„Leniwy, tłusty i niezdolny do walki”: Filip I, król-rozpustnik

opublikowano: 2026-06-29, 13:37
wszelkie prawa zastrzeżone
Ponoć za panowania Filipa I monarchia Kapetyngów sięgnęła dna. Taka opinia nie wzięła się znikąd. Sławy nie przynosi mu także powód oddalenia żony, Berty. Podobno stała się zbyt gruba dla króla…
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Justine Firnhaber-Baker „Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję”.

Filip I poślubia Bertradę de Montfort w czasie, gdy królowa Berta jest więziona na zamku

Tego dnia 1059 roku, kiedy król Henryk kazał ukoronować swego siedmioletniego syna Filipa na współwładcę, nadzieje szybowały wysoko. Stojąc przed tłumem książąt, prałatów oraz ludzi „wielkich i małych” tłoczących się w katedrze w Reims, chłopczyk z powagą odczytał przysięgę, że będzie bronił Kościoła i sprawiedliwie rządził swoim ludem, jak przystało królowi. (Wystarczająco duży, by umieć pisać i czytać, musiał też złożyć podpis pod tym zobowiązaniem). Gdy powinności władcy zostały potwierdzone, ojciec Filipa oficjalnie wyznaczył go na swego następcę, a arcybiskup Reims namaścił mu czoło specjalnym krzyżmem zesłanym z niebios na wyłączny użytek francuskich królów. Zgromadzeni dali wyraz swej aprobacie, wołając trzykrotnie jednym głosem: „Zgadzamy się! Tak chcemy! Niech tak się stanie!”. Biskupi, opaci, książęta i hrabiowie przybyli nawet z dalekiej Akwitanii i Owernii, żeby być świadkami tego rzadkiego królewskiego rytuału. Brakowało jedynie Wilhelma z Normandii, ale jeśli ktokolwiek uznał to za niepokojące, szybko odpędził to uczucie, dając się unieść nastrojowi święta. Arcybiskup wydał potem wystawny bankiet – nie, jak wyjaśniał później, ze względu na króla, lecz po to, by zademonstrować bogactwo i szczodrość Kościoła.

Ów arcybiskup tak naprawdę lubił młodego Filipa i był jednym z jego opiekunów po śmierci Henryka, ale gdy doszedł on do wieku dojrzałego, jego stosunki z Kościołem stały się wręcz fatalne. Trzykrotnie ekskomunikowany za cudzołóstwo i nieprzyjmujący do wiadomości rosnącej potęgi papieży padł ofiarą reformatorskiego zapału kleru. Wrogość duchownych przysparzała mu wielu problemów, a ponieważ to oni byli autorami większości źródeł, ich pogardliwe opisy wzięły górę. „Leniwy, tłusty i niezdolny do walki”, brzmiała zjadliwa ocena pewnego klasztornego kronikarza, inny zaś nazwał go „wyjątkowo przekupnym”, jeśli chodzi o religię oraz majątek Kościoła. Przy tym wszystkim ich opinie nie były bezpodstawne, zwłaszcza w drugiej połowie niemal pięćdziesięcioletnich rządów Filipa. Król niezupełnie był gnuśny, niewątpliwie jednak otyły, co w oczach jemu współczesnych dowodziło nieokiełznanej łapczywości, ale i nieobyczajności. Co bardziej istotne, znacznie lepiej wychodziło mu wszczynanie wojen niż ich wygrywanie, ponadto wystawił na szwank zarówno swoje królestwo, jak i duszę, odbijając żonę hrabiemu Andegawenii. Mimo paru mężnych prób zrehabilitowania spuścizny Filipa jego panowanie generalnie uchodzi za okres, w którym monarchia Kapetyngów sięgnęła dna. „Niewielu królów – zauważył jego najlepszy biograf – zostało bardziej surowo osądzonych przez historyków”.

reklama

Reputacji Filipa nie pomogło również to, że za jego długiego panowania doszło do wydarzeń tak spektakularnych i bezprecedensowych, iż obrosły one legendą. Filip przeżył nie tylko normandzki podbój Anglii, ale także pierwszą wyprawę krzyżową (1096–1099) oraz epicki spór między papiestwem a cesarstwem, który przygotował pod nią grunt. Po drugiej stronie kanału La Manche Wilhelm z Normandii objął władzę królewską, uwalniając się spod francuskiej zwierzchności. Po drugiej stronie Alp papież Grzegorz VII ciskał klątwy i armie przeciwko cesarzowi Henrykowi IV, chcąc poddać cesarski autorytet woli Kościoła w służbie reformy. Natomiast po drugiej stronie Morza Śródziemnego żarliwi chrześcijanie i żądni krwi awanturnicy walczyli z Turkami seldżuckimi, którzy zagrażali granicom Bizancjum oraz zachodnim pielgrzymom podążającym do Jerozolimy. Filip jednak nie miał z tym wszystkim prawie nic wspólnego. Mocne strony starego króla Henryka przyćmił blask bardziej interesujących i znakomitszych postaci jego epoki, ale jeśli chodzi o Filipa, to wyróżniła go spośród współczesnych słabość zarówno na polu bitwy, jak i w sypialni.

Filip nie ponosił, rzecz jasna, żadnej winy za niefortunny początek swego panowania, gdyż Wilhelm podbił Anglię na rok przed osiągnięciem przezeń pełnoletności. Nieobecność Wilhelma na koronacji sygnalizowała jego rosnące lekceważenie wobec kapetyńskich roszczeń do zwierzchności nad Normandią, nim jeszcze sam zdobył królestwo i koronę. Jego koronacja w Opactwie Westminsterskim w dzień Bożego Narodzenia 1066 roku uczyniła go równym Filipowi, a w każdym razie tak uważał. Reszta Normanów była tego samego zdania, zwłaszcza widząc rozległe angielskie ziemie i bogate łupy, które Wilhelm zaczął rozdzielać między swych zwolenników. Będąc przy całej swej bezwzględności człowiekiem religijnym, hojnie obdarowywał Kościół i propagował reformatorską dyscyplinę tak miłą papieżowi, którego ingerencje w politykę europejskich władców stawały się coraz bardziej bezpardonowe i skuteczne. Wilhelm złożył wprawdzie w 1060 roku hołd, rytualny pokłon przed panem lennym, z księstwa Normandii, ale potrzeba było ponad półwiecza wojen i dyplomacji, nim normandzki książę ponownie ugiął kolano przed kapetyńskim królem.

Robert II Krótkoudy

Jedynym sposobem przeciwstawienia się rosnącej potędze Normanów było dla Filipa wykorzystanie nieustających kłótni między Wilhelmem a jego synami: Robertem Krótkoudym, Wilhelmem Rudym i Henrykiem. Efekty tej polityki bywały różne, gdyż Filip popierał zwykle bezsprzecznie śmiałego i honorowego, choć przypuszczalnie pulchnego i z całą pewnością pechowego Roberta Krótkoudego przeciwko jego ojcu i dwóm braciom. Krótkoudy, inaczej Curthose, przezwany tak, ponieważ jego krótkie, grube nóżki wymagały kusych (court) spodni (hose), odnosił początkowo pewne sukcesy w starciach z ojcem, który nadał mu ten drwiący przydomek. W 1077 roku, po porażce, jakiej doznał w Bretanii, zaniepokojenie poczynaniami Roberta skłoniło króla Wilhelma do oddania Filipowi połowy Vexin w północno-zachodniej Francji. Robert miał już dość szyderstw ojca z powodu swej tuszy i zmęczył się czekaniem, aż dostanie Normandię w swoje ręce. Kiedy Wilhelm wziął stronę młodszych synów, gdy dosłownie obsikali oni Roberta i jego przyjaciół z balkonu, Krótkoudy się zbuntował. Śpiesząc skwapliwie z pomocą, Filip dał mu zamek w Vexin i małą armię najemnych zabijaków. Niedoceniany przez ojca (i przez większość późniejszych historyków), Robert spotkał się z Wilhelmem na polu bitwy i zrzucił go z konia, choć honor powstrzymał go przed zadaniem śmiertelnego ciosu. Jednak mimo tej demonstracji synowskiej czci i mimo że był najstarszym potomkiem, jego starania o przejęcie angielskiego tronu po śmierci Wilhelma w 1087 roku spełzły na niczym. Wilhelm Rudy zgodnie z ojcowskim życzeniem odziedziczył Anglię, a Robert musiał się zadowolić Normandią.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Justine Firnhaber-Baker „Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję” bezpośrednio pod tym linkiem!

Justine Firnhaber-Baker
„Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Norbert Radomski
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
456
Premiera:
16.06.2026
EAN:
9788383383484
reklama

Pozbawiony Anglii, a zatem i angielskich łupów, które za czasów jego ojca oliwiły tryby normandzkiej machiny państwowej, Robert zmuszony był prosić o pomoc Filipa, aby utrzymać księstwo oraz buntownicze przygraniczne hrabstwo Maine, rzekomo podległe książętom Normandii. Filip, według kronikarzy słynący z chciwości, przyjął łapówkę za odstąpienie od Roberta, kiedy Wilhelm Rudy najechał Normandię w 1090 roku, czego skutkiem było zawarcie przez braci pokoju bardzo niekorzystnego dla interesów króla. Później Filip wspólnie z Robertem wmieszał się w wojenkę między dwoma panami Vexin, która groziła zdestabilizowaniem regionu, ale porzucił go, kiedy w 1092 roku walki ogarnęły również Maine – ta brzemienna w skutki decyzja wyznaczyła kres aktywnych prób kontrolowania przez Filipa wydarzeń w zachodniej Francji. Klęska i pojmanie Ro berta w bitwie pod Tinchebray w 1106 roku przywróciły angielskiej Koronie kontrolę nad Normandią i umożliwiły odtworzenie państwa anglonormandzkiego takim, jakie było za życia Zdobywcy. Nie rozprawiwszy się z potęgą Anglonormanów, Filip pozostawił swoim następcom groźną i bolesną spuściznę. Najeżona zamkami i gęsto obsadzona wojskiem granica anglonormandzka leżała niespełna dzień jazdy od Paryża, niczym nóż na gardle kapetyńskiej Francji.

reklama

Anglonormanowie nie musieli być takim problemem. Kapetyngowie w końcu przywykli sobie radzić z silnymi regionalnymi książętami. Przetrwali tak długo po części za sprawą rytualnego prestiżu płynącego z ceremonii takich jak koronacja Filipa, ale głównie dzięki tworzeniu sojuszy, które wyzyskiwały rywalizacje między innymi wielkimi domami. Filip próbował zrobić coś podobnego, rozgrywając przeciwko sobie Wilhelma i jego synów. Jednak, z powodów najpierw politycznych, a później ściśle osobistych, nie mógł, jak wcześniej jego ojciec, liczyć na Andegawenię jako przeciwwagę Normandii. Stary hrabia Godfryd Martel zmarł bezpotomnie w roku 1060; jego katastrofalny rozwód, który miał mu umożliwić zapewnienie sobie spadkobiercy, nie przyniósł owoców. Stało się to przyczyną ośmioletnich walk o sukcesję, z których potężna niegdyś Andegawenia wyszła jako cień siebie z przeszłości. Filip zyskał bogate terytorium na południowy wschód od Paryża, zwane Gâtinais, w zamian za poparcie zwycięskiego pretendenta, niejakiego Fulka o nieprzetłumaczalnym przydomku le Réchin, co być może znaczyło „bogaty”, potem jednak zaprzepaścił korzyści z andegaweńskiego sojuszu, dopuściwszy się niewybaczalnej zdrady.

Nowy hrabia Fulko był osobliwą postacią. Choć piętnowany przez pewnego pruderyjnego kronikarza za spopularyzowanie butów o długich, podwiniętych do góry noskach, wykorzystywał swoje bogactwo nie tylko do lansowania mody, ale także do wspierania Kościoła w jego reformatorskich dążeniach. Polityka ta przysporzyła mu przyjaciół w Rzymie, którym oddał pod opiekę swoje hrabstwo, nie dorównał jednak skutecznością działań ani olśniewającym splendorem (nie licząc obuwia) reputacji swego dziada i imiennika Fulka Czarnego. Poza autorstwem nieeleganckiej, ale zabawnej kroniki dziejów swego rodu tytułem Fulka le Réchin do sławy była papieska ekskomunika za więzienie w lochu własnego brata oraz powszechna dezaprobata za niefrasobliwe poślubienie i porzucenie co najmniej trzech kobiet, z których jedną odbił mu w 1092 roku król Filip. Skandal ten miał kosztować Filipa przychylność Andegawenii, Kościoła, a także dzisiejszych historyków.

Fulko le Réchin w czasie walki bratem, Godfrydem III

Być może to właśnie czar owej damy skłonił Filipa do porzucenia w 1092 roku wojny na granicy Maine. Mimo poparcia udzielanego normandzkiemu księciu Robertowi Krótkoudemu Filip utrzymywał poufne kontakty z Fulkiem le Réchin, który marzył o uczynieniu Maine andegaweńskim państwem wasalnym, jakim było w złotej epoce jego dziadka. Fulko wcześniej zgodził się wspomóc Krótkoudego w Maine w zamian za jego zgodę na poślubienie młodej Bertrady z Montfortu, ale od tamtego czasu zmienił zdanie, i teraz zaprosił Filipa do Tours, aby omówić sprawy. Być może, jak spekulowano, dał nawet do zrozumienia, że jeśli Filip pozostawi mu wolną rękę w Maine, on zostawi królowi wolną rękę wobec pięknej Bertrady. Wziąwszy pod uwagę zjadliwe obelgi, jakie Fulko ciskał później na Filipa, wydaje się to nieprawdopodobne, niewykluczone jednak, że król jechał do Tours z myślą o Bertradzie.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Justine Firnhaber-Baker „Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję” bezpośrednio pod tym linkiem!

Justine Firnhaber-Baker
„Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Norbert Radomski
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
456
Premiera:
16.06.2026
EAN:
9788383383484
reklama

Filip wszedł w ten etap życia, kiedy zmiana może się wydawać nieodparcie kusząca: czterdziestolatek, ojciec dwójki dzieci, który miał za sobą trzy dekady rządów, spędził z pierwszą żoną, Bertą Holenderską, niemal dwadzieścia lat. Można sobie wyobrazić, że mógł być niespokojny i znudzony, a jego małżonka, jak twierdzi pewien kronikarz, bardzo przybrała na wadze. Filip być może tłumaczył sobie, że porzucenie jej dla młodszej kobiety nie jest nawet nierozsądnym krokiem politycznym. Koniec końców ziemie rodu Bertrady leżały zaraz na południowy zachód od Vexin, idealnie zatem nadawały się do szarpania granicy Normandii. Tak więc, choć był dopiero maj i letnia kampania jeszcze nie zaczęła się na dobre, Filip wysłał Krótkoudemu jakąś wymówkę, dźwignął swe coraz cięższe cielsko na konia i pojechał na południe do starego miasta, aby biesiadować z Fulkiem i jego uroczą panią.

Możemy sobie wyobrazić Bertradę stającą u wrót, aby powitać gości męża, i obserwującą przyjazd króla oraz jego świty z chłodnym wyrachowaniem kasztelańskiej córki zawdzięczającej swoją pozycję wyłącznie dalekowzroczności i ambicji przodków, a nie ich książęcym referencjom. Opisywana jako niemająca żadnych zalet poza urodą i znana z biegłości „we wszelkich zdumiewających kobiecych sztukach, którymi posługują się niewiasty, aby omotać swych małżonków”, Bertrada zdążyła już owinąć sobie Fulka wokół palca. Dobrze wiedziała jednak, że bezceremonialnie odprawił on poprzednie dwie żony. Być może uznała, że lepiej będzie zemścić się zawczasu. Szybko rosnąca tusza Filipa mogła ją nieco odstręczać, ale rozmowa z nim była przyjemna, a jego korona nęcąca. Filip flirtował, Bertrada się uśmiechała, a gdy zapadł wieczór i dwór udawał się na spoczynek, między królem a hrabiną przemykały ukradkowe sygnały. Wedle niektórych źródeł Filip przyszedł do Bertrady tejże nocy, według innych zaś to Bertrada odszukała Filipa, a jeszcze innych – dopiero następnego dnia wymknęła się i podróżując pod tajną królewską eskortą, spotkała się z królem na drodze do Orleanu. Wszystkie źródła są jednak zgodne, że tych dwoje nie pozwoliło się już rozdzielić, bez względu na wyrzuty byłych małżonków, przewodników duchowych, a nawet poddanych.

reklama

Uwiedzenie Bertrady było dla Filipa kwestią jednej nocy i dnia, ale konsekwencje ciągnęły się przez dziesiątki lat. Tym jednym ruchem przekreślił on wszystkie swoje sojusze. Wszelkie sukcesy, jakie z trudem wywalczył w pierwszej połowie swych rządów, przepadły w drugiej. Porzucił Krótkoudego dla Fulka, ale cokolwiek Fulko zaoferował Filipowi – jeśli w ogóle coś mu oferował – hrabia Andegawenii nie uwzględnił w swoich rachubach roli wystawionego na pośmiewisko rogacza, którego gościnności nadużyto w tak oburzający sposób. „Cudzołóstwo okrytego hańbą króla Filipa skalało Francję”, grzmiał. W ślad za załamaniem andegaweńskiego wsparcia na zachodzie poszła też utrata flamandzkiego poparcia na północnym wschodzie, gdyż upokorzona pierwsza żona Filipa, Berta Holenderska, była pasierbicą hrabiego Flandrii i przyrodnią siostrą jego następcy. Filip poślubił ją w 1072 roku, co było ceną pokoju po postawieniu na niewłaściwego konia i przegraniu rozstrzygającej bitwy w wojnie o flamandzką sukcesję. Odtrącenie Berty nie tylko zerwało tę ugodę, ale dało też Anglonormanom kolejną okazję do zyskania czegoś kosztem francuskiego króla. Płonąc nienawiścią do Filipa, flamandzki hrabia popłynął do Anglii, gdzie Wilhelm Rudy, obecnie król mimo roszczeń Krótkoudego, z radością ugościł go w Dover, i tam wspólnie omówili wszelkie sposoby, na jakie mogliby zmusić Filipa, by zapłacił im za dawne krzywdy. Hrabia zmarł wkrótce potem, ale jego syn (przyrodni brat ekskrólowej) pogardzał Filipem jeszcze bardziej niż ojciec. Biskup Arras pisał, że nie śmie wyprawić się poza swe przygraniczne miasto z obawy, iż lada moment wybuchnie wojna.

Berta Holenderska, Filip I i ich dzieci

Filip miał nadzieję, że wszystko rozejdzie się po kościach. Zwołał biskupów Francji do Paryża, aby otrzymać rozwód z Bertą i ślub z Bertradą. Większość z nich stawiła się i zrobiła, czego od nich żądano. W końcu poprzednie małżeństwa Filipa i Bertrady były nieważne w świetle kościelnych praw przeciwko kazirodztwu. Pierwsza żona Filipa była jego kuzynką szóstego stopnia, Bertrada zaś – kuzynką piątego stopnia Fulka, który jednak bynajmniej nie przejmował się takimi kościelnymi drobiazgami jak stwierdzanie nieważności, gdy wycofywał się ze swych poprzednich związków. Filip i Bertrada byli spokrewnieni ze sobą jeszcze bliżej niż z poprzednimi współmałżonkami, ale stanowiłoby to problem, jedynie gdyby Filip później zmienił zdanie. Mimo smutnej historii tragicznego zauroczenia dziada Filipa, Roberta Pobożnego, Bertą z Blois, władcy zmieniali żony wedle uznania, a ich biskupi dokonywali stosownych odstępstw od obowiązujących zasad. Zawdzięczali swoje biskupstwa łasce królów lub książąt, gdyż w XI wieku to oni decydowali, kogo mianować, ilekroć w jakiejś diecezji pojawiał się wakat. Kiedy władca wskazał już swego kandydata, miejscowy kler przeprowadzał wybory pro forma, a zwycięzca był wyświęcany albo przez właściwego arcybiskupa, albo innych lokalnych biskupów, a nawet przez samego papieża, jeśli ten akurat był w pobliżu.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Justine Firnhaber-Baker „Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję” bezpośrednio pod tym linkiem!

Justine Firnhaber-Baker
„Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Norbert Radomski
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
456
Premiera:
16.06.2026
EAN:
9788383383484
reklama

Przez długi czas wszystko to było czczą formalnością, jednak świecka ingerencja w inwestyturę, jak nazywano ów proces, była rażącym pogwałceniem kanonicznych praw Kościoła, a także obrazą odczuć tych chrześcijan, zarówno laikatu, jak i kleru, którzy dążyli do oczyszczenia Kościoła ze światowego zepsucia. Rządzący bronili się, twierdząc, nie bez racji, że biskupi po prostu dzierżą zbyt wielką władzę, aby można było dać Kościołowi wolną rękę w wyborze nominatów. Dysponujący własnymi zamkami, armiami, połaciami ziemi i legionami robotników biskupi posiadali wszelkie znamiona władzy książęcej na dokładkę do świętych atrybutów swego urzędu. Spór o inwestyturę, nie mówiąc już o mnóstwie innych reformatorskich środków jakby celowo obmyślanych, by grać na nerwach starej gwardii, stał się przyczyną jednego z największych kryzysów średniowiecza: starcia między papieżem Grzegorzem VII a cesarzem Henrykiem IV. Henryk ostatecznie znalazł się w 1077 roku na łasce Grzegorza, ekskomunikowany i zmuszony wystawać boso w śniegu przed zamkiem w Kanossie niedaleko Parmy, gdyż odmawiał trzymania nosa z dala od spraw Kościoła, a rąk z dala od kościelnej własności. (Sprawie cesarza nie pomogło również to, że stwierdził, iż Grzegorz „nie jest papieżem, lecz fałszywym mnichem” w publicznym liście, który rozesłał do wszystkich znaczących ludzi w Niemczech). Filipa zapewne niepokoiło to, jak papież potraktował cesarza, władcę znacznie potężniejszego niż on, jednak miał też powody do zadowolenia: cesarska polityka w bardzo niewielkiej mierze wpływała teraz na Francję, a jego własne zaangażowanie w inwestyturę duchownych w zasadzie nie zostało zakwestionowane.

Choć spośród biskupów najwięcej patronatowi króla zawdzięczał Iwo z Chartres, to on właśnie zniweczył małżeńskie plany Filipa. W odróżnieniu od większości biskupów, synów wielkich rodów, którzy mogli wezwać swych krewnych, ilekroć napotkali jakiś problem, Iwo był człowiekiem znikąd i otrzymał biskupstwo wyłącznie dzięki Filipowi, który, jak chętnie przyznawał, praktycznie wcisnął mu pastorał do rąk. Skromne pochodzenie kazało mu nieraz, przynajmniej na tym wczesnym etapie kariery, występować przeciwko status quo, jak choćby przymykaniu oka na grzechy możnych lub przedkładaniu racji stanu ponad głos sumienia. Iwo, człowiek pryncypialny o przenikliwej – by nie powiedzieć cierpkiej – inteligencji, nie był jednak pozbawiony pragmatyzmu i opowiadał się za elastyczniejszym podejściem do reform niż nieprzejednana fakcja, która zdominowała otoczenie papieża Urbana. Uznawał na przykład, że król ma prawo ingerować w inwestyturę, ale w kwestii drugiego małżeństwa Filipa stawiał opór równie twardy jak każdy chrześcijański radykał.

reklama

Filip wiedział, że potrzebuje poparcia Iwona, ale biskup ani myślał ustąpić. W liście do króla przywołał Pismo Święte, twierdząc, że byłoby lepiej, gdyby zawieszono mu, biskupowi, kamień młyński u szyi i utopiono go w głębi morza (Mateusz 18,6), niż miałby zaaprobować cudzołóstwo. Nabożnie przypominał królowi, że robi wszystko dla dobra jego duszy. Filip zostawił biskupa na łasce chciwego kasztelana, który go uwięził, ale to tylko wzmocniło determinację prawego Iwona. W późniejszych latach te niesnaski z niegdysiejszym patronem skłoniły go do nadania doktrynie Kościoła w kwestii małżeństw kształtu, który do dziś utrudnia katolikom w średnim wieku zawarcie powtórnego związku. Filip był wielokrotnie ekskomunikowany, a Francja okładana interdyktem, co oznaczało, że nie można było odprawiać mszy ani udzielać sakramentów. W czasach, kiedy religijność zwykłych ludzi stawała się coraz żarliwsza, sankcje te kosztowały go utratę poparcia poddanych. Gdy król i Bertrada zbliżali się do jakiegoś miasta, dzwony kościelne milkły, a rozbrzmiewały donośnie, jak gdyby ich przeganiały, gdy zhańbiona para w końcu z niego wyjeżdżała.

Papież Urban II na synodzie w Clermont

Papież Urban był wstrząśnięty postępowaniem Filipa, próbował jednak znaleźć złoty środek między uporem króla a nieustępliwością kościelnych twardogłowych. Nie miał apetytu na francuski pasztet rzucony na już i tak pełny talerz. W latach od ukorzenia się cesarza Henryka w Kanossie papiesko-cesarski kryzys wokół reformy jedynie się pogłębił. Na tym etapie konfliktu pontyfikat Urbana, a nawet jego osobiste bezpieczeństwo, zagrożone były przez cesarskich stronników konkurencyjnego papieża, którzy siłą okupowali Rzym. Dalej na wschód o ból głowy przyprawiała go inna kwestia, o jeszcze większym znaczeniu dla przyszłości Europy. Konstantynopol, miasto pełne cennych relikwii, gdzie wznosiła się potężna Bazylika Hagia Sophia, przy której nikły największe kościoły zachodniej Europy, był w niebezpieczeństwie. Przez ostatnie dwadzieścia lat Turcy seldżuccy szarpali granice Bizancjum, a kiedy Filip romansował z Bertradą, Anatolia wpadła w ręce Turków. Urban poczuwał się do chrześcijańskiego obowiązku obrony samego Konstantynopola, lecz w równej mierze obawiał się, że muzułmanie nie tylko opanują miasto, ale i przetną pielgrzymi szlak do Jerozolimy. Bizantyński cesarz Aleksy Komnen zaczął prosić łacińskich chrześcijan o pomoc, kiedy zatrzymywali się w jego pałacu w drodze do Jerozolimy, a w początkach 1095 roku wysłał posłów do Urbana, błagając go o wsparcie.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Justine Firnhaber-Baker „Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję” bezpośrednio pod tym linkiem!

Justine Firnhaber-Baker
„Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Norbert Radomski
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
456
Premiera:
16.06.2026
EAN:
9788383383484
reklama

Urban, dźwigając na barkach ciężar całego znanego świata, wahał się, co zrozumiałe, przed dodaniem francuskiej awantury do swego brzemienia, jednak po dwóch latach prób łagodnego nakierowania Filipa na właściwą drogę musiał przyznać, że Iwo miał rację. Sam będąc Francuzem, spragniony rady rodaków i widoku ojczystych stron, odbył latem 1095 roku długą podróż po południowej i środkowej Francji, choć ostentacyjnie trzymał się z dala od ziem na północ od Loary, które należały do bezpośredniej domeny ekskomunikowanego kapetyńskiego króla. Gdy lato dobiegało końca, Urban napisał do europejskich duchownych, wzywając ich na synod do Clermont w środkowej Francji, aby rozwiązać trudne problemy nękające Kościół i jego lud.

Z całego państwa Kapetyngów, a także z Hiszpanii, Włoch i krain Świętego Cesarstwa Rzymskiego ściągnęło w listopadzie do Clermont kilkunastu arcybiskupów, osiemdziesięciu kilku biskupów oraz co najmniej dziewięćdziesięciu opatów (każdy z własną świtą). Uchwalili tam nałożenie ekskomuniki na francuskiego króla i jego tak zwaną królową, a także na niemieckiego cesarza oraz jego antypapieża, i ustanowili nowy środek pokojowy: zawieszenie broni od środowego zachodu słońca do poniedziałkowego świtu. W czasie tym niedozwolone były jakiekolwiek akty przemocy, gdyż reformę i pokój wciąż uważano za nierozłączne, a milenijny duch jeszcze nie wygasł. (W tym samym roku, zdumiewał się Fulko le Réchin, gwiazdy sypały się z nieba niczym grad). Podobnie jak podczas pokojowych zgromadzeń z początków stulecia, tłumy ludzi stłoczyły się na polach pod miastem, gdzie obradowali duchowni, w nadziei, że ujrzą coś niezwykłego. Nie zawiedli się. 27 listopada stanął przed nimi Urban i wygłosił najważniejsze kazanie średniowiecza, którego dokładnych słów nikt już dziś nie pozna, ale którego skutki są dobrze znane i nie do przecenienia.

Mówił, jak się wydaje, o Jerozolimie. Na średniowiecznych mapach lokalizowana w samym centrum świata była ona miastem, w którym, jak wierzono, żył i umarł w ludzkim ciele sam Bóg. Była ziemskim symbolem Królestwa Niebieskiego i miejscem, gdzie wedle powszechnych oczekiwań miała się rozpocząć apokalipsa. Niektórzy ze słuchaczy Urbana byli w Jerozolimie albo przynajmniej znali kogoś, kto tam pielgrzymował. Odkąd chrystianizacja Węgier w początkach stulecia otworzyła lądowy szlak do Ziemi Świętej, na wschód płynął nieprzerwany strumień pielgrzymów. Wracając, przynosili oni opowieści o mieście i pamiątki przepojone świętą mocą relikwii, których tam dotykali. Pielgrzymi ci oraz stale powiększający się krąg przyjaciół, krewnych i znajomych, którzy słuchali w nabożnym skupieniu ich wspomnień, odbierali Jerozolimę nie tylko jako niewyobrażalnie egzotyczną, ale także przyjemnie swojską. Gdyby ktoś przedstawił im niebezpieczeństwo, w jakim się znalazła, wzięliby to do siebie.

reklama
Papież Urban II przemawiający podczas synodu (mal. Jean Colombe, 1474 rok)

Ale, jak pisze pewien historyk, to, co zaproponował w tej sytuacji Urban, „było szaleństwem”. Ponieważ znamy kilka różnych wersji jego słów – średniowieczne kazania były improwizowane i spisywano je dopiero później, jeśli w ogóle – trudno stwierdzić, na czym konkretnie polegała jego propozycja. Jednakże, sądząc z zachowanych relacji i z tego, co wydarzyło się później, jego plan był istotnie z gruntu bezprecedensowy i skrajnie ryzykowny. Najwyraźniej wezwał ludzi, by wyruszyli na wschód, prawdopodobnie przedstawiwszy to przedsięwzięcie jako coś w rodzaju zbrojnej pielgrzymki przeciwko Turkom seldżuckim, którzy zagrozili Bizancjum i dostępowi chrześcijan do Jerozolimy. W większości zachowanych wersji tego kazania opisano z makabrycznymi szczegółami okrucieństwa, jakich Seldżucy rzekomo dopuszczali się wobec chrześcijan: „Kiedy chcą torturować ludzi aż do nędznej śmierci – twierdził autor jednej z nich – przebijają im pępek i wyciągnąwszy na wierzch końcówkę jelit, przywiązują ją do pala; potem uderzeniami bata pędzą ofiarę wokół niego, dopóki, z wywleczonymi wnętrznościami, nie padnie jak długa na ziemię”. Urban wezwał Francuzów, jako potomków Karola Wielkiego i naród wybrany przez Boga niczym Izraelici w dawnych dziejach, aby stanęli zbrojnie przeciwko muzułmańskim Turkom, wyznawcom Antychrysta, i przygotowali Ziemię Świętą na apokalipsę.

Tłum być może w rzeczywistości nie wykrzyknął, jak informuje jeden z kronikarzy, „Bóg tak chce!” (Deus vult!) w odpowiedzi na wizję, jaką roztoczył Urban, ale nie ulega wątpliwości, że zareagował żywiołowo, nie tylko będąc pod świeżym wrażeniem kazania w  Clermont, ale także w kolejnych tygodniach i miesiącach. Wieść o wyprawie szerzyła się przez porywające kazania przy ołtarzach i na placach targowych, listy odczytywane rozentuzjazmowanym tłumom i ekscytujące plotki przekazywane z ust do ust. Pielgrzymi (gdyż za nich ludzie ci się uważali) naszywali sobie na ubrania krzyże jako dumny znak swych zamiarów, zastawiali swe majątki, zwracali twarze w stronę wschodzącego słońca i wyruszali w drogę ku śmierci lub chwale.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Justine Firnhaber-Baker „Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję” bezpośrednio pod tym linkiem!

Justine Firnhaber-Baker
„Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Norbert Radomski
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
456
Premiera:
16.06.2026
EAN:
9788383383484

Do rzesz ciągnących na wschód wiosną oraz latem 1096 roku dołączali chrześcijanie obu płci i wszystkich warstw społecznych z każdego zakątka Europy. „Nawet Walijczyk porzucał swoje leśne łowy, Szkot swojskie pchły, Duńczyk nieustające pijatyki, a Norweg surowe ryby”, ale to głównie Francuzi zasilili rzekę pielgrzymów. (Tak francuska była ta krucjata, że krzyżowców nazywano po prostu Frankami). Chłopi odchodzili od pługa na wezwanie charyzmatycznego kaznodziei Piotra Pustelnika, który pokazywał im list z niebios i obiecywał, że poprowadzi ich tam prostą drogą – co też uczynił. Obok niesionych euforią mas szło wielu z samej śmietanki francuskich książąt. Robert Krótkoudy oddał swoje księstwo w zastaw bratu, aby zdobyć fundusze na wyprawę. Żonaty z siostrą Krótkoudego Stefan hrabia Blois dał jej całusa na pożegnanie i obiecał pisać, podczas gdy hrabia Rajmund z Tuluzy zabrał żonę ze sobą. Nawet młodszy brat króla Filipa, Hugo, sklecił niewielki oddział i wypłynąwszy w morze, dotarł do Konstantynopola, zanim wielu innych zdążyło w ogóle ruszyć w drogę wiosną 1096 roku, kiedy wydawało się, że cały świat maszeruje na wschód.

Tymczasem w Bizancjum cesarz Aleksy oczekiwał po prostu, że Urban zbierze grupę najemników, którzy wzmocnią jego wojska w decydujących starciach. Zamiast tego obserwował z irytacją i rosnącym przerażeniem, jak niezdyscyplinowane chmary liczące dziesiątki, a nawet setki tysięcy ludzi rozkładają się obozem pod wyniosłymi murami Konstantynopola. Rozumując, że zmierzają na wojnę z niechrześcijanami, wielu przybyszów z Zachodu uczestniczyło w straszliwych pogromach napotykanych po drodze społeczności żydowskich, ziejąc żądzą mordu podsycaną przez rzeki krwi przelewane w żydowskich dzielnicach miast Nadrenii, gdzie matki zabijały własne dzieci, by nie wpadły w ręce chrześcijan. „Niestały, przewrotny charakter” i chciwość ludzi Zachodu wzbudziły odrazę córki i biografki cesarza, która pisała – wprawdzie kilkadziesiąt lat później – o ich okrutnym obchodzeniu się „z całą ludnością” i potwornościach, jakich dopuszczali się nawet wobec niemowląt, które, jak odnotowała, członkowie jednego z kontyngentów pod Nikają (dzisiejszym İznikiem) „nadziewali na rożny i piekli w ogniu”. Krzyżowcy też wycierpieli swoje. Niemal przez trzy lata walczyli, niekiedy zdobywając miasta, to znowu je tracąc. Nękał ich głód i choroby, a także obca taktyka muzułmańskich wojsk, które rozbijały w puch ich pełne entuzjazmu, ale żałośnie nieprzygotowane armie w skalistych przełęczach i na jałowych równinach Bliskiego Wschodu.

Filip I (mal Gillot Saint-Évre, 1837 rok)

Ostatecznie jednak dopięli swego. 15 lipca 1099 roku Frankowie pod gradem ognia i strzał podtoczyli drewnianą machinę oblężniczą do murów Jerozolimy i przeszedłszy z niej na blanki po opuszczanym pomoście, wtargnęli do miasta, gdzie rozpętali pandemonium. Niektórzy z mieszkańców uciekli na szczyt Wzgórza Świątynnego, gdzie ścięto podobno dziesięć tysięcy głów, podczas gdy na ulicach rozpoczęła się rzeź żydowskich i muzułmańskich mieszkańców miasta. Brodząc we krwi po kostki, krzyżowcy mordowali ze ślepą furią wszystkich, nie bacząc na płeć ani wiek. Nie powstrzymali się też przed grabieniem wszystkiego, co wpadło im w ręce. Pewien chrześcijański kronikarz, naoczny świadek masakry, odnotował, że rozcinali zwłoki w poszukiwaniu złotych monet, które ofiary mogły połknąć, by je uchronić przed kradzieżą. Niezliczone ciała zrzucano na stosy i podpalano, gdyż „w popiołach łatwiej było znaleźć złoto”. Książę Dolnej Lotaryngii, Gotfryd z Bouillon, został obwołany królem Jerozolimy. W następnych stuleciach Europejczycy mieli go stawiać na równi z Aleksandrem Wielkim, Juliuszem Cezarem i królem Arturem jako jednego z najwybitniejszych mężów w dziejach lub legendach. W Konstantynopolu wieść ta zrobiła wrażenie nawet na cesarzu Aleksym, a we Francji wzbudziła euforię.

Król Filip jednak miał niewiele osobistych powodów do świętowania. Ekskomunika uniemożliwiała mu wzięcie krzyża, nawet gdyby chciał, i zmagał się z jej ciężarem przez wszystkie te lata straszliwej przemocy i prześwietnej chwały, nie chcąc wyrzec się Bertrady za cenę przebaczenia. Próbował. Raz po raz starał się o rozgrzeszenie, obiecując, że rozstanie się z nią na zawsze – a przynajmniej będzie się z nią widywał jedynie w obecności osób trzecich – ale za każdym razem do niej powracał. Nawet gdy ukorzył się w Paryżu, stając boso jako błagalnik przed tłumem biskupów oraz opatów, i został w końcu ponownie przyjęty na łono Kościoła, nie potrafił się powstrzymać przed szukaniem jej towarzystwa. Z biegiem czasu jego starzy wrogowie stopniowo dawali mu spokój. Iwo z Chartres, który złagodniał pod wpływem sukcesów i nie był już gniewnym outsiderem, umniejszył niektóre z jego problemów, a Fulko le Réchin nawet ugościł jego i Bertradę w Andegawenii. Było już jednak za późno, by zrehabilitować jego panowanie. Czując, że nie jest godny spocząć wśród swych dostojnych przodków w Saint-Denis, Filip kazał się pochować pod posadzką opactwa Fleury w Saint-Benoît-sur-Loire, gdzie leżał przez wieki, nie mając nawet nagrobka. Wiedział, że był głupcem, i nienawidził się za to. Rzecz w tym, że nie mógł się zmusić do miłowania Królestwa Bożego – ani własnego – bardziej, niż miłował Bertradę.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Justine Firnhaber-Baker „Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję” bezpośrednio pod tym linkiem!

Justine Firnhaber-Baker
„Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję”
cena:
99,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie:
Norbert Radomski
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
456
Premiera:
16.06.2026
EAN:
9788383383484
reklama
Komentarze
o autorze
Justine Firnhaber-Baker
Absolwentka Uniwersytetu Harvarda, jest profesorem historii na Uniwersytecie St Andrews w Szkocji. Autorka m.in. The Jacquerie of 1358 i Violence and the State in Languedoc, 1250–1400. Mieszka w Szkocji.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone