Autor: Maciej Krawczyk
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, 1945-1989, Wyspy Brytyjskie
Opublikowany: 17 maja 2018
Licencja:wszystkie prawa zastrzeżone

Piątka z Cambridge. Anglicy w służbie NKWD

Piątka z Cambridge to nic innego jak siatka szpiegowska. Była nazywana najlepszym zespołem agenturalnym stworzonym przez Moskwę. Składał się on z ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z powszechnym wizerunkiem szpiega. Pewnie dlatego byli tak diablo skuteczni.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Piątka z Cambridge: kim byli niezwykli szpiedzy?

Opowieść o historii wywiadów i tajnych wojnach szpiegów zawsze sprawiała badaczom pewną trudność. Nic dziwnego, bo dostępnych dokumentów jest mało, zazwyczaj są niekompletne, a ich autentyczność z natury rzeczy budzi daleko idące wątpliwości. Ba, nawet oficjalne późniejsze doniesienia prasowe trzeba traktować sceptycznie jako ewentualne kontrolowane przecieki i propagandę służb. Paradoksalnie najpełniejszy obraz pracy szpiegów dają oni sami. Obszerne opowieści byłych agentów, którzy, zdradziwszy swoich wcześniejszych mocodawców, postanawiają dorobić do emerytury, wydając poczytne książki zdradzające szczegóły ich zawodu, są ważnym materiałem dla historyków. W przypadku słynnej piątki z Cambridge tymi ludźmi byli Jurij Modin, jeden z ich oficerów prowadzących, oraz Oleg Gordiewski – najważniejszy może podwójny agent na usługach Zachodu w całej historii zimnej wojny. Ich relacji oczywiście nie można traktować jako bezstronnych i brać w całości na wiarę. Z tych wszystkich ułomnych źródeł wyłania się jednak dość wyraźny obraz pięciu nieprawdopodobnych bohaterów Związku Radzieckiego i tytanicznej pracy, jaką wykonali w służbie światowej rewolucji.

Członkowie siatki według ruchu wskazówek zegara: Anthony Blunt, Guy Burgess, Donald Maclean i Harold Philby

Szkodliwi i geniusze

Historia piątki z Cambridge jest wyjątkowa. Ci ludzie nie pracowali na rzecz ZSRR dla pieniędzy czy z powodu szantażu, nie zostali również zmanipulowani czy oszukani. Naprawdę wierzyli w to, że dyktatura proletariatu jest przyszłością. Ich nieformalny przywódca Guy Burgess był w ZSRR przed wybuchem drugiej wojny światowej i choć przyznał, że nie wszystko w tym kraju wyglądało tak pięknie, jak to sobie wyobrażał, jego wiara w komunizm i specjalną rolę Sowietów w budowaniu porządku nowego wspaniałego świata pozostała niezachwiana. Takie przekonania nie były niczym niezwykłym wśród elit starych demokracji. Wobec problemów, które w świecie kapitalistycznym wywołał wielki kryzys, przekonanie, że przyszłość należy do jednego z dwóch wielkich systemów totalitarnych – faszyzmu bądź komunizmu – mogło uchodzić za racjonalne. Niemal odruchowy sprzeciw wobec faszyzmu był m.in. pierwszym krokiem na drodze piątki z Cambridge do radzieckiego wywiadu.

Ta droga dla każdego była inna. Donald Maclean podczas nauki w męskiej szkole Gresham, która wychowywała uczniów w czystości myśli, słów i czynów, dostatecznie zraził się do faszystowskiego świata – tak bowiem tę placówkę edukacyjną określił brytyjski pisarz W.H. Auden. Harold „Kim” Philby (przezwisko nadał mu jeszcze ojciec, jawny zwolennik Adolfa Hitlera; nie jest ono przypadkowe i nawiązuje do książki Rudyarda Kiplinga, gorącego orędownika brzemienia białego człowieka) komunizował z początku w kontrze do ojca, a następnie pod wpływem wydarzeń wiedeńskich (w 1934 roku wojsko brutalnie spacyfikowało robotnicze protesty noszące znamiona powstania), których był świadkiem. Guy Burgess, najzdolniejszy student swojego rocznika i, jak twierdził Gordiewski,

drapieżny homoseksualista, wyznawcą Marksa i Lenina został w wyniku teoretycznych rozważań i niechęci do skostniałego, mieszczańskiego społeczeństwa brytyjskiego. John Cairncross, najpóźniej zdemaskowany i często niedoceniany „piąty człowiek”, wychował się w biednej robotniczej dzielnicy Glasgow, jego lewicowe poglądy nie powinny więc dziwić. Modin nazwał go później roztrzepanym i wiecznie wszędzie spóźnionym nudziarzem. Z kolei Anthony Blunt został sowieckim szpiegiem z powodów natury estetycznej. Twierdził, że tylko mecenat państwa ludowego potrafi przywrócić sztuce dawny blask. To wszystko daje wyobrażenie o ich charakterologicznej różnorodności, choć oczywiście motywacje każdego z tych pięciu niezwykłych ludzi były daleko bardziej skomplikowane.

W formowaniu szpiegowskiej siatki z Cambridge niemałą rolę grała też radziecka propaganda. W tej kwestii jednym z najskuteczniejszych agentów był Willi Münzenberg, który stworzył m.in. Światowy Komitet Pomocy Ofiarom Niemieckiego Faszyzmu. W jego działalność jeśli nie zaangażował się, to na pewno ją popierał, sam Albert Einstein oraz kilku dość wpływowych polityków angielskich. Münzenberg zorganizował również na Wyspach odwrócony proces lipski w sprawie podpalenia Reichstagu, gdzie w roli oskarżonych występowali naziści, oczywiści in absentia. Wzbudziło to pewne zainteresowanie brytyjskich mediów.

John Cairncross

Dla wielu młodych (i nie tylko) ludzi działalność na rzecz rozwoju światowego komunizmu nie była niczym wstydliwym. Ta ideologia była dla nich szansą na trwały pokój i sprawiedliwość społeczną. Radzieccy agenci, z którymi spotykali się Burgess i spółka, nie przypominali ani brutalnych katów dokonujących czystek klasowych, ani typowych szpiegów znanych z sensacyjnych filmów. Byli raczej, jak Theodore Maly, dawny ksiądz i oficer radzieckiego wywiadu, wesołymi kompanami, którzy powoli wciągali do współpracy idealistycznie nastawionych młodych ludzi. Początki były więc niewinne. Choć może nie w przypadku Philby’ego.

W służbie sojusznika

Sowieci już niemal na początku wyznaczyli „Kimowi” zadanie nad wyraz ambitne – zamordowanie generała Franco. Na szczęście dla przyszłości całej piątki czystki, jakie dotknęły aparatu wywiadowczego ZSRR, oraz chimeryczna postawa Stalina spowodowały, że plan zamachu został zarzucony. W stosunku do całej reszty INO NKWD (wywiad) zdecydowało się na tzw. długą grę. W przeddzień drugiej wojny światowej wszyscy otrzymali zadanie przeniknięcia do administracji państwowej lub dotarcia w inny sposób do brytyjskich decydentów. Pierwszemu udało się Macleanowi, który otrzymał angaż w Foreign Office. Jest to o tyle interesujące, że jako jedyny z piątki był on znanym brytyjskim służbom dawnym członkiem partii komunistycznej do której wstąpił na studiach. Na pytanie komisji o swoje aktualne poglądy odpowiedział, że nie wyzbył się wcześniejszych przekonań i absolutnie nie usiłował zaprzeczać przeszłości. Mimo to został przyjęty.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika „Mówią Wieki”:

„Mówią wieki”
8,50 zł
Data i miejsce wydania: maj 2018

Czystki w ZSRR, w wyniku których zginął Maly, i pakt o nieagresji z Hitlerem teoretycznie powinny skłonić piątkę do zerwania z radzieckim wywiadem. Tak się jednak nie stało. Część historyków składa to na karb intelektualnej pychy szpiegów z Cambridge – nie potrafili się przyznać do błędu. Natomiast wybuch drugiej wojny światowej spowodował, że właściwie z dnia na dzień cała piątka znalazła się w idealnej sytuacji, by realizować powierzone im przez radzieckich mocodawców cele. Wielka Brytania na gwałt potrzebowała inteligentnych ludzi czy to do pracy w wywiadzie, kontrwywiadzie, propagandzie, czy przy szyfrach. Burgess, a później również Philby, został zwerbowany przez Secret Intelligence Service (słynne późniejsze MI6) oraz Special Operations Executive. Maclean dalej pracował w Foreign Office, a Blunt został zatrudniony w MI5, czyli kontrwywiadzie brytyjskim. Ponieważ przez jego ręce przechodziła większość dokumentów rządów emigracyjnych, które schroniły się w Wielkiej Brytanii, był najprawdopodobniej jednym z najważniejszych agentów INO NKWD, jeśli chodzi o sprawę polską i całą Europę Środkowo-Wschodnią. Historycy spekulowali, że to właśnie on i Philby mogli być odpowiedzialni za śmierć gen. Sikorskiego w Gibraltarze. Wprawdzie dowodów na to nie ma, ale wykluczyć tego nie można. W każdym razie Blunt przekazał Sowietom większość polskiej korespondencji dyplomatycznej.

Kim Philby na znaczku poczty ZSRR 1990 (domena publiczna)

Cairncross nie był tak ustosunkowany, ale okazał się nad wyraz cenny. Pracował m.in. w kilku wydziałach Foreign Office, Ministerstwie Skarbu, kryptologicznym centrum Bletchley Park, a także jako osobisty asystent barona Maurice’a Hankeya (jako minister w rządach Neville’a Chamberlaina i Winstona Churchilla miał dostęp do najtajniejszych danych, był również szefem komisji do spraw rozwoju naukowego nadzorującej prace brytyjskiego programu nuklearnego). Zasługi Cairncrossa dla ZSRR są nie do przecenienia. Przekazane przez niego dokumenty pomogły Sowietom w złamaniu brytyjskich szyfrów, ponadto informował ich o rozmieszczeniu niemieckich oddziałów na terytorium Związku Radzieckiego.

Umysły w potrzasku

Pod koniec wojny, gdy wiadomo było, że Hitler przegra, postawa piątki z Cambridge nie zmieniła się ani na jotę. W czasie negocjacji Wielkiej Trójki (choćby w sprawie planu Marshalla) dostarczali niezwykle istotnych informacji swoim moskiewskim mocodawcom. Gdy już opadła żelazna kurtyna, byli przekonani, że szczęście znajduje się po jej wschodniej stronie. Wszyscy poza Philbym przestali pełnić dotychczasowe wojenne funkcje, jednak dalej mieli dostęp do ważnych tajemnic państwowych. Maclean został wysłany do Waszyngtonu, Burgess wrócił do pracy w dyplomacji – Blunt, wyczerpany psychicznie, był wtedy jego łącznikiem. Cairncross dalej pracował w administracji państwowej. Modin twierdził nawet, że miał on dostęp do informacji o rozmieszczeniu broni nuklearnej w Niemczech Zachodnich i przekazał mu te dokumenty. Nie możemy tego potwierdzić. Philby pozostał agentem MI6, awansował nawet na szefa nowo utworzonego Wydziału 9, którego zadaniem były operacje kontrwywiadowcze przeciw ZSRR. Jednym z jego największych sukcesów było przekazanie dokładnych informacji o przerzucaniu wyszkolonych w Anglii albańskich cichociemnych do rządzonej przez komunistów ojczyzny.

Szybko okazało się jednak, że łatwiej być agentem w czasie wojny niż pokoju. Zwłaszcza że strach przed sowieckimi szpiegami był w zachodnich społeczeństwach znacznie silniejszy niż wcześniej (najskrajniejszy przykład to makkartyzm). Pierwszy załamał się Blunt, któremu pozwolono pracować dla KGB na pół etatu. Później autodestrukcyjne skłonności zaczął przejawiać Maclean, który popadł w alkoholizm.

Nie przeszkodziło mu to jednak w przekazaniu Moskwie niezwykle istotnych dokumentów dotyczących amerykańskiej strategii podczas negocjacji z Sowietami w sprawie wojny w Korei.

Zimna wojna stworzyła też nowego wroga sowieckiego wywiadu – wywiad amerykański. Może się to wydać szokujące, ale przed drugą wojną światową Amerykanie nie zadawali sobie nawet trudu, by szyfrować własne depesze. Dekadę później mieli już profesjonalnych agentów i kryptologów oraz wywiad radiotelegraficzny. Zaczęli rozszyfrować dokumenty przejęte jeszcze w czasie wojny i odkryli, że w brytyjskiej dyplomacji działa radziecki kret o pseudonimie Homer. Dzięki szczegółom z jego prywatnego życia zawartych w depeszach odkrycie jego tożsamości – okazał się nim Maclean – było tylko kwestią czasu. Burgess, który w tym czasie mieszkał w Waszyngtonie razem z Philbym (był on łącznikiem między wywiadami brytyjskim i amerykańskim), postarał się, by jego samego wydalono ze Stanów Zjednoczonych (pretekstem stało się nagminne przekraczanie limitu prędkości i bezczelne zachowanie wobec władz stanowych). Chciał zdążyć ostrzec przyjaciela. Później razem przedostali się do Francji, a następnie zniknęli za żelazną kurtyną. Był rok 1951.

Siedziba brytyjskiego Secret Intelligence Service, tak zwanego MI 6 w Londynie (fot. Laurie Nevay, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.0)

Jawna zdrada Burgessa i Macleana rzuciła cień podejrzenia również na Philby’ego, współlokatora pierwszego i przyjaciela drugiego. To, co zdarzyło się później, było splotem nieprawdopodobnych przypadków. Władze poprosiły Blunta, by pomógł w przeszukaniu domu byłego kochanka Burgessa. To oczywiście ułatwiło mu zacieranie śladów, które mogłyby obciążyć resztę piątki. Przegapił tylko jeden bardzo istotny dokument – notatkę sporządzoną w 1939 roku przez Cairncrossa. Brytyjskie prawo wymagało jednak bardzo przekonujących dowodów, by oskarżyć kogoś o zdradę, i jeden dokument okazał się niewystarczający. Wystarczył jednak, by efektywnie zakończyć wywiadowczą karierę Cairncrossa. Sam Cairncross miał się już wtedy przyznać brytyjskim służbom do współpracy z Sowietami, jednak wyparł się znajomości z resztą siatki. Dopóki MI6 nie otworzy swoich tajnych archiwów, nie będziemy wiedzieć, jak było naprawdę. Faktem jest za to, że Cairncross uniknął kary, a jego szpiegowską działalność ukryto przed opinią publiczną. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych i został wybitnym tłumaczem francuskiej poezji siedemnastowiecznej.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika „Mówią Wieki”:

„Mówią wieki”
8,50 zł
Data i miejsce wydania: maj 2018

Philby był poddany ostracyzmowi przez część środowiska, w którym przepracował ostatnią dekadę, jednak nie wszyscy byli przekonani o jego winie. Twardych dowodów zaś brakowało. Kiedy więc z ław parlamentu przypadkowo padło oskarżenie, zażądał postawienia zarzutów lub publicznego uniewinnienia. Ostatecznie oczyszczony z zarzutów Philby wrócił do MI6. Został wysłany do Bejrutu, oficjalnie jako korespondent prasowy. Jednak wywiadowcze raporty wysyłał zarówno do Londynu, jak i do Moskwy. Nowe dowody jego winy pojawiły się dopiero w 1962 roku.

Podczas przesłuchania Philby przyznał się do współpracy z KGB, jednak zdołał uciec z Libanu na pokładzie sowieckiego frachtowca. Zdrada byłego szefa wydziału kontrwywiadu spowodowała wznowienie śledztwa w sprawie szpiegów z Cambridge. Tym razem Cairncross się przyznał i poszedł na układ rządem. Opinia publiczna dowiedziała się o jego udziale w siatce dopiero w 1990 roku. W roku 1964 przyznał się również Blunt, wydany przez jeden ze swoich amerykańskich kontaktów. Zarówno on, jak i reszta siatki uniknęli jakichkolwiek konsekwencji.

Szpiedzy tacy jak my

Nie wiadomo, dlaczego brytyjskie władze tak łagodnie potraktowały szpiegów z Cambridge. Wydaje się, że więcej było tu propagandy na użytek wewnątrzkrajowy niż wielkiej gry wywiadów. Jak to jednak często w tajnej historii bywa, pewności mieć nie można. Możliwe też, że Bluntowi i Cairncrossowi bardzo pomogły ich biografie. Obaj byli w końcu publicystami i uczonymi, ogólnie rzecz biorąc – ludźmi szanowanymi. Tak naprawdę w siatce jedynym szpiegiem z prawdziwego zdarzenia był Philby.

Plakat z serialu o siatce szpiegowskiej z Cambridge, który telewizja BBC emitowała w 2003 roku

Cała piątka przez ponad dekadę unikała wykrycia, choć nie stosowała się do żadnych zasad panujących w szpiegowskim biznesie. Philby i Burgess mieszkali razem, Cairncross notorycznie spóźniał się na spotkania ze swoimi kontaktami lub wręcz o nich zapominał, nie potrafił się również nauczyć obsługi aparatu fotograficznego i zamiast fotografować dokumenty, wykradał je. Blunt bardzo często lekceważył zasady konspiracji. Maclean i Burgess popadli w kompletny alkoholizm, ponadto ten drugi za sowieckie pieniądze kupił złotego rolls-royce’a. Cała piątka utrzymywała ze sobą relacje towarzyskie, a z prowadzącymi ich agentami najchętniej spotykała się w pubach. Mało tego, Burgess zaproponował kiedyś przerażonemu Modinowi, by przykrywką dla ich spotkań był związek erotyczny.

Zresztą wątek rozwiązłości seksualnej szpiegów z Cambridge jest często rozdmuchiwany przez badaczy. Prawda, Burgess i Blunt byli gejami, a Maclean biseksualistą, i cała trójka czasem wykorzystywała swoje preferencje seksualne w pracy szpiegów. Jednak ten wątek nie wydaje się w ich historii bardzo istotny. Opowieść o piątce z Cambridge to przede wszystkim przestroga przed tym, jak niebezpieczne mogą być wybitne indywidualności, jeśli do nieprzeciętnych talentów dodamy źle ulokowany idealizm i naiwną pychę. To przepis na szpiega idealnego.

Warto przeczytać:

Jurij Modin, Moja piątka z Cambridge, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2015

Andrew Christopher, Oleg Gordijewski, KGB, Bellona, Warszawa 1990

Genrikh Borovik, The Philby Files: The Secret Life of Master Spy Kim Philby, Little, Brown and Company, Newy York, 1994

Tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika „Mówią Wieki”:

„Mówią wieki”
8,50 zł
Data i miejsce wydania: maj 2018

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy