Opublikowano
2013-08-20 10:20
Licencja
Wolna licencja

Karolina Kocięcka – zapomniana duma polskiego sportu

„Energicznym krokiem wchodzi »skromny granatowy płaszczyk i jeszcze skromniejszy czarny kapelusik«. Pod nim twarz »starszej pani«. Jeszcze czerstwa, ale już odznaczona dyplomem szkoły życia: zmarszczkami. W twarzy oczy. Jasne, młode i silne […] – Jestem Karolina Kocięcka”.


Strony:
1 2

Karolina Kocięcka (domena publiczna). Dziennikarz „Kurjera Sportowego” Józef Irża, któremu w 1933 roku przyszło przeprowadzić rozmowę z przybyłą do redakcji panią, bez większych emocji uścisnął podaną mu dłoń. Nie wiedział jeszcze co ma do opowiedzenia ta drobnej postury, nie najmłodsza już kobieta. A opisać mu miała swoją przeszłość – piękną karierę niedoścignionej przez wielu cyklistki, podziwianej przez rówieśników, a zapomnianej przez następne pokolenia. Kto z nas pamięta dziś o Karolinie Kocięckiej, wielokrotnej rekordzistce świata na różnych dystansach, pogromczyni mężczyzn w licznych wyścigach, jednej z bojowniczek o miejsce dla kobiet w sporcie, wybitnej i cenionej kolarce przełomu XIX i XX wieku?

Diablica wsiada na rower

Karolina Kocięcka urodziła się w Warszawie w 1875 roku. Z powodu straty matki w wieku zaledwie 10 miesięcy wychowywała się w męskim towarzystwie (miała dwóch starszych braci). Niewątpliwie nie pozostało to bez wpływu na jej późniejsze postrzeganie świata i ułatwiło przyswajanie pewnych nowości, których reszta społeczeństwa nie była w stanie tak szybko zaakceptować. Gdy zatem nastoletnia Karolina po raz pierwszy wyjechała na warszawskie ulice rowerem wzbudziła niesamowite zgorszenie (miała wtedy dwanaście lub piętnaście lat). Przedstawicielka płci pięknej odziana w męski strój sportowy, poruszająca się w dodatku na dwukołowym dziwactwie – tego było stanowczo za dużo, wszak u schyłku XIX wieku nawet w dużych miastach wielu ludzi nie było przyzwyczajonych do widoku roweru. Cyklistka początkowo nie znalazła zrozumienia nawet wśród własnej rodziny, która – jak sama wspominała po latach – „wyklęła ją”. Mimo trudności robiła to, co naprawdę pokochała, nie oglądając się na wstrząśniętych jej wyczynami rodaków.

Kolarska przygoda Kocięckiej zaczęła się na całego wraz z podwarszawskim wyścigiem na 25 wiorst (ok. 27 km), zorganizowanym w 1891 roku. „[…] oczywiście na starcie, jak zwykle, mieli stanąć wyłącznie mężczyźni” – wspominała cyklistka blisko czterdzieści lat później w czasie wywiadu w Rzymie. „Zaprotestowałam, prosząc […], aby w wyścigu mogły startować również kobiety […]. Usłyszałam wtedy, że jestem właściwie jeszcze dzieckiem, a nie kobietą, ale ostatecznie zgodzili się”. W taki sposób na linii startowej – poza kilkunastoma mężczyznami – stanęło w sumie siedem kobiet, w tym słynna niemiecka kolarka Berta. Widownia była przekonana, że to właśnie ona odniesie sukces. Jak wielkie zaskoczenie musiało odmalować się na twarzach obserwatorów, kiedy jako pierwsza dotarła na metę, nieznana jeszcze ze swoich możliwości, Kocięcka. „Najpierw była konsternacja, zdumienie, ale później radość i pochwały. A mnie to tylko podbudowało na duchu, zaczęłam marzyć o nowych występach. Rower i szosa były dla mnie wszystkim”.

Przez rzekę w pończochach

Rowerzystka w Brisbane w Australii, ostatnia dekada XIX w. (domena publiczna). O niezwykłej determinacji, wytrwałości i odwadze Kocięckiej można się było przekonać w 1896 roku, kiedy to została zaproszona do Lwowa na 75-wiorstowy (ok. 80 km) wyścig. By dotrzeć na miejsce, musiała przedostać się przez granicę, dzielącą Kongresówkę i zabór austriacki, nie mając na to żadnego zezwolenia. Skończyło się na przekupieniu rosyjskiego żandarma i nocnym biegu przez las. „[…] proszę sobie wyobrazić, jak w lakierkach i krótkich pantalonach, ażurowych pończochach biegłam lasem, potem przechodziłam przez rzekę, a później, jeszcze sześć kilometrów szłam do najbliższej stacji kolejowej”. Trud nie był nadaremny. We Lwowie czekało na Kocięcką serdeczne przyjęcie przez organizatorów i widzów, a także pierwsze miejsce w wyścigu. Cyklistka pokonała wówczas 20 mężczyzn.

Dwa lata później, w 1898 roku, Kocięcka otrzymała zaproszenie do Petersburga. Odbywał się tam kolejny już, dość wówczas popularny, wyścig stadionowy na czas. „Trzeba było jeździć wokoło dwanaście godzin bez przerwy. Stanęłam na starcie. Pompa niebywała. Dziesiątki tysięcy ludzi i kilka wojskowych orkiestr. Prawdziwy piknik. Startowało dziewiętnaście wybitnych kolarzy Europy”. Cóż to jednak było dla Kocięckiej. Rywale odpadali jeden po drugim. Publiczności przybywało, gdyż każdy chciał na własne oczy obejrzeć wyczyny nieugiętej cyklistki. Po dwunastu godzinach nieprzerwanej, a pod koniec już samotnej jazdy (wszyscy pozostali zawodnicy zrezygnowali) Kocięcka dotarła do mety i odniosła kolejne zwycięstwo, ustanawiając do tego kobiecy rekord świata (którego nie omieszkała później dwa razy poprawić). Nazwano ją wtedy Latającą Diablicą. „Gdy zeszłam z roweru byłam zwinięta w kłębek” – wspominała. „Nóg nie mogłam rozprostować, ale cieszyłam się bardzo z tego zwycięstwa, gdyż wszyscy wiedzieli dobrze, że jestem Polką”.

Mimo zwycięstw i uplasowania się na wysokim miejscu w europejskim sporcie, do którego prawa nikt nie mógł jej już odmówić, Kocięcka nadal spotykała się z nieprzychylnymi reakcjami rodaków. Wojowniczy charakter nie pozwalał jej jednak na zwątpienie. Jak sama później stwierdziła, nie baczyła na negatywny stosunek rodziny i „śmiech ulicy”: „[…] startowałam i biłam rekordy na 100, 300 i 400 wiorst. Bawiło mnie to, żyłam tym”. Warto w tym miejscu nadmienić, że w samym tylko 1899 roku Kocięcka uzyskała najlepszy rezultat aż 75 razy.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość |

Autorce polecam kwerendę w sportowych czasopismach warszawskich sprzed 1914 r., m. in. w Cykliście. Jest tam sporo o Kocięckiej.



Odpowiedz

Gość |

GWIAZDA!!!



Odpowiedz
Julita Kamionowska

Studentka historii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią XIX wieku, szczególnie dziejami ziem polskich, litewskich i rosyjskich. Poza historią pasjonuje się też sportem (zwłaszcza skokami narciarskimi i lekkoatletyką).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org