Opublikowano
2011-12-15 19:23
Licencja
Wolna licencja

Piłsudczyzna i jaruzelszczyzna – polemika

O zamachu majowym i stanie wojennym, czyli o rzeczach nieporównywalnych – polemika z Sebastianem Adamkiewiczem.


Zobacz też: Józef Piłsudski i przewrót majowy

Zobacz też: Stan wojenny w Polsce 1981–1983

Próżno szukać w historii II Rzeczypospolitej wydarzenia wzbudzającego tyle emocji, a zarazem kontrowersji, co zamach majowy dokonany przez Józefa Piłsudskiego w 1926 roku. Włodzimierz Suleja napisał swego czasu, że „emocje, dzisiaj niezwykle trudne nie tylko do odtworzenia, ale wręcz wyobrażenia sobie, budziło ono nieomal nazajutrz, a i współcześnie spotkać się można z diametralnie odmiennymi interpretacjami jego powodów i znaczenia” (Przewrót majowy w historiografii, [w:] Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, red. M. Sioma, Lublin 2007, s. 11). Nie sposób się nie zgodzić z opinią znanego biografa Marszałka, jeśli weźmiemy choćby pod uwagę rozemocjonowane komentarze do felietonu Sebastiana Adamkiewicza opublikowanego na łamach „Histmag.org” pod tytułem „Piłsudczyzna i jaruzelszczyzna”.

Piłsudski gorszy niż Jaruzelski?

Autor odniósł się w swym tekście do krążącego w Internecie plakatu, na którym zestawiono liczby ofiar śmiertelnych zamachu majowego oraz stanu wojennego wprowadzonego przez Wojciecha Jaruzelskiego w grudniu 1981 roku. Liczb tych nie opatrzono żadnym komentarzem, co sprawia, że w ich świetle znacznie gorzej wypadają wydarzenia z maja 1926 r., za którymi, rzecz jasna, stał Józef Piłsudski.

Grób na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, w którym pochowano jednego oficera i dwunastu szeregowych 10 Pułku Piechoty z Łowicza (walczących w maju 1926 r. po stronie rządowej). Grób ten powstał w rok po zamachu z inicjatywy żołnierzy macierzystej jednostki poległych – składkę na jego budowę płacili oficerowie i podoficerowie pułku. Inskrypcję nagrobną rozpoczynają słowa: Pierwszym obowiązkiem żołnierza jest niezłomne dochowanie wierności ślubowanej w przysiędze wojskowej.

Te suche liczby zestawione obok siebie skłoniły redaktora „Histmag.org” do refleksji, której jednym z owoców jest stwierdzenie, że plakat ów „jest […] doskonałą prowokacją intelektualną, która nam historykom, a także osobom odpowiedzialnym za kreowanie świadomości historycznej, pozwala zadać pytanie o nasze intencje i wybiórczy sposób traktowania przeszłości”. Ostatnie słowa Sebastiana Adamkiewicza odnoszą się do tego, że stan wojenny jest jakoby potępiany niemalże przez wszystkich wszem i wobec, a nad zamachem majowym przechodzi się obojętnie, pomimo że był on w równym stopniu nielegalnym i tragicznym w skutkach (ofiary śmiertelne) wystąpieniem wobec demokratycznych władz ówczesnej Rzeczypospolitej. Autor pisze:

Tymczasem liczby są nieubłagane. Choć odczłowieczają, to pozwalają zadać pytanie, dlaczego stan wojenny opisujemy w kategoriach narodowej traumy, a nad zamachem majowym przechodzimy obojętnie do porządku dziennego, traktujemy go jako mniej lub bardziej smutny epizod w naszych dziejach, uzupełniający radosny generalnie rzecz biorąc obraz suwerennej II RP. Na to pytanie moraliści, niestety, nie odpowiadają.

Nigdy nie uważałem się za moralistę, ale postaram się odpowiedzieć na postawione powyżej pytanie. S. Adamkiewicz z żalem stwierdza, iż „Postrzeganiem historii ciągle bardziej rządzą emocje niż racjonalizm zdystansowanego obserwatora”. Nie inaczej jest jednak w jego przypadku. Czego bowiem dowodzi zestawienie liczb nieopatrzonych odpowiednim komentarzem, oderwanych od historycznego kontekstu, a co za tym idzie, tworzących abstrakcyjny, samoistny byt nic nie mówiący potencjalnemu odbiorcy? Idąc tokiem rozumowania S. Adamkiewicza, powinniśmy dojść do wniosku, że nie tylko trzeba potępić Piłsudskiego równie mocno jak Jaruzelskiego, ale że Marszałek zasługuje wręcz na znacznie surowszą opinię, albowiem ma na sumieniu większą liczbę ofiar.

Z drugiej strony autor pisze, że „Mniejsza liczba ofiar nie usprawiedliwia gen. Jaruzelskiego i jego ekipy”. Dlaczego nie? Czyżby chodziło jednak o kontekst? Wydaje się, że tak, bowiem S. Adamkiewicz trafnie go zarysowuje w dalszej części tekstu, stwierdzając, że „Zamach stanu z grudnia 1981 roku, obrosły w mit spodziewanej interwencji sowieckiej, był wypowiedzeniem wojny społeczeństwu, poddaniem go wojskowemu reżimowi i radykalnym odebraniem wolności, a wszystko to w imię ratowania władzy”.

Historyczny kontekst zamachu majowego

Spójrzmy więc na kontekst wystąpienia Piłsudskiego z maja 1926 roku. Po pierwsze należy stanowczo podkreślić, że Marszałek nie miał w planach przeprowadzenia jakiegokolwiek zamachu stanu; w wojsku nie istniał żaden piłsudczykowski spisek, czy też sprzysiężenie. Nigdy niepotwierdzonym mitem jest osławione polecenie generała Żeligowskiego, ówczesnego ministra spraw wojskowych, który miał jakoby oddać pod komendę Piłsudskiego specjalne, wierne mu jednostki w celu przeprowadzenia gry wojennej w Rembertowie. Ponadto warto się zastanowić, czy normalnym zachowaniem osoby chcącej zbrojnie przejąć kontrolę nad krajem jest powiadomienie dotychczasowych władz o swych planach? Czym bowiem innym była wizyta Piłsudskiego u prezydenta Wojciechowskiego?

Józef Piłsudski na Moście Poniatowskiego w maju 1926 r.

Marszałek planował więc demonstrację, której towarzyszyć miała wojskowa asysta (proszę zwrócić uwagę, jak skromne siły mu towarzyszyły). Nie do końca zbadana jest również kwestia tego, czy zaistniała jakaś forma porozumienia pomiędzy Piłsudskim a Wojciechowskim, którą ten ostatni złamał, godząc się chociażby na powstanie rządu Witosa. I tu dochodzimy do istoty ówczesnej sytuacji wewnętrznej Polski. Z początkiem maja upadł gabinet Aleksandra Skrzyńskiego, jednak siłom, które trzy lata wcześniej tworzyły rząd „Chjeno-Piasta”, stosunkowo szybko udało się sformować nową radę ministrów. Radę, dodajmy, w powszechnej świadomości społecznej znienawidzoną (z wyjątkiem Wielkopolski i może Pomorza). Już wkrótce po nominacji Witosa lewica zapowiedziała walkę z jego gabinetem „na śmierć i życie”, planowała ogromne strajki, chciała wyprowadzić ludzi na ulicę.

Panowała przerażająca, pełna napięcia atmosfera, społeczne niepokoje rosły, zewsząd wyczekiwano zamachu stanu (równie często, jak o Piłsudskim, mówiło się o prawicy), a rząd, mający doświadczenie z wypadków krakowskich 1923 roku, nastawiony był bardzo konfrontacyjnie. Wszędzie dawało się zaobserwować chaos i niepokój o państwo, potęgowany przez nie tak dawne przecież porozumienie państw Zachodu z Niemcami w Locarno oraz kwietniowe, kolejne już porozumienie niemiecko-sowieckie. Piłsudski, który obawiał się (szczególnie w kontekście układu berlińskiego) o polską niepodległość, nie mógł czekać. Jego reakcja wydawała się być pewną. Czuł się odpowiedzialny za Polskę jako jeden z jej ojców założycieli (jakkolwiek patetycznie by to brzmiało). Do kolejnych wyborów pozostało sporo czasu, a tymczasem kraj stał na progu wojny domowej.

Marszałkowi zależało przede wszystkim na uzyskaniu wpływu na wojsko. Miał nadzieję wejść do któregoś z gabinetów jako minister spraw wojskowych, bądź też odegrać ważną rolę przy organizacji naczelnych władz wojskowych. Tymczasem powstanie rządu Witosa udaremniało mu ten plan i nie dawało nadziei na jakikolwiek kompromis. Do tego dochodziły bez wątpienia pewne resentymenty (zabójstwo Narutowicza, permanentne opluwanie przez endecję) narastające już od 1918 roku.

Cel zdobycia władzy

Zamach majowy przyniósł ofiary. Jednak należy pamiętać, że to strona rządowa, a szczególnie nienawidzący Piłsudskiego generałowie Rozwadowski i Malczewski, parła do konfrontacji za wszelką cenę. Nie rozgrzesza to Marszałka, ale po części usprawiedliwia.

Piłsudski zdobył więc władzę i pragnął ją wykorzystać nie do partykularnych interesów, ale po to, aby naprawić stosunki panujące w państwie, uporządkować sytuację wewnętrzną, poprawić polskie położenie na arenie międzynarodowej, wzmocnić obronność kraju. Jaruzelski zaś, jak to zresztą napisał S. Adamkiewicz, dopuścił się zbrojnego wystąpienia jedynie dla utrzymania władzy w rękach partyjno-wojskowej wierchuszki, dławiąc przy okazji wszelkie pozytywne procesy, które dokonywały się w Polsce od sierpnia 1980 roku. Potępienie i krytyka jego osoby, wbrew temu co pisze autor, nie jest, niestety, ani oczywista, ani powszechna w polskich mediach. Mało tego – Jaruzelski w większości z nich kreowany jest on na ojca założyciela III RP jako ten, który dobrowolnie oddał władzę w 1989 roku.

Autora dziwi również, że polscy politycy i publicyści „prawicowi” raz demonstrują pod domem Jaruzelskiego, innym zaś razem składają hołd Piłsudskiemu pod jego pomnikami. Wydaje mi się, że sprawa jest oczywista. Patrząc na oba życiorysy, pomijając stan wojenny i zamach majowy, nie można mieć chyba wątpliwości, pod czyim domem zapalić znicz i pod czyim pomnikiem złożyć kwiaty. W kwestii walki o polską niepodległość, suwerenność i godność obaj panowie znajdują się na przeciwstawnych sobie biegunach. Jeśli chodzi o Jaruzelskiego, wspomnieć można również jego rolę w ohydnym procederze odżydzania Ludowego Wojska Polskiego oraz w masakrze robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.

Wojciech Jaruzelski i Jurij Andropow (fot. D. Szlachta, udostępniono na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Porównując kiedyś oba wydarzenia, tj. stan wojenny i zamach majowy, Janusz Cisek stwierdził, że

przewrót Jaruzelskiego zatrzymał dosłownie wszystkie pozytywne procesy, które zachodziły w Polsce i opóźnił rozwój Polski o dwadzieścia lat. Przewrót Piłsudskiego zatrzymał procesy negatywne, a uruchomił pozytywne. Międzynarodowa pozycja Polski po roku 1926 była nieporównanie wyższa niż wcześniej – gwałtownie wzrosło społeczne zaufanie do państwa wewnątrz kraju, jak i zewnętrzne (J. Cisek (głos w dyskusji), [w:] Piłsudczycy. Z Januszem Ciskiem, Markiem Gałęzowskim i Włodzimierzem Suleją rozmawia Barbara Polak, „Biuletyn IPN”, r. 2008, nr 5/6, s. 11).

Taka jest prawda historyczna, której nie zmienią zestawione ze sobą bezwzględne liczby ofiar obu wystąpień.

Przypominamy, że teksty publicystyczne publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i współpracowników. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”.

Zobacz też:


Gość: Edward Pienio |

Dobrze, że zamieszczone w Internecie artykuły nie są (nie zawsze) przyjmowane ad hoc, tylko wywołują krytyczny oddźwięk. Mam nadzieję, że powyższy artykuł też nie zostanie uznany za ostateczne zamknięcie tematu. Od razu przyznam, że artykuł Sebastiana Adamkiewicza, z którym toczy się polemika, odpowiadał mi bardziej światopoglądowo. Krzysztof Kloc w swoim artykule wyraził bardzo konkretnie swój pogląd polityczny na historię Polski i historii w ogóle, więc ja chciałbym wskazać wady nie oddzielenia poglądów od treści artykułu. Zdecydowanie nie zgadzam się z pseudopsychologizującym odkrywaniem intencji aktorów politycznych, bo tych przecież nie znamy. Według autora, jedyną pobudką Jaruzelskiego było instrumentalne utrzymanie się u władzy, a Piłsudski chciał po prostu szlachetnie uzdrowić państwo. Napiszę jasno: nie wiemy jakie obaj panowie mieli zamiary. Wiemy za to, co mówi Jaruzelski na temat stanu wojennego: mówi, że chronił państwo przed interwencją zbrojną. Dlaczego autor artykułu nie odnosi się do tego argumentu? Tym bardziej problematycznym zabiegiem jest przypisywanie intencji (a nawet etycznej wartości działań człowieka) w przypadku jednego wydarzenia, biorąc za podstawę jego poprzednią lub późniejszą biografię (a właściwie jej ocenę). Poza tym \"niepodległość, suwerenność i godność\", uczynione przez autora autotelicznym dobrem, nie muszą być wcale najważniejsze - aksjologicznie i w prywatnej perspektywie działających ludzi (nie chciałbym przy tym teoretycznie pochwalać przedkładania ponad tamte wartości własnego interesu, ale alternatywnymi wartościami mogą być dobrobyt społeczny, tolerancja, czy też wolność wyboru). Nie wypada także, jak mi się wydaje, ogłaszać w podobny do powyższego sposób, co jest prawdą historyczną, a co nią nie jest, tym bardziej kończąc swój (nawet jeśli poparty odnośnikami) artykuł - ogłaszać jego wyłączności na posiadanie racji. W tym przypadku chodzi w końcu nawet nie o zbadane dokładnie, pojedyncze fakty, tylko o interpretacje. Ta dokonana w artykule może być tylko jedną z propozycji ale nie niezmienialną prawdą.



Odpowiedz

Gość: Maciej. |

Zgadzam się w pełni z autorem. Byłem kilka lat temu na spotkaniu z Jaruzelskim, który porównał osobiście stan wojenny do zamachu majowego, mówiąc, że przecież w 1926 roku zginęło więcej osób. To prosta i skuteczna manipulacja dzięki której pan generał nie jest piętnowany za to co zrobił. Zresztą osobiście uważam, że Jaruzelski zrobił to w imię prywatnych partykularnych interesów. Po tym jak osłabiono Solidarność i stłamszono naród mógł w 1989 roku dzielić się łaskawie władzą mając znacznie lepszą pozycję. Jak sam powiedział: \"komunizm w Polsce nigdy nie był na kolanach\"...



Odpowiedz

Gość: Kuba |

Bardzo dobry tekst, zdecydowanie lepszy niż Pana Adamkiewicza. Koncentruję się na kwestiach najbardziej istotnych i w sposób skuteczny zbija argumenty artykułu ,,piłsudczyzna, jaruzelszczyzna\" Najważniejsze o czym trzeba pamiętać to nieporównywalność tych dwóch postaci. Jak bowiem odnosić do siebie zasłużonego dla Polskośći człowieka z sowieckim aparatczykiem??



Odpowiedz

Gość: Michał |

Mam nadzieję, że Autor pozwoli na kilka komentarzy z mojej strony :) 1. \"Po pierwsze należy stanowczo podkreślić, że Marszałek nie miał w planach przeprowadzenia jakiegokolwiek zamachu stanu; w wojsku nie istniał żaden piłsudczykowski spisek, czy też sprzysiężenie.\" - tego do końca nie możemy być pewni. Pamiętajmy, że 10 XI 1925 r. na zlocie piłsudczyków w Sulejówku gen. Orlicz-Dreszer wygłosił dość prowokujące przemówienie. Weterani I i III Brygady czuli się lekko pominięci w awansach itp., bolało ich, że wysokie stanowiska mają oficerowie dawnych armii zaborczych. W 1921 r. na ponad stu generałów tak z 10 (mogę się nieco mylić) było z Legionów - 10. lat później na ok. 100 generałów blisko połowa była z Legionów.Po armii chodziły na przełomie 1925/26 plotki o szykowanym wystąpieniu. Interesujący fragment na ten temat znajduje się w pamiętnikach Romeyki na przykład. 2. \"Nigdy niepotwierdzonym mitem jest osławione polecenie generała Żeligowskiego, ówczesnego ministra spraw wojskowych, który miał jakoby oddać pod komendę Piłsudskiego specjalne, wierne mu jednostki w celu przeprowadzenia gry wojennej w Rembertowie.\" - no niestety taki rozkaz jest, bodajże z 18 lub 19 IV. Niestety gen. Lucjan Żeligowski już wcześniej dokonywał ciekawych roszad personalnych w armii, powoli i pomału umiejscowiwszy piłsudczyków na stanowiskach dowódczych oraz dymisjonując przeciwników Piłsudskiego. Do tego przyjrzyjmy się jednostkom zebranym w Rembertowie - 7.pułk ułanów lubelskich (kontynuujący tradycje ułanów Beliny-Prażmowskiego), 11 pułk ułanów (zacytuje z żurawiejki - \"pół cywilny pół wojskowy, jedenasty legionowy\"), 1. pułk strzelców konnych oraz elementy 9 DP (dowodzonej przez legionistów). Tego nie uznałbym za przypadek. 3. \"Marszałek planował więc demonstrację, której towarzyszyć miała wojskowa asysta (proszę zwrócić uwagę, jak skromne siły mu towarzyszyły).\" - jak małe napisałem wyżej. Dodam tylko, że garnizon warszawski tez był podzielony - 36 ppLA (z 28 DP)opowiedział się za marszałkiem, ferment był m.in. w 31 pp. Przykładem zachowanie garnizonu Cytadeli, gdzie część oficerów również sprzyjała Piłsudskiemu. 4. \"Ponadto warto się zastanowić, czy normalnym zachowaniem osoby chcącej zbrojnie przejąć kontrolę nad krajem jest powiadomienie dotychczasowych władz o swych planach?\" - moja hipoteza - Piłsudski zakładał, że jego autorytet i demonstracja siły wystarczą do osiągnięcia celów. Jednak tym razem się przeliczył - szokiem musiała być przede wszystkim postawa podchorążych z OSzP na Moście Poniatowskiego (przeniesie się ich później z Rembertowa do Ostrowi Mazowieckiej) 5. \"Z początkiem maja upadł gabinet Aleksandra Skrzyńskiego, jednak siłom, które trzy lata wcześniej tworzyły rząd „Chjeno-Piasta”, stosunkowo szybko udało się sformować nową radę ministrów. Radę, dodajmy, w powszechnej świadomości społecznej znienawidzoną (z wyjątkiem Wielkopolski i może Pomorza).\" - ja bardzo przepraszam, ale fakt że rząd Donalda Tuska lubią mieszkańcy dużych miast w centralnej Polsce nie daje mandatu do zamachu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Demokracja to demokracja - rząd jaki by nie powstał miał mandat do następnych wyborów. W 2005 r. rząd SLD miał 11% poparcia ale do nowych wyborów miał prawo (z racji posiadania większości i desygnowania przez prezydenta) sprawować rządy. Przyjmując następujące założenie - Jaruzelski zwalcza wolę większości, chcącej rządów Solidarności w 1981 r., czyli postępuje wbrew demokratycznym zasadom. To czy wystąpienie marszałka Piłsudskiego przeciwko - jakby nie patrzeć - legalnemu i posiadającemu mandat rządowi demokratycznemu nie jest na podobnych zasadach? 6. \"Zamach majowy przyniósł ofiary. Jednak należy pamiętać, że to strona rządowa, a szczególnie nienawidzący Piłsudskiego generałowie Rozwadowski i Malczewski, parła do konfrontacji za wszelką cenę. Nie rozgrzesza to Marszałka, ale po części usprawiedliwia.\" - nie zgadzam się. Jeśli ktoś występuje przeciwko porządkowi publicznemu, a w tym wypadku wyprowadza wojsko na ulicę, powinien się spotkać z natychmiastowym i mocnym odporem. Państwo polskie było młode, musiało sobie zbudować autorytet - nie mogło tolerować buntowników. 7. \"Piłsudski zdobył więc władzę i pragnął ją wykorzystać nie do partykularnych interesów, ale po to, aby naprawić stosunki panujące w państwie, uporządkować sytuację wewnętrzną, poprawić polskie położenie na arenie międzynarodowej, wzmocnić obronność kraju.\" - powiem tak - Piłsudski zdobył władze dla realizacji SWOJEJ koncepcji. Koncepcji, która średnio się udała. Nie naprawił stosunków wewnętrznych - dalej był kryzys, bieda, napięcia z mniejszościami. Zaś jego spadkobiercy tylko zaostrzali kursy. Położenie Polski w sumie poprawił - ale za cenę bliskich, rzekłbym przyjacielskich stosunków z Niemcami. Moim zdaniem taka była jego koncepcja, ponieważ za głównego wroga uważał Rosję (ale nie rozwijajmy tego tematu w ewentualnej dyskusji, bo to mętlik wprowadzi ;)). Psuł w imię jakiś mocarstwowych mrzonek stosunki z Francją, generalnie nie przepadał za demokracją, wola rządy silnej ręki. Dodatkowo zaczął militaryzować kraj, co tylko odbiło się na jego gospodarce. I na koniec wzmocnienie obronności kraju - i tu akurat w wielu aspektach osiągnął odwrotne efekty, do czego przyznał się nawet Edward Śmigły-Rydz, gdy został GISZem. 8. \"Marszałkowi zależało przede wszystkim na uzyskaniu wpływu na wojsko. Miał nadzieję wejść do któregoś z gabinetów jako minister spraw wojskowych, bądź też odegrać ważną rolę przy organizacji naczelnych władz wojskowych.\" - i tu pies pogrzebany. Piłsudski dążył do nieograniczonej władzy nad wojskiem. W systemie demokratycznym minister spraw wojskowych podlega takiemu \"przebrzydłemu\" wynalazkowi jak cywilna kontrola nad armią. Nie podobała mu się organizacja naczelnych władz wojskowych. O co mu chodziło - wystarczy zobaczyć czym był GISZ. Czy to było skuteczne - wystarczy zobaczył jaki był bałagan kompetencyjny z podwójną siatką zależności w wojsku w latach 1926-39, co odczuła armia we wrześniu. I na końcu mała refleksja. Nie jest moim celem zabawa w \"Jaruzelski dobry, Piłsudski zły\". Wydaję mi się, że Redaktor Adamkiewicz chciał wykazać pewną obłudę, podwójne standardy. Skoro potępiamy jako historycy zamachy, pucze i działania zbrojne wbrew woli narodu w ramach demokratycznego państwa, to bądźmy konsekwentni. Zdaję sobie sprawę, że buntownikiem jest się do zwycięstwa, potem jest się zbawcą Ojczyzny (w końcu Jaruzelski ostatecznie przegrał). KAŻDY zamach na demokratycznie wybraną władzę na zasadzie widzi mi się jest złem. Marszałek Piłsudski mógł założyć swoją partię i w demokratyczny sposób walczyć o władzę. Wybrał krótszą drogę, moim zdaniem bardziej pasującą do jego poglądów na władzę. Czy zbawił kraj - osobiście wątpię. Niestety brak u nas uczciwej debaty na temat Piłsudskiego, opinie rzucają się od skrajności do skrajności. Może najwyższy czas zdjąć go z pomnika i dokładnie się przyjrzeć?



Odpowiedz

Gość: Kamil Śmiechowski |

Z całym szacunkiem, ale Pan bredzi. Nie jest prawdą (tym bardziej historyczną, cokolwiek by ten epitet miał oznaczać, bo ja jako historyk nie wiem), że stan wojenny zatrzymał wszystkie pozytywne przemiany w Polsce na okres 20 lat. W pełni szanując tragizm tego zdarzenia, niszczącego bezpowrotnie olbrzymi - największy w historii Polski potencjał społeczny, stanowiącego do dziś bardzo głęboką ranę w świadomości narodu Czy rok 1981 i 1989 dzieli 20 lat? Czy po przewrocie Jaruzelski konserwował w Polsce komunizm? Jeśli tak, to w dość swoisty sposób polegający na stworzeniu Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich czy liberalnej ustawy o działalności gospodarczej. Trudno też, doceniając wszystkie pozytywne następstwa lat 30-tych (głównie w dziedzinie stabilizacji polityki czy ujednolicania prawa) nie zauważyć, że to właśnie po przewrocie majowym rozpoczął się w Polsce demontaż demokracji spod znaku Brześcia i Berezy Kartuskiej oraz tolerowany przez państwo haniebny przyrost antysemityzmu. Nasiliły się też - i to bez widoków na pozytywne rozwiązanie - konflikty z mniejszościami. Taka część prawda o naszej wspólnej przeszłości(obiektywnej, nie historycznej) i na takich też zobiektywizowanych fundamentach winna być budowana nasza historyczna tożsamość



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Napiszę tylko jedno. Gdy czytam lub słyszę zwroty w stylu \"prawda historyczna\" to mam wrażenie, ze jesteśmy w epoce pozytywizmu. Zresztą samo pojęcie sugeruje, że owa \"prawda historyczna\" jest czymś innym niż \"prawda\", a zatem jest dowolnie kształtowana przez narratora. A kto temuż narratorowi dał prawo do arbitralnego decydowania co jest prawdą, a co nie? I w ogóle czym jest prawda? Do reszty się nie odniosę. Niech wystarczy to, że nie mogę się zgodzić, aby wybory brzeskie, Bereza Kartuska czy getto ławkowe były procesami pozytywnymi. Ale jeśli autor twierdzi inaczej, to mogę jedynie stwierdzić, że nie chciałbym żyć w państwie, w którym są to zjawiska pozytywne.



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

Edward Pienio 1) Argument o potencjalnym wkroczeniu Sowietów do Polski nie wytrzymuje już dziś krytyki. Ile jeszcze źródeł, wspomnień, zapisek, etc. musi wypłynąć, aby teza ta ostatecznie upadła? Oprócz słowa Jaruzelskiego, czy istnieje jakiekolwiek źródło mówiące, że groziła nam taka interwencja? 2) „Niepodległość, suwerenność i godność” owszem nie muszą być wcale najważniejsze dla osób rządzących danym państwem. Ale czy nie powinny? Michał 1) Przemówienie Dreszera było ostre, pełna zgoda. Ale co z tego wynika? Czy to jest dowód na przygotowywanie spisku? Dlaczego więc Piłsudski wtedy nie zdecydował się na wystąpienie, skoro trwało wówczas przesilenie rządowe, wzmagał się zamęt w parlamencie, który doprowadził do niespotykanej sytuacji, czyli koalicji „od prawa do lewa”. Może Piłsudski potrzebował więcej czasu? Tylko dlaczego w takim razie maj przyniósł totalną improwizację? 2) Taki rozkaz jest. Owszem. Ale jedynie w historiografii. Żaden z historyków dotychczas go nie widział. Nie ma śladu po nim w jakichkolwiek zespołach źródeł, czy to piłsudczykowskich, czy też – co szczególnie dziwne, przecież miano go odwołać – w rządowych. 3) Pełna zgoda 4) Również pełna zgoda i nie widzę sprzeczności. Piłsudski uważał, że sama demonstracja z asystą wystarczy, nie myślał o zamachu. 5) I tu nie widzę sprzeczności. Podałem tylko ten fakt nie, aby usprawiedliwić Marszałka, a tylko wykazać, że łatwiej było mu zamach przeprowadzić, społeczna aprobata była wręcz powszechna, a wynikała ona nie tylko z sympatii do Piłsudskiego, ale również z ogromnej niechęci do rządu ND i Piasta 6) Natychmiastowy i mocny odpór nie równa się wręcz żądzy krwi, jaka cechowała obu panów. Pomijam fakt, że koniec końców rząd zanim wybuchły walki myślał o porozumieniu z Piłsudskim, od tej decyzji odwiedli go wspomniani generałowie. 7) Nie zgadzam się, ale spełniam prośbę i nie rozwijam wątku 8) Również temat na dłuższą dyskusję. Kamil Śmiechowski 1) Pan raczy wybaczyć, ale przedstawiłem swoją opinię. Skoro jest Pan historykiem, to na jakim seminarium w Polsce uczą młodego historyka wchodzić w kimś w polemikę bądź recenzować w jakiś sposób jego tekst i w pierwszym zdaniu zawyrokować, że autor tegoż tekstu „bredzi”? 2) Odniosę się do meritum. Owe „20 lat” to słowa prof. Ciska, użył ich w pewien przenośny sposób, aby podkreślić fatalne skutki stanu wojennego i zatrzymanie przemian, jakie niosła „S”. Przytoczyłem całość cytaty, aby oddać jej pełen sens. To tyle w tej kwestii. Ponadto – czy według Pana w 1989 r. na nowo rozpoczęły się identyczne procesy jak w 1980 r. zatrzymane przez Jaruzelskiego? Czy mogły takowymi być po dalszych 8 latach trwanie tego systemu? Czy przez to, że komunizmu nie konserwował, według Pana rzecz jasna, to komunizm się skończył? Czy nadal trwały procesy zapoczątkowane przez sierpień? 3) Demontaż demokracji się rozpoczął, owszem. Pamiętajmy jednak, że tę demokrację po maju mógł Piłsudski rozgonić na 4 wiatry, a jednak tego nie zrobił. Funkcjonował parlament, który nie raz i nie dwa sprawił Piłsudczykom nie miłą niespodziankę i narażał ich na szwank w publicznej opinii (przykładowo: wybór Daszyńskiego na marszałka sejmu), istniała niezależna prasa, endecka, ludowa etc. Oczywiście Brześć i Bereza obciążają Piłsudskiego – pełna zgoda. Ale zdajmy sobie sprawę, że wtedy był już panem sytuacji, naprawdę mógł pozwolić sobie na o wiele więcej. Pragnę też zauważyć, że Brześć i Bereza to wydarzenia jednostkowe, tragiczne i w niektórych wypadkach haniebne, ale jednostkowe. To nie były żadne „procesy”. P. Damski 1) Jeszcze o procesach pozytywnych – o niektórych wspomniał Pan Śmiechowski. Patriotyczne wychowanie, scementowanie narodu wokół kultu państwa, znaczny wzrost zaufania do władzy i instytucji państwowych, wykreowanie jasnej myśli w polityce zagranicznej (proszę zauważyć, że żadne ugrupowanie polityczne nie kwestionowało w II RP „bilateralizmu” Piłsudskiego, polityki równowagi między Niemcami a Sowietami)… Pamiętajmy również, że lata 1935-1939 są już bez Piłsudskiego, nie wiemy, jak ta polityka wyglądałaby z nim, a gdybać nam nie wolno… Prawda historyczna, prawda obiektywna, prawda, prawda leżąca po środku, prawda leżąca tam, gdzie leży, etc ----> proszę sobie wybrać i naprawdę – bądźmy poważni- krytykować merytorycznie. Kłaniam się wszystkim w pas!



Odpowiedz

Ja chciałbym zauważyć tylko jedną rzecz, nie zamierzając, broń Boże, rozstrzygać w ten sposób dyskusji i bez zamiaru głębszego angażowania się w nią. Dla oceny motywacji stojących za decyzją Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego ważne jest nie to, czy groziła nam interwencja radziecka, tylko czy generał sądził, że nam groziła. Z kolei dla odpowiedzi na to pytanie bardzo ważnym źródłem wydają się być relacje Kuklińskiego - zarówno raporty przekazywane USA, jak i np. obszerny wywiad, jakiego udzielił on kiedyś paryskiej "Kulturze". Wynika z nich, że Jaruzelski i reszta peerelowskich władz znajdowała się pod ogromną presją, zarówno ze strony Moskwy (która robiła wszystko, by Jaruzelskiego nastraszyć i skłonić do samodzielnego rozwiązania problemu), jak i partyjnego betonu, który tylko czekał na okazję do przejęcia władzy i rozprawienia się z "Solidarnością" po swojemu.



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

Zgoła inną kwestią jest jeszcze w ogóle ówczesna demokracja. Czy aby dziś, my wszyscy, a niektórzy panowie powyżej w szczególności, nie mierzymy ówczesnej sytuacji II RP w tym okresie historycznym, jak i układzie geopolitycznym, miarą czasów dzisiejszych? Czy Polska nie przetrwała we wspomnianych konstelacjach do roku 1939 właśnie dlatego, że po 1926 roku jej ustrój odszedł od demokracji? Czy z rządami parlamentarnymi nie upadła by wcześniej? Nie wiemy, i niestety pozostaję gdybanie, ale dla debaty historycznej takie pytania niekiedy można, a nawet trzeba stawiać. Demokracja dobrze się miała jedynie w państwach o długiej kulturze takiego systemu, vide Zachód, oraz w państwach bogatych i zamożnych. Czy przypadkiem jest, że demokracja dobrze się miała w Czechosłowacji, państwie bodaj najbogatszym w tym rejonie? Jest jeszcze kwestia roku 1918 i postawy Piłsudskiego. Czy to nie dzięki niemu Polska weszła wtedy na drogę rządów parlamentarnych? Bez dwóch zdań mógł próbować przejąć wtedy władzę, podejrzewam, że poszłoby mu to o wiele łatwiej niż w maju 1926 r. Jednak tego nie zrobił - czy był wtedy demokratą, a późniejsza prkatyka tę demokrację wybiła mu z głowy? O tym warto dyskutować, warto stawiać te pytania. Zapraszam



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

Roman, Ale są również stenogramy rozmów Jaruzelskiego z towarzyszami z Moskwy, w których widać, że to generał sam bardzo by chciał, aby Sowiety wkroczyły, gdyby mu się nie udało. Był pod presją, ale - wydaje się - że nie interwencji, ale tego, że \"jak nie on, to kto inny\", który zastąpi go również na stołku.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Za przeproszeniem wytnijmy ówczesny (1981 r) ZSRR z rozważań i postarajmy sobie wyobrazić sytucję bez stanu wojennego. Może część dyskutantów nie pamięta ówczesnych realiów lecz przecież znaczna część ówczesnej Solidarności parła bez opamiętania do zwarcia, nie tylko z władzą ale w pierwszym rzędzie chciała wyeliminować Wałęsę i nie całkiem \"prawdziwych Polaków\" - skąd to dzisiaj znamy? Ze strony władzy też było wielu chętnych do jeszcze brutalniejszej reakcji niż stan wojenny. Nie sądzę iż dla Jaruzelskiego \"stołek\" był czymś istotnym i najbardziej prawdopodobną wydaje się iż bez stanu wojennego zafundowalibyśmy przejście na poziom ówczesnej Rumunii, tyle iż wódz nazywałby się np. Olszewski.



Odpowiedz

Gość: Mim |

Ja powtórzę jeszcze raz: nic nie zmieni faktu, że Jaruzelski zrozumiał, że tzw. komuniści muszą oddać władzę (i zrobił to), a Piłsudskiemu nawet w głowie to nie zaświtało. A dla zabitych Polaków nie ma różnicy, czy odpowiada za to \"sowiecki sługus\", czy \"wielki patriota\".



Odpowiedz

@Krzysztof: Tu trzeba by wejść w długą dyskusję na temat autentyczności, wiarygodności i interpretacji notatek Anoszkina (bo to o nich, jak przypuszczam, mówimy), m.in. w konfrontacji z relacją Kuklińskiego. A wątpliwości mieć można rozmaite. Ja, jak pisałem, nie chciałbym za bardzo angażować się w rozstrzygnięcie tej kwestii, tym bardziej, że - uczciwie przyznaję - nie czuję się w pełni kompetentny. Sprawa nie jest dla mnie jednak tak zupełnie jednoznaczna, a na ogół nie widzę, żeby w dyskusjach na ten temat ktoś miał w zwyczaju odnosić się do wspomnianych relacji Kuklińskiego. Warto zwrócić uwagę na stenogram z posiedzenia radzieckiego Politbiura z 10 grudnia 1981 roku, który zdaniem wielu potwierdza informacje z notatek Anoszkina. Oprócz chociażby dobrze znanej wypowiedzi Andropowa o tym, że ZSRR nie może ryzykować interwencji i sankcji ze strony Zachodu, czytamy tam również wcześniej słowa Rusakowa (moje robocze tłumaczenie): "On [Jaruzelski] stwierdził, że jeśli polskie siły nie poradzą sobie z oporem Solidarności, to polscy towarzysze mają nadzieję na pomoc innych państw, aż do wprowadzenia sił zbrojnych na terytorium Polski. Jaruzelski powołuje się tu na słowa towarzysza Kulikowa, który miał powiedzieć, że pomoc siłami wojskowymi ZSRR i sojuszniczych państw będzie Polsce udzielona. Jednakże, o ile mi wiadomo, t. Kulikow powtórzył po prostu słowa wypowiedziane swojego czasu przez L.I. Breżniewa, że my PRL nie zostawimy". Wiadomość tę Rusaków miał raczej z drugiej ręki. Wszystko zdaje się zatem zgadzać, dalej jednak znajdują się również: - wypowiedź Ustinowa: "[Kulikow] doskonale wie, że Polacy sami prosili, aby nie wprowadzać wojska"; - wypowiedź Susłowa: "Obecnie Polacy oświadczają przede wszystkim, że są przeciw wprowadzaniu wojsk. Jeśli wojska zostaną wprowadzone, będzie to oznaczało katastrofę". W czasie posiedzenia wielokrotnie była mowa o pomocy gospodarczej, jakiej bardzo usilnie domagał się Jaruzelski, o czym wiedzieli wszyscy zgromadzeni. O nadziei na interwencję zbrojną wspomniał Rusakow, czym wywołał wyraźne zdziwienie pozostałych, którzy zauważyli, iż Polacy generalnie rzecz biorąc powtarzają co innego. Andropow z kolei stwierdził, że "porusza on [Jaruzelski], choć nie wprost, kwestię pomocy wojskowej". R. Pichoja pisze jeszcze o posiedzeniu Biura Politycznego z 29 października 1981 r., na którym Andropow powiedział: "Polscy przywódcy wspominają o pomocy zbrojnej ze strony bratnich krajów". Wydaje się, że notatki Anoszkina, podobnie jak stenogramy z posiedzeń radzieckiego Politbiura, należy rozpatrywać w szerszym kontekście, a nie w oderwaniu od innych źródeł. Skoro tak, to źródła wskazują, że generalnie rzecz biorąc polskie władze z Jaruzelskim na czele obawiały się interwencji radzieckiej i chciały jej uniknąć (relacje Kuklińskiego, niektóre wypowiedzi członków radzieckiego Politbiura), ale też pojawiały się ze strony Jaruzelskiego (raczej nieśmiałe, na pewno zupełnie inne w charakterze od żądań wsparcia gospodarczego) zapytania o możliwość udzielenia pomocy wojskowej. Tu można chociażby zapytać, czy Jaruzelski nie upewniał się po prostu, czy ewentualne niepowodzenia w operacji wprowadzania stanu wojennego nie spowodują radzieckiej interwencji. W końcu gdyby miało dojść do oczekiwanej pomocy wojskowej, to wcześniej musiałyby na przykład powstać plany umożliwiające koordynację działań. Tymczasem 10 grudnia w Moskwie nie wiedziano nawet, czy i kiedy stan wojenny zostanie wprowadzony. Czy nie dziwne by było, gdyby w przededniu rozpoczęcia zapiętej już na ostatni guzik operacji nagle poproszono o coś, co wszystkie zamierzenia wywróciłoby do góry nogami?



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Z tego co wiem, dogmat o tym, że historyk jest obiektywny został już dawno obalony, m.in. przez postmodernistów. Dzisiaj przyjmuje się założenie, o dążeniu do obiektywizmu, a to jednak coś innego, bo wskazuje na świadomość naszej własnej ułomności, przy jednoczesnym wymaganiu rzetelności. Nie odmawiam jej panu, polemizuję jedynie ze skostniałymi, moim zdaniem, założeniami metodologicznymi. Cieszę się, że w tak \"jasny\", \"klarowny\", \"przejrzysty\", po prostu n\"ic nie mówiący sposób wyjaśnił autor czym jest owa \"prawda historyczna\"; zwłaszcza, że pojęcia te mogą być wzajemnie sprzeczne (vide \"prawda obiektywna\" i \"prawda leząca po środku\", bo coś co \"leży po środku\" wcale nie musi być prawdopodobne, choć niewątpliwie często tak jest). Jestem pełen podziwu, że tak dosadnie i pewnie rozstrzyga pan problemy, nad którymi głowią się filozofia i teologia od setek lat. A teraz do meritum, jak był to Autor łaskaw zauważyć. Nie neguję, pewnych pozytywów w polityce sanacji. Całkowitym nieporozumieniem jest jednak jej pozytywna ocena tylko ze względu na te pozytywy, gdyż szeregu wypaczeń nie brakowało. Wspomina Autor, że Brześć to przypadek jednostkowy. Tym sposobem za jednostkowy możemy uznać cały przewrót majowy. A skoro tak to jednostkowy był tez stan wojenny. Skoro polityka zagraniczna Piłsudskiego, jak Pan przytacza, nie była krytykowana przez żadną liczącą się siłę polityczną, to przecież można było zostawić ją pod kierownictwem opozycji. Prowadziłaby ją właśnie w taki sposób. \"Demontaż demokracji się rozpoczął, owszem. Pamiętajmy jednak, że tę demokrację po maju mógł Piłsudski rozgonić na 4 wiatry, a jednak tego nie zrobił. Funkcjonował parlament, który nie raz i nie dwa sprawił Piłsudczykom nie miłą niespodziankę i narażał ich na szwank w publicznej opinii (przykładowo: wybór Daszyńskiego na marszałka sejmu), istniała niezależna prasa, endecka, ludowa etc.\" Doprawdy nic tylko się cieszyć. Wspaniały dyktator, a później junta zdecydowali się na funkcjonowanie parlamentu. Dzisiaj w Rosji też mamy parlament, też mamy jakąś tam, mierną, bo mierną opozycję, tez mamy prasę opozycyjną, a jednak dzisiejsi piłsudczycy odsadzają ja najczęściej od czci i wiary twierdząc, że ten naród musi być brany za pysk. (Przejaskrawienie celowe). Jeśli Pan tak usprawiedliwia marszałka wskazując na to, że mógł zrobić pewne rzeczy, a jednak zachował się przyzwoicie, to czemu jednocześnie odsądzać od czci i wiary Jaruzelskiego? Przecież zezwolił na demontaż systemu i reformy. To zdecydowane pozytywy? A skoro są pozytywy to uznajmy cały stan wojenny za pozytywny. Przecież to absurd. Stan wojenny był złem i zbrodnią. Przewrót majowy tez był złem i zbrodnią. Grupa ludzi, którzy nie mogli pogodzić się z tym, ze nie sprawują władzy wystąpiła przeciw demokratycznie wybranym władzom i doprowadziła do bratobójczej walki. I dodatkowo obciążające jest to, że uczyniono to przeciw własnemu narodowi, w sytuacji gdy państwo było suwerenne, bez nacisków z zewnątrz. To nie usprawiedliwia i nie może usprawiedliwiać późniejszego Stanu Wojennego. Jednoczenie się wokół państwa? Państwo jest dla ludzi, a nie ludzie dla państwa. Jaruzelski tez usprawiedliwiał wprowadzenie Stanu Wojennego dobrem państwa. Każde świństwo można w ten sposób usprawiedliwić. Nie odbieram Piłsudskiemu wielkości, dla jego działań przed zamachem. Ale to nie był tatuś, który zabierał dzieciom zabawki, jak nie umiały się nimi bawić. Choć bohater, to w myśl taki sam obywatel jak każdy inny. Nikt nie dał mu prawa do gwałcenia demokracji. Niedługo dojdziemy do takich absurdów, że zaczniemy wychwalać Eligiusza Niewiadomskiego, bo w trosce o państwo i ojczyznę przecież zabił prezydenta Narutowicza. Nie godzę się, na nazywanie relatywizmu moralnego oceną merytoryczną.



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

Roman, Zgoda, co do tego, że nie udowodnimy dziś, że Jaruzelski chciał za wszelką cenę wprowadzić do Polski Sowietów. Przypomnijmy jednak ten cytat, klasyczny już dziś : „Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady” Biorąc szerszy, o którym wspomniałeś, kontekst to mamy nie tylko sporą ilość wypowiedzi sowieckich, o tym, że nie chcą, czy też inaczej - nie mogą sobie pozwolić na wejście do Polski. Dziś możemy również odnieść się do dokumentów NATO, nie tak dawno zresztą opublikowanych, które świadczą o tym, że w tych dniach nie było jakiegokolwiek ruchu wojsk sowieckich. Anatolij Czernieje wspominał zaś: „Breżniew powiedział, że relacje z Polską będą się układały w zależności od tego, jaka ona będzie w przyszłości… Jeśli pozostanie socjalistyczna, stosunki będą internacjonalistyczne, jeśli zaś stanie się kapitalistyczna – będą inne relacje, zarówno na płaszczyźnie państwowej, gospodarczej, jak i politycznej” Jest sprawą prostą i klarowną, że stan wojenny został wprowadzony z inspiracji Sowietów. Ale to Jaruzelski miał zrobić sam. Wydaje się, że bał się i możliwych skutków, i odpowiedzialności. Nie chciał dać głowy w razie niepowodzenia całej akcji, stąd nacisk na Sowietów by wkroczyli. Czy rzeczywiście chciał tego wkroczenia? Mógł zdawać sobie sprawę z tego, że nie wejdą, a w razie nieoczekiwanych wypadków, mógł zwrócić się do Sowietów: \"a nie mówiłem, że będzie ciężko bez was\"? Pamiętajmy również o tym, że moskiewscy towarzysze mieli zaufanie do tego reżimu, z kilku powodów. Po pierwsze byli to wojskowi, po drugie wojskowi po przejściu wszelkich czystek. Byli najwierniejszymi z wiernych. Sama góra zaś obawiała się utraty swych przywilejów. Zdawali sobie z tego sprawę Sowieci, stąd też postawili na Jaruzelskiego i się nie zawiedli.



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

P. Damski Pan raczy wybaczyć, ale określenie „prawda historyczna” zostało zastosowane na użytek, jak Pan będzie łaskaw zauważyć, tekstu publicystycznego. Miało podkreślić tezę i zwiększyć „moc” przekazu, po pańskim rozemocjonowaniu widzę, że się udało. Co do metodologii, zapewniam Pana, że znam jej wykładnię, tak jak i znam cele, do których dążyć winien historyk. Obowiązują one jednak przede wszystkim w tekstach naukowych, ten do takiej grupy nie należy. Jeśli taki popełnię, może o samym zamachu majowym, z całą pewnością będzie Pan mógł wziąć pod krytykę mój warsztat. Już teraz do tego Pana gorąco zachęcam. 1) Napisałem również, że zarówno Brześć, jak i Bereza obciążają Piłsudskiego. Tak samo, jak lżenie posłów, deptanie prawa, czy też morderstwo na Zagórskim. Nie zmienia dla mnie to faktu, że lepiej dla państwa polskiego się stało, że Piłsudski zdobył władzę w maju 1926 r, niźli miałyby trwać rządy parlamentarne w takim stanie, jak do tej pory. Myśleniem ahistorycznym jest porównywanie ówczesnej demokracji, do po stokroć dojrzalszej dzisiejszej. Wtedy demokracja nie równała się z państwem prawa, czy to samo w sobie nie przeczy jej definicji? Czy tylko dlatego, że II rząd Witosa był legalnie wybrany, to usprawiedliwia to jego działanie wobec wypadków krakowskich? Czu usprawiedliwia tłumienie wolności słowa, choćby przez konfiskatę niektórych tytułów prasowych? Można by wyliczać. Rządy parlamentarne były nieudolne, Polska nie była przygotowana do demokracji, tak jak ją choćby rozumiano wówczas choćby na zachodzie. Można też zakładać, a robi to naprawdę wiele historyków najdalszych od Piłsudskiego, że zamach stanu był nie unikniony, czy to ze strony prawicy, czy to ze strony lewicy, w konsekwencji więc, powtórze, dobrze się stało, że władza trafiła do Piłsudskiego. Proszę również pamiętać, że Piłsudski doszedł do władzy przy wydatnej pomocy jednej z głównych sił parlamentarnych – PPS i Wyzwolenia. Kto wyprowadził ludzi na ulicę, kto zatrzymał pociągi? Jak Piłsudski dla nas zdobywać władzę, to dobry, jak władzę zdobył i chciał rządzić w oparciu o szerokie porozumienie, to zły – mentalność Kalego siły, która tej demokracji później najmocniej broniła. To też pokazuje czym ta „demokracja” była. 2) „Prowadziłaby ja właśnie w ten sposób” – jakoś do 1926 roku nie prowadziła. 3) Powołuje się Pan na metodologię, a porównuje Pan dwie zupełnie inne epoki, tę Piłsudskiego i tę Putina. Proszę raczej porównać rządy sanacji do innych rządów tego typu ówczesnej Europy. 4) Skąd Pan wie, że Jaruzelski mógł? Zapomina Pan, że Jaruzelski nie był w jakimkolwiek stopniu suwerenny w podejmowaniu decyzji, Moskwa każe – Generał zrobi. 5) „Przewrót majowy tez był złem i zbrodnią. Grupa ludzi, którzy nie mogli pogodzić się z tym, ze nie sprawują władzy wystąpiła przeciw demokratycznie wybranym władzom i doprowadziła do bratobójczej walki. I dodatkowo obciążające jest to, że uczyniono to przeciw własnemu narodowi, w sytuacji gdy państwo było suwerenne, bez nacisków z zewnątrz.” Proszę Pana. Ciągle Pan zapomina o tej metodologii. Skąd tak jednoznaczny sąd? To jest ta pańska prawda? Grupa ta godziła się wiele lat na to, że nie sprawuje władzy, to nie był powód. Nawet najbardziej zagorzalsi przeciwnicy polityki Piłsudskiego nie podają za argument przy zamachu tylko i wyłącznie jego chęci do powrotu do władzy. Co pan rozumie przez powiedzenie, że przeciw własnemu narodowi? Naród popierał Piłsudskiego, proszę wskazać mi proszę jakieś wystąpienia, demonstracje, etc. przeciw Marszałkowi w czasie lub po zamachu z wyjątkiem Wielkopolski? Proszę się wczytać w ówczesną prasę, także tę lokalną. 6) Przepraszam co ma wspólnego spontaniczne jednoczenie się obywateli wokół własnego państwa, wiara w nie i jego władze, instutycuje, etc. z tym, że Jaruzelski usprawiedliwiał stan wojenny dobrem państwa? Czy to znaczy, że obywatele jednoczyli się wówczas wokół niego? Nie. Przypominam wszystkim gorącym głową, że mój tekst był wyrazem niezgody wobec jakiegokolwiek porównywania zamachu majowego ze stanem wojennym. Nie był próbą opracowania samego zamachu i polityki Piłsudskiego na tle ogólnych wypadków zachodzących wówczas w II RP. Jest to również tekst publicystyczny, a w nim wolno mi więcej niż w tekście naukowym, czy też nawet w popularnonaukowym. O tym niektórzy zapominają.



Odpowiedz

Gość: Kamil Śmiechowski |

Szanowny Panie, Moja wypowiedź o \"bredzeniu\" odnosiła się do ostatniego zdania Pańskiej wypowiedzi: \"taka jest prawda historyczna, której nie zmienią zestawione ze sobą bezwzględne liczby ofiar obu wystąpień\". Swojego sądu w tej materii nie odwołuję. Uważam, że zadaniem historyków jest uwzględnianie wszystkich \"ale\", a dopiero potem formułowanie własnych sądów i ocen. Z wyznaniami wiary dyskutować jest cokolwiek trudno



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

Warto przywołać jeszcze dwa cytaty: \"W tej części Europy jedynie Czechosłowacja zachowała formy w pełni demokratyczne (i jako pierwsza upadła). Zamachy podobnie jak w Polsce miały miejsce na Węgrzech (1919), Litwie (1926), w Bułgarii (1923 i 1934), Estonii (1934), Jugosławii (1929), Grecji (1936). Przykład Mussoliniego animował naszych endeków do tego stopnia, że być może mielibyśmy w Polsce marsz na Warszawę i odmianę faszyzmu na modłę włoską. Piłsudski nam tego oszczędził. Najtrafniejsze wydaje się nazwanie maja 1926 roku rokoszem-konfederacją „przy Marszałku […] zawiązaną, aby ratować majestat Rzeczpospolitej przed zwolennikami absolutyzacji wolności i zaspokojenia interesów grupowych”\" prof. J. Cisek oraz: Niedawno odnalezione dokumenty w archiwach moskiewskich nie dają pola do dwuznacznej interpretacji. W 1926 roku „swoją interwencją Józef Piłsudski już po raz drugi przekreślił rachuby bolszewickiego i międzynarodowego komunizmu, co tłumaczy czarną propagandę stosowaną do dzisiaj wobec niego oraz Polski okresu międzywojennego w kręgach lewicowo-postkomunistycznych na Zachodzie, w Rosji, a także w Polsce. Pozostaje istotne pytanie, czy w maju 1926 r. marszałek był świadom, że zniweczył nadzieje międzynarodowego i sowieckiego komunizmu na rozpad państwa polskiego. Jeśli tak, to mamy jeszcze jeden dowód na to, iż był on dalekowzrocznym mężem stanu o historycznym wręcz formacie. […] Dopiero na tak szerokim tle należy oceniać przewrót majowy – nie jako zamach na młodą demokrację, lecz próbę uratowania Polski przed wewnętrznym rozpadem i mającym po nim bez wątpienia nastąpić nowym rozbiorem”, prof. B. Musiał Chciałbym jeszcze zauważyć, wydawało mi się do dziś, banalną kwestię takich pojęć jak choćby moralność. Naprawdę nie sądzę, aby, od zarania dziejów, to był czynnik, który determinował uprawianie skutecznej polityki. Ciężko więc historykowi tym jedynie czynnikiem wyznaczać pole interpretacji działań danych jednostek. Choć powinien on się oczywiście pojawić w jakimś stopniu. Ode mnie to tyle. Zobowiązuje się, jeśli Szanowna Redakcja pozwoli, przygotować artykuł w oparciu o całą istniejąca na ten temat historiografię, na temat zamachu majowego. Mam nadzieję, że stanie się on przyczynkiem do ciekawej, a przede wszystkim, merytorycznej i chłodnej dyskusji akademickiej. Kłaniam się.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Wyraźnie zaznaczyłem, że odniesienie do Rosji jest celowym przejaskrawieniem. Moja ocena stanu wojennego, to mój osąd, a nie prawda (ani moja ani pana ani kogokolwiek). Nie kłócę się z Panem. Polemizuję i fundamentalnie nie zgadzam się z Pana oceną. Moje odniesienie do polityki międzynarodowej wskazywało jedynie na to, że skoro podaje Pan, iż zgadzano się z marszałkiem to nic nie stało na drodze do porozumienia. W tekście publicystycznym oczywiście wolno więcej, nawet historykowi, ale nie może się on sobie jednak pozwolić na całkowitą swobodę. W publicystyce, która ma zakres większy niż publikacje naukowe powinniśmy być bardziej wyczuleni na pokazywanie społeczeństwu, że świat nie jest czarno-biały i nikt nie ma monopolu na prawde. Skoro spieramy się jak równy z równym na pozioie naukowym to przenieśmy to do publicystyki. To wcale nie kłóci się z podejściem emocjonalnym. Dla przykładu broniłem tekstu pana Łatki, choć się z nim nie zgadzam. Przytoczone przez Pana cytaty dość łatwo zbić. Prof. Musiał pisze o poglądach \"lewicowo-postkomunistycznego Zachodu\" pomijając zasadność użycia tej figury retorycznej, wśród krytyków Piłsudskiego byłp wielu polityków prawicowych. Po drugie prof. Musiał twierdzi, że doszłoby do kolejnego rozbioru. I tak do niego doszło. A prof. Musiał ani nikt inny nie może wiedzieć czy to państwo by runęło. To jego hipoteza a nie fakt. Przytoczone przez prof. Ciska stwierdzenia to także hipotezy. Nieporozumieniem jest również argumentacja czechosłowacka. Praga upadła nie z powodu swojej demokratyczności, ale trudnego położenia międzynarodowego. Wyjątkowo ryzykowne jest stwierdzenie, jakoby egzystencję II RP przedłużył jej autorytaryzm. Trudno mi nazwać argumentem, nawet jeśli przytacza to profesor, że usprawiedliwia się zachowania bezprawne i zamachy, dlatego że w innych państwach czyni się podobnie. Nigdzie nie stwierdziłem, że polityka jest moralna czy etyczna. Jednak tak badacz jak i publicysta ma prawo do oceny działań politycznych z punktu widzenia etycznego.



Odpowiedz

Gość |

Audiatur et altera pars. Cytowałem do tej pory opinie osób, które w całej swej twórczości bardzo pozytywnie podchodzą do osoby Piłsudskiego, jak prof. Cisek, czy prof. Musiał. Pragnę więc przywołać również ocenę prof. T. Nałęcza, który choć zajmuje się Marszałkiem, to daleki jest od idealizacji tej postaci, wręcz często przyczynia się do jej odbrązowienia. Pozostaje jeszcze smaczek, że był w pewien sposób związany z poprzednim systemem: \"Znam ten sposób argumentacji [porównywujący stan wojenny z zamachem majowym na płaszczyźnie ofiar - KK] i uważam go za absolutnie nieuzasadniony. Zamach majowy to było wydarzenie związane z dramatycznym, ale tylko polskim zmaganiem się o kształt niepodległości. Stan wojenny to było działanie narzuconego Polsce reżimu, opierającego się na sile ZSRR. Przecież Piłsudski występował w przekonaniu, że ma po swojej stronie miliony Polaków. Jaruzelski, ogłaszając stan wojenny, nie miał najmniejszej wątpliwości, że naród jest przeciw niemu. Po to przecież wyprowadzał czołgi na ulice! W przypadku stanu wojennego mieliśmy do czynienia z długo planowaną operacją, która miała sparaliżować społeczeństwo, stąd ofiar nie było tak dużo. Ale to nie jest zasługa ludzi wprowadzających stan wojenny, lecz ludzi „Solidarności”, którzy zrezygnowali z konfrontacji. A przecież gdyby na nią poszli, to Jaruzelski nie zawróciłby czołgów do koszar. One zaczęłyby strzelać.\"



Odpowiedz

Gość |

Szanuję wypowiedź prof. Nałęcza, podobna jak osób wcześniej cytowanych, ale się z nią nie zgadzam. Nie mogę się bowiem zgodzić z opinią, że legitymizacją zamachu może być własne przekonanie o tym, ze ma się za sobą miliony, skoro wybory udowadniają, że pomimo znacznego poparcia nie jest to jednak większość. Zwróćmy uwagę na jedno. Ani Sebastian Adamkiewicz ani ja nie twierdzimy, że ciężar gatunkowy obu wydarzeń jest jednaki. Zwracamy uwagę, że nie można bezrefleksyjnie potępiać Jaruzelskiego przy jednoczesnej gloryfikacji Piłsudskiego, a tak to właśnie wygląda. Brak odpowiedzi na pozostałe zarzuty.



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

A ja zwracam uwagę na to, że jak dla mnie - i zgaduję, że dla wielu osób - nie ma jakiekolwiek płaszczyzny, na której można było w choć najmniejszym stopniu zestawić oba wydarzenia. Wracając do poprzedniego komentarza, skoro Pan nie zgadza się z opinią, że polskie siły polityczne nie kwestionowały polityki równowagi Piłsudskiego, będzie Pan łaskaw przytoczyć jakieś argumenty w tej kwestii. Co do Czechosłowacji, jej upadek spowodowany układem geopolitycznym, jest za przeproszeniem również tylko pańską hipotezą, a nie historycznym faktem. Dla prof. Musiała przyczyny można szukać w jej ustroju. Proszę więc mierzyć innych swą miarą. Co do pozostałych \"zarzutów\" ciężko mi się odnieść, skoro Pan nie był łaskaw podjąć kwestii, które wskazałem w poprzednich komentarzach, np. odnośnie stanu polskiej demokracji, czy też jej rozbicia przez jedną z głównych sił parlamentarnych, a także praktykach rządu ND i Piasta. Moim zdaniem trzeba złej woli, aby wziąwszy pod uwagę wszystkie czynniki, które towarzyszyły zamachowi majowemu (dla przypomnienia:sytuacja wewnętrzna, prowokacje w stosunku do Piłsudskiego [choćby wystąpienie Trąmpczyńskiego z 5 maja po którym znaczna część kadry oficerskiej stawiła się do raportu], brak zamiaru dokonania takiego zamachu, próba porozumienia z Wojciechowskim, poszukiwanie mediacji przez Piłsudskiego u Rataja i niestety nieobecnego w kraju Kakowskiego, zakaz Marszałka rozpoczęcia walk chyba, że strona rządowa rozpoczęłaby ogień, dość szybkie zasypanie konfliktów społecznych i w wojsku [patrz: kariera choćby Andersa] po dokonaniu zamachu, itd., aby w jednej barwie przedstawiać go jedynie jako buntownika, która zabił w zarodku wspaniale rozwijającą się, prężną polską demokracje. Sam Pan wspomniał, że w historii nie ma jednoznacznych barw - tymczasem sam je Pan stosuje, akurat w tym przypadku, gdzie nijak zastosowania nie mają. W przypadku Jaruzelskiego próżno szukać jakichkolwiek okoliczności, które działały by na jego korzyść. Stąd też ta usilna próba grania kartą domniemanej interwencji sowieckiej, która nie ma - a wręcz przeciwnie - potwierdzenia w jakichkolwiek źródłach.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Proszę Pana, Polityka zagraniczna Piłsudskiego była krytykowana przez zdecydowana większość prawicy, szczególnie Strońskiego i Rybarskiego. PPS chociaż nie angażował się zbytnio w kwestie polityki zagranicznej, to w jego organie prasowym \"Robotniku\" nie znajdzie Pan pozytywnych komentarzy np. pod adresem Becka. Artykuły Żuławskiego, Niedziałkowskiego i Zaremby, jednych z czołowych działaczy PPS są wielce wymowne. Proszę także bez erystycznych chwytów w postaci argumentów ad personam. Toczymy polemikę. Zwroty w stylu \"Proszę więc mierzyć innych swą miarą\" są zbędne. Nie uznaję za zasadne podnosić tematu stanu polskiej demokracji, gdyż nie uważam, aby jej stan legitymizował zamach. Nigdzie nie napisałem, że polska demokracja rozwijała się wspaniale. \"Moim zdaniem trzeba złej woli [...]\". Bardzo proszę, bez argumentów ad personam. To polemika, a nie erystyczna zabawa. Tak w historii nie ma jednoznacznych ocen. Proszę zatem uważnie przeczytać moje wypowiedzi i nie znajdzie pan tam potępienia dla całej działalności marszałka. Oceniam negatywnie przewrót i to co się po nim stało, ale nie w całej rozciągłości. Nie twierdzę, i we wcześniejszych wpisach to widać, że wszystko za sanacji było złe. Ale, jeśli wolno mi się posłużyć kolejnym przejaskrawieniem, za PRL bardzo skutecznie walczono z analfabetyzmem, a jednak nie oznacza to, że sam system był dobry. Zarówno Suleja, jak i inni badacze (prof. Nałęcz chyba zbyt mocno) podejmowali się rozpatrzenia problemu różnego rodzaju narad, które odbywały się z udziałem marszałka. Prasa często zwracała uwagę, że może dojść do przewrotu. Sami stronnicy brali taką sytuację pod uwagę. Istotnie, sam zamach nie był przygotowany. Nawet jestem w stanie po ludzku zrozumieć człowieka, który całe życie konspirował, przelewał krew za ojczyznę, a teraz miał sobie nagle radzić w demokracji, której nie rozumiał. Natomiast wyśnione państwo, ta nadrzędna wartość, dla której przelewano krew, w którego obronie stawał ze swej istoty, samego faktu, ze wreszcie było dawało piłsudczykom prawo, według nich, do decydowania o tym co jest dobre dla ojczyzny. Tylko widzi Pan, tak samo jak nie mogę przyzwolić na samosąd tak tez nie mogę zgodzić się z tym, że zamach był słusznym rozwiązaniem. Tak na koniec. O ile sobie przypominam to zarówno Nałęcz jak i Garlicki, ale tez przywoływany przez pana Suleja, dostrzegli, że poza względną stabilizacją realizacja ideałów sanacji zakończyła się farsą. Nie było więc tak różowo, jak Pan to rysuje.



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

Szanowny Panie, Po pierwsze: zwrot \"proszę mierzyć innych swoją miarą\" nie jest zbędny. Jeżeli pan zarzuca mi wydawanie wyroków, które w rzeczywistości są hipotezami, tak samo postępuję pan w stosunku do twierdzenie prof. Musiała na temat Czechosłowacji, a jednocześnie sam pan takie wyroki wydaje, pomimo, że odwołując się do pańskich wypowiedzi - są one hipotezami, cytuję przykład: \"Praga upadła nie z powodu swojej demokratyczności, ale trudnego położenia międzynarodowego.\". Po drugie: krytyka ad personam w głównej mierze, rzeczywiście była, szczególnie w stosunku do wspomnianego Becka. Czy jednak któreś z tych ugrupowań próbowało wykreować jakąś alternatywę dla polskiej polityki zagranicznej? Z wyjątkiem komunistów rzecz jasna. Tę tematykę szczegółowej analizie poddał prof. M. Kornat w książce \"Polityka równowagi\" wydanej przez krakowskie Arcana, a także wspominał o tym w jednym ze szkiców opublikowanych w Biuletynie IPN (nie mam tych tekstów pod ręką, więc nie odeślę teraz do konkretnych stron). Poza tym: to za sanacji można było krytykować rząd? :) Po trzecie: Pan raczy wybaczyć, ale w poprzednich pańskich wpisać nie sposób dostrzec, że według Pana za sanacji \"nie wszystko było złe\". Jedyne co pan napisał nt, to słowa, że \"Nie odbieram Piłsudskiemu wielkości, dla jego działań przed zamachem\" oraz \"Nie neguję, pewnych pozytywów w polityce sanacji\".Rzeczywiście w reszcie komentarzy nie znajduję tylko \"potępienia Marszalka\". A, że nie było różowo? Oczywiście, że nie. Wskazałem na pozytywne procesy, ale odniosłem się również do fatalnej polityki Brzescia, Berezy, czy morderstwa Zagórskiego. Mogę dołożyć do tego pobicia choćby Dołęgi, prof. Cywińskiego, etc. Tyle, że to nie była praktyka rządzenia przez ten okres lat 1926 - 1939. Projekt sanacji również się nie udał, owszem. Ale nie zmienia to mojej oceny zamachu majowego, jako faktu pozytywnego dla Polski, który kończył fatalny dla Polski w ówczesnej sytuacji międzynarodowej okres politykierstwa. Politykierstwa, którego społeczeństwo polskie miało dość. Piłsudskiemu się nie udało, ale wykonał sporo pracy, aby udać się mogło. Każdy okres można pokazać przez pryzmat tylko i wyłącznie wybranych odpowiednio faktów. Polska była krajem, w swym specyficznym położeniu, której nie było stać na demokrację. Nie było tu miejsca, na to, aby politykę zagraniczną robił, co rok inny rząd. Nie było na to przyzwolenia również narodu, stąd prawie, że masowe poparcie dla Piłsudskiego w maju. Pamiętajmy również o tym, że zamach został zalegalizowany nie pod bagnetami. Ale dla dobra państwa lewica, a szczególnie prawica przeszła do porządku dziennego. Nikt nie chciał umierać za tę demokrację. Korfanty jeszcze w czasie przewrotu pojechał do Poznania, aby uspokajać tamtejsze nastroje. Pan nie bierze pod uwagę tych wszystkich okoliczności. Dla pana zamach majowy, tak wnioskuje, jest tylko i wyłącznie atakiem Piłudskiego na polską demokrację. Nie znajduje pan dla niego żadnego usprawiedliwienia. Moim zdaniem, to pan w tym kontekście stosuje obraz historii zero-jedynkowy. Takie postawienie zaś sprawy prowadzi do jałowej wymiany komentarzy między nami. Ja nie godzę na oderwanie zamachu od szerszego historycznego kontekstu, pan zaś go nie przyjmie.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Mogę zgodzić się jedynie co do ostatniego zdania pańskiej wypowiedzi. Zupełnie nie rozumiem, czemu nazwanie czyjejś opinii hipoteza ma być inwektywą. Moje oceny to także hipotezy. Wyraźnie zaznaczyłem wyżej, ze nie posiadam monopolu na prawdę, tak jak nikt inny. Wysuwanie hipotez jest naturalne w badaniach historycznych. Zupełnie nie rozumiem Pana reakcji. Argumenty ad personam są zatem zbędne, bo ja się do takowych nie uciekłem. Cytaty moich wypowiedzi, które Pan przytoczył dostatecznie wskazują, na to, że nie postrzegam wszystkiego co sanacyjne za złe. \"Pan nie bierze pod uwagę tych wszystkich okoliczności\". Biorę, ale uważam, że nie mogą służyć za usprawiedliwienie zamachu. W tym miejscu kończę swój udział w \"dyskusji\".



Odpowiedz

Gość: mac ap |

\"dość szybkie zasypanie konfliktów społecznych i w wojsku [patrz: kariera choćby Andersa]\" Albo Sikorskiego,prawda? :) \"Marszałek nie miał w planach przeprowadzenia jakiegokolwiek zamachu stanu\" Już samo wymuszanie czegokolwiek na legalnym rządzie poprzez zbrojną demonstrację, czyli groźbę użycia siły, jest w gruncie rzeczy co najmniej wyrobem puczopodobnym.



Odpowiedz

Gość: Michał |

Widzę, ze dyskusja się rozhulała, mam nadzieję, że Autor ni ebędzie miał nic przeciwko kolejnym moim uwagom :) 1) Jest to dowód na ferment w wojsku i buntownicze nastroje, co w warunkach demokratycznego państwa jest złym znakiem. Mało osób wie, że w 1914 r. flota brytyjska szykowała się do ostrzału bazy w Curragh, ponieważ wśród oficerów z Ulsteru narastał bunt wobec ustawy Home Rule w Irlandii. I ze tam też dochodziło do manifestacji w stylu Piłsudskiego. Jedynie wybuch I wojny powstrzymał obie strony przed podjęciem kolejnych kroków. Takie zachowanie ze strony wyższej kadry są i bedą niebezpieczne. Napisałem wcześniej - nie świadczy to o spisku ale świadczy o pewnym niezadowoleniu i buntowniczych nastrojach. Moim zdaniem maj przyniósł improwizację, bo Piłsudski przekonany o swojej wartości nie wierzył, że ktoś mu się sprzeciwi - zwłaszcza jak uzbrojony stanie u wrót stolicy. Totalnie nieodpowiedzialne myślenie moim zdaniem. 2) I nikt, kto cytuje ten rozkaz, nie podaje sygnatury? 3) Znaczy może zbyt sarkastycznie napisałem - chciałem pokazać, że Piłsudski miał jednak poważną siłę :), zwłaszcza w porównaniu z siłami rządowymi. A garnizon warszawski stanął w dużej części po stronie puczystów. Był również problem z zwykłymi oficerami (cóż roszady Żeligowskiego sprzed maja się kłaniają..) 4) Sam fakt, ze w demokratycznym kraju ktoś manifestuję przy pomocy sił zbrojnych tego państwa świadczy o nieodpowiedzialności. Zwłaszcza, jak jest to młode państwo, dopiero uczące się żyć w nowych warunkach. 5) To jak miał takie wsparcie, to należało walczyć o władze demokratycznymi sposobami a nie destabilizować kraj. 6) Ponieważ bunty wojskowe należy tłumić szybko i bezwzględnie. Vide de Gaulle i kwestia Algierii. Żądza krwi - raczej odpowiedzialność, zęby nie stwarzać precedensu. Ponieważ marszałek nie chciał się cofnąć odpowiedzialnością wykazał się kto inny - prezydent. I generałowie, którzy posłuchali jego rozkazów (za co zapłacili m.in. bezprawnym uwiezieniem) Państwo które stworzył Piłsudski i jego uczniowie, było aroganckie, słabe i nieprzyjazne społeczeństwu. To było państwo tylko i wyłącznie dla elit. I chyba najlepszym podsumowaniem efektów pracy marszałka jest rozpad tego państwa na początku września 1939. Bereza Kartuska, getta ławkowe, zamordyzm wobec mniejszości to nie przypadek - to planowana polityka. Nie oszukujmy się - nie stworzono obywatelskieg państwa tylko opresyjny ustrój wrogi indywidualnej jednostce.



Odpowiedz

Gość: Krzysztof Kloc |

Michał, W kilku słowach tylko odniosę się do twojego komentarza. 1) Bez wątpienia nastroje niezadowolenia miały miejsce w wojsku, i to nie tylko wśród Legionistów. W wojnie polsko - bolszewickiej narodziła się więź między Piłsudskim, a w ogóle, szeroką \"masą\" żołnierską, która po 1923 r. naprawdę uważała, że bez swojego wodza armia sobie nie poradzi i czeka ją stopniowa degrengolada. Trzeba przyznać, że Piłsudski rozegrał to w mistrzowskim stylu (dla niego oczywiście) bowiem przez swe liczne wystąpienia, wywiady, etc. wpoił w żołnierską większość, że porozumienia między nim a rządem nie sposób wypracować jedynie z winy tego ostatniego. Choć jest faktem, że ND nigdy nie zgodziłaby się na jego powrót, a większość rządów jednak ona współtworzyła. Co do rozkazu, to nikt nie podaje sygnatury, bo jak wspomniałem nie ma po nim żadnego śladu w źródłach. Wspomina o nim jedynie bodajże w swych wspomnieniach St. Grabski i to post factum, więc możliwie, że przyjął taką możliwość za pewnik, po tym, jak Piłsudski zgromadził pewne siły wojska. Oczywiście nie można wykluczyć, że jednak był, ale jest to wielce wątpliwe. W. Suleja zbadał swego czasu archiwalia pozostałe po jednostkach propiłusdyczkowskich, które uczestniczyły w zamachu i co ciekawe w tych zespołach, mimo, że były w miarę kompletne, również nie ma śladu po tym rozkazie, a przecież do tych właśnie jednostek był jakoby w szczególności adresowany. Fakt, było to młode państwo, którego ustrój wciąż nie był pewnikiem. Nie mówię tu już nawet o Piłsudskim, ale pragnę zwrócić uwagę na teksty Wincentego Witosa, Ignacego Daszyńskiego, czy też Edwarda Dubanowicza, czyli przedstawicieli głównych stronnictw tworzących gabinet Skrzyńskiego. W swych broszurach wprost nawoływali do zmiany konstytucji, zwiększenia uprawnień prezydenta, reformy bądź zniesienia senatu, zmiany ordynacji wyborczej (na bardziej \"niedemokratyczną\"), aby zmiejszyć liczbę posłów, postulowali reformę samej izby, aby uniemożliwić powstawanie drobnych klubów i klubików. Zdawali oni sobie sprawę, że ten ustrój jest niewydolny i jednym słowem zły dla Polski. Dlaczego koniec końców nie próbowali konstytucji zmienić? Adam Krzyżanowski pisał później, że bez szeregowych posłów nie dało się tego zrobić, a ci z kolei zajmowali się walką o ministerialne teki oraz o zwiększenie poborów. Piłsudski z 1926 roku to nie Piłsudski z 1918 roku, który dał Polsce demokrację. Dosłownie dał, mówił on bowiem \"Daję wam demokrację, daję wam szansę na urządzenie państwa, tak jak będzie chciał tego sejm\". Owo wielkopańskie\"daję wam\", czyli traktowanie z góry wszystkiego i wszystkich jest rownież znamienne. Bez wątpienia jednak dzięki Piłsudskiemu ta demokracja mogła zaistnieć, tak jak bez wątpienia w 1926 roku w żadnym stopniu demokratom nie był, gardził nią w pełni w polskiej postaci, uważał ją za szkodliwą i zgubną dla państwa. Gardził partiami, więc partii budować nie zamierzał, stąd może i jeszcze większa jego popularność w społeczeństwie? Pozwolę sobie też zaprotestować, co do destabilizacji kraju. Po maju nastąpiła właśnie stabilizacja państwa w porównaniu do okresu, powiedzmy XI 1925 - V 1926, czyli gabinetu Al. Skrzyńskiego. Znamienny jest jeden fakt. W czasie zamachu jeden z oficerów stojących na czele pułku stacjonującego w pobliżu granicy z Niemcami postanowił na własną rękę poprowadzić swój oddział na pomoc Piłsudskiego, bez jego wiedzy, jak i rozkazu. Piłsudski odebrał mu pułk i odesłał czym prędzej z powrotem, jego samego zdymisjonował i zniszczył karierę, dlatego, że naraził Polskę na niebezpieczeństwo opuszczając teren nadgraniczny.



Odpowiedz

Gość |

pan Kloc zbłażnił się swoją opnią na temat stanu wojennego powołując na opinię mało znanego historyka z kręgu IPN - cztaj - stronniczego towarzystwa.



Odpowiedz

Gość: Gość 99 |

całe szczęscie mistrzu, że tłumaczysz co to jest IPN. Bo bysmy dalej żyli w nieświadomości. Jak cCi się można odwdzięczyć



Odpowiedz
Krzysztof Kloc

Doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, gdzie pod okiem prof. Mariusza Wołosa przygotowuje biografie ambasadora Michała Sokolnickiego. Interesuje się dziejami dyplomacji oraz historią polityczną Drugiej Rzeczypospolitej ze szczególnym uwzględnieniem losów obozu piłsudczykowskiego, polityką historyczną Polski Odrodzonej, biografistyką tego okresu, a także dziejami międzywojennego Krakowa.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org