Małgorzata Czyńska – „Pisz do mnie na Łódź!” – recenzja i ocena
Małgorzata Czyńska – „Pisz do mnie na Łódź!” – recenzja i ocena
Czytając książkę Małgorzaty Czyńskiej można poczuć prawdziwą sympatię do Łodzi. Oto miasto, które potrafiło chłonąć energię, a jednocześnie tę energię przekuwać w siłę twórczą. Pierwsze lata po II wojnie światowej to czas radości – i gorączkowej odbudowy – osadzonej oczywiście na świadomości traumatycznych doświadczeń ludzi, którzy tu mieszkali lub będą mieszkać, ale też tych, którzy pojawili się tu tylko na chwilę.
Autorce udało się oddać nieuchwytną atmosferę miejsca. Stworzyła bowiem portret miasta, nie pisząc klasycznej biografii ani też zwykłego przewodnika. Powojenna Łódź Czyńskiej to miasto ludzi. Nie ma tu już dawnego, przedwojennego zderzenia kultur i religii, bowiem ten etap przestrzeń ta ma już za sobą. Miasto nie traci bynajmniej nadziei na przyszłość.
Gdy myślimy o Łodzi, przypominamy sobie brutalne zderzenie z rzeczywistością, jakie zaserwował Władysław Reymont w „Ziemi obiecanej”. Widzimy wówczas przepełnione fabryki, dymiące kominy i wielkie bogactwo kontrastujące z dojmującą biedą. To miejsce, które nęci wizją szybkiego dorobienia się, choć tylko dla nielicznych. Recenzowana książka prezentuje inną Łódź – zmysłową, nostalgiczną, która częściej zachwyca niż niszczy. Kominy i fabryki nie zniknęły z krajobrazu miasta, ale stały się zaczynem inspirującym twórców. Bo właśnie życie kulturalne jest głównym tematem dociekań autorki.
„Pisz do mnie na Łódź!” to mozaika, tak jak opisywane miasto składało się z różnych – o dziwo dopasowanych – elementów. Może dlatego współczesnego czytelnika porwie magnetyzm nieformalnej, tymczasowej stolicy Polski. Zniszczona Warszawa ani też dostojny Kraków nie pytały o przydatność – Łódź miała to pytanie niejako zapisane w genotypie. A jednocześnie to dziecko kapitalizmu, tak bezceremonialnie obchodzące się ze wszystkimi, którzy je tworzyli, po wojnie, na jakiś czas przestało być wyłącznie maszyną do zarabiania pieniędzy. I to jest najbardziej intrygujące w książce Czyńskiej – obraz robotniczego i pragmatycznego ośrodka, który – przynajmniej na chwilę – przejąwszy rolę stolicy, pozwolił na rozkwit sztuki.
Jest więc Łódź Czyńskiej miastem na chwilę, stanem przejściowym, o czym przecież wszyscy wiedzieli. Jednak to, co w niej wykuwali, nie było na chwilę. To tutaj ruszyli ocalali z wojennej pożogi inteligenci, pisarze, aktorzy, naukowcy i artyści. Redakcje pism i ministerstwa również znalazły tu tymczasowe siedziby. Współczesna historia Polski, a z całą pewnością jej kultura, odrodziła się właśnie na Piotrkowskiej, w „Klubie Pickwicka”, kawiarni „Astoria” lub „Fraszka”, późniejszej kawiarni „Honoratka” i innych.
Ogromną zaletą publikacji jest język – plastyczny, lekki, wypełniony smaczną anegdotą, ale również potrzebnym detalem. Nie ma tu suchego, akademickiego tonu, jest za to intymna opowieść, często przetykana i uzupełniana cytatami. Dzięki temu miasto żyje nie przez daty, a przez wspomnienia, zapachy i emocje. Warto też poświęcić kilka słów samemu wydaniu książki. Miękka oprawa ze skrzydełkami jest raczej typowa, ale jednocześnie przyciąga odważną typografią i kolorystyką. Niewątpliwym walorem są liczne ilustracje – archiwalne fotografie, plakaty, dokumenty. Stanowią one integralną część opowieści, nie są więc dodane przypadkowo, jak to niekiedy bywa.
Omawiana praca to zaproszenie do świata, którego nie ma i który istniał tylko przez chwilę. Trudno dziś odkryć ślady tamtej Łodzi w bruku ulic i tynku kamienic, ale one wciąż gdzieś tam są, ukryte. Małgorzata Czyńska dokonała ważnej rzeczy – sprawiła, że możemy spojrzeć na to miasto z czułością, a nawet zachwytem. Zachęcam do lektury.
