Opublikowano
2008-10-02 03:36
Licencja
Wolna licencja

Maryna Miklaszewska — „Wojtek z armii Andersa” – recenzja

Oparta na faktach powieść poświęcona postaci niezwykłego niedźwiedzia, a przede wszystkim armii, której był... szeregowym żołnierzem, z własną książeczką wojskową.


Autor: Maryna Miklaszewska
Tytuł: Wojtek z armii Andersa
Wydawnictwo: Fronda
Rok wydania: 2007
ISBN: 978-83-60335-23-9
Oprawa: miękka
Format: 14 na 20 cm
Liczba stron: 608
Cena: 46 zł

Ocena naszego recenzenta: 7/10

Tytułowy Wojtek to niedźwiedź, który istniał naprawdę. Został przygarnięty przez polskich żołnierzy, początkowo jako maskotka, a po wyrośnięciu wcielony do służby transportowej jako normalny żołnierz posiadający nawet własną książeczkę żołnierską. Przeszedł z armią Andersa cały szlak bojowy, biorąc m.in. udział w walkach o Monte Cassino, gdzie pomagał rozładowywać ciężarówki z amunicją. Po wojnie dokończył żywota w edynburskim ogrodzie zoologicznym, gdzie po śmierci postawiono mu pomnik. Jednak wbrew tytułowi nie on jest główną postacią książki.

Książka ta bowiem nie ma jednego bohatera, a kilkunastu. Na ich przykładzie przedstawiono zagmatwane losy żołnierzy armii Andersa. Początkowo więźniowie łagrów, dla których wstąpienie do wojska było jedyną szansą odzyskania wolności. Następnie pokazano ich wędrówki po nieludzkiej ziemi, których celem było dostanie się do upragnionej armii, gdyż to oznaczało nie tylko wolność, ale i życie. Na kartach książki występuje także i sam Anders. Tworząc armię i wybawiając tysiące ludzi od zgotowanego im przez Sowietów koszmarnego losu, kierował się nie tylko chęcią stworzenia armii, ale także chciał wydrzeć nieludzkiemu systemowi jak najwięcej mężczyzn, kobiet i dzieci. Tak, także kobiet i dzieci, gdyż żołnierzom towarzyszyły ich rodziny. W końcu na skutek rozmaitych przyczyn, wśród których niebagatelną rolę odgrywało uświadomienie sobie przez Stalina, że nie będzie to wojsko, którym da się z łatwością manipulować, armia ta opuściła granice niegościnnego Związku Radzieckiego.

Podczas gdy pierwszy rozdział przedstawia nam tragiczne nieraz losy „andersowców” w Związku Radzieckim, w drugim widzimy tych niedawnych tułaczy po Iranie, Iraku i Palestynie, jak w warunkach niemalże pikniku następuje stopniowa konsolidacja armii. Oczywiście mamy tu także garść anegdotycznych zdarzeń, które weszły już do legendy. Trzeci rozdział opowiada o bitwie pod Monte Cassino, oglądamy tu jej przebieg przez pryzmat jednostkowych losów biorących w niej udział żołnierzy.

Wreszcie ostatni rozdział książki, moim zdaniem najsmutniejszy. Jego akcja dzieje się już po zakończeniu wojny, kiedy żołnierze Andersa — wczorajsi bohaterowie — przestali być nagle potrzebni, a nawet więcej, stali się kłopotliwi, gdyż stanowili przeszkodę w unormowaniu stosunków Wielkiej Brytanii ze Związkiem Radzieckim. Skazano ich więc na zapomnienie, zaczęto traktować jako obywateli drugiej kategorii. Co prawda wraz z zakończeniem książki zostaje doprowadzony do szczęśliwego zakończenia wątek miłosny, który rozpoczyna się niemal na jej początku, jednak nie jest on w stanie zatrzeć smutnego wydźwięku, jakim kończy się książka.

Tak więc sympatyczny niedźwiedź Wojtek nie jest głównym bohaterem tej pozycji. Ma ona zbiorowego bohatera — wojsko generała Andersa. Poznajemy jego losy, a fakt, iż autorka książki zdecydowała się przedstawić jego smutny koniec, dodaje tylko książce dodatkowego autentyzmu.

Książka adresowana jest do młodzieży. Widać to choćby po używanym w niej języku, który dorosłego odbiorcę może trochę razić. Nie polecam jej także nikomu, kto dobrze zna historię armii generała Andersa; takie osoby mogą odczuwać pewne zniecierpliwienie sposobem przedstawienia znanej im historii. Komu więc ją polecam? Powinni ją przeczytać młodzi ludzie, którzy o tym rozdziale historii Polski wiedzą mało lub zgoła nic. Dla nich historia armii, o której przez kilkadziesiąt lat nie można było nawet wspominać, będzie nowością, ale i ostrzeżeniem przed pewnymi nieprzyjemnymi mechanizmami historii.

Zredagował: Kamil Janicki
Korekta: Małgorzata Misiurek


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Podobne losy do Wojtka miała Baśka Murmańska, \"córka batalionu\" przybyła po pierwszej wojnie światowej wraz z żołnierzami ze wschodu :)



Odpowiedz

Gość: MarcinWasilewski |

Kiedys z rok temu chyba było tez o misiu w Angorze;)



Odpowiedz
Ryszard Struck

Radny Jastarni, założyciel i prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Jastarni i pisarz regionalny. Jego dorobek książkowy obejmuje: „Bedeker jastarnicki”, „Półwysep Helski od A do Z”, „Jastarnia – od rybołówstwa do turystyki” oraz „Legendy rybackie” i zbiór anegdot „Jastarnia się śmieje”.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org