Opublikowano
2014-12-12 18:35
Licencja
Wolna licencja

Kaukaz w ogniu – pierwsza wojna w Czeczenii

Od czasów biblijnych wiadomo, że Dawid wygrywa z Goliatem, nawet jeśli Goliat dysponuje dywizjami powietrznodesantowymi i oddziałami Specnazu. Czasem jednak Dawid musi uciec się do drastycznych środków...


Strony:
1 2 3 4

Zobacz też: Dlaczego doszło do wojny w Czeczenii?

O przyczynach wybuchu pierwszej wojny czeczeńskiej już pisaliśmy. Pokrótce przypominając, była ona efektem z jednej strony tradycyjnej na Kaukazie wrogości wobec Rosji, z drugiej zaś, prowadzonej przez Jelcyna polityki, mającej na celu zaspokojenie oczekiwań komunistów i nacjonalistów oraz podtrzymanie jego władzy. Co, nawiasem mówiąc, bardzo się zazębiało.

Kiedy na początku grudnia na granicy czeczeńskiej znalazły się potężne siły Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego, mało kto w Moskwie uważał, iż działania potrwają dłużej niż cztery tygodnie. Siły rosyjskie były kilkakrotnie liczniejsze, Czeczenia zaś podzielona była między zwalczające się stronnictwa. Do tego jaki opór stawić mógł niewielki, górski kraik wobec olbrzymiego państwa, które jeszcze pięć lat wcześniej sterowało całym blokiem wschodnim? Na pozór niewielki, jeśli nie żaden.

Rosyjski helikopter strącony przez bojowników czeczeńskich w rejonie Groznego, 1994 r. (fot. Mikhail Evstafiev, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Pierwsza faza i pierwsza kompromitacja

Rosyjska ofensywa ruszyła 11 grudnia i niemal od razu rozpoczęły się problemy. Mało tego, że miejscowa ludność stawiała zacięty opór, a na blokady drogowe i barykady natrafiano nawet na terenach niesprzyjających gen. Dżoharowi Dudajewowi. Dał o sobie znać cały szereg zaniedbań logistycznych. Rosyjskim żołnierzom brakowało żywności i ciepłych mundurów. Podczas noclegów spali w pojazdach, nie mogli jednak włączać silników, by się ogrzać, nie mieli bowiem paliwa. Mimo tego udało im się 17 grudnia uformować wokół Groznego pierścień o promieniu od 7 do 15 kilometrów. 19 grudnia ruszyli dalej, zdobywając po ciężkich walkach wieś Pietropawłowskaja, co pozwolił im na uchwycenie strategicznego mostu nad Sunżą i otwarcia drogi na Grozny.

Czeczen w czasie modlitwy w oblężonym Groznym (fot. Mikhail Evstafiev, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported). 21 grudnia wyczerpała się cierpliwość ministra Graczowa. Koszmarne braki dawały o sobie znać na każdym kroku, dochodziło nawet do sytuacji zgoła kuriozalnych, jak na przykład w przypadku lotnictwa. Poziom wyszkolenia pilotów okazał się tak fatalny, że dowodzący nimi gen. płk Piotr Diejmekin, by zapewnić wsparcie siłom lądowym, zmuszony był wypożyczyć maszyny wraz z pilotami z Lotniczego Centrum Doświadczalnego i Badawczego w Achtubińsku. Posypały się głowy, decyzją Graczowa całe dowództwo Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego zostało zdymisjonowane, zaś nowym dowódcą operacji został gen. Anatolij Kwasznin. Następnego dnia, 22 grudnia, wydał on rozkaz rozpoczęcia nalotów na Grozny. Na dzielnice mieszkalne i ludność cywilną zaczęły spadać bomby.

Celem nalotów było zdemoralizowanie obrońców i zarazem zastraszenie ludności zarówno Czeczenii, jak i innych republik kaukaskich, które ewentualnie mogłyby pójść jej śladem. Liczono także na to, że Dudajew zdecyduje się na ucieczkę z miasta w góry, co pozwoli w miarę sprawnie wykonać podstawowy punkt operacji czeczeńskiej: zajęcie stolicy. Prezydent jednak nie uciekł. Został w bombardowanym mieście i rozpoczął z Rosją wojnę informacyjną, robiąc nad wyraz rozsądną rzecz – zaprosił do Groznego wszystkich chętnych dziennikarzy i korespondentów z każdego możliwego kraju. Świat był wstrząśnięty ich relacjami. Dzienniki i programy informacyjne pełne były materiałów z niszczonego rosyjskimi bombami Groznego. Wzrastało oburzenie na Rosję. Dudajew liczył na to, że zachodnie rządy wywrą na Jelcyna naciski, dzięki którym możliwe będzie zatrzymanie rosyjskich wojsk. I był jednym z pierwszych przywódców, który po upadku Związku Sowieckiego się na takich rachubach srodze zawiódł.

Owszem, świat był wstrząśnięty informacjami z Groznego… Ale od dwóch lat cyklicznie wstrząsały nim równie straszliwe informacje z terenów byłej Jugosławii, gdzie właśnie trwała wojna. Rządy natomiast nie miały zamiaru wstawiać się za krajem, który nie został nigdzie na świecie uznany, ograniczyły się więc do niezbyt zdecydowanych protestów przeciw nadmiernej brutalności działań wojennych. W czasie trwania operacji czeczeńskiej Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyznał Rosji poważny kredyt, zaś sankcje nowoutworzonej Unii Europejskiej okazały się ledwo odczuwalne.

Zniszczony rosyjski bojowy wóz piechoty na ulicy Groznego (fot. Mikhail Evstafiev, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Po naciskach Graczowa 31 grudnia siły rosyjskie ruszyły do szturmu Groznego. Armia rosyjska w Czeczenii liczyła wtedy 38 tysięcy żołnierzy, 230 czołgów, 454 bojowe wozy piechoty i 388 dział i moździerzy, zaś do samego natarcia ruszyło 16 tysięcy żołnierzy wspartych przez 190 czołgów.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Przemysława Mrówki – „Krwawy Kaukaz: Czeczenia”:

Autor: Przemysław Mrówka
Tytuł: „Krwawy Kaukaz: Czeczenia”

ISBN: 978-83-65156-03-7

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 82

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Jb |

16 przywodcow Polskiego Panstwa Podziemnego, dowodce wilenskiej AK, te ruskie gnidy zaprosily na "ROKOWANIA", aresztowaly i zamordowaly. Teraz byli lepsi, nie musieli aresztowac. Zamordowali w trakcie rokowan przez telefon satelitarny. Ta sama ruska dzicz, ta sama
mordercza sklonnosc. Czy to z naganem w Katyniu, czy z satelita w Czeczeni. Bydlo i mordercy



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Jb - sto pięćdziesiąt lat temu Stany Zjednoczone pokazały, jak należy postępować ze zbuntowanymi separatystami. Rosja po prostu wzięła przykład z USA. A ja muszę przyznać, że nie rozumiem, skąd w Polsce biorą się sympatycy islamistów.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Komar

Z rusofobii.



Odpowiedz
Przemysław Mrówka

Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org