Opublikowano
2015-01-22 15:50
Licencja
Wolna licencja

Od rock and rolla nie było odwrotu

Skąd wzięła się muzyka młodzieżowa w PRL? Kim byli ludzie, którzy tworzyli ją na przełomie lat 50. i 60.? Jakie mieli problemy z otaczającą ich rzeczywistością? Na pytania te odpowiada Dariusz Michalski, dziennikarz, publicysta i znawca muzyki rozrywkowej, autor książki Trzysta tysięcy gitar nam gra czyli Historia polskiej muzyki rozrywkowej (lata 1958-1973).


Strony:
1 2 3

Tomasz Leszkowicz: Skąd w Polsce przełomu lat 50. i 60. wzięło się zjawisko znane pod zbiorczą nazwą „big-beatu”?

Dariusz Michalski – dziennikarz, publicysta, prezenter radiowy i telewizyjny. Przez ponad ćwierć wieku autor najstarszej w Polsce rubryki muzycznej „Metronom” w dzienniku „Sztandar Młodych”. W latach 80-tych wspólnie z Ryszardem Wolańskim stworzył dla telewizji wieloodcinkowy „Leksykon Polskiej Muzyki Rozrywkowej”. Miłośnik i dokumentalista rock and rolla, historyk muzyki rozrywkowej. Autor m.in. pięcioksięgu Lekka muza (1990), portretów Lennon (1991), Starszy Pan A: opowieść o Jerzym Wasowskim (2005), Czesław Niemen: czy go jeszcze pamiętasz? (2009), Kalina Jędrusi_k (2010). Wydana w 2014 r. książka _Trzysta tysięcy gitar nam gra… czyli Historia polskiej muzyki rozrywkowej (lata 1958-1973) stanowi uzupełnienie poprzednich dwóch książek autora: Powróćmy jak za dawnych lat... czyli historia polskiej muzyki rozrywkowej (lata 1900-1939) (2007) i Piosenka przypomni ci... czyli Historia polskiej muzyki rozrywkowej (lata 1945-1958) (2010). Fot.: Mirela Tomczyk/Wydawnictwo Iskry. Dariusz Michalski: Najkrótsza, najprostsza i najtrafniejsza odpowiedź brzmi: z Zachodu. Jak wszystkie wtedy nowinki, nie tylko muzyczne. Tango przywędrowało do Polski w 1910 roku z Paryża, lambeth-walk już w 1939 roku z Anglii, twist w 1961 roku z Włoch (kto ciekaw, niech zajrzy do roczników tygodnika „Przekrój” – w jednym z numerów uczy tańczyć twista Marino Marini). Ich komiwojażerami byli dyrektorzy teatrów muzycznych i kabaretów, wydawcy nut, zagraniczni artyści.

Rock and rolla, w połowie lat pięćdziesiątych XX wieku niechętnie (ale jednak) nadawanego przez Polskie Radio i jego sztandarową audycję Muzyka i aktualności, usankcjonował w 1955 roku Festiwal Młodzieży i Studentów. Była to impreza bardzo ważna także dla polskiego jazzu (czy raczej jazzu w Polsce), warta opisania jako artystyczny granat, który raptem wybuchł, boleśnie kalecząc komunistycznych doktrynerów. Od sierpnia tamtego roku nic w teatrze, piosence, modzie w naszym kraju nie mogło być takie samo jak dotąd. I nie było.

Jeszcze w październiku 1954 roku wspomniany „Przekrój” pisał demagogicznie:„amerykański przemysł rozrywkowy jak może w dalszym ciągu tępi muzykę jazzową o cechach artystycznych… Jednym ze źródeł niechęci do prawdziwego jazzu jest to, że stworzyli go, rozwijają i uprawiają przede wszystkim Murzyni. To się rasistom amerykańskim bardzo nie podoba. Poza tym rasiści amerykańscy twierdzą, że Murzyni w olbrzymiej większości to «wywrotowcy». Wystarczy wskazać na Paula Robesona. Inni Murzyni też pewno są tacy sami”. Dlaczego pytany o big-beat, mówię o jazzie? Ponieważ to ludzie jazzu, muzycy (jak saksofonista Jan Walasek) i działacze (jak Franciszek Walicki) pierwsi usłyszeli w połowie lat pięćdziesiątych nowoczesną muzykę taneczną, zrozumieli ją i spróbowali wprowadzić na scenę, do radia i repertuaru zespołów muzycznych produkujących się w restauracjach, kawiarniach, przede wszystkim na estradach.

To było zresztą nieuniknione: po Październiku ’56 zachodnich rozgłośni radiowych można już było słuchać legalnie, bezkarnie. Ile by zresztą wprowadzono zapór, szlabanów i zakazów – obywatel PRL-u w zdumiewający sposób je omijał. Obrzydzana przez ideologów, jako synonim amerykańskiego stylu życia (głoszono, że „ma smak piłeczki pingpongowej”), coca-cola do Polski wtedy nie dotarła, ale nylony, szaliki moherowe, płaszcze ortalionowe, koszule nonironowe owszem. Za nimi, może nawet trochę wcześniej – muzyka na płytach gramofonowych przywożonych, w ilościach wcale nie detalicznych, przez marynarzy – genialnych handlowców.

Bardzo szybko zaczęły powstawać rodzime podróbki zagranicznych dóbr materialnych, więc polski rock and roll też musiał kiedyś się narodzić. W styczniu 1957 roku Polska Kronika Filmowa zarejestrowała i pokazała występ Carmen Moreno, śpiewającej (ze słowami „Tere-fere, ecie-pecie, / bawmy się jak małe dzieci, / bo my też już wreszcie mamy / rock and roll”) wzorcowy amerykański Rock Around the Clock, światowy już przebój Billa Haleya. Od rockandrollmanii nie było odwrotu.

T.L.: Jaka była reakcja władz na pojawienie nowego nurtu?

D.M.: Kiedy we wrześniu 1959 roku w trasę po Polsce wyruszył pierwszy autentycznie rockandrollowy zespół Rhythm & Blues – rządzący szybko zastopowali jego działalność w Katowicach. Słowa Edwarda Gierka, ówczesnego pierwszego sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR, skierowane do Franciszka Walickiego („Jesteście na Śląsku. Nasza młodzież uczy się i pracuje. Raz w tygodniu chciałaby kulturalnie wypocząć, nabrać sił do dalszej nauki i pracy. Nie interesują nas wynaturzone mody, nie chcemy rozwydrzenia i rozpasania”), zabrzmiały jak wyrok. I wyrokiem były. Wyrokiem śmierci dla Rhythm & Bluesa, ale nie dla rock and rolla.

Zobacz też:

22 czerwca 1960 roku, decyzją zarządu Gdańskiego Jazz-Clubu (był jego „czapką” organizacyjną), zespół został formalnie rozwiązany; tego samego dnia w tym samym miejscu ogłoszono o powstaniu Czerwono-Czarnych. Zespołu, który grał, śpiewał i kolportował w całej Polsce taką samą co tamten muzykę, nazwaną jednak inaczej. Nie rock and rollem, lecz big-beatem. Mocnym uderzeniem.

T.L.: Jaką rolę odegrali w zaszczepianiu nowego nurtu miłośnicy jazzu, który przed 1956 r. funkcjonował w podziemiu, a po Październiku wszedł w fazę nowego rozkwitu?

D.M.: Właściwie częściowo już na to odpowiedziałem. Przede wszystkim zupełnie zmieniła się wtedy polityka repertuarowa Polskich Nagrań, dla których 17 listopada 1955 roku jazzowy klarnecista i saksofonista Jan Walasek razem z kolegami-jazzmanami nagrał niebywale popularną tak zwaną czwórkę z bezdyskusyjnie pararockandrollowym Avivato Boogie. 30 stycznia 1956 roku zespół jazzowego saksofonisty tenorowego Władysława Kowalczyka, w składzie z jazzmanami (pianistą w jego zespole był Wojciech Piętowski, dekadę później reżyser płyty Dziwny jest świat Czesława Niemena), nagrał stylowe Boogie C-dur, które dość szybko trafiło na standardową płytę Muzy. Na „czwórce” firmowanej przez Zespół Jazzowy Jana Walaska, Carmen Moreno i Cezarego Fabińskiego znalazł się stylowy Rock and Roll – historycznie pierwsza polska kompozycja rockandrollowa! – z tenorowym solo lidera, brzmieniowo równorzędnym popisom Rudy’ego Pompillego, członka Haleyowych The Comets. To był wyraźny i czytelny sygnał dla innych: Grajcie! Śpiewajcie! Piszcie! Nagrywajcie! Tańczcie!

I takie utwory powstawały. Były nieliczne, ale były – choćby W Arizonie czy Tańcz i śpiewaj rock and roll. Kto je komponował? Muzycy o rodowodzie jazzowym, którzy wiedzieli, co to jest swing i drive, obowiązkowe cechy utworu muzycznego porywającego do tańca, dynamiczniejszego niż poczciwy fokstrot, po prostu nowoczesnego.

Polecamy książkę:

Autor: Dariusz Michalski
Tytuł: „Trzysta tysięcy gitar nam gra. Historia polskiej muzyki rozrywkowej lata 1958–1973”
Oprawa twarda z obwolutą
Numer wydania I
Opracowanie graficzne Andrzej Barecki
Wymiary 165 × 235
Druk Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca
Data wydania 2014-11
Ilość stron ok. 600
ISBN 978-83-244-0378-3
Cena: 89 zł
Kup książkę!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Tomasz Leszkowicz

Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org