodszych lat odznaczać się miał zuchwałością i zaciekłością. Od służby wojskowej wyłgał się odcinając sobie siekierą dwa palce u lewej ręki. „Czytać ani pisać nie umiał, ale był inteligentny i wkrótce wysunął się na przewodnika i doradcę chłopskiego we wszystkich sprawach gminnych i imponował im nieraz zdrowym zdaniem i stanowczością”. Wybrany został więc przez włościan plenipotentem (deputatem gminnym) do regulowania spraw poddanych z dworem o pańszczyznę. Zatwierdził go starosta austriacki Breindl pomimo protestów Wiktoryna Bogusza. Nominacja miała wynikać z postawy Szeli w 1830 roku, kiedy to szpiegował dla Austriaków chłopów i dwory, zwłaszcza Boguszów, mających krewnych w armii Królestwa Polskiego i zaangażowanych w pomoc dla powstania listopadowego.

Według różnych relacji dwukrotnie lub nawet czterokrotnie żonaty, brutalny wobec wszystkich małżonek i niezbyt zamożny, cieśla i kołodziej, który w posagu pierwszej żony otrzymał zagrodę od dworu, wszedł więc w konflikt z Boguszami, właścicielami Smarzowej. Domagał się od nich uznania chłopskich praw do serwitutów. Jego nieustępliwa postawa zaowocowała dalszym zbliżeniem z Austriakami nie tylko w Tarnowie, ale i we Lwowie. Udawał się tam pieszo, „z denuncyacyą” na dwory i wnosił pisma do namiestnika arcyksięcia Ferdynanda. Słowa Szeli na papier przelewał jego pisarz i przyboczny sekretarz, dawny kapral Winiarski z Brzostku, opłacany z pieniędzy gminnych. W jednej ze skarg oskarżył on Boguszy o uwięzienie na 7 tygodni i wystawienie na pośmiewisko w kajdanach w kościele w 1833 roku. Pisząc ciągłe skargi do cesarskich urzędników i spotykając się z nimi osobiście zyskał wśród chłopów na podtarnowskiej wsi rzeczywisty autorytet i sławę człowieka związanego z Austriakami. Wiedziano jednak przy tym powszechnie o ciemnych stronach jego charakteru. Miejscowe podanie gminne głosiło, że na jego rodzinie ciążyła od wieków klątwa za zabicie pierwszego proboszcza Siedlisk, który został zamordowany przez opryszków. Ich łupem paść miał jednak tylko jeden szeląg, stąd przezwano ich później Szelągami lub Szelami. Podejrzewano też go, że z zazdrości o młodocianą żonę Niewiarowską tak zbił kijem swego parobka, że „ten wskutek tego ducha wyzionął”. Jego ofiarą miał też paść w lesie Żyd Maślanka, który został zabity i obrabowany, gdy szedł na jarmark, a zyskiem tego mordu miał być długi czarny płaszcz, który Szela okrywał „swój strój płócienny”. Występki te uchodzić jednak miały Szeli na sucho z racji jego kontaktów ze starostą. W owych czasach prawie każdy większy dwór w Galicji był pod nadzorem policyjnym starosty i taki nadzór co do dworu Boguszów w Siedliskach sprawował właśnie Szela, a spór między dworem a wsią w Galicji wynikał z wprowadzonego przez Austriaków podziału na ziemię dominikalną, pod bezpośrednim zarządem dziedzica i ziemię rustykalną, użytkowaną przez chłopów. Ta ostatnia też była własnością dworu, ale włościanie mieli prawo ja dziedzicznie uprawiać. Nie wolno jej było włączać do folwarku, a z tytułu jej uprawiania chłopi musieli odrabiać pańszczyznę.

Galicja na mapie Austro-Węgier (1905)

Konflikty zaogniał fakt, że dziedzic reprezentował państwo przy poborze podatków i rekrutów do armii. Sytuacja ta oznaczała, że ziemianie mieli w swych rękach silny instrument nacisku wobec chłopstwa. Kiedy jednak dochodziło do nadużyć, to przeciw dziedzicowi a nie przeciw zaborcy kierowała się niechęć wsi. Jurysdykcję dominikalną w Siedliskach i Smorzowej (Smarzowy) sprawował Wiktoryn Bogusz. Według relacji rodziny Boguszów sąsiedzi chwalili Wiktoryna za dobre serce i ducha poświecenia dla krewnych i poddanych, a jeden tylko Jakub Szela od dawna czuł nienawiść, której powody były bardziej natury osobistej niż politycznej. Pomiędzy Szelą a Breindlem dojść miało wręcz do pewnej fraternizacji, gdyż urzędnik: „go na kanapie sadzał, z nim konferencje odbywał i łudził obietnicą zniesienia pańszczyzny”. Skutek był taki, że Szela przez kilka lat nie odrabiał żadnej pańszczyzny, a od chłopów zbierał pieniądze na wędrówkę do Wiednia, gdzie jakoby u samego cesarza chciał się dowiedzieć co należy się dworowi.

Na czele rabacji

Gdy w lutym 1846 roku szlachta polska zbierała siły do powstania Szela wykorzystał sytuację i powołując się na wolę samego cesarza nakazał wymordowanie pańskich buntowników. Było to tym łatwiejsze, że o przygotowaniach do powstania „wiedzieli wszyscy w Galicji, a najlepiej o tym był poinformowany rząd, który organizował obronę chłopską”. Feliks Bogusz ostrzegał resztę rodziny, że powstanie jest szaleństwem i skończyć się może tym, że chłopi rzucą się na dwory. Radził schronić się w rodzinnym zamku w Rzemieniu w celu lepszej obrony. Jednak członkowie rodziny, jako nie zaangażowani w przygotowania powstańcze, nie usłuchali i pewni bezpieczeństwa zjechali na uroczystości rodzinne do Siedlisk. Powstanie wybuchło 18 lutego i w tym samym dniu Józef Braindl zwołał naradę deputowanych chłopskich do Tarnowa, w której wziął udział Szela. Jeszcze tego samego dnia Szela powrócił na wieś i działając w ścisłym porozumieniu z austriackimi urzędnikami z Tarnowa zorganizował gromady chłopskie, tzw. „czerniawy”, stając się na kilka dni panem życia i śmierci wielu szlacheckich rodzin. Chłopi galicyjscy, biedni, głodni, obarczeni potomstwem, skonfliktowani z dworami o ziemię chętnie poszli „na zbój”, tym bardziej, że oferowano im pieniądze „za fatygę”.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Sebastiana Adamkiewicza „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Autor: Sebastian Adamkiewicz
Tytuł: „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-4-6

Stron: 82

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: joanna |

Dziękuję - przydało się w kl. 7 SP



Odpowiedz

Gość: Kate |

Dziękuję za kawał dobrej roboty wykonanej przez autora artykułu i ciekawe wpisy komentatorów. Pochodzę ze wsi Lipce opisanej i rozsławionej przez Reymonta. Los ludzi na wsi w tamtych czasach (przed pierwszą wojną a nawet w okresie międzywojennym) był naprawdę trudny. Na pewno jeszcze trudniej było na przełomie XIX wieku. Wystarczyło wsłuchać się w opowiadania starszego pokolenia często przekazującego historie opowiadane i przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Mam w domu historyczny ukaz uwłaszczeniowy napisany po rosyjsku nadający prawo do kilku morgów ziemi moim przodkom.Na pewno młodym ludziom uczącym się teraz historii w okrojonej liczbie godzin a także literatury bez wnikliwego sięgania do powieści i nowel Reymonta, Prusa i im współczesnym trudno wczuć się w losy nie tylko biedoty wiejskiej ale również by poznać coś więcej niż datę powstania listopadowego czy styczniowego ale by poznać kawałek historii dziejącej się całkiem niedawno, dotyczącej naszych pra pra dziadków. Powszechnie mówi się obecnie o antysemityźmie a czy czasem ta dość powszechna przed wojną niechęć do Żydów nie wynikała po części z tego prawa do arendarzowania czyli prowadzenia karczmy i upijania chłopów wódką z dworskiej gorzelni. Bagaż trudnych doświadczeń ciągnie się przez pokolenia ale ta samoświadomość całych grup społecznych ciągnie się przez pokolenia. O Jakubie Szeli uczyłam się w szkole (było to ok 45 lat temu). Nie był postrzegany jako wybitnie negatywna postać lecz przywódca chłopskiego powstania przeciwko powszechnie panującemu zniewoleniu chłopstwa i wszechogarniającej biedzie i beznadziei. Nie wiem co na ten temat wie współczesna młodzież. Trochę się obawiam czy tak powszechne obecnie roszczenia do odzyskiwania dawnych własności, pałaców dóbr, majątków zarówno przez potomków dawnych rodów jak i duchowieństwo nie skłoni niektórych do marzeń o darmowych parobkach. To potomkowie tych folwarcznych parobków i kościelnych są teraz rolnikami, robotnikami, urzędnikami a nawet naukowcami. Jeszcze ciągle wstydzą się nie całkiem uświadomionej przeszłości swoich ubogich pradziadków ale historię warto znać. Potępiany w licznych postach Jakub Szela gdyby nie było okrutny raczej niczego by w tamtych czasach nie wskórał. Pomimo niewątpliwego okrucieństwa była to gwałtowna reakcja na mniej okrutne ale trwające przez wieki poniżenie i niewolnictwo chłopów, o którym obecnie w szkole w podręcznikach nie pisze się zbyt wiele. W końcu to trudny kawałek własnej historii ale trzeba go znać. Duchowieństwo nauczające wówczas religii miało z jednej strony naiwna ideologię o pochwale ubóstwa a z drugiej żyło wykorzystywania podległych im chłopskich rodzin oddających dziesięcinę i pracujących na kościelnych folwarkach chociaż sami nie mieli co jeść, szczególne na osławionych przednówkach czyli powszechnym głodzie gdy skończyły się zimowe zapasy zboża i ziemniaków krów jeśli ją posiadano nie było czym karmić a na polu jeszcze nic nie rosło. Niedożywione i nieleczone dzieci powszechnie umierały. Trzech najstarszych synów mojej babci (bracia mojej Mamy urodzonej w 1926 r.) zmarło w ciągu jednego tygodnia około 1910 roku na powszechnie panujący "krup" czyli krztusiec. Do chłopskich dzieci raczej nie wzywano lekarza bo nie było czym im zapłacić. W mojej rodzinie zawsze powtarzana był historia o ogromnej biedzie na wsi podczas Sanacji (okres międzywojenny). Pomimo odzyskania wolności i własnej państwowości bieda i głód na wsiach i robotniczych dzielnicach miast nijak nie pasuje teraz do puszenia się teraz marszałkiem Piłsudskim, który prowadził własną wojenkę by pozbyć się przeciwników politycznych (niektórych uwięził) a nie dbaniem o obywateli Rzeczypospolitej ale teraz o tym się nie mówi. Jak również podwójna moralność marszałka (Zona i kilka kochanek) nie pasuje jako obowiązujący wzór moralności i patriotyzmu współczesnej młodzieży. W niejednej rodzinie znane są takie historie o trudnych czasach międzywojennych i losie potomków uwłaszczonych chłopów po powstaniu Jakuba Szeli. Szanujmy to co niesie nasza zbiorowa pamięć o przeszłości naszych przodków, łatwiej zrozumieć wtedy to co dzieje się obecnie i dlaczego co parę pokoleń zmienia się radykalnie treść podręczników do historii.



Odpowiedz

Gość: jakub |

@Gość: Kate ZWIERZĘTA-W-WŁAŚCICIELE NIEWOLNIKÓW WIECZNIE BESTIALSCY



Odpowiedz

Gość: |

@Gość: Kate brawo



Odpowiedz

Gość: ktość |

polityczna manipulacja zaborcy ma być pretekstem do wybielania mordercy? nim cokolwiek powiecie to sprawdcie sobie kto najwiecej korzystał na takich zawieruchach :) co to miało na celu ? Fakt faktem że chłopi byli łupieni ale też ich los marniał w związku z rewolucją przemysłową bo pany zaczeły się zajmować przemysłem a chłopy były zostawiane sami sobie i klepali jeszcze większą biedę. Ten cały szela to jest zwyczajny "zielony ludzik" zaborcy ktoś ze społeczeństwa przekonany że jak będzie wspierał silniejszego to na tym zyska a w praktyce oznaczało to podwójną stratę dla narodu i skłócanie społeczeństwa znacie tą maksymę dziel i rządź? :) Czy w obecnych czasach czy w przeszłości prawa ekonomii działały tak samo i prawa ewolucji też. Najnowszy przykład jak można chłopów wymanewrować dla swoich potrzeb jest działalność Samoobrony ;D tak tak oni jeszcze żyja można się poptytać dlaczego tak robili a nie ma takich badań. Gdyby świat był sprawiedliwy to nagrano by przeciwników strajkujących na przejściach blokujacych etc a nawtępnie dożywotnio zabroniono przydzielania im dopłat unijnych :D Tak więc w każdym narodzie zajdzie się niezadowolona,słabsza mniejszość którą ktoś zapragnie manipulować dla własnych potrzeb tak jest było i będzie.



Odpowiedz

Gość: Andrzej Szela |

ciekawe,,,



Odpowiedz

Gość: Chłop syn chłopów |

Między niewolnictwem w Ameryce ,a niewolnictwem w Polsce główna i najważniejsza różnica polegała na tym ,że amerykańskich niewolników sprzedawano detalicznie , a w Polsce hurtowo razem z kozami krowami ziemią i nieruchomościami . Bestialstwo panów kulturalnych szlachciców dorównywało , nawet przewyższało okrucieństwo panów Niewolników z Ameryki . Powszechne gwałty i tortury stosowane przez najeżdżców sarmatów na chłopach polskich przechodziły ludzkie pojęcie . Dlaczego w Polsce się o tym milczy ,a nawet celebruje ten potworny dla Polaków okres czterech wieków niewoli i zamiany człowieka w folwarczne bydło . Jak długo jeszcze my Chłopi będziemy pozwalali ,aby władze naszego Polskiego państwa o tym milczały . Kiedy zaczniemy obchodzić Dzień wyzwolenia z niewoli/pańszczyzny .



Odpowiedz
Paweł Skworoda

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzator historii, autor książek popularnonaukowych: „Warka - Gniezno 1656” (2003), „Hammerstein 1627” (2006), „Wojny Rzeczypospolitej Obojga Narodów ze Szwecją” (2007). Publikował na łamach „Mówią Wieki”, „Focus Historia”, „Teki Historyka”, „Studiów i Materiałów do Historii Wojskowości”, „Materiałów do Historii Wojskowości”.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org