Opublikowano
2011-12-13 19:45
Licencja
Wolna licencja

Piłsudczyzna i jaruzelszczyzna

W 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Internecie pojawił się plakat porównujący liczbę ofiar „wojny polsko-jaruzelskiej” i zamachu majowego Józefa Piłsudskiego. Marna prowokacja, czy może zwrócenie uwagi na pomijany problem?


Zobacz też: Józef Piłsudski i przewrót majowy

Zobacz też: Stan wojenny w Polsce 1981–1983

Liczby bywają brutalne. W niewiarygodny wręcz sposób redukują cierpienia do suchej i ponurej statystyki. Wyrażenie śmierci człowieka za pomocą cyfr nie mówi o nim zupełnie nic – nie uwzględnia tego, kim był, co czuł, jakie miał plany czy pragnienia. Liczby dehumanizują, sprowadzają żywą osobę niemal do roli przedmiotu.

Grudzień 1981 r. Kolumna czołgów w Zbąszyniu.

Czasem jednak takie odczłowieczenie jest niezbędne, aby do historii podejść bez emocji i nadmiernej egzaltacji. Być może z tego założenia wyszedł autor plakatu, który od kilku dni krąży po Internecie. Prezentuje on zestawienie ilości śmiertelnych ofiar stanu wojennego wprowadzonego w 1981 roku i zamachu majowego z 1926 roku. Statystyki te mogą przeciętnego Polaka zaszokować. Oto przy osobie bohatera narodowego Józefa Piłsudskiego widnieje liczba 379 zabitych, natomiast przy portrecie nie cieszącego się powszechną sympatią generała Jaruzelskiego podano informację o 56 pozbawionych życia. Wymowne, choć przecież dane te są jeszcze zaniżone. Liczba ofiar (rannych lub zabitych) przewrotu dokonanego przez Józefa Piłsudskiego to przecież ponad 1000 osób, a w przypadku stanu wojennego nie przekracza ona ok. 150.

I choć zestawienie to może oburzać rzesze moralistów, którzy widząc w nim brutalne odczłowieczenie, narzekać będą na jego manipulatorski charakter i granie na niskich emocjach, to jednak w obliczu dzisiejszej rocznicy jest ono doskonałą prowokacją intelektualną, która nam historykom, a także osobom odpowiedzialnym za kreowanie świadomości historycznej, pozwala zadać pytanie o nasze intencje i wybiórczy sposób traktowania przeszłości.

Pomnik Józefa Piłsudskiego przy placu jego imienia w Warszawie (fot. T. Leszkowicz).

O ile bowiem w okolicach 13 grudnia media pełne są podniosłych materiałów o tragedii narodu, o tyle w maju rocznicę bratobójczych walk wspominać się będzie półgębkiem, albo wcale. Media oferują nam wręcz nadmiar dyskusji na temat winy bądź niewinności gen. Jaruzelskiego (z przewagą postulatów dotyczących jego powieszenia), nad cnotliwością Józefa Piłsudskiego nikt jednak debaty nie podejmuje. Z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy polscy politycy i publicyści prawicowi palili w nocy z 12 na 13 grudnia znicze pod domem generała, domagając się dla niego najwyższej kary. Ci sami jeszcze miesiąc temu manifestowali swój patriotyzm pod pomnikami marszałka.

Tymczasem liczby są nieubłagane. Choć odczłowieczają, to pozwalają zadać pytanie, dlaczego stan wojenny opisujemy w kategoriach narodowej traumy, a nad zamachem majowym przechodzimy obojętnie do porządku dziennego, traktujemy go jako mniej lub bardziej smutny epizod w naszych dziejach, uzupełniający radosny generalnie rzecz biorąc obraz suwerennej II RP. Na to pytanie moraliści, niestety, nie odpowiadają.

Postrzeganiem historii ciągle bardziej rządzą emocje niż racjonalizm zdystansowanego obserwatora. Trudno jest dziś wytaczać ciężkie działa przeciwko zasłużonemu dla polskiej niepodległości marszałkowi Piłsudskiemu, a dużo łatwiej znęcać się nad niezbyt pozytywną postacią gen. Jaruzelskiego. Zamach majowy to dziś dla współczesnego człowieka wydarzenie pozbawione treści, gdy tymczasem stan wojenny wydaje się być dużo łatwiejszy w ocenie, bowiem wielu współczesnych odczuło go na własnej skórze. Przewrót majowy nie budzi już emocji politycznych, trudno budować na nim swoje kombatanctwo czy tożsamość. Stan wojenny nadaje się do tych celów znakomicie.

Niesłusznie w moim przekonaniu oskarża się natomiast twórców plakatu o próbę relatywizowania zbrodni. Mniejsza liczba ofiar nie usprawiedliwia gen. Jaruzelskiego i jego ekipy. Zamach stanu z grudnia 1981 roku, obrosły w mit spodziewanej interwencji sowieckiej, był wypowiedzeniem wojny społeczeństwu, poddaniem go wojskowemu reżimowi i radykalnym odebraniem wolności, a wszystko to w imię ratowania władzy. Źle by się stało, jeśli potraktowano by wspomnianą prowokację jako swoiste alibi dla autorów stanu wojennego.

Tablica na zbiorowej mogile żołnierzy poległych w czasie zamachu majowego 1926 r. na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Znajduje się na niej cytat z rozkazu pojednawczy Józefa Piłsudskiego z 22 maja 1926 r.: W jedną ziemię wsiąkła krew nasza, ziemię jednym i drugim jednakowo drogą, przez obie strony jednakowo umiłowaną (fot. T. Leszkowicz).

Plakat ten domaga się jednak sprawiedliwości w ocenach historycznych i spojrzenia na przeszłość z odpowiedniej perspektywy. Nie można bowiem uważać stanu wojennego na zbrodnię niemal równą Holocaustowi, a z drugiej strony zupełnie ignorować wydarzenia z 1926 roku. Nie można wysyłać na szafot odpowiedzialnych za jeden zamach stanu, a tych, którzy przeprowadzili inny, bezrefleksyjnie gloryfikować, choć przecież wyruszyli zbrojnie, używając wojska, przeciwko demokratycznie wybranym władzom.

Plakat ten uświadamia nam, jak głęboko tkwimy w historycznym micie, choć tak często chcemy się podpierać „historyczną prawdą”. Nasze wyobrażenia o dziejach nie składają się jednak z faktów – często nudnych i skomplikowanych – lecz są wymodelowane na wzór określonej legendy. Być może na dawne pytanie, czy w historii chodzi o prawdę, czy o upodobanie, trzeba odpowiedzieć: o to drugie.

Przypominamy, że teksty publicystyczne publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i współpracowników. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”.

Zobacz też:

Redakcja: Roman Sidorski

Napisz komentarz

Gość: Turu |

\"Nie można wysyłać na szafot odpowiedzialnych za jeden zamach stanu, a tych, którzy przeprowadzili inny, bezrefleksyjnie gloryfikować, choć przecież wyruszyli zbrojnie, używając wojska, przeciwko demokratycznie wybranym władzom.\" Właśnie można, powiem więcej: to się od dawna dzieje. W historii zresztą jest wiele przykładów krwawych zamachów postrzeganych przez ludzi jako pozytywnych albo negatywnych. W dużej mierze autor sam odpowiada na ten problem: \"Zamach stanu z 1981 roku (...) był wypowiedzeniem wojny społeczeństwu(...)\" Piłsudski, pomimo tego, że podniósł rękę na demokratycznie wybrane władze, miał spore poparcie w społeczeństwie. Nie walczył przeciw niemu, tylko przeciw państwu (a to łatwo wybaczyć). Podobnie co do samego generała: skoro go obalono (a historię piszą zwycięzcy), to chyba jednak powinien przypłacić to utratą wolności. Jest to normalne postępowanie wobec obalonych dyktatorów (a raczej łagodniejsza opcja, vide: obecnie kraje arabskie). Z drugiej strony teraz zatrzymywanie po 20. latach starca jest groteską, chyba przekraczającą nawet polskie standardy. Wszystko zostanie więc po staremu. Przy okazji: warto by było także powiedzieć jak wyglądały w II RP demonstracje, strajki i protesty, żeby mieć porównanie z tym co działo się miesiąc temu, czy w PRL.



Odpowiedz

Zamach majowy oraz stan wojenny to dwa zdarzenia, których zdecydowanie nie można porównywać - proszę zauważyć, że chociażby motywacja przyświecająca patriocie, Piłsudskiemu oraz zdrajcy i sprzedawczykowi, jakim był Jaruzelski to jest zupełnie co innego.



Odpowiedz

Gość: Cyniczny |

Nie bez znaczenia jest fakt, że Gen. Jaruzelski żyje i może odpowiadać przed sądem za zbrodnie stanu wojennego. Publiczny osąd nad generałem jest funkcją kontrowersji wokół jego odpowiedzialności przed sądem karnym.



Odpowiedz

Gość |

@ Turu, brak mi słów dla takiego relatywizmu moralnego.



Odpowiedz

Gość: torero |

Racja. Liczby bywają brutalne, przytoczę więc może nieco inną \"kalkulację jaruzelszczyzny\": \"W cieniu ofiar śmiertelnych pozostaje blisko dziesięć tysięcy internowanych oraz około 11 tys. postawionych przed sądami i w większości w wyniku ich wyroków uwięzionych. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało skazanych przez kolegia ds. wykroczeń na kary aresztu lub wysokie grzywny. W setkach tysięcy można natomiast liczyć tych, którzy w wyniku masowych czystek stracili pracę, zostali zdegradowani lub pozbawieni szansy na awans tylko dlatego, że należeli do „Solidarności”. (...) Szacuje się, że w latach 80. Polskę opuściło łącznie około miliona ludzi, w dużej części młodych i wykształconych. (...)\" Itd., itp. Troszę więcej, niż podawane w artykule 150. Źródło: http://antoni.dudek.salon24.pl/372763,krotki-bilans-stanu-wojennego



Odpowiedz

Gość: Robert |

@torero Bo oczywiście najpierw Piłsudski, a potem cały obóz sanacyjny nikogo nie wsadzali do więzień i nie pozbawiali szans na awans, i nie degradowali. Taka np. Bereza Kartuska zapewne była sanatorium. Można podliczyć, zapewne troszkę więcej niż podawane w artykule 1000 osób.



Odpowiedz

Gość: Bartek Czajka |

Sebastianie, \"Plakat ten domaga się jednak sprawiedliwości w ocenach historycznych i spojrzenia na przeszłość z odpowiedniej perspektywy. Nie można bowiem uważać stanu wojennego na zbrodnię niemal równą holocaustowi, a z drugiej strony zupełnie ignorować wydarzenia z 1926 roku\" Obawiam się, że jednak można. Zwróciwszy wcześniej uwagę na to, że II RP była państwem suwerennym, a PRL nie. Lub - jak kto woli - była wielokroć bardziej suwerenna niż PRL. Maj 1926 był straszliwy, bo rodacy strzelali do rodaków. Ale strzelali w imię własnych interesów i własnej wizji państwa. A w 1981 roku ekipa mająca mandat z Moskwy broniła tego mandatu przed społeczeństwem. Dlatego liczby mają tu o wiele mniejsze znaczenie. Tyle wynurzeń starożytnika ;-)



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Jaruzelskiego oceniam jak najgorzej. Nie da się jednak sprowadzić jego motywów tylko do służalczości ZSRS. Historycy wszak wciąż powtarzają, że Jaruzelski chciał utrzymać władzę dla siebie i swojej kliki, wbrew woli większości Polaków. A jak z Piłsudskim? To postać fascynująca, niezaprzeczalnie jeden z ojców niepodległości. Nie da się jednak zbyć tego, że doprowadził do bratobójczej walki. Nie ma znaczenia, że Polska była suwerenna. Piłsudski dokonał zamachu przeciw demokracji, przeciw woli większości obywateli. Jednak dlatego, że był weteranem walki o wolność trudniej nam go ocenić niż Jaruzelskiego. Niemniej nie da się zaprzeczyć, że obaj opowiedzieli się przeciw woli większości oraz przeciw prawu dla władzy, ambicji, realizacji własnej wizji państwa wbrew demokratycznej woli narodu, a w drugim przypadku służalczości względem Sowietów wbrew sympatiom społecznym.



Odpowiedz

Gość: as |

Autor powinien jako historyk pamiętać, że nie wolno patrzeć na wydarzenia historyczne przez pryzmat swoich czasów. W okresie międzywojennym rządy autorytarne nie były niczym nadzwyczajnym. Porównywanie Jaruzelskiego I Piłsudskiego bez pamiętania o tym jest zakłamywaniem historii.



Odpowiedz

Gość: Sebastian Adamkiewicz |

@ as - zakłamywaniem historii jest twierdzenie, że autorytaryzm był naturalnym wymogiem danej epoki i przechodzenie nad tym do porządku dziennego. Otóż fakt, że w tym okresie występował on w wielu krajach nie jest usprawiedliwieniem dla osób, które go wprowadzały. Czechosłowacja jakoś umiała się przed nim uchronić. Owszem, historyk nie powinien więc patrzeć na dzieje z perspektywy swoich czasów, ale pewne moralne czy etyczne aksjomaty ocen nie powinny się zmieniać zależnie od epoki. Bo niby z jakiej racji mamy dawać większe przyzwolenie dla ludzi epoki międzywojennej dla łamania swobód demokratycznych czy zbrojnego zamachu stanu? Czy przemawiają za tym jakiekolwiek racjonalne argumenty? A mówienie, ze autorytaryzm był specyfiką epoki jest w pewnym sensie usprawiedliwieniem dla totalitaryzmu, który przecież też był kanonem epoki... @ Bartek Czajka: Dla mnie wręcz argument suwerenności bardziej pogrąża twórców przewrotu majowego. Oto żyliśmy w kraju, w którym funkcjonowała (lepiej lub gorzej) demokracja. Była możliwość przejęcia władzy w sposób legalny, a jednak zdecydowano się na zbrojny zamach i to z dość mglistych pobudek.



Odpowiedz

Gość: Michał |

O tu się w większości zgadzam z autorem. Pamiętajmy jeszcze, ze od stanu wojennego zaczyna się mimo wszystko powolny lecz już nieubłagany upadek starego ustroju, łagodzenie restrykcji itd. W ogóle niemal każdy reżim ma to do siebie, że im bliżej jest końca tym łagodnieje. A po zamachu majowym mamy zupełnie odwrotną sytuację. I podoba mi się główna teza (moim zdaniem) - oceniajmy wszystkie wydarzenia wg. tych samych standardów, na chłodno a nie z punktu widzenia sympatii politycznych



Odpowiedz

Gość: Mim |

I pamiętajmy, że Jaruzelski zrozumiał, iż tzw. komuniści muszą oddać władzę (i ją oddał), a Piłsudskiemu nawet nie zaświtała taka myśl.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

to może przypomnijmy z jaką demokracją zmierzył się Piłsudski. Sejm z 1923 r. : 444 posłów, co najmnej 14 klubów, najliczniejszy z nich Klub Narodowy ma 98 posłów. Jak w takich warunkach Polska miała się mieć dobrze?



Odpowiedz

@mbbaran Bzurdy Panie. Sejm I kadencji w III RP miał więcej posłów, więcej klubów i kół parlamentarnych a największy klub był mniej liczny niż w II RP. I co? Państwo upadło a demokracja się nie rozwinęła?



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

No i Panie Tomaszu może dlatego szybko zniknął ten Sejm.



Odpowiedz

Ale nie zniknął w wyniku zamachu stanu, prawda? Czyli da się to jednak zrobić w warunkach demokratycznych? Sebastianie, dla Ciebie plakat, a dla mnie Twój artykuł był ciekawą prowokacją intelektualną, dzięki :) Uważam, że kluczowe jest tu pytanie, czy stare zasługi mogą usprawiedliwić wszystkie późniejsze działania i czy człowiek powinien być oceniany jako całość, czy za każdy uczynek oddzielnie. Moim zdaniem - jak to zresztą bardzo często bywa - to zależy. ALE: niezależnie od tego, że każdy z nas ma prawo do własnych ocen, powinniśmy pilnować, czy nie wydajemy ich zbyt automatycznie i na podstawie pewnych schematów myślowych. Ja po przeczytaniu tego tekstu bez problemu w sobie te schematy odnalazłam. A przy Piłsudskim faktycznie powinniśmy uważać podwójnie - mamy niestety skłonność do usprawiedliwiania wielkich postaci z naszej historii, a rzetelny historyk nie może sobie raczej pozwolić na robienie tego bez głębszej refleksji.



Odpowiedz

Gość: Yvanko |

Uwaga nie historyka. Stan wojenny był zapewne wydarzeniem tragicznym i jego ocena zależy także od miejsca, w jakim stał osądzający w owym grudniu 1981 r. Ja nie mam dostatecznej wiedzy, aby oceniać czy sowieci wy weszli, czy tez nie, co było prawdziwym powodem decyzji Jaruzelskiego. Myślę, że tego nie dowiemy się nigdy. Chciałbym zwrócić jednak uwagę na skutki obu zamachów (poza liczba ofiar). Po zamachu majowym Polska, w krótkim czasie okrzepła. Polacy byli ze swej Ojczyzny dumni. Po grudniu 1981 r. nastąpiła dekada stagnacji zarówno gospodarczej, jak i politycznej. Polacy stracili nadzieję na lepsze jutro, gospodarka sięgnęła dna. I to właśnie uważam,za największą winę generała. To on i jego ekipa odpowiada są tak katastrofalny stan naszego państwa pod koniec lat osiemdziesiątych XX w. Tak więc nie można porównywać samego wydarzenia, bez analizy jego skutków.



Odpowiedz

Gość: Jendrek |

Po Zamachu majowym -Proces Brzeski-Natarczywy dzwonek do drzwi zbudził posła PPS Adama Pragiera o trzeciej w nocy 10 września 1930 r. Gdy wyszedł do przedpokoju, usłyszał głos dozorcy domu proszącego, aby otworzył. Zaniepokojony uchylił drzwi. „Obok Józefa [dozorcy – red.] stał komisarz policji, policjant i żandarm z karabinem” – zapisał we wspomnieniach. Plotka, że Piłsudski każe uwięzić przywódców opozycji, krążyła od kilku dni i dawny legionista Adam Pragier nie był specjalnie zdziwiony nocną wizytą. Zażądał jedynie okazania nakazu aresztowania. Tu czekała go pierwsza niespodzianka. Dokumentu nie podpisał sędzia ani nikt z resortu sprawiedliwości, lecz minister spraw wewnętrznych gen. Felicjan Sławoj-Składkowski. Drugą bardziej przykrą niespodzianką okazał się czekający przed domem samochód z zasłonkami w oknach. Więzień pojechał nim wprost do Brześcia, gdzie czekał na gości jego dawny kolega z Legionów płk Wacław Kostek-Biernacki/ 5000 tys. w tym 120 Posłóww. aresztowanych Setki zabitych we wszystkich strajkach robotniczych a mieli zacje ze strajkowali -BIEDA ,NEDZA ,BEZROBOCIE .CHOROBY dziesiątkowały cale rodziny, PRL to RAJ dla chlopa robotnika..Aby dyskutować czas poznac prawdziwa historie nie medianą w stylu Pospieszalskiego.



Odpowiedz

Gość: Nati |

przy ocenie sanacyjnej Polski nigdy nie zapominajcie o tej zbrodni: http://www.cerkiew1938.pl/



Odpowiedz

Gość |

Autor pisze: "Zamach stanu z grudnia 1981 roku, obrosły w mit spodziewanej interwencji sowieckiej, był wypowiedzeniem wojny społeczeństwu, poddaniem go wojskowemu reżimowi i radykalnym odebraniem wolności, a wszystko to w imię ratowania władzy. " Sięgam do "Słownika języka polskiego" (wydanie z roku 2008) i czytam: "Zamach stanu: >>zorganizowana akcja mająca na celu obalenie siłą naczelnych władz państwowych



Odpowiedz

Gość: Jan Muszyński |

No to może jeszcze raz: A zatem - twierdzenie autora, że wprowadzenie stanu wojennego było "zamachem stanu" jest nieprawdziwe. 13 grudnia 1981 roku nikt w Polsce nie obalił władz państwowych. Zarówno przed 13 grudnia, jak i po tej dacie w Polsce funkcjonował ten sam rząd z generałem Jaruzelskim jako premierem, ten sam sejm, ta sama Rada Państwa w roli kolektywnego prezydenta. Różnica polegała na tym, że urzędująca władza wprowadziła rygory wojenne dla zdyscyplinowania społeczeństwa. Co okazało się skuteczne. Organy służb państwowych sprawowały władzę nad krajem zarówno przed, jak i po 13 grudnia. Tyle, że przed 13 grudnia pozwalały opozycji na dość swobodne działanie. To było trochę na zasadzie: „Niech ludzie zobaczą, do czego to prowadzi”. I ludzie widzieli, co się dzieje. I w społeczeństwie narastało zniechęcenie do „Solidarności”. Autor pisze, że była to wojna przeciw społeczeństwu. Znowu nieprawda - było to działanie przeciw najbardziej zradykalizowanej części społeczeństwa. Pod koniec roku 1981 społeczne poparcie dla "Solidarności" wyraźnie słabło. Gdyby do interwencji zbrojnej doszło rok wcześniej - w grudniu 1980 - to społeczeństwo murem stanęłoby za „Solidarnością”. A 13 grudnia 1981 roku tylko nieliczne zakłady przyłączyły się do sprzeciwu wobec stanu wojennego. Duża część społeczeństwa oczekiwała, że władza wreszcie zrobi porządek i przywróci normalność. Stąd później wzięły się pretensje do Jaruzelskiego - że nie wykorzystał stanu wojennego do radykalnego uzdrowienia sytuacji gospodarczej, bolesnego dla społeczeństwa, ale koniecznego do przeprowadzenia.



Odpowiedz

Gość |

wobec usunięcia wpisu zacytujmy za Historia.org.pl: "Jan Muszyński 14 grudnia 2014 o 23:42 Wbrew temu, co pisze autor, w dniu 13 grudnia 1981 roku nie było żadnego przewrotu wojskowego. Nie został obalony rząd, nie został rozpędzony sejm. Zarówno przed, jak i po 13 grudnia funkcjonował ten sam rząd z premierem Jaruzelskim na czele, ten sam sejm, ta sama Rada Państwa. Różnica polegała na tym, że urzędująca władza wprowadziła rygory wojenne dla zdyscyplinowania społeczeństwa. Co okazało się skuteczne. Autor pisze: „Do godziny 6.00 rano ZOMO, SB, milicja, ORMO oraz Ludowe Wojsko Polskie i szeregi innych organizacji podległych MSW i wojsku opanowały cały kraj.” I przedstawia to tak, jakby ktoś z zewnątrz dokonał inwazji na Polskę. A przecież organy służb państwowych sprawowały władzę nad krajem zarówno przed, jak i po 13 grudnia. Tyle, że przed 13 grudnia pozwalały opozycji na dość swobodne działanie. To było trochę na zasadzie: „Niech ludzie zobaczą, do czego to prowadzi”. I ludzie widzieli, co się dzieje. I w społeczeństwie narastało zniechęcenie do „Solidarności”. Gdyby do interwencji zbrojnej doszło rok wcześniej - w grudniu 1980 - to społeczeństwo murem stanęłoby za „Solidarnością”. A 13 grudnia 1981 roku tylko nieliczne zakłady przyłączyły się do sprzeciwu wobec stanu wojennego. Duża część społeczeństwa oczekiwała, że władza wreszcie zrobi porządek i przywróci normalność. Stąd później wzięły się pretensje do Jaruzelskiego - że nie wykorzystał stanu wojennego do radykalnego uzdrowienia sytuacji gospodarczej, bolesnego dla społeczeństwa, ale koniecznego do przeprowadzenia." Czy to nie to samo wklejone ?



Odpowiedz

Gość |

"Duża część społeczeństwa oczekiwała, że władza wreszcie zrobi porządek i przywróci normalność" większej głupoty nie można wymyśleć. Ta TA "władza" doprowadziła do nędzy Polaków i TA "władza" miała uzdrawiać sytuację ? Kpina jakaś. Ci ci mieli "robić porządek" do dzisiaj świetnie się bawią, kpiąc sobie z Polaków (Kiszczak, Urban ...)



Odpowiedz

Gość |

Anonim ("gość") napisał: "Czy to nie to samo wklejone ?" To samo, tylko przeredagowane. A czyje prawa autorskie w ten sposób naruszyłem, oprócz swoich własnych? I dalej: "większej głupoty nie można wymyśleć. Ta TA "władza" doprowadziła do nędzy Polaków i TA "władza" miała uzdrawiać sytuację ? Kpina jakaś." A kto miał naprawiać? "Solidarność"? Program ekonomiczny "Solidarności" zawierał się w haśle: "Płace w górę, ceny w dół i kartki na wszystko". W tym haśle zawierało się podsumowanie ekonomicznej części postulatów z sierpnia 1980. Postulatów, których realizacja była wywalczona strajkami - i w obronie których "Solidarność" gotowa była strajkować. Pamiętam relację z I zjazdu "Solidarności" w Hali "Olivia". Na tym zjeździe rząd reprezentował minister Krasiński (ten od "ciepłych bułeczek"). W przerwie obrad kilku delegatów na zjazd pięściami wygrażało ministrowi przed nosem, ponieważ rząd ośmielił się podnieść ceny papierosów. Tak wyglądała troska "Solidarności" o gospodarkę.



Odpowiedz

Gość |

mordercy lekarzami.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org