Opublikowano
2012-05-03 10:50
Licencja
Wolna licencja

Konstytucja 3 maja – wola narodu czy zamach stanu?

Konstytucja 3 maja uchodzi w polskiej tradycji historycznej za jedno z najdonioślejszych osiągnięć rodzimego systemu parlamentarnego. Sam sposób przyjęcia Ustawy Rządowej niewiele miał jednak wspólnego z sielankową wizją uchwalenia aktu jedności narodu. Niektórzy powiedzą nawet, że tak naprawdę mieliśmy do czynienia z zamachem stanu.


Zobacz też: Staropolski parlamentaryzm - jak funkcjonował ustrój I RP?

Zobacz też: Konstytucja 3 maja - historia i dziedzictwo

Jan Sucharzewski, poseł kaliski protestujący przeciw Konstytucji 3 maja, fragment obrazu Jana Matejki „Konstytucja 3 maja 1791” Entuzjazm i tryumfalny pochód z Ustawą Rządową, ukazany na obrazie Jana Matejki pt. „Konstytucja 3 maja 1791”, zakłóca pewien szczegół. Jest nim mężczyzna leżący w centralnej części obrazu, który rejtanowskim gestem próbuje przerwać doniosłą uroczystość. To Jan Suchorzewski, wojski wschowski i poseł kaliski na Sejm Wielki. Skąd wziął się jego dramatyczny protest? Późniejsza historiografia i tradycja historyczna, przypisze Suchorzewskiemu cechy zdrajcy i sprzedawczyka. Na Matejkowym obrazie widoczne są karty do gry i trzos wypadły z kieszeni posła. Atrybuty to nieprzypadkowe, bo wyraźnie wskazujące na zdradziecki charakter jego manifestacji. Jednak dziejopisarze opisywali posła kaliskiego nie tylko jako sprzedawczyka, ale także wariata, który w ataku szaleństwa próbował powstrzymać uchwalenie tak doniosłej reformy. Był to zresztą pogląd bliski już świadkom tamtejszych wydarzeń. Adam Stanisław Krasiński, biskup kamieniecki, żądać miał nawet, aby protestującego ogolić i oddać do „czubków”.

A więc zdrajca i wariat stanął naprzeciw woli narodu, której najwyższym wyrazem było wspaniałe dzieło: Ustawa Rządowa. Teza to łatwa i zrozumiała, zwłaszcza w kontekście budowania późniejszego mitu majowej konstytucji. Wszak miała być ona tworem zdroworozsądkowym, powstałym pod piórami najwybitniejszych polskich myślicieli politycznych, a następnie uchwalonym przy zgodnym aplauzie całej wspólnoty narodowej. Inna wizja Konstytucji byłaby nie do przyjęcia. Przeciwko niej musiał więc protestować ktoś podejrzany, a w ostateczności niespełna rozumu. Czy jednak czyn Suchorzewskiego może w istocie uchodzić jedynie za przejaw odejścia posła od zmysłów? A może był desperackim krokiem mającym powstrzymać zamach stanu godzący w próby odnowy życia parlamentarnego?

Sposób przyjęcia Konstytucji odbiega bowiem od sielankowej wizji zgodnej uchwały posłów zgromadzonych na Sejmie Wielkim. Przebieg obrad w pierwszych dniach maja roku 1791 wpisywał się raczej w ciąg nadużyć i łamania zasad sejmowania. Jeśli więc doszukiwać się źródeł protestu Suchorzewskiego, pomstującego, iż woli zabić swego syna, niż skazywać go na życie w niewolnym kraju, to nie należy ich widzieć wyłącznie w głupocie zdradzie (tym bardziej, że delegat z Wielkopolski wchodził do Sejmu jako przedstawiciel Stronnictwa Patriotycznego, a w czasie samych obrad był jednym z najaktywniejszych, przemawiając ponad 450 razy). Z pewnością sam sposób „uchwalania” Konstytucji mógł budzić wątpliwości i być fundamentem pod późniejszą argumentację antykonstytucyjną.

Droga do uchwalenia Konstytucji 3 maja

Strona tytułowa Ustawy Rządowej Prace nad Ustawą Rządową rozpoczęły się we wrześniu 1789 roku. Pieczę nad reformą ustroju sprawować miała wyłoniona przez parlament Deputacja do Formy Rządu kierowana przez biskupa kamienieckiego Adama Stanisława Krasińskiego. Faktycznym przywódcą Deputacji był jednak marszałek nadworny litewski Ignacy Potocki, który sam pisał projekty reform, a następnie konsultował je z pozostałymi członkami komisji, aby po tych rozmowach nadawać im ostateczną treść. Prace Deputacji przebiegały jednak wolno, co wzbudzało irytację wśród sejmujących. Przedłożone w grudniu 1789 roku Zasady do poprawy formy rządów oraz przedstawiony w sierpniu 1790 Projekt do formy rządów nie wzbudzały euforii wśród zgromadzonych posłów. Wskazywano na nadmierny republikanizm przedstawianych projektów. Swoim politycznym ambicjom dawali wyraz również mieszczanie, którzy domagali się, aby w projekcie nowych zasad ustrojowych uwzględniono postulat dopuszczenia reprezentantów miast do sejmu.

Do największej polaryzacji stronnictw na sali sejmowej doprowadził jednak punkt zapowiadający, że w przyszłym ustroju Rzeczpospolitej nie będzie już wolnej elekcji, a tron stanie się dziedziczny. Część posłów uznawała to za nadmierny zamach na dotychczasowy system sprawowania władzy. Wobec tak kształtujących się postaw obradujących, postanowiono zająć się w pierwszej kolejności sprawami dotyczącymi działania sejmików oraz postulatami mieszczan. W rzeczywistości decyzja ta zahamowała prace nad ustawą reformującą ustrój państwa. Obrady ciągnęły się w nieskończoność, a wszelkie procedury, które miały na celu usprawnienie prac sejmu (np. zakaz zabierania głosu więcej niż dwa razy w tej samej sprawie) pozostawały jedynie na papierze.

Tymczasem koniunktura w polityce międzynarodowej, która jeszcze w 1788 roku sprzyjała wprowadzaniu reform, zaczęła się powoli odwracać. Zawierając w sierpniu 1790 roku pokój ze Szwecją, Rosja przestała prowadzić wojnę na dwa fronty, co umożliwiło jej skupienie większości sił na tureckim teatrze walk. Prace nad reformą ustrojową w Polsce musiały więc przyśpieszyć. Szansą na to było porozumienie między królem a Ignacym Potockim, do jakiego doszło w grudniu 1790 roku. Od tej pory przyszła Konstytucja 3 maja projektowana była w wąskim gronie wtajemniczonych osób. Zdawano sobie jednocześnie sprawę, że samo spisanie nowego projektu nie będzie kończyło żmudnych prac nad jego wprowadzaniem w życie. Potrzebna była wszak zgoda sejmu. Zastanawiano się, jak uchwalić Ustawę Rządową bez zbędnych dyskusji, które znów opóźniłyby zabiegi reformatorów. Sytuacja międzynarodowa mogła się wszak w każdej chwili zmienić na niekorzyść Polaków.

Przygotowania

Pod koniec marca 1791 roku projekt Ustawy Rządowej był już prawie gotowy. Jej twórcy zaczęli więc pozyskiwać zwolenników, którzy mogliby ją poprzeć w momencie wprowadzenia jej pod obrady sejmu. Uznano, że musi się to odbyć w formie jednorazowego głosowania nad całością Ustawy, bez dyskusji nad poszczególnymi jej zapisami. Projekt przybrać więc miał charakter konstytucji (słowo to w tradycji parlamentarnej Rzeczpospolitej oznaczało tyle co ustawa). Jednocześnie obawiano się, że opozycja może nie zgodzić się na taki sposób procedowania, domagając się, jak było to w przypadku wcześniejszych projektów, debaty nad szczegółowymi postanowieniami. Twórcy konstytucji wyszli więc z założenia, że przyjęcie konstytucji ważniejsze jest od zasad parlamentarnych, które można poświęcić na ołtarzu walki o reformę.

Projekt Ustawy Rządowej wniesiony miał być pod obrady zaraz po powrocie posłów ze świąt wielkanocnych. Decyzję taką podjęto nie bez przyczyny. Znając praktykę sejmowania, doświadczeni parlamentarzyści skupieni w obozie króla i Ignacego Potockiego podejrzewali, że frekwencja po świętach będzie niska. Ponieważ w polskim sejmie nie obowiązywała zasada quorum, ustawa mogła być przyjęta w obecności małej liczby posłów, bez groźby wywołania zarzutów o nielegalność decyzji. Czekanie na zebranie pełnego skład sejmu było raczej dobrym obyczajem, a nie wymogiem.

Uchwalenie Konstytucji 3 maja

W stronnictwie prokonstytucyjnym ciągle dominowały jednak obawy, ze planowana akcja będzie niewystarczająca. Choć obrady sejmu miały być wznowione 5 maja, twórcy Ustawy postanowili zmobilizować swoich stronników do przybycia kilka dni wcześniej. O spisku dowiedziała się co prawda opozycja, ale było zbyt późno, aby mogła zgromadzić w izbie liczbę posłów wystarczającą do zablokowania działań królewskich. Widząc jednak, że na sejm spływają nie tylko zwolennicy reform, ale także opozycjoniści, stronnictwo prokonstytucyjne postanowiło zagrać ostro. 3 maja do Warszawy wkroczyły oddziały wojskowe, a widownię sali sejmowej na Zamku Królewskim w Warszawie wypełnił tłum specjalnie dobranych arbitrów, którzy zarówno okrzykami, jak i samą swoją obecnością wywierać mieli presję na opozycji. Dodatkowo pod Zamkiem gromadziły się tłumy mieszczan zainspirowanych przez Hugo Kołłątaja. Opozycja znalazła się w potrzasku. Któż mógłby się wszak ośmielić zaprotestować w obliczu wojska i rozentuzjazmowanego tłumu?

Demokracja czy zamach stanu?

W takiej atmosferze rozpoczęły się obrady sejmowe. Wśród 182 posłów zdecydowaną większość stanowili zwolennicy Ustawy. Na początku odczytano depesze od posłów zagranicznych, z których treści wynikało, że Polska zagrożona jest kolejnym rozbiorem. W obliczu takich doniesień Ignacy Potocki w teatralnym wystąpieniu prosił króla o wskazanie środków, które mogłyby uratować kraj przed zagładą. W tym momencie monarcha wniósł pod obrady projekt Ustawy Rządowej, stwierdzając, że tylko ona uchroni Rzeczpospolitą przed upadkiem. Zwolennicy reform podnieśli krzyk, domagając się jej przyjęcia bez dyskusji. Opozycja zaczęła jednak głośno protestować, wskazując, że nad projektem powinna odbyć się dyskusja, a ta jest niemożliwa, ponieważ posłowie nie otrzymali wcześniej projektu Ustawy i nie mieli czasu, by się z nią zapoznać.

Po odczytaniu zapisów konstytucji podniosły się głosy ze strony opozycji, że artykuły dotyczące sukcesji tronu nie są zgodne z pacta conventa, w których Stanisław August obiecał, że tron pozostanie elekcyjny. Chcąc przerwać tę dyskusję, poseł inflancki Zabiełło wezwał do przyjęcia Ustawy. Król podniósł rękę, dając znak, że chce zabrać głos. Zwolennicy reform odczytali jednak ten gest jako gotowość do złożenia przysięgi. Opozycja mogła jedynie bezradnie patrzeć, jak reformatorzy w asyście arbitrów i tłumów mieszczan wychodzą tryumfalnie z sejmowej i udają się na uroczyste dziękczynienie do kolegiaty św. Jana. Ustawa Rządowa została przyjęta. 4 maja 26 posłów i jeden senator opozycyjny złożyło manifest przeciwko uchwale, kiedy jednak 5 maja wznowiono obrady sejmu, opozycjoniści zaczęli wycofywać swoje wcześniejsze podpisy pod manifestem. Tego samego dnia Konstytucja 3 maja wpisana została do akt grodzkich, a tym samym uznana została za legalną.

Uchwalenie Konstytucji odbyło się więc z naruszeniem zasad sejmowania. Brak deliberacji nad projektem, wniesienie go pod obrady w zaskakujący i nieoczekiwany sposób, obradowanie przy asyście wojska i sprowadzonych tłumów mieszczan być może nie łamało nieokreślonych i płynnych procedur sejmowych, ale z pewnością miało mało wspólnego z pojęciem demokracji czy dobrym obyczajem parlamentarnym. Konstytucja wprowadzona została siłą, bez większego liczenia się z głosem opozycji. Głos Suchorzewskiego rozpatrywać więc należy w kontekście nie tylko jego osobistych poglądów na temat Ustawy Rządowej, ale przede wszystkim sposobu procedowania nad nią.

Czy więc Konstytucja 3 maja była nielegalna? Czy można powiedzieć, że stała za nią wyłącznie siła zamachu stanu nieliczącego się z demokratycznymi procedurami? Zarzutów takich obawiali się twórcy reformy. Ostatnim aktem walki o zalegalizowanie Konstytucji 3 maja były sejmiki lutowe z 1792 roku. Przytłaczająca ich większość opowiedziała się na nową Ustawą Rządową. Zgodnie z polskim obyczajem decyzje sejmików miały znaczenie szczególne, posłowie byli wszak przede wszystkim reprezentantami swoich lokalnych społeczności. Referendum lutowe – jak nazwał sejmiki 1792 roku Wojciech Szczygielski – zmyło z Konstytucji znamię zamachu stanu, w atmosferze jakiego z pewnością Ustawę przyjmowano.

Zobacz też:

Polecamy także e-book Autora tekstu pt. „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Autor: Sebastian Adamkiewicz
Tytuł: „Zrozumieć Polskę szlachecką”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
ISBN: 978-83-934630-4-6
Stron: 82
Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: JAR |

"Problemem była szlachta." Zbiorowa odpowiedzialność. Trudno by cała szlachta była jednomyślna. "Przecież zdrajca Staś Erotoman Bi znikąd się na tronie nie wziął." Jak pisałem na tronie osadziły go obce wojska jak i poprzedników jego.



Odpowiedz

Gość: e |

Rozczulacie się nad tą "konstytucją", aczkolwiek to nie ona była problemem. Problemem była szlachta. Przecież zdrajca Staś Erotoman Bi znikąd się na tronie nie wziął. W ogóle problemem Rzeczpospolitej była i wciąż jest bezkarność naszej "elity". W ciągu całej naszej historii, to nie obcy doprowadzali nasz kraj do ruiny, tylko ... szlachta.



Odpowiedz

Gość: JAR |

Doboszyński "podstępnymi metodami narzucono narodowi te reformy" a konkretnie? "Obrano datę 3-go maja jako leżącą tuż po świętach Wielkiej Nocy i korzystając z tego, iż większość posłów była poza Warszawą, ucieknięto się do oszustwa, fabrykując z pełną świadomością ich nieprawdziwości depesze zagraniczne, mające wpływać na wahających się posłów i nakłonić niezdecydowanych do uchwalenia reform." Ksiądz Kalinka, na którego Doboszyński powoływał się z aprobatą, gdy pasowało to do jego założeń, pisze "zarzut, który czynią cudzoziemscy z owego czasu posłowie, jak Essen i Hailes, i dzisiejsi historycy rosyjscy i niemieccy, jak Smitt, Sołowiew i Hermann, że depesze polskich ministrów, na których deputacya spraw zagranicznych oparła swą relacyę, a Sejm swoją uchwałę, były sfałszowane. Moglibyśmy nawzajem uczynić im zarzut, że wnoszą oskarżenie bez podstawy, bo depesz tych ministrów nie czytali i porównać ich z relacyą nie mogli" ('Sejm Wielki' tom 3). Podobnie Leon Wegner "Z posłów państw zagranicznych, którzy podówczas znajdowali się w Warszawie, podają trzej, t j. Bułhaków rosyjski, Essen saski i Hailes angielski, w sprawozdaniach swych urzędowych wiadomość, że czytane na posiedzeniu z dnia 3 maja depesze ułożone były w Warszawie i przysłanie posłom polskim u dworów zagranicznych do podpisu; jednem słowem, że były sfałszowane, jeżeli nie całkiem zmyślone, a to w tym celu, ażeby wystawić narodowi zamach stanu, jako nieodzowny i konieczny. (...). Ktoby podrobił te depesze, i z jakiego źródła zaczerpnęli o podrobieniu tem wiadomość, o tem nie wspominają trzej posłowie ani słowem. Porównywając opisy ich, jakie rządom swym podali o szczegółach posiedzenia tego, opisy przepełnione najoczywistszemi zmyśleniami; z osławioną 'Odezwą do narodu' Jana Suchorzewskiego posła kaliskiego, lub z 'Uwagami' Dyzmy Tomaszewskiego [targowiczan], w których szaleńcy ci najbezczelniejsze i najkłamliwsze ogłosili wymysły, jakie się w zapamiętałej fantazyi ich wylęgły, przypuścić się godzi, że wiadomość ową jedynie na żółci Suchorzewskiego lub zwolenników jego oprzeć mogli. Przypuszczenie to usprawiedliwia okoliczność, że poseł pruski, jedyny dla którego najtajniejsze stosunki Polski z innemi mocarstwami nie były podówczas tajemnicą, o podrobieniu tem nic zgoła nie wspomina." (Leon Wegner "Dzieje dnia trzeciego i piątego maja 1791" Poznań 1865 str.141) Ksiądz Kalinka usprawiedliwiał naruszenie reguł przy uchwaleniu Konstytucji "Sejm przez trzy lata zagrzązł w formułkach i gadulstwie, i nie było żadnej nadziei, przy zwykłym zaprzęgu, wyciągnąć go na lepszą drogę. Zamach stanu był nieodzowny, a radość, z jaką dość powszechnie go przyjęto, dowodzi, że większość sejmowa, pomijając formy prawne, nie zgrzeszyła tym razem przeciw woli narodu. I owszem, uznać trzeba tak dobrze zręczność i przezorność, jak ludzkość i umiarkowanie, z któremi rzecz była przeprowadzona. Gdzieindziej przy takich zamachach nie obywa się bez krwi rozlewu, napełniają się więzienia i spadają głowy z karku ; u nas jednej szyby nie wybito nikomu." Przesadą jest jednak mówienie o zamachu stanu, jak już pisałem wcześniej. Jak pisze Stanisław Grodziski "Polska w czasach przełomu (1764 - 1815)" : "Napotkać też można sądy, iż osłabiona, podporządkowana Rosji Rzeczpospolita bynajmniej nie musiała ulec rozbiorom. Przyspieszyły je bowiem polskie reformy, które już nie były w stanie uratować państwa, a nawet przeciwnie: obudziły czujność “trzech czarnych orłów" i zmobilizowały je do działania. Gdyby nie to, bezwolna i nie odgrywająca żadnej roli na arenie międzynarodowej Rzeczpospolita dotrwałaby do czasów napoleońskich, a wówczas do rozbiorów już by nie doszło. Poglądu tego, którego pierwsze zalążki napotkać można już w rosyjskich uzasadnieniach drugiego i trzeciego rozbioru, naukowo zweryfikować się nie da."



Odpowiedz

Gość: JAR |

[ostatnia kwestia "nie pozwolę na alians z Rosją" była od króla pruskiego] Minister Hertzberg dodał, że król pruski może dopomóc Polsce do odzyskania Galicyi. Propozycye te musiały zjednać Prusom stronników. Od dawnych lat nie zgłaszało się żadne obce mocarstwo do Polski, jako równe do równego, jako potęga do potęgi. Alians przez Rosyą projektowany był obrażającym, bo podobnym do owych aliansów Rzymian z barbarzyńcami zwanymi 'amici et socii', będącymi w istocie tylko hołdownikami, niosącymi podatek krwi wszechwładnemu mocarstwu. Pomiędzy młodem pokoleniem polskiem mało było takich, którzyby umieli cenić honor noszenia akselbantów rosyjskich, jaki Patiomkin dla Polaków u carowej wyjednywał. Jeżeli Branicki miał ambitne widoki, jako szwagier Patiomkina, jeżeli Szczęsny zachorował na adoracyę starej Semiramidy północy [carycy - dop. JAR], to cały zastęp ludzi wykształconych i szlachetnych postanowił skorzystać z politycznego zawikłania, aby wydobyć Polskę z pod wielkorządów rosyjskiego ambasadora i oligarchii uprzywilejowanej jego organu, Rady Nieustającej. Zapał dla Prus był tak naturalnym, jak naturalnym był wstręt do Rosyi." (Szujski "Opowiadania i rozstrząsania" t.1 Kraków 1885 s. 172n). A tekst Doboszyńskiego... Doboszyński "puściłem wodze wyobraźni" to widać. Pruski ambasador autorem naszych reform? A to dobre. Otóż na wieść o zamiarze uchwalenia Konstytucji "gabinet berliński natychmiast wygotował instrukcję, aby stanowczo nie dopuścić do uchwały, bowiem „Polska dobrze rządzona może się stać niebezpieczną, a nawet zgubną dla Prus... Prusy są dopóty bezpieczne, póki Rzeczpospolita nie może wzmocnić swojego ustroju". Instrukcja ta nosiła datę 6 maja... Poczta dyplomatyczna tych czasów była zbyt powolna" pisze E. Rostworowski w "Ostatnim królu Rzeczypospolitej". Doboszyński: "jest wielu ludzi, dla których ten mit stanowi broń, którą z pełną świadomością i cynizmem operują." Cynizm oznacza brutalną szczerość, czyli coś odwrotnego do tego, co im przypisuje. "tryumf ducha masońskiego" to znaczy? "pijana rozpasaniem demokracji szlacheckiej" raczej była to magnacka oligarchia. "Sejm Czteroletni, w szczególności Konstytucja 3-go Maja nie zrobiły dla chłopa nic." kolejny fałsz Doboszyńskiego (vide "Dzieje Agonii" Jasienicy). "Sejm Czteroletni, zamiast na tym poprzestać, uchwalił wbrew wyraźnej woli narodu tron dziedziczny." Rok później sejmiki zatwierdziły to (14 lutego 1792). Jeśli Doboszyński tak słabo znał historię może przypomnę że od 100 lat "wolna elekcja" wyglądała w ten sposób 1697 wybrano Contiego, królem został August Mocny; 1733 wybrano Leszczyńskiego, królem został August Otyły, 1764 wybrano Poniatowskiego głosami kilku tysięcy bez kontrkandydata. Za każdym razem decydowały obce wojska. Monarcha dziedziczny, który panuje a nie rządzi, zabezpieczał przed tym. Po za tym Poniatowski był bezdzietny a nie wybrano np. ks. Józefa. Sejm za zgodą Sejmików z 16 listopada 1790 wybrał na następcę księcia saskiego, a z braku męskich potomków tegoż tron po nim objąć miał jego zięć za zgodą Sejmu obrany. Pozostawiono instytucję paktów konwentów. Na rok 1816 wyznaczono Sejm konstytucyjny do rozważenia nowelizacji, miał pozostawić "prawa niewzruszone" których zakresu nie sprecyzowano. Zagadką pozostaje, co by uchwalił, wiadomo jednak, iż zaraz po 3 Maja twórcy Konstytucji w kolejnych ustawach zwiększali kontrolę Sejmu nad Strażą Praw (radą ministrów), ograniczali królewskie prawo łaski etc (opisał to szczegółowo Władysław Smoleński "Ostatni rok Sejmu Wielkiego"). Pozytywnie ocenili 3 Maja zarówno amerykański bojownik o niepodległość Tom Paine, jak i brytyjski konserwatysta Edmund Burke oraz ówczesny papież Pius VI.



Odpowiedz

Gość: JAR |

5 maja zeszłego roku JerzyS : "Polecam (...) "„Dramat 3-go Maja w świetle najnowszych badań. Cztery przestrogi z XVIII-go wieku” – odczyt Adama Doboszyńskiego" taak i cóż tam czytamy? Katolewica? co to za wyraz? bolszynstwo? po jakiemu to? po rosyjsku? po polsku na pewno nie. Link do wywiadu z prof. Andrzejem Chwalbą, w którym przeczy on sam sobie. Link do artykułu "Katolewica polskiego Oświecenia" cytuje z aprobatą trockistę Haasa i zaleca... no właśnie co? "Ustawa Rządowa z 1791 roku stanowiła „pierwszy większy wyłom w feudalnym ustroju państwa” (Leśnodorski); „była oczywiście konstytucją wciąż jeszcze stanową. Ale jednocześnie jej postanowienia wyrażały dążność do stopniowego zniesienia stanowości” (Chojnowski). Oceny te nabierają szczególnego znaczenia właśnie dzisiaj, kiedy pojawiają się głosy (prof. H. Kiereś), że tylko powrót do personalizmu może być alternatywą dla szerzącego się socjalizmu i pojawia się postulat odbudowy społeczeństwa stanowego jako jedynej formy życia społecznego zgodnej z zasadami cywilizacji łacińskiej." Super. Państwo stanowe. Kto na ochotnika do odrabiania pańszczyzny? A tak w ogóle, czym jest "cywilizacja łacińska"? Przez pierwszych kilka stuleci głównym prześladowcą chrześcijan było Imperium Rzymskie, w którym istniała odpowiedzialność zbiorowa (Tyberiusz tracił całe rodziny za występek jednostki). Pierwsi chrześcijanie byli Izraelitami (jak pisał Tacyt "ta wstrętna żydowska sekta chrześcijan") a ich święte księgi pisane były po grecku (spełniającego wtedy rolę podobną jak dziś angielski) do dziś podstawowoe chrześcijańskie pojęcia (Biblia, Ewangelia, biskup, apostazja, hierarchia, dogmat, anatema itd) są greckie. Okazuje się też, że personalizm i społeczeństwo stanowe to jedna para pojęciowa (zawsze wydawało mi się że jest inaczej). Inny artykuł tamże "Dylematy związane ze świętowaniem Rocznicy Konstytucji 3 Maja" wyważa otwarte drzwi, iż Sejm Wielki "w polityce zagranicznej przyjął orientację ściśle propruską" i fantazjującego, „że także sama Konstytucja 3 Maja została uchwalona w tym właśnie systemie polityki propruskiej." Poniatowski chciał sojuszu z caratem "Sejm Wielki poszedł jednak w całkiem innym kierunku i przerzucił się, wbrew królowi i jego obozowi politycznemu, na politykę daleko idącego zbliżenia z Prusami". Jak pisał Józef Szujski (1835 - 83) : "Dnia 15 lutego 1788 r. pisał Patiomkin [właściciel sławnych wsi patiomkinowskich - dop. JAR] do carowej: >Skończ WIMość sprawę z Polakami (rozpoczętą na zjeździe kaniowskim 1787 r.), obiecaj im zdobycz. Będzie to dla nas rzeczą niezmiernie korzystną, aby stanęli ])o naszej stronie. Pozyskaj magnatów, przypuszczając ich do zaszczytu (?) komendy nad naszemi pułkami, będą oni to umieli cenić i obrócą znaczne sumy z własnej kieszeni na ich utrzymanieNie mam nic przeciwko wstępowaniu Polaków w moją służbę, pożądanym mi będzie, szczególniej hetman Branicki i Szczęsny Potocki, który zupełnie podług mojej woli postępuje. Co do spraw polskich wyprawię w najbliższym czasie rozkazy z mego gabinetuChcę dobra Polski, ale nie pozwolę na alians jej z Rosyą. Jeżeli Polska potrzebuje aliansu, ofiaruję mój własny i obowiązuję się postawić 10,000 wojska na jej obronę



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org