Autor: Andrzej Chwalba
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Sylwetki i biografie, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, Polska
Opublikowany: 2018-02-08 14:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Legiony Polskie: narodziny kultu Józefa Piłsudskiego

Dla jednych był największym polskim patriotą i twórcą niepodległości. Dla niewielkiej mniejszości pozostał socjalistą i rabusiem. Jak wykuwała się legenda Józefa Piłsudskiego?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Dla wielu legionistów najatrakcyjniejszym miejscem służby była I Brygada. Miała opinię najbardziej polskiej, najbardziej przyjaznej żołnierzom i co ważne — była pierwszą, która podniosła sztandar niepodległości. Rzeczywiście jej dowództwo z Piłsudskim na czele dbało o zachowanie odrębności. Zasadniczą wartością I Brygady był Komendant, który stał się wzorem pod każdym względem, także w sposobie bycia czy stroju. Komendant ubierał się skromnie, bez dystynkcji i wężyków oficerskich. Nie używał oznak brygadiera. Powiadał, że generałów w armii jest wielu, a Piłsudski jest jeden. „Bo jestem zdania, że mnie powinien znać bez odznak każdy żołnierz i rzeczywiście mnie zna”. Ale takie zachowanie podyktowane też było chęcią zmuszenia ck dowództwa do szanowania szarż legionowych i oficerów legionowych. Piłsudski wywalczył sobie taką pozycję, że austriackie nominacje na stopnie oficerskie nie mogły być dokonywane bez jego wiedzy i zgody, a jeśli to się zdarzało, to nominaci byli bojkotowani przez pozostałych oficerów.

(Legiony na froncie wschodnim - Józef Piłsudski ze sztabem w okolicach Mołodeczna)
Legiony na froncie wschodnim - Józef Piłsudski (w pierwszym rzędzie trzeci z lewej) ze sztabem w okolicach Mołodeczna (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-198-2)

Aparat propagandowy I Brygady czynił niemało, by konsekwentnie budować kult Komendanta jako charyzmatycznego Wodza Legionów. Pracowało nad tym wielu znakomitych twórców, literatów, muzyków, plastyków, którzy, używając pióra i pędzla, przyczynili się do popularyzacji I Brygady i jej Komendanta. To legionowi twórcy propagowali śpiewanie „Marsz, marsz Piłsudski”, nawiązując w ten sposób do Legionów Dąbrowskiego i słów przyszłego hymnu narodowego. W upowszechnianiu wizji Piłsudski był ideałem, znakiem prawości i doskonałości, najlepszym możliwym wzorcem zaangażowanego Polaka. „Czystość jego intencji i zgodność praktyki z wiarą” podnoszą wszyscy — komentowano.

Nie walczy dla pieniędzy, tylko dla sprawy. Jego wygląd, sumiasty, sarmacki wąs, czupryna stały się znakiem rozpoznawczym i atutem. Podobną funkcję pełniła ksywka, którą obdarzyli go podkomendni: „Dziadzio”, „Dziadek”, choć w 1917 roku ukończył dopiero pięćdziesiąt lat. Dla legionistów był troskliwym ojcem opiekunem, co podkreślał, zwracając się do nich: „moi chłopcy”, „moje dzieci”. „Dziadek wam krzywdy nie da zrobić” — powiadano. Jeden z legionistów wspominał jego odwiedziny u rannych i chorych w szpitalu w Nowym Sączu. „Wszystkim się interesuje. Patrzy na nas jak na swoje dzieci — okiem «Dziadka» — i z widoczną troską. A my rośniemy we własnych oczach, że mamy tak czułego opiekuna, zatroskanego o los powierzonych mu ludzi”. Wszystko to prowadziło do identyfikacji I Brygady i jej Komendanta. Znakiem więzi i solidarności z Piłsudskim były listy do niego adresowane, w których pisano: „Kochany Komendancie”, „Kochany Naczelniku”. Stąd opinia, że I Brygada to „drużyna Wodza”, „żołnierze Komendanta”, „organ Niepodległości”, „żołnierze Piłsudskiego”, „wojenna awangarda”. „Co to jest I Brygada? — pytał sam siebie Roja. — To jest przecie myśl swobodna. To jest zebranie ochotnych zapalonych głów, które jednak po 14 miesiącach nieco ochłonęły”. Solidarność żołnierzy I Brygady umacniała odznaka zaprojektowana przez Wojciecha Jastrzębowskiego, a przyznawana od 6 sierpnia 1916 roku „Za Wierną Służbę”, którą traktowano jako „order odradzającej się Polski”.

Oddziały Strzelców w Oleandrach w Krakowie (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-156-1)

Legioniści z I Brygady uważali się za wyróżnionych przez los, za najwartościowszych żołnierzy polskiej sprawy. Jak w tekście przywoływanej tu już pieśni, byli gotowi „rzucić na stos swój życia los”. Przekonanie, że służą w elitarnej jednostce dowodzonej przez wyjątkowego wodza, musiało jednak prowadzić do manifestowania pewności siebie i poczucia wyższości.

A czym I Brygada była dla Piłsudskiego? Stanowiła gwarancję marszu w dobrym kierunku, jednostkę wierną, lojalną i karną — i tak jak w zakonie poświęcającą wszystko dla wspólnoty i Komendanta. W przyszłości, po odzyskaniu niepodległości, miała stać się spoiwem kształtującego się obozu i politycznym zapleczem Piłsudskiego. Jego zwolenników, nie tylko zresztą z I Brygady, coraz częściej zwano piłsudczykami. Do szerszego obiegu termin wprowadził Juliusz Kaden-Bandrowski w książce wydanej w 1915 roku pod właśnie tym tytułem: Piłsudczycy.

W I Brygadzie zwracano się do siebie „obywatelu” jak w związkach strzeleckich, nawiązując tym samym do tradycji kościuszkowskich, Legionów Dąbrowskiego oraz PPS. Z reguły nie salutowano, gdyż nie uznawano tego za potrzebne. Pozdrawiano się tak, jak pozdrawiają się przyjaciele czy członkowie rodzin, niezależnie od szarży czy pełnionej funkcji. Jedynie w obecności obcych wojsk przypominano sobie o konieczności oddawania honorów.

Józef Piłsudski w czasie bitwy pod Marcinkowicami, grudzień 1914 r. (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-166-2)

Żołnierze I Brygady najbardziej konsekwentnie podkreślali, że są polskim wojskiem. Okazało się to na tyle skuteczne, że AOK od końca 1916 roku postrzegała II i III Brygadę jako „dywizje Polskiego Legionu”, a I Brygadę jako „I Polską Brygadę”. Po Akcie dwóch cesarzy 5 listopada 1916 roku legioniści z I Brygady stali na stanowisku, że nie są już częścią Legionów, lecz zalążkiem wolnej armii polskiej, której żołnierzy spaja idea niepodległości. I Brygada była „z pewnością najbardziej ideową spośród wszystkich formacji, bijących się wtedy w Europie […]. Po upływie czasu nie miał nikt wątpliwości, że I Brygada to Wojsko Polskie, a nie oddziały polskie afiliowane przy armii austriackiej” — podkreślał Damian Wandycz.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Chwalby „Legiony Polskie 1914-1918”:

Andrzej Chwalba
„Legiony Polskie 1914-1918”
49,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 376
Data i miejsce wydania: I
Premiera: styczeń 2018
Format: 165x240 mm
ISBN: 978-83-08-06452-8

(Józef Piłsudski, dowódca I Brygady Legionów, 1914 r.)
Józef Piłsudski, dowódca I Brygady Legionów, 1914 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-100)
Legioniści z I Brygady uważali, że skoro stanowią wzór dla pozostałych, przeto żołnierze II i III Brygady powinni postępować podobnie. W ślad za nimi podążyli legioniści III Brygady kierowani przez oficerów ze związków strzeleckich, natomiast II Brygada szukała własnej drogi i ją znalazła. Przez ponad rok walczyła w oddaleniu od I Brygady, a dowodzili nią między innymi oficerowie z armii austro-węgierskiej, z reguły nierozumiejący niepodległościowego programu I Brygady i polityki Piłsudskiego. Organizacja i szkolenie II Brygady upodabniały ją do regularnych ck formacji, gdy w I Brygadzie o wszystkim decydował Komendant.

Na skutek tego wytworzył się pewien stan napięcia między brygadami I i III a II Brygadą. Różnice uwidaczniały się od razu. Znakiem odrębności było nakrycie głowy, wężyki srebrne w II Brygadzie, a nie karmazynowe (czerwone) jak w I Brygadzie. W II Brygadzie większy był dystans między oficerami a żołnierzami, a stopnie i odznaki były zbliżone do armii podwójnej monarchii. Do siebie zwracano się „pan”, salutowano całą dłonią, gdy w I Brygadzie, jeśli już to czyniono, to dwoma palcami. Dodajmy, że ostatecznie, zgodnie z sugestiami i oczekiwaniami Rady Pułkowników, II Brygada również wprowadziła salutowanie dwoma palcami. Wcześniej uczyniła to III Brygada. Komenda Legionów i AOK uznały to za dziwactwo, niemniej, nie mając w istocie wyjścia, pogodziły się z tym.

I Brygada była bardziej swawolna, a II Brygada bardziej zdyscyplinowana. Wielokrotnie zauważano, że gdy legioniści II Brygady opuszczali okopy i ziemianki, to pozostawiali po sobie ład i porządek, natomiast żołnierze I Brygady już tak nie dbali o czystość. Gdy żołnierze II Brygady wieszali w pokojach koszar święte obrazki, to brygady I oraz III zdjęcia Komendanta. Oficerowie II Brygady karnie wypełniali rozkazy Komendy Legionów i AOK, czego nie można powiedzieć o I oraz III Brygadzie, które niejednokrotnie je sabotowały. Już podczas pobytu w Karpatach oficerowie legionowi z Durskim na czele za punkt honoru postawili sobie wprowadzenie w Legionach dyscypliny i obyczajów wojskowych ck armii, gdyż uważali, że dopiero wówczas mogą stać się formacjami wartościowymi pod względem wojskowym. Chodziło o to — na co zwracał uwagę Durski — by wojsko „nie splamiło sztandaru Legionów najdrobniejszymi choćby wykroczeniami”. Zwracano też uwagę na podstawowe zasady dobrego zachowania i higieny: „Plucie na podłogę, zanieczyszczanie sal odpadami pokarmu, w ogóle nieprzestrzeganie czystości będzie surowo karane” — podkreślała Komenda Legionów 15 września 1914 roku.

"
":/grafika/news2015/wielkanoc.jpg Święcenie pokarmów w 1 pułku piechoty Legionów Polskich, 1917 r. (ze zbiorów NAC, Instytut Józefa Piłsudskiego, sygn. 22-168-1, domena publiczna).

Żołnierze I Brygady stale zarzucali żołnierzom II Brygady, że nie akcentują niepodległościowych celów walki Legionów oraz zbyt łatwo ulegają dowództwu armii podwójnej monarchii. Pierwszobrygadowi specjaliści od budowy wizerunku propagowali, dodajmy, fałszywy obraz II Brygady jako „zaprzedanych austriackich najemników” i „Austriaków legionowych”. Bywało, że na II Brygadę żołnierze I Brygady patrzyli tak jak na „dzieci zadżumione”, jak na „odszczepieńców”. Z kolei dla żołnierzy II Brygady, „żelaznej”, I Brygada była nadmiernie rozpolitykowana i „niekarna”. Rzeczywiście, w I Brygadzie chętnie politykowano i wiecowano, gdy w Brygadzie „żelaznej” mniej było polityki, a więcej troski o jakość wyszkolenia i wyposażenia. Oficerowie „żelaznej” koncentrowali się na sprawach wojskowych, podkreślając, że są żołnierzami, a nie politykami. W gorączce polemicznej nieraz I Brygadę przezywali bandą lub kliką Piłsudskiego.

Z pewnością liczne szyderstwa, kpiny i żarty, jakimi obdarzali się nawzajem legioniści, nie poprawiały wzajemnych relacji. Nie bez znaczenia było tu działanie AOK, która świadomie wzmacniała nastroje separatystyczne w brygadach i pułkach, zgodnie z praktykowaną od wieków zasadą „dziel i rządź”. Utrudniało to wypracowanie wspólnej legionowej strategii i taktyki.

Przysięga żołnierzy Legionów Polskich, 4 września 1914 r. (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-163-2)

Wacław Sieroszewski, fanatyczny wielbiciel Piłsudskiego i czynu niepodległościowego, w sierpniu 1915 roku krótko podsumował: „Legiony tworzą dwie odrębne części, z których najbardziej polska, patriotyczna i szczerze niepodległościowa jest tylko I Brygada Legionów, podczas gdy II i III są całkowicie zaustriaczone i zaprzedane monarchii austro-węgierskiej”. Jest to ocena niesprawiedliwa. Wszystkie brygady przyjęły program niepodległościowy, tylko wybrały różne marszruty prowadzące do realizacji naczelnego celu. Na początku wojny, ale i później trudno było jednoznacznie przesądzić, która droga jest najlepsza, najskuteczniejsza. Wspomniane napięcia osłabły w 1916 roku dzięki wysiłkowi Rady Pułkowników oraz podczas wspólnych walk i przeżyć na Wołyniu, ale znów się wzmogły w czasie kryzysu przysięgowego 1917 roku.

Niemniej na zewnątrz manifestowano przekonanie, że Legiony są formacją bijącą się o niepodległą Polskę, a legioniści stanowią jedną rodzinę, złączoną nadrzędnym celem.

W Legionach, jak w każdej armii, ujawniały się różnice zdań między żołnierzami. Pochodzili przecież z różnych regionów, zaborów, środowisk, organizacji strzeleckich, a także spoza ruchu strzeleckiego. Ci, co byli strzelcami, czuli się pewniej i niejednokrotnie okazywali wyższość ochotnikom spoza strzeleckiego kręgu. Stąd łatwo było o nieporozumienia. Pewne różnice przejawiały się też między poszczególnymi służbami, co było typowe dla każdej armii. Niemniej, jak zauważył Dunin-Brzeziński, „stosunki [kawalerzystów — A.Ch.] z piechurami były bardzo dobre, nie tak jak w austriackim wojsku, gdzie piechura zawsze za coś gorszego uważano”. Nie znaczy to jednak, że szczędzono sobie wzajemnie złośliwości i docinków. Powszechnie kawalerzyści nazywali piechurów bomberakami, a ci kawalerzystów cacy pupkami. Jedni i drudzy zaś mówili na sanitariuszy łapiduchy.

Wymarsz Pierwszej Kompanii Kadrowej do Kongresówki - zdobycie Kielc (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-159-1)

Przed wojną sanitariuszy poważnie nie traktowano i nie szanowano, gdyż do służb medycznych szli najmniej sprawni rekruci. Dopiero ich ciężka i niebezpieczna służba w czasie wojny oraz liczne ofiary przysporzyły im szacunku. Natomiast wszyscy będący na pierwszej linii frontu nie mieli dobrego zdania o „taborytach”, czyli żołnierzach formacji tyłowych i zapasowych, tych, co prochu nie wąchali. „Żywa […] jest tu niechęć do tych, co będąc w Legionach, utrzymują się na tyłach, na różnych stanowiskach bezpiecznych” — pisał Michał Römer, żołnierz 1 Pułku. Wśród „taborytów” widziano licznych dekowników i kombinatorów. Zazdroszczono im, mówiąc, że taka „bestia dobrze śpi, dobrze zje i wypije, ma zawsze rum w manierce”. Piłsudski określał ich mianem zawszonego wojska, a jednocześnie oskarżał Komendę, że rozbudowuje „tyły” kosztem wojsk liniowych, co wynikało również z przyczyn politycznych, gdyż formacje liniowe z reguły twardo stały za Piłsudskim, a tyły niekoniecznie. Komenda właśnie wśród tych drugich miała największe poparcie.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Chwalby „Legiony Polskie 1914-1918”:

Andrzej Chwalba
„Legiony Polskie 1914-1918”
49,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 376
Data i miejsce wydania: I
Premiera: styczeń 2018
Format: 165x240 mm
ISBN: 978-83-08-06452-8

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Andrzej Chwalba
Profesor doktor habilitowany, znany historyk, specjalista w dziedzinie historii XIX i XX wieku. Wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Historycznego. Autor, współautor i redaktor łącznie 25 książek. Obecnie kieruje Zakładem Historii Społeczno-Religijnej Europy XIX i XX w. w Instytucie Historii UJ. Do jego najbardziej znanych prac należą: „III Rzeczpospolita – raport specjalny” (przygotowywane przekłady na język niemiecki i czeski), „Imperium korupcji w Rosji i w Królestwie Polskim w latach 1861-1917”, „Polacy w służbie Moskali”, dwa ostatnie tomy serii „Dzieje Krakowa” (1939-1945; 1945-1989) oraz podręcznik akademicki do historii Polski XIX wieku. Laureat wielu prestiżowych nagród, m.in. nagrody KLIO i Nagrody Historycznej tygodnika „Polityka”.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy