Nikołaj Wawiłow: człowiek, który nie zatrzymał głodu

opublikowano: 2026-01-13, 12:37
wszelkie prawa zastrzeżone
Nikołaj Wawiłow był sowieckim botanikiem i genetykiem, który pracował nad ulepszaniem zbóż. Jego badania mogły przyczynić się do zniwelowania głodu w Związku Sowieckim. Ale Wawiłow był krytykiem łysenkizmu. W efekcie został aresztowany przez NKWD i poddany brutalnemu śledztwu…
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Simona Parkina „Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu”.

Więzienie Butyrki pod koniec XIX wieku

1.

Chwilę trwało, nim oczy rysownika Grigorija Filippowskiego przyzwyczaiły się do ciemności. Powietrze w celi numer 27 moskiewskiego więzienia na Butyrkach było wilgotne, w pomieszczeniu rozlegały się chrząknięcia, pociągania nosem i szepty rozmów. Gdy artysta wreszcie zdołał dojrzeć zarysy ścian i sylwetki lokatorów, oszacował, że w celi przeznaczonej dla dwudziestu pięciu osób przebywa teraz około dwustu mężczyzn. Nie byli to niemieccy jeńcy, ale obywatele rosyjscy aresztowani przez NKWD pod zarzutem rozmaitych zdrad. Powietrze przeciskało się do pomieszczenia przez jedno okienko. Stęchły zaduch oblepiał mężczyzn przepychających się, by zdobyć kawałek przestrzeni.

W kącie, na brudnej pryczy, Filippowski zobaczył człowieka o wyglądzie starca, leżącego na plecach z uniesionymi nogami. Chociaż panował mrok, artysta zauważył jego opuchniętą twarz i głębokie worki pod oczami. Filippowski pomyślał, że starzec może cierpieć na chorobę serca. Troskliwi towarzysze spod celi zdjęli mu buty i ustawili je obok pryczy, by uwolnić jego stopy, również nienaturalnie obrzmiałe i śmiertelnie białe. Mimo opuchlizny i wyraźnego zaniedbania wynędzniały mężczyzna emanował charyzmą i autorytetem. Był kimś, jak się domyślał Filippowski.

Następnego dnia o świcie do celi weszli strażnicy, postawili mężczyznę na chore nogi i wywlekli na zewnątrz.

– Kto to? – zapytał Filipowski innych aresztantów.

– Akademik Wawiłow – odpowiedział ktoś.

2.

Wawiłow czuł, że na coś się zanosi. Dziewięć miesięcy przed zniknięciem w Ukrainie był umówiony na audiencję u Stalina. Przedtem już kilka razy jego prośby o rozmowę z radzieckim przywódcą były odrzucane. Żeby nie stracić i tej okazji, przybył z dużym wyprzedzeniem na spotkanie wyznaczone o dziesiątej wieczorem 20 listopada 1939 roku. Czekał w przedpokoju dwie godziny, nim wreszcie koło północy został wezwany przed oblicze wodza.

– Dobry wieczór, Józefie Wissarionowiczu – powiedział Wawiłow. Nie wiedział, że komunistyczny przywódca nie lubi tej formy i woli, żeby zwracać się do niego „towarzyszu Stalinie”.

reklama

Stalin zignorował przywitanie i nie poprosił Wawiłowa, żeby usiadł.

– Więc to wy jesteście ten Wawiłow, który się zabawia kwiatkami, listkami, sadzonkami i innymi botanicznymi głupstwami, zamiast wspierać rolnictwo, jak to robi akademik Łysenko, Trofim Denisowicz.

Zestawiwszy pełne imię, nazwisko i tytuł Łysenki z lakonicznym „Wawiłow”, Stalin zademonstrował pogardę wobec tego drugiego. Naukowiec potrzebował chwili, żeby się opanować, a potem, wciąż stojąc, zaczął opowiadać, na czym polega projekt banku nasion, jak razem z zespołem zbierali na całym świecie rzadkie nasiona i próbki roślin oraz jak zwozili je do Leningradu, by stworzyć bazę programu hodowli roślin, który z czasem, jak wierzył, zrewolucjonizuje produkcję nasion w Rosji. Mówiąc o sprawach, którym poświęcił mnóstwo energii, czuł, że jego niepokój ustępuje. Wyjaśnił, na czym polegają szkolenie młodych naukowców i praca w satelickich stacjach uprawy roślin rozproszonych po całej Rosji, gdzie w różnych warunkach pogodowych i glebowych można testować wyniki eksperymentów nasiennych prowadzonych w Leningradzie. Stalin pozwolił Wawiłowowi mówić, nie przerywał mu przez blisko godzinę. Botanik opowiedział później przyjacielowi, że mówiąc, prawie słyszał, jak jego słowa odbijają się od kamiennego muru.

Stalin w 1932 roku (fot. James Abbe)

W końcu Stalin uciął uczonemu w połowie zdania.

– Może pan odejść, Wawiłow – powiedział i wyprosił go ruchem ręki.

Tak się skończyło optymistyczne przywiązanie Wawiłowa do myśli, że gdyby tylko mógł zwyczajnie porozmawiać ze Stalinem, przekonałby go o wartości swojej pracy. Po powrocie do Leningradu powiedział przyjacielowi, że nie ma już żadnej nadziei, by prawdziwa nauka o roślinach mogła się dalej rozwijać. „Musimy szybko tworzyć nieśmiertelne dzieła”, pisał Wawiłow do kolegi, profesora Konstantina Pangała; w liście namawiał uczonego, który stracił nogę w wypadku tramwajowym, by wrócił do pracy. Pangało popadł w głęboką depresję, a czasu było mało, jak wiedział Wawiłow. Przeczuwał, że zostanie aresztowany, a mimo to owo wydarzenie spadło na niego niczym starość – jak cios, który znienacka przesuwa teraźniejszość w przeszłość. Jak to ujął rosyjski pisarz Aleksander Sołżenicyn, opisując własne aresztowanie – podobnie przewidywalne, a jednak niewiarygodne – „rzeczywistość okazała się tak wszechmocna, że zdołała pomieścić niemożliwe”.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Simona Parkina „Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” bezpośrednio pod tym linkiem!

Simon Parkin
Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu
cena:
79,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Znak Literanova
Tłumaczenie:
Magdalena Papuzińska-Mill
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
384
Premiera:
28.01.2026
Format:
155x235 mm
EAN:
9788383678825
reklama

3.

Sześć dni po tym, jak przed hostelem w Ukrainie agenci NKWD wsadzili Wawiłowa do auta, Aleksiej Chwat, trzydziestotrzyletni starszy porucznik sowieckiej tajnej policji, odczytał zarzuty, jakie państwo wytoczyło przeciwko dyrektorowi instytutu roślin.

Wawiłow jako naukowiec prowadzący badania podstawowe miał w sobie gotowość do zaakceptowania faktu, że eksperymenty przeczą jego teoriom. Doskonale wiedział, że przyjęcie tej prawdy pomaga ulepszyć naukę. Ludzie, którzy go znali, kochali i podziwiali, wiedzieli, że łączy on tę cechę z urokiem osobistym i autentyczną troską o podopiecznych. Porucznik Chwat uważał za swoje zadanie zdemaskowanie tej mistyfikacji i ujawnienie, iż Wawiłow jest przebiegłym szpiegiem pracującym dla Brytyjczyków.

– Zostaliście aresztowani jako aktywny uczestnik antyradzieckiej organizacji wywrotowej i agent działający dla zagranicznych służb wywiadowczych – oświadczył porucznik Chwat rankiem 12 sierpnia 1940 roku, podczas pierwszego z kilkudziesięciu brutalnych przesłuchań. – Przyznajecie się do winy?

W Rosji stalinowskiej aresztowana osoba była winna, zanim jej udowodniono winę. Najlepszym sposobem załatwienia sobie wyroku śmierci była więc odmowa przyznania się do winy. Tysiące ludzi, które zaprzeczyły urzędowej fikcji, nie przeżyły brutalnych wstępnych przesłuchań lub zostały rozstrzelane po błyskawicznych niejawnych procesach. Wbrew logice i intuicji największą szansę na przeżycie dawało przyznanie się do wszystkiego. Ale nawet to rzadko wystarczało, by ocalić życie.

Wawiłow wiedział o tym wszystkim, a mimo to niewzruszenie utrzymywał, że jest niewinny. Tak, podróżował za granicę. Tak, nawiązywał kontakty z rolnikami i dygnitarzami z całego świata. Ale upierał się, że ta praca dotyczyła jedynie sfery botaniki i nauki, a nie polityki międzynarodowej czy wojny.

– Stanowczo zapewniam, że nigdy nie angażowałem się w szpiegostwo ani w żaden inny rodzaj antyradzieckiej działalności – oświadczył. Porucznik Chwat odczytywał bolesne dla Wawiłowa zeznania kolegów naukowców, oskarżających go o „szkodliwe działania w rolnictwie”. Naukowiec tłumaczył, że te wypowiedzi są „stronnicze” i „nieprawdziwe”, że to „oszczerstwa”.

reklama
Nikołaj Wawiłow w 1933 roku

Brutalność sowieckiego państwa w wydobywaniu zeznań od osób uznanych za „szpiegów i szkodników” przez lata praktyki została dopracowana i wyszlifowana. Przesłuchujący zmuszali starszych ludzi, by kładli się twarzą do ziemi, po czym bili ich po podeszwach stóp i po plecach gumowym paskiem, pozostawiając bolesne siniaki, które w następnych dniach stawały się celem kolejnego bicia. Wymyślano wciąż nowe potworne sposoby tortur. Jedna ze szczególnie okrutnych i wymyślnych metod, zwana „nurkowaniem łabędzia”, polegała na tym, że przesłuchujący umieszczał długi kawał mocnej tkaniny między szczękami więźnia jak uzdę. Następnie oprawca przeciągał końce tkaniny do tyłu nad ramionami i plecami więźnia, mocno napinał i przywiązywał do pięt, tak żeby ofiara leżała na brzuchu, wygięta w łuk w kierunku przeciwnym do naturalnego. Następnie zostawiano tak więźnia bez jedzenia i wody na dwa dni.

Jeśli przesłuchiwany wykazywał się szczególnym oporem, sowieccy śledczy często przyprowadzali nieznaną mu osobę i grozili, że ją zabiją, jeśli nie przyzna się do winy. Śledczy pracowali na zmiany, pozbawiając ofiary snu.

Przed głodnymi stawiali miski z gorącym jedzeniem. Niektórzy więźniowie opowiadali, że przesłuchujący oddawali mocz w ich usta. Takie zaangażowanie w okrutną pracę świadczy, że śledczy byli pod wielką presją ze strony przełożonych. Stalin podobno potrafił latami interesować się przebiegiem niektórych śledztw. Mawiał, że nie będzie mógł zasnąć, jeśli nie dostanie czyichś zeznań.

Nie chodziło wcale o wydobycie prawdy z kłamców, ale o zmuszenie niewinnych osób do zaakceptowania fikcji. Wawiłow pozostawał jednak nieugięty, nawet gdy przesłuchania porucznika Chwata trwały nieprzerwanie dziesięć, dwanaście, trzynaście godzin. Strażnicy przyprowadzali Wawiłowa wczesnym rankiem, gdy był szczególnie bezbronny, i przepytywali go aż do zmierzchu. Jako zastępca szefa wydziału śledczego sekcji gospodarczej NKWD, porucznik Chwat dobrze wiedział, że jego przyszła kariera – a może nawet życie – zależy od tego, czy Wawiłow przyzna się do winy.

Im dłużej trwały przesłuchania, tym krótsze były zapiski porucznika Chwata. Pod sterylnym ładem administracyjnej dokumentacji skrywała się fizyczna i psychiczna przemoc stosowana podczas każdego spotkania.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Simona Parkina „Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” bezpośrednio pod tym linkiem!

Simon Parkin
Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu
cena:
79,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Znak Literanova
Tłumaczenie:
Magdalena Papuzińska-Mill
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
384
Premiera:
28.01.2026
Format:
155x235 mm
EAN:
9788383678825
reklama

– Które kraje odwiedzaliście? – zapytał kiedyś porucznik Chwat i było to jedyne pytanie zadane podczas przesłuchania trwającego dziesięć i pół godziny.

Czy to w wyniku zmęczenia, upokorzenia, bólu, bezsenności, czy gróźb dotyczących rodziny i współpracowników, 24 sierpnia 1940 roku, osiem naście dni po uprowadzeniu i aresztowaniu, Wawiłow się złamał. Złożył pierwsze fałszywe zeznanie. Być może był to jedyny sposób, by przeżyć tortury. Zeznał, że od 1930 roku należał do prawicowej antyradzieckiej komórki działającej wewnątrz Ludowego Komisariatu Rolnictwa. Wawiłow, który spędził życie, organizując wyprawy w celu zbierania i ochrony wrażliwych gatunków roślin w najodleglejszych zakątkach świata, teraz zeznał, że przez ostatnią dekadę spiskował i planował doprowadzić do upadku radzieckiej nauki rolniczej.

Trofim Łysenko

Dociskany, by ujawnić, kto jeszcze był zamieszany w te działania, Wawiłow ostrożnie wymieniał tylko znajomych, którzy już zostali straceni jako wrogowie ludu. Nawet osaczony, starał się jak najmniej szkodzić. Na koniec, najbardziej się samemu pogrążając, ujawnił, że placówki naukowe – takie jak instytut roślin – zakładał i prowadził, żeby „zaszkodzić rolnictwu”.

Skłamał, że to z powodu jego zdrady Związek Radziecki doświadczył głodu w 1931 roku. Było to wyznanie pod każdym względem szokujące. Oficer notował skrótowo wszystkie smakowite odpowiedzi, potem przepisał je na czysto i dał więźniowi do podpisania. Wawiłow zaprzeczył jednak, jakoby przekazywał państwowe tajemnice obcym mocarstwom.

„Nie przyznaję się do działalności szpiegowskiej”, kończyło się wyznanie winy.

Porucznik Chwat kontynuował codzienny program wykańczających przesłuchań.

Jedenastego września 1940 roku Wawiłow przyznał się do bycia „szkodnikiem”. Podpisał dokument z tytułem niezostawiającym miejsca na wątpliwości: „Szkodnictwo w systemie Instytutu Uprawy Roślin, którym kierowałem od 1920 roku do chwili mojego aresztowania 6 sierpnia 1940 roku”. Rzekome przyznanie się botanika do winy było oczywistym fałszerstwem. Sugestia, że „szkodził” instytucji, którą w rzeczywistości odbudował i wyciągnął z pozbawionego szefa i mebli budynku, gdzie większą część zbioru nasion zjedzono, była nie do obrony. Działania, za które wziął wyłączną odpowiedzialność, uwzględniano w planach i uchwałach zatwierdzanych na zebraniach partyjnych. Nawet pobieżna weryfikacja faktów z jego zeznań pokazałaby, że Wawiłow brał na siebie winę i odpowiedzialność za politykę prowadzoną przez rząd i za oszustwa, które doprowadziły do załamania jego własnej pracy doświadczalnej. Porucznik Chwat nie był jednak zainteresowany rzeczywistą rolą Wawiłowa w przywoływanych wydarzeniach. Fałszywe przyznanie się zostało teraz połączone z wrogimi donosami i dodane do akt numer 268615 z dowodami na Wawiłowa. Teczka botanika, założona w 1931 roku, do tego momentu osiągnęła już objętość siedmiu tomów.

reklama

Niektóre z tych donosów, jak się później okazało, były sfabrykowane, inne dostarczyli współpracownicy zrekrutowani na informatorów NKWD w zamian za ułaskawienia lub przysługi. Razem z podpisanym przez Wawiłowa zeznaniem – wyciągniętym z niego w ciągu dziewięciuset godzin przesłuchań – było tam dość dowodów, by zaspokoić oczekiwania porucznika Chwata. Dlatego teraz śledczy bez wahania mógł spalić naukowe dokumenty Wawiłowa, łącznie z dziewięćdziesięcioma notatnikami, w których badacz szczegółowo opisywał swoje wyprawy i rysował mapy rozmieszczenia roślin10. Był to przerażający akt umyślnego wandalizmu.

Gdy już wyciągnięto z Wawiłowa zeznania, wsadzono go do celi, żeby odpoczął. Przez następne siedem miesięcy napisał pierwszy szkic książki zatytułowanej Historia rozwoju rolnictwa – korzystał z kartek i ołówka zostawionych mu na wypadek, gdyby chciał coś dodać do swoich zeznań. W marcu 1941 roku przesłuchania zaczęły się na nowo. W ciągu tej przerwy porucznik Chwat aresztował pięciu domniemanych wspólników Wawiłowa. Przynajmniej dwóch z nich botanik właściwie nie znał. Wykrycie komórki konspiratorów miało, jak się wydaje, większą wartość niż zdobycie wyznania pojedynczego agenta. Druga runda przesłuchań była jeszcze bardziej bolesna fizycznie i upokarzająca psychicznie.

– Kim ty jesteś? – tym pytaniem porucznik Chwat rozpoczynał każdą sesję.

– Jestem akademik Wawiłow.

– Nie – odpowiadał porucznik Chwat. – Jesteś gównem.

Zdjęcie Wawiłowa jako więźnia NKWD

4.

W chwili aresztowania Wawiłow miał dwie rodziny. Swoją późniejszą żonę Katię poznał, gdy oboje studiowali; była najmądrzejszą i najlepiej wykształconą studentką w Pietrowskim Instytucie Rolniczym. Zbliżyło ich wspólne zamiłowanie do nauki; pobrali się i w 1918 roku urodził im się syn, które mu dali na imię Oleg. Małżeństwo oparte bardziej na intelektualnym porozumieniu niż romantycznej bliskości rozpadło się w ciągu dwóch lat.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Simona Parkina „Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” bezpośrednio pod tym linkiem!

Simon Parkin
Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu
cena:
79,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Znak Literanova
Tłumaczenie:
Magdalena Papuzińska-Mill
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
384
Premiera:
28.01.2026
Format:
155x235 mm
EAN:
9788383678825
reklama

Jeszcze przed objęciem instytutu roślin w 1921 roku Wawiłow korespondował z jedną ze swoich byłych studentek z Leningradu. Jelena Barulina uczestniczyła w jego zajęciach, gdy przyjechał do miasta po raz pierwszy jako wybitny biolog. Sierota o ciemnych włosach i głębokich oczach liczyła dwadzieścia dwa lata i była na trzecim roku studiów, gdy się w sobie zakochali.

Właśnie w tym czasie rozpadł się jego związek z Katią. Wawiłow i Jelena nie wzięli ślubu, ale zamieszkali razem. W 1928 roku Lena, jak czule skracał jej imię Wawiłow, urodziła jego drugiego syna.

Wkrótce po aresztowaniu Wawiłowa agenci NKWD odwiedzili Lenę i dziecko, które wtedy miało już dwanaście lat. W tym czasie oboje przebywali na eksperymentalnej farmie w Puszkinie. Gdy niemieckie oddziały zbliżały się do Leningradu, uciekli w głąb Rosji, by w końcu dotrzeć do Saratowa, w którym Lena dorastała. Ani Katia i Oleg w Moskwie, ani Lena i Jurij w Saratowie nie wiedzieli, gdzie przebywa Wawiłow. Obie rodziny znalazły się teraz w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Bliscy krewni osoby oskarżonej o zdradę stawali się społecznymi wyrzutkami, nie mogli znaleźć pracy ani korzystać z pomocy państwa. Dramat Wawiłowa dotykał nie tylko jego – decydował też o losach i przyszłości ludzi, których kochał najbardziej.

9 lipca 1941, czyli dwa dni po tym, jak pracownicy instytutu roślin otrzymali nakaz stawienia się do budowy umocnień, Wawiłow stanął przed sądem. W stosie dowodów, jakie zebrał, wyłudził i sfabrykował porucznik Chwat, znalazła się opinia podpisana przez pięciu czołowych ekspertów, którzy wspólnie potępili pracę swojego kolegi. Cała piątka, jak się później okazało, należała do informatorów lub zwolenników Łysenki, który osobiście wybrał ich na członków tego oceniającego gremium. Wszyscy wiedzieli, czego się od nich oczekuje. Jak po latach przyznał jeden z członków, zadanie polegało na tym, by „sporządzić rozmyślnie stronniczą i negatywną opinię na temat pracy Wawiłowa”.

reklama

W sądzie zasiadali trzej generałowie. Wydali wyrok bez wzywania choćby jednego świadka, bez jakiegokolwiek zeznania, zbadania dowodów, bez adwokata. Cały proces trwał ledwie kilka minut. Wyrok został spisany już wcześniej. Przewodniczący sądu wyciągnął dokument z teczki i głośno odczytał postanowienie. Zawierało litanię fałszywych zarzutów przeciwko Wawiłowowi, łącznie ze zdradą. Kończyło się ponurą ostatecznością:

Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich skazuje Nikołaja Iwanowicza Wawiłowa na karę najwyższą – rozstrzelanie, a cały jego majątek osobisty zostaje skonfiskowany. Wyrok jest prawomocny i nie podlega apelacji.

Porucznik Chwat wypełniał swoje obowiązki z taką starannością, energią i jasnością celu, że gdyby poważnie dążył do prawdy, zasługiwałby na pochwałę. Mimo zarządzenia przewodniczącego sądu skazany miał jeszcze ostatnią drogę odwoławczą: Prezydium Rady Najwyższej. Tego wieczoru strażnik dostarczył mu do celi pióro, atrament i odpowiedni formularz. Wawiłow napisał:

Poświęciłem uprawie roślin trzydzieści lat badań naukowych i proszę, żeby dano mi choć małą szansę dokończenia pracy na rzecz socjalistycznego rolnictwa w mojej ojczyźnie. Jako doświadczony nauczyciel wyrażam gotowość do całkowitego poświęcenia się kształceniu radzieckich specjalistów. Mam pięćdziesiąt trzy lata. [20:00, 9.VII.1941]
Wawiłow w czasie wizyty w Urugwaju w 1932 roku (fot. Archivos del CIAAB)

Siedemnaście dni później Prezydium Rady Najwyższej odrzuciło odwołanie Wawiłowa. Była to dwieście osiemdziesiąta trzecia petycja rozpatrzona tego dnia. Botanik, pod strażą, trafił na Butyrki, czyli do największego z trzech głównych moskiewskich więzień, przeznaczonego dla „politycznych”. Osadzono tam wielu akademików, naukowców i pisarzy.

Dwaj bliscy koledzy Wawiłowa z instytutu roślin zostali niezwłocznie straceni za udzielenie mu poparcia: Gieorgij Karpeczenko, pierwsza osoba na świecie, której udało się wyhodować płodną krzyżówkę kapusty z rzodkiewką, i Leonid Goworow, czołowy ekspert od grochu, który na wieść o aresztowaniu Wawiłowa, najbliższego przyjaciela, pojechał do Moskwy, by zabiegać o audiencję u Stalina. Wawiłow, pobity, opuchnięty i pozbawiony nadziei, leżał w zbiorowej celi i czekał na wiadomość o dacie planowanej egzekucji. Wtedy właśnie zobaczył go rysownik Grigorij Filippowski.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Simona Parkina „Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” bezpośrednio pod tym linkiem!

Simon Parkin
Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu
cena:
79,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Znak Literanova
Tłumaczenie:
Magdalena Papuzińska-Mill
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
384
Premiera:
28.01.2026
Format:
155x235 mm
EAN:
9788383678825
reklama
Komentarze
o autorze
Simon Parkin
Brytyjski pisarze i dziennikarz. Współpracuje z takimi czasopismami jak między innymi „The New Yorker”, „The Guardian” i „The Observer”. Pisze artykuły na różne tematy, głównie związane z kulturą, grami komputerowymi i technologią, a także z dziedziny dziennikarstwa śledczego. Opublikował książkę Death by Video Game: Tales of Obsession from the Virtual Frontline. Mieszka w hrabstwie West Sussex w Anglii.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone