Opublikowano
2019-04-11 11:00
Licencja
Wolna licencja

„Krzyżacy” – reż. A. Ford – recenzja i ocena filmu

Ani plastikowe zbroje, ani gumowe topory, ani lata jakie minęły od premiery filmu nie zmniejszają przyjemności w jego oglądaniu. „Krzyżacy” Aleksandra Forda na trwale zapisali się w historii polskiej kinematografii.


„Krzyżacy” Aleksandra Forda i polityka

„Niemieccy militaryści, rewizjoniści, odwetowcy [...] nie pogodzą się nawet wówczas, gdyby zmuszeni byli przez sytuację granice te formalnie uznać. Nikt na świecie nie bierze przecież na serio oszukańczo-naiwnych tricków politycznych pana Adenauera, który twierdzi, że pragnie obciągnąć skórę z polskiego barana bez używania noża do tej operacji i w dodatku w porozumieniu z samym baranem” – mówił w swoim przydługim jak zwykle monologu na III Zjeździe PZPR w 1959 roku Władysław Gomułka. „Krzyżacy” (1960 Aleksander Ford, reżyser filmu „Krzyżacy” z 1960 roku W tym samym czasie Aleksander Ford przygotowywał się do zdjęć próbnych filmu „Krzyżacy”. W obsadzie Zbyszka z Bogdańca miał jeszcze grać Bogusz Bilewski (późniejszy Kwicoł z „Janosika”), a Danusię Barbara Kwiatkowska znana z roli Ewy w filmie „Ewa chce spać”. Gdzieś w Łodzi powstawały potężne dekoracje, szyto 18 tysięcy strojów i kilkadziesiąt flag, z których część zaginęła później w niewyjaśnionych okolicznościach.

Pozornie fakty te z trudem można połączyć, jednak na przełomie lat 50-tych i 60-tych nic nie działo się przypadkiem. Film, którego budżet do dzisiejszego dnia trudny jest do ustalenia, którego twórcy pozwolić sobie mogli na rozmontowanie trakcji elektrycznej tylko po to, aby nie przeszkadzała w kręceniu scen batalistycznych, oraz który ostatecznie obejrzeć miało w kinie ponad 30 mln widzów, nie mógł powstać bez flirtu z ówczesną polityką. Adaptacja wielkiej literatury Sienkiewicza była bowiem de facto zamówieniem politycznym wypływającym z kontekstu PRL-owskiej polityki międzynarodowej oraz fragmentem oficjalnej narracji historycznej. Była wielkim marzeniem o polskiej superprodukcji w hollywoodzkim stylu, będącą odpowiedzią na „Ben Hura”, który na światowe ekrany wszedł w 1959 oraz „Spartakusa”, który zadebiutował w 1960. Dodatkowo ambicje te splatały się z 550. rocznicą bitwy grunwaldzkiej, do której legendy komuniści chętnie się odwoływali.

Krzyżacki żart: grunwaldzkie dwa nagie miecze

Tuż przed bitwą grunwaldzką nastąpiła znana scena ofiarowania Jagielle przez wielkiego mistrza krzyżackiego dwóch nagich mieczy. Epizod ten jest szeroko znany ogółowi Polaków, ale paradoksalnie rzadko dostrzega się ogrom symboliki i... swoistej złośliwości.



Czytaj dalej...

Nie da się do końca zrozumieć „Krzyżaków” bez propagandowego szkła, przez które lepiej widać dlaczego produkcja przybrała taką, a nie inną formę, a za jej stworzenie wziął się trzęsący despotycznie ówczesnym rodzimym kinem Aleksander Ford. Polska znajdowała się wówczas w sytuacji kryzysu w stosunkach z Republiką Federalną Niemiec, a dodatkowo podsycanie nastrojów antyniemieckich wpisywało się w politykę Władysława Gomułki, który poparcie dla swojej formacji budować chciał na strachu przed rewizjonistyczną polityką niemiecką. „Krzyżacy” – jako materiał propagandowy – byli idealni. Z jednej strony był to kanon polskiej literatury patriotycznej, powieść osadzona na wielkim micie historycznym, z drugiej zaś materiał wprost odwołujący się do interpretacji sporów polsko-krzyżackich jako elementu konfliktu z naszych zachodnim sąsiadem. Jeśli w to wszystko wmieszamy jeszcze rycerski epos nawiązujący do wyobrażeń o legendarnym średniowieczu, to wychodzi nam gotowy produkt do podboju serc i umysłów.

„Krzyżacy” (1960 Pierwsza strona rękopisu powieści „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza

Jak kręcono „Krzyżaków”?

Wiele jest oczywiście w kinematografii przykładów filmów z potężnym – wręcz nieograniczonym – budżetem, z niemal gotowym scenariuszem, z ogromnym potencjałem inscenizacyjnym, które ostatecznie pozostają klapą. Dzieła Forda to jednak nie dotyczy. Jeśli do dzisiejszego dnia nikt nie zmierzył się ponownie z tą prozą Sienkiewicza, to tylko dlatego, że przy obecnych możliwościach budżetowych film współcześnie produkowany mógłby nie wytrzymać z tym wykonanym przed blisko 60 laty. Wielka zasługa w tym wybitnego operatora Mieczysława Jahody, twórcy scenografii Romana Manna, czy muzyki Kazimierza Serockiego, który sienkiewiczowską powieść muzycznie zilustrował raz jeszcze współpracując przy „Potopie”. Wspólnie z reżyserem i plejadą doskonałych aktorów stworzyli oni spójny i monumentalny film, który choć dziś trącić może już archaicznością to w wielu wymiarach dorównywać może obecnym produkcjom.

„Krzyżacy” (1960 Jan Matejko, „Bitwa pod Grunwaldem”

Pomagały w tym rozwiązania scenariuszowe, nad którymi obok Forda i Jerzego Stefana Stawińskiego (znanego z „Eroiki”) pracować miał także Leon Kruczkowski. Do historii kinematografii przeszedł wstęp do bitwy pod Grunwaldem skonstruowany w formie dialogu pomiędzy Władysławem Jagiełłą, a Wielkim Mistrzem Krzyżackim. O kunszcie operatorskim świadczyć zaś może scena wyjazdu rycerstwa krzyżackiego na pola grunwaldzkie. Sama zresztą blisko 15-minutowa scena batalistyczna należy do dziś zachwycać może swoją realizacją.

Twain: Jestem w nim zakochany. Sienkiewicz wśród osobistości swojej epoki

Czytaj dalej...

„Krzyżacy” to film bazując na skojarzeniach, które dla współczesnego widza mogą być już trudne do odczytania, ale dla tych którzy oglądali jego premierę odgadywane były z łatwością. Maszerująca kolumna wojsk krzyżackich i wspomagająca się śpiewem do złudzenia przypominała kolumnę niemieckich wojsk z 1939 roku. Nawet wygląd hełmów przypominać miał ochronne nakrycie głowy żołnierzy Wehrmachtu zaś dowódcy krzyżaccy krzyczący w namiocie na cześć Wielkiego Mistrza „Heil! Heil!” mogli już tylko budzić jednoznaczne skojarzenie. Tytułowi Krzyżacy przedstawieni są zresztą jak zło wcielone – degeneraci, dewianci, ludzie pozbawieni skrupułów. Jeśli polski horror jako gatunek w zasadzie nie istnieje, to przecież małym wycinkiem rzeczywistości z filmów grozy jest zamek w Szczytnie i przedziwne, pokraczne wręcz postacie torturujące Juranda ze Spychowa. Na tym tle jedynie umierający mistrz Zakonu wydaje się być ostatnią oazą rozsądku w narastającym szaleństwie. Jedna z legend mówi zresztą, że właśnie na obrazie Krzyżaków z dzieła Forda oparta była postać i strój Dartha Vadera z Gwiezdnych Wojen. Cóż, lepszego wzorca znaleźć nie można było.

„Krzyżacy” (1960 Polska artyleria ostrzeliwuje zamek krzyżacki w Malborku w czasie oblężenia w 1410 roku (niemiecka grafika z XIX w.)

„Krzyżacy” – dzieło kompletne

Sceny ukazujące spór polsko-krzyżacki, są najlepiej przygotowane, a sam wątek najpełniej poprowadzony. Nie można ich oczywiście oglądać jak kroniki wydarzeń, ale raczej patrząc przez pryzmat celów, w jakich film powstał. W tym wymiarze film stanowi niewątpliwe arcydzieło rodzimego kina. Być może dlatego wątek miłosny potraktowany jest po macoszemu. Niby to główna nić splatająca oś fabuły, ale mdła i dość sztuczna. Na problem z ukazaniem relacji i papierowość postaci zwracali uwagę zresztą recenzenci oglądający film zaraz po premierze. „Postaci Sienkiewiczowskiego eposu ożyły wprawdzie na ekranie, ale nie są one pełnowymiarowe, brak im indywidualności, tego jakiegoś trudnego do nazwania wymiaru uczuciowego, który sprawia, że nawet legendarnych bohaterów przyjmujemy jako kogoś bardzo bliskiego” – pisał recenzent „Życia i myśli”. Doskonale poprowadzony wątek Juranda ze Spychowa, kontrastuje tu ckliwym wątkiem miłosnym, któremu wyraźnie brakuje energii. Jest on wręcz przytłoczony przez chęć wyłuszczenia politycznych kontekstów. Być może nie jest to wyłącznie wina twórców, ale także materiału jakim jest proza Sienkiewicza. W niej wątki miłosne nie należą do najciekawszych, a postacie kobiece na ogół pozostają mocno papierowe. Współczesny widz może się też zastanawiać nad motywami głównych bohaterów, bo w ostateczności Jagienka wydaje się być dużo ciekawszą dziewczyną od cukierkowatej Danusi. Tak jednak narysował to Sienkiewicz, a autorzy scenariusza dość mocno jego wyobrażenia starali się trzymać.

Jan Matejko: „Bitwa pod Grunwaldem”

Obraz „Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki dorównuje sławą wydarzeniu historycznemu, które przedstawia. Jak i dlaczego powstał? Jakie były jego późniejsze dzieje? Jakie przesłanie niósł dawniej, a jakie niesie dzisiaj?



Czytaj dalej...

„Krzyżacy” pomimo pewnych wad nadal pozostają dziełem, które należy zaliczyć do kanonu polskiej kinematografii. Jeszcze dziś zadowalać mogą bystrością formy i rozwiązaniami, którymi poszczycić się mogłoby współczesne kino. Nie rażą plastikowe zbroje, czy gumowe topory, ani nawet dramaturgia bitwy opierana na przewracanych koniach. Pomimo upływu lat „Krzyżaków” można oglądać z wypiekami na twarzy i może z ubolewaniem, że pewnie dzisiejsze polskie kino mogłoby sobie z tematem nie poradzić, nie tyle ze względu na talenty czy umiejętności, ale zwyczajny brak niewysychającego źródełka gotówki. Bez niej do nowej adaptacji „Krzyżaków” nie ma co podchodzić, choć pytanie jak mogłaby wyglądać dzisiejsza interpretacja sienkiewiczowskiej prozy jest kuszące. Oparcie jej wyłącznie na odgrzaniu motywu konfliktu polsko-niemieckiego byłoby chyba pójściem na skróty. Lepiej od Forda ten wątek trudno byłoby poprowadzić.

Polecamy książkę Marka Telera – „Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego” :

Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego - okładka Marek Teler Autor: Marek Teler
Tytuł: „Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org] i Wydawnictwo CM

ISBN: 978-83-65156-22-8 e-book / 978-83-66022-40-9 papier

Stron: 128 + 12 stron wkładki z ilustracjami

oprawa: miękka, wymiary książki: 147 × 210

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

25 zł

(papier)

12,9 zł

(e-book)
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Ciekawy jestem, czy w dzisiejszych szkołach, przy okazji omawiania H. Sienkiewicza (jeżeli jeszcze jest omawiany), porusza się temat carskiej cenzury, która w latach 80. XIX w. zezwoliła mu na publikację super patriotycznych powieści z historii Polski, w czasie najbardziej intensywnej rusyfikacji całej naszej kultury, połączonej z surowymi represjami wobec uczestników niedawnego powstania styczniowego. Dlaczego władze godziły się na literackie gloryfikowanie polskiego rycerstwa spod Grunwaldu i z "kresowych stanic", a jednocześnie konfiskowały mu majątki i pozbawiały praw szlacheckich prawie 90% rodów? Jedynym logicznym wytłumaczeniem tego jest odpowiedź: bo to się imperialnej Rosji opłacało! Opłacało się zaś dlatego, że oportunistyczny Sienkiewicz, dzięki swej "Trylogii" trwale przekształcił sposób postrzegania przez Polaków i Rusinów powstań kozackich z XVII w. Tak więc, zamiast dotychczasowego traktowania przez Polaków powstania Chmielnickiego jako buntu stanowego, a w najgorszym razie jako wojny domowej, w "Ogniem i mieczem" znajdujemy opis wojny pomiędzy Polakami i Lachami, a narodem ukraińskim, który w interpretacji Moskwy jest nieodrodną, choć bardziej prymitywną, częścią narodu rosyjskiego, w żadnym zaś razie polskiego. Tak sztucznie ukształtowany przez Sienkiewicza sposób postrzegania relacji narodowych dominuje do dziś - zarówno tam, jak i u nas.
Z kolei w "Potopie" Sienkiewicz świadomie zafałszował wiele znanych mu dobrze faktów historycznych, by w powieści tej "przemycić" konkluzję o niemal boskiej proweniencji władzy monarszej, której nigdy, ale to nigdy, nie wolno się sprzeniewierzać, nawet jeżeli jest łajdacka - co miało szczególny wydźwięk w epoce popowstaniowej. Na wszelki wypadek Sienkiewicz pominął jednak łajdactwa Jana Kazimierza, uznanie za swego pana Karola X Gustawa przez ks. Augustyna Kordeckiego lub udział Jana Sobieskiego w niby-oblężeniu Jasnej Góry, aby jakiś bardziej dociekliwy czytelnik nie zwątpił w łaskawość cara i patriotyzm Kościoła. Co gorsza Jerzy Hoffman w swych filmowych inscenizacjach tych powieści dodatkowo je fałszuje, np. poprzez pozbawienie Kozaków historycznego polskiego stroju i języka i odziewając ich w stroje z XVIII w. oraz w chechłacką mowę z XX w.
Natomiast "Krzyżacy" zyskali przychylność moskiewskiej cenzury z racji skierowania wrogości Polaków wobec zaborców na tylko jednego - zachodniego sąsiada. Podobało się to także w PRL.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Na ogół popieram Waści wywody, jednak tym razem użyty został zbyt mocny imagineskop. Trylogia powstawała w latach 1884- 88, ponad piętnaście lat po represjach popowstaniowych i nijakiej jednoczesności konfiskat z literaturą nie widać. Podobnie z Polakami i Rusinami. "Polakami i Lachami" byli Polacy i Lachy, oraz ci z Rusinów, którzy postanowili nimi zostać, np. przyjmując katolicyzm czyli "pańską wiarę". Reszta ludności Ukrainy (wyłączając miejskich Niemców i Żydów) pozostała do dzisiaj Rusinami/Ukraińcami. Podobnie było w WXL, oraz a rebours na Śląsku i w Czechach. Tam słowiańska szlachta postanowiła zostać Niemcami a dla podkreślenia tego, "pańską wiarą" często stawał się luteranizm.
O Janie Sobieskim (zresztą) cytowałem kiedyś ówczesną piosenkę:
Potomkowi Żółkiewskiego, Dwadzieścia tysięcy dano, Co wziąwszy przepił w Krakowie, Ostatek zasię w Pińczowie
PS Owe 20 000 JS nie otrzymał od Jana Kazimierza.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Nie zwróciłeś uwagi, że pisałem o rusyfikacji, a nie o popowstaniowych represjach, których ostrze - rzeczywiście - uległo stępieniu w ciągu kilku lat po roku 1863. Natomiast akcja rusyfikacji Priwislienskogo Kraja nabrała rozmachu dopiero w latach 80, czego widomą oznaką było np. wprowadzenie wykładowego języka rosyjskiego do szkół elementarnych w roku 1885, a więc 2 lata po rozpoczęciu druku "Ogniem i mieczem". Odejście od tej niewydarzonej, przymusowej i skazanej na niepowodzenie rusyfikacji ziem polskich nastąpiło dopiero po rewolucji 1905 r.
Poruszyłem ten temat, bo jestem pełen podziwu dla wizjonerstwa carskiego czynownika dającego placet na publikację super patriotycznych, nibyhistorycznych powieści Sienkiewicza, gdyż wiedział, że w ostatecznym rozrachunku opłacą się one Rosji, bo oddalą Polaków od Niemców i Ukraińców, a oprócz tego wzmogą lojalność wobec najwyższej zwierzchności. Szkoda tylko, że nie zauważają tego nasi i ukraińscy nauczyciele, bo być może uniknęlibyśmy wielu, często okrutnych konfliktów.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Sienkiewiczowska Trylogia była już atakowana z tylu stron i tak zaciekle, iż prawdopodobnie nie wymyślimy nic nowego. Tarnowski ujął to tak: "Jak napisać powieść historyczną i nie sfałszować historii?"
Teraz mała zagadka. Jakiego okresu historycznego dotyczy to zdanie: "decyzji usunięcia części pierwszej " Trylogii" z podstawowej lektury szkolnej pod zarzutem szkodliwości wychowawczej i antypaństwowego charakteru Sienkiewiczowskiej powieści"?
PS Nie jestem admiratorem Powstania Styczniowego, lecz dzisiaj, przy okazji przeglądania Wikipedii, natknąłem się na rzecz w pewnym sensie zdumiewającą. Otóż w Powstaniu brało udział kilku noszących moje nazwisko. Z nich jeden (Franciszek a także jeden włościanin z Podhala) wylądowali na Syberii. Reszta z podanych tam 125 represjonowanych osób to szlachta oraz kilku mieszczan z niemieckimi nazwiskami i kilku zasymilowanych Żydów.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran
Nie znam tej wypowiedzi, lecz zgaduję, że powstała ona we wczesnym PRL, a była możliwa tylko dlatego, że władzom moskiewskim nie zależało już na narodowym i politycznym samookreślaniu się Ukraińców i Białorusinów, bo sytuacja została definitywnie określona przez Teheran, Jałtę, Poczdam, a przede wszystkim - przez Armię Czerwoną. Czyli wszystko zostało już posprzątane. Kiedy zaś powinowaty mego ojca o nazwisku Henryk Szafrański (ojciec Tadeusza i Teresy) w latach 50. nie chciał przyjąć książeczki wojskowej (nie dawano ludności wiejskiej dowodów osobistych) z wpisem "Biełorus", został wywieziony na kilka lat nad Ocean Lodowaty. Inny mój przodek, carski oficer - a pisze o tym Norman Davis - został zdegradowany za nierepresjonowanie powstańców styczniowych.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Sam się zdumiałem, lecz jest to okres międzywojenny - bodajże rok 1933. Nie wiem czy to długo trwało, ale było. Cytat pochodzi z monografii wydanej w 1985 r. Wtedy już wiele można było pisać, zwłaszcza w wydawnictwach uczelnianych.



Odpowiedz

Oficjalnie film kosztował 32 mln zł. Szkoda, że autor recenzji nie zwrócił uwagi na fakt, iż w rzeczywistej bitwie pod Grunwaldem nie uczestniczyły formacje piechoty, z reguły plebejskie, więc potrzebne do wykreowania PRL-owskiej wizji historii.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ bartensteiner - otwieram "Krzyżaków" i czytam:
..."pułki polskie, złożone z konnych, ale nie pancernych ubogich włodyków, z piechot miejskich i najliczniejszych kmiecych, zbrojnych w rohatyny, w ciężkie oszczepy i w kosy, osadzone sztorcem na drągach.
- Gotuj się, gotuj! - wołał ogromnym głosem Zyndram z Maszkowic przelatując jak błyskawica wzdłuż szeregów.
- Gotuj się! - powtórzyli mniejsi przywódcy.
Więc kmiecie zrozumiawszy, że przychodzi na nich czas, poopierali drągi od dzid, cepów i kos o ziemię i przeżegnawszy się krzyżem świętym, poczęli popluwać w pracowite ogromne dłonie."
Znaczy się, Bartensteiner przekonuje nas, że Henryk Sienkiewicz - to był stary komuch, który "kreował PRL-owską wizję historii".
I jak tu dyskutować z kimś, kto nie czytał "Krzyżaków"?



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Komar
Niejaki H. Sienkiewicz jednak był "starym komuchem". Jeśli się uważniej przeczyta jego główne powieści, to znajdziemy w nich kilka postaci chłopskich, nie tyko leniwych a np. Orzeszkowej w "Nad Niemnem" to się nie udało. Ba, nawet w gorzkich słowach Chmielnickiego kierowanych do Skrzetuskiego, można znaleźć usprawiedliwienie dla buntu ludu ukraińskiego.
To jedno a drugim jest opis bitwy pod Grunwaldem. Sienkiewicz, przy "udowodnionej" mu sporej staranności w wyszukiwaniu źródeł, w sprawie piechoty musiał się posłużyć swego rodzaju imagineskopem. Inaczej się chyba nie dało. Kuczyński w swojej "Wielkiej wojnie" poświęca kilka stron piechocie, lecz nie znajduje w źródłach potwierdzenia jej udziału w bitwie. Jedynie przez wcześniejsze i późniejsze analogie oblicza jej domniemaną liczbę a także domyślnie potwierdza udział w bitwie, zwłaszcza, iż nikt z polskich rycerzy, ani nikt z litewskich bojarów, nie przypisał sobie zabicia Wielkiego Mistrza.
Jeszcze jedno. PRL-owska (w domyśle gomułkowska) wizja historii niewiele miała wspólnego z jakimkolwiek komunizmem. To była - widoczna i dzisiaj - wizja narodowo-katolicka a'la Dmowski, z koniecznym w owych czasach, pomniejszeniem znaczenia tego drugiego członu.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Marek Baran - w wypowiedzi Bartensteinera jest sugestia, że w filmie "Krzyżacy" plebejskie formacje piechoty dodali scenarzyści, aby dostosować się do PRL-owskich wymogów polityczno ideologicznych.
Ja zwróciłem uwagę, że sceny z udziałem oddziałów piechoty (i to oddziałów złożonych z "plebejuszy") są zawarte w sienkiewiczowskiej powieści. A Ford w miarę wiernie przeniósł na ekran dzieło Sienkiewicza, a nie Kuczyńskiego. Literaturę, a nie historię. A co do zgodności powieści z opisem historyków - nie mam możliwości sięgnięcia do kronik Długosza, ale pamiętam, że w domu mojego dzieciństwa mieliśmy wydanie "Krzyżaków" z końca lat pięćdziesiątych (miękkie okładki, żółknący papier), w którym na końcu był dołączony opis bitwy pod Grunwaldem według Długosza. Ja cytowałem wczoraj "Krzyżaków", korzystając z egzemplarza powieści wydanej przez Społeczne Wydawnictwa "GRUNWALD", Warszawa 1983.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Marek Baran - i jeszcze taka poranna refleksja. Gomułka (za rządów którego nakręcono "Krzyżaków" był komunistą. I jego koncepcje były koncepcjami komunistycznymi. Dostosowanymi do polskich realiów. Bo Gomułka zdawał sobie sprawę, że rządzi Polską, a nie Kamczatką czy Kazachstanem. Poza tym - Gomułka był Polakiem. Co prawda robotnikiem, a nie szlachcicem. Ale jako Polak kierował się tym, co rozumiał jako interes Polski - możliwy do zrealizowania w konkretnych warunkach wewnętrznych i układach geopolitycznych. Gomułka (także jego współpracownicy) lepiej rozumiał polskie realia, niż obecni polscy liberałowie, którzy chcieliby na siłę przekształcić Polskę na wzór Europy Zachodniej, także pod względem mentalnym - i którzy nienawidzą katolicyzmu znacznie bardziej, niż Gomułka i jego otoczenie.



Odpowiedz

Gość: Jk |

Troche to dziwne ze cztery najwieksze dzieła Sienkiewicza sfilmowali przedstawiciele tej samej mniejszosci narodowej.......



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org