Opublikowano
2007-11-29 22:38
Licencja
Prawa zastrzeżone

Ksiądz Marek – superbohater czasów minionych

Żył na dalekim Podolu. Najstarsi konfederaci barscy mówili o jego nadludzkiej sile, proroczych opowieściach i rzadkiej umiejętności przywoływania piorunów. Kim był i skąd wzięła się tajemnicza legenda o księdzu Marku?


Juliusz Słowacki zastanawiał się razu pewnego, w usta której z postaci polskiej historii byłoby najlepiej włożyć własne słowa. Osoba ta miała je nobilitować i przydawać im wiarygodności, krótko mówiąc miała stać się literackim alter ego poety. Wiadomo, że kto jak kto, ale Słowacki w kostium błazna, choćby i królewskiego, się nie ubierze. To było dobre dla pariasa Matejki, ale on, wieszcz przyozdobiony laurem najwyższego geniuszu, demiurg literatury o potężnej mocy przerabiania zjadaczy chleba w aniołów, nie mógł się tak pospolitować. Wygrzebał więc z annałów na światło dzienne postać nie byle jaką. Zresztą, prawdę mówiąc, daleko wstecz nie sięgnął. Ksiądz Marek, karmelita, prorok konfederacji barskiej, bo o nim mowa, był wówczas, można powiedzieć, bohaterem historii najnowszej. Ale jakim bohaterem!

Ks. Marek Jandołowicz Ks. Marek Jandołowicz - sarmacki superbohater Podejrzewam, że po dworkach Wołynia, skąd twórca Beniowskiego się wywodził, imię księdza Marka szeptano z ekstatycznym drżeniem w głosie. Wszak zakonnik dokonywał po sąsiedzku, bo na Podolu, takich cudów, że niejeden heros mitologii antycznej spiekłby raka przy porównaniu z niepozornym sługą Bożym. Był to prawdziwy superbohater swoich czasów. Za superiorem barskich karmelitów trzewiczkowych stał wszechmogący, niepodzielny Byt, jedyny, który istnieje sam przez się. Potwierdza to skądinąd regułę, że kiedyś wszystko było lepsze, niż teraz, gdy wymyślamy mniej i bardziej udolnych bohaterów przechadzających sie po mieście w kalesonach.

Ksiądz Marek jeszcze przed wybuchem konfederacji barskiej dał się poznać jako szczególny wybraniec Opatrzności, mamy więc relacje o tym, jak „zamawia choroby”, błogosławi studnie czy odgaduje treść grzesznej rozmowy, prowadzonej przez panienki na odległej przechadzce; niemocą rąk dotyka mężczyzn, którzy powątpiewali o świątobliwości jego i wziąć go chcieli za przedmiot żartu (za W. Smoleńskim). Ulubionym zaś sposobem pokazywania swej mocy przez duchownego było wywoływanie piorunów. Wyładowania atmosferyczne najczęściej służyć miały potwierdzeniu słów przepowiedni, bo jak sam Słowacki (choć w innym znaczeniu), ksiądz Marek był wieszczem. Roztaczał przed szlachtą wizje:

Kościół na skale stanie się wspaniały,
Dwugłowy w kolor przybierze się biały,
Jednogłów piersi czarnego osiędzie,
Z którym złączony cuda czynić będzie.
Natenczas wszelki pielgrzym swoje śluby
Złoży przy grobie Bogu, trybut luby,
Niewolnik wolny wyjdzie bez okupu,
Strzelec pozbędzie łakomego łupu;
Róża naturę zimną w ciepłą zmieni,
Kogut z chytrości jak wąż się wyleni.
…i wszystko jasne.

Zaopatrzeni w takie wytyczne, konfederaci barscy ruszyli walczyć z najsilniejszą armią Europy (lata 1768–1772). Oczywiście najdotkliwsze razy Moskwie zadawał sam gromowładny karmelita. Z oblężonych okopów barskich urządzał wycieczki zaopatrzony w krucyfiks czy monstrancję, ale potrafił sobie też radzić gołymi rękoma. Źródła odnotowują jak ksiądz Marek rozsadza rosyjskie armaty, innym zaś razem wysadza z siodła galopującego na niego we wrogich zamiarach kozaka – wszystko to samym tylko uczynieniem znaku krzyża. Chciałoby się powiedzieć: nie róbcie tego w domu.

Niejasne są losy walecznego proroka po upadku powstania na Podolu (w połowie 1768 r.). Według jednej wersji miał zostać ujęty przez żołnierzy rosyjskich, którzy niecnie wykorzystali słabość duchownego, polegającą na jego nieprzebranym miłosierdziu wobec nieprzyjaciół. Mianowicie pospieszył on z wiatykiem do konającego w obozie rosyjskim oficera-katolika, który inaczej pożegnałby się ze światem bez sakramentu. Sami żołnierze nie śmieli zresztą nic zrobić świętemu mężowi i zamiast wykonywać posłusznie rozkazy swoich pryncypałów, korzyli się przed karmelitą łaknąc jego błogosławieństwa.

Ale mamy też inne świadectwa, według których ksiądz Marek wcale nie dał się złapać sołdatom i dalej był spiritus movens konfederacji. Towarzyszył Kazimierzowi Pułaskiemu w jego okazjach, zawsze trafnie przewidując kolejne zwycięstwa, a odnosili je Polacy mimo przewagi liczebnej wroga dzięki temu, że wśród nieprzyjaciół popłoch budził właśnie karmelita nacierający z krucyfiksem w ręku.

Dziwnym trafem historycy nie mogą doliczyć się tych wszystkich sukcesów, ale to ma pewnie związek ze słabym stanem zachowania źródeł. Gdyby ktoś chciał kwestionować te fakty, mógłby powiedzieć, że ruch barski w końcu upadł i ksiądz Marek nie zdziałał wiele swoją mocą, ale byłoby to stwierdzenie pełne ignorancji. Wiadomo przecież nie od dziś, że święci mężowie mają inne cele i sposoby ich realizacji, niż reszta ludzkości. Należą do państwa Bożego i podlegają w większym stopniu planowi, który jest dla nas nieodgadniony. To, co nam wydaje się porażką, w tym innym wymiarze stanowi krok milowy.

Nie wiemy zresztą jak zakończyła się epopeja barska księdza Marka. Szersza publika miała okazję powtórnie ujrzeć go dopiero w roku 1776 w Warszawie. Podobno wzbudził wówczas żywe zainteresowanie zwłaszcza dam (za habitem panny sznurem?). Wśród szlachty ciągle istniało zapotrzebowanie na jego błogosławieństwa, wciąż wierzono w ich działanie. Zresztą i po śmierci karmelity używano próchna z jego trumny do produkcji medykamentów. Dodać należy, że nie wszyscy w tę śmierć uwierzyli – przecież święci nie umierają. Nic dziwnego, że Słowacki chciał być księdzem Markiem – każdy chciałby nim być.

Powyższy artykuł ukazał się w październikowym wydaniu „Kuriera Instytutu Historii” wydawanego przez Studenckie Koło Naukowe Historyków Uniwersytetu Łódzkiego. Numery archiwalne znaleźć można na stronie www.sknh.uni.lodz.pl

Bibliografia

Źródła

  1. Jarocki F. P., Wiadomość o księdzu Marku karmelicie z opowiadań byłego konfederaty barskiego zebrana w treści, „Przegląd Bibliograficzno-Archeologiczny”, t. 2, 1881.
  2. Kitowicz J., Pamiętniki czyli Historia polska, oprac. P. Matuszewska, Warszawa 2005.
  3. Literatura barska (Antologia), oprac. J. Maciejewski, Wrocław 1976.
  4. Podanie o śmierci księdza Marka karmelity, „Czas” [krakowski], 1856, nr 210.
  5. Rzewuski S., Pamiątki Soplicy, Warszawa 1961.
  6. Wybicki J., Życie moje oraz Wspomnienie o Andrzeju i Konstancji Zamoyskich, oprac. A. Skałkowski, Wrocław 2005.

Opracowania

  1. Dobrzycki S., Prorok konfederacji barskiej o. Marek Jandołowicz, „Tęcza”, 1929, nr 41.
  2. Krasicka J., Ksiądz Marek w literaturze polskiej, „Przegląd Powszechny”, t. 162, 1924, nr 484.
  3. Konopczyński W., Konfederacja barska, t. 1-2, Warszawa 1991.
  4. Rostworowski E., Ksiądz Marek i proroctwa polityczne doby radomsko-barskiej, [w:] Przemiany tradycji barskiej. Studia, red. Z. Stefanowska, Kraków 1927.
  5. Smoleński W., Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej. Szkic historyczny [załączone listy i błogosławieństwa na piśmie księdza Marka], „Ateneum”, 1886, t. 2.
  6. Szczygielski W., Jandołowicz (Jandowicz) Marek, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. 10, Wrocław 1962-1964.
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Stach Glabinski |

Dziwi mnie, że nie wszystkim jest widoczna ironiczna wymowa tekstu. Dodam jeszcze, że przedstawione naiwne zauroczenie Słowackiego przywodzi na myśl niektóre podyktowane emocjami opinie powstające w naszym otoczeniu. Obawiam się, że widoczna intencja, by skłonić czytelnika do zastanowienia się nad uleganiem mitomanii, jest bardzo aktualna.



Odpowiedz

Gość: grzegorz |

\"Wiadomo przecież nie od dziś, że święci mężowie mają inne cele i sposoby ich realizacji, niż reszta ludzkości. Należą do państwa Bożego i podlegają w większym stopniu planowi, który jest dla nas nieodgadniony. To, co nam wydaje się porażką, w tym innym wymiarze stanowi krok milowy.\" itd, itd... Przepraszam, czy to na poważnie? Jeśli tak, to proponuję drugi temat: Rola płaszcza NMP w dziejach oręża polskiego... Czytając ten tekst, skądinąd sprawnie napisany, przecierałem oczy ze zdumienia. Czy to jest portal historyczny, czy kółka różańcowego?



Odpowiedz

Gość: Sebastian Adamkiewicz |

Myślę mac apie, że właśnie tekst miał być dość anegdotyczny. Ale zaspokoję Twój głód wiedzy...autor tekstu przygotowuje dłuższy tekst, o wiele poważniej opowiadający o postaci księdza Marka. :D



Odpowiedz

Gość: mac ap |

Dwie uwagi: 1. Trochę za mało jest o samym bohaterze, głównie kilka ogólnie podanych anegdot 2. Język robi wrażenie. Nasunęło mi się skojarzenie \"niemal barokowy\". Widzę tu wielki talent.



Odpowiedz
Jerzy Głowacki

Magister historii, doktorant na Uniwersytecie Łódzkim.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org