Opublikowano
2009-02-28 12:10
Licencja
Wolna licencja

Pojedynek na trzech płaszczyznach. 3-5 maja 1975 roku w Gdańsku

Totalitaryzm, jak sama nazwa wskazuje, ogarnia wszystkie dziedziny życia społecznego. W Polsce Ludowej były jednak miejsca, których ogarnąć nie dało się. Do jednych z takich miejsc należał stadion gdańskiej Lechii przy ulicy Romualda Traugutta w Gdańsku. 3-go maja 1975 roku w tym właśnie miejscu doszło do dwóch starć. Na płaszczyźnie sportowej zmierzyły się drużyny gdańskiej Lechii i łódzkiego Widzewa. W tle tego pojedynku rozgorzała bitwa pomiędzy kibicami z Gdańska a milicjantami. Trzecią rundę starć (5 maja) zainicjował „Dziennik Bałtycki” aplikując pomorskiemu społeczeństwu zastrzyk propagandowych insynuacji.


Zobacz też: Piłka nożna - historia mistrzostw, sukcesy Polaków i futbol a polityka

Do ochrony imprez masowych służyły właściwie Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej – ZOMO. Po Grudniu 70’ ZOMO zreorganizowano i rozbudowano. Zamiast etatów zawodowych stworzono system wcielania do jednostek poborowych odbywających tam służbę wojskową, co spowodowało podwojenie liczebności tej formacji i jej większą dyspozycyjność. Na stan jednostek trafiły nowe armatki wodne polskiej produkcji „Hydromil 1”. Jak pisze Tomasz Wołek, aktywne związki futbolu z polityką w naszych czasach są wynalazkiem demokratycznej, antykomunistycznej opozycji. Fenomen ten zrodził się na Wybrzeżu Gdańskim, od lat niepokornym wobec ludowej władzy. Zanim jeszcze zorganizowana opozycja przybrała tam instytucjonalne kształty (Ruch Młodej Polski, Komitet Obrony Robotników, Wolne Związki Zawodowe) jej przyszli uczestnicy, z braku innego forum publicznego, swe przekonania polityczne wyrażali głównie na piłkarskich stadionach. Zwłaszcza najpopularniejszy klub Wybrzeża, gdańska Lechia, skupiła w gronie swych przysięgłych kibiców wielu młodych przeciwników „realnego socjalizmu”. Władza ludowa nie zamierzała być pasywna w tym ideowym sporze ukrywającym się pod płaszczykiem sportu.

W związku z tym w latach 70. i 80. każdy mecz przy ulicy Traugutta, poza tym, że był widowiskiem sportowym, był także bezpośrednim miejscem spotkań reprezentacji władzy – milicji z niezadowolonym z socjalizmu społeczeństwem. Napiętą sytuację dodatkowo komplikowało wspomnienie tragicznych zajść Grudnia’70 na Pomorzu oraz prowokacyjny ubiór funkcjonariuszy MO. Jak wspomina Mariusz Popielarz milicjanci przychodzili na mecze ubrani w hełmy motocyklowe z okularami-goglami i w ortalionach długich za kolan1. Tak ukształtowana sytuacja potrzebowała tylko iskierki, która spowoduje erupcję nastrojów społecznych.

Okazją stał się mecz Lechia Gdańsk-Widzew Łódź z 3 maja 1975 roku. Spotkanie oglądało blisko 30 tysięcy kibiców. Wszyscy liczyli na awans biało-zielonych do I ligi. Jednak by taki awans wywalczyć, gdański klub musiał w tym meczu zwyciężyć. Niestety padł wynik 1-1, który dla Gdańska oznaczał kolejny sezon w II lidze.

Gdańska prasa informuje o remisie Lechii

Według relacji Mariusza Popielarza jeden z niezadowolonych kibiców wbiegł na murawę i na wirażu od strony Akademii Medycznej dorwali go milicjanci. Zaczęli go na oczach 30 tyś. ludzi katować pałami. Wzburzyło to widownię. Świeży był Grudzień’ 70 kiedy przelała się krew. Po meczu kibice zaatakowali milicję na bocznym boisku między Saharą (nieoficjalna nazwa jednego z boisk bocznych na stadionie przy ul. Traugutta) a głównym boiskiem. Milicja znajdowała się pod tunelem. Paru kibiców pobiegło i rzucało w tunel kamienie. O nieodpowiednim doborze metod interwencji MO oraz o ich brutalności mówi ponownie Tomasz Wołek: zapłonem bywał niekiedy przypadkowy incydent, jak choćby w 1975 roku podczas meczu Lechii z Widzewem, kiedy to milicja na oczach blisko 40 tysięcznego tłumu brutalnie pobiła kibica, który wybiegł na boisko. Nie ma potrzeby dorabiania do tych wydarzeń jakiejkolwiek ideologii, gdyż wszystko działo się w sposób spontaniczny, przez nikogo nie zaplanowany. Mieliśmy raczej do czynienia z żywiołowymi, okazjonalnymi wybuchami nagromadzonej niechęci do narzuconego systemu, który plastycznie uosabiali funkcjonariusze MO. Ich bezpardonowe szarże i bezlitosne „pałowanie” rzesza kibiców kwitowała gromkim, chóralnym: „Gestapo! Gestapo!”2.

Na pierwszym planie zawodnik Lechii Józef Gładysz, w tle „nabity” kibicami stadion przy ulicy Traugutta

Wtórując organowi prasowemu PZPR – „Głosowi Wybrzeża”3, „Dziennik Bałtycki” w niewybrednych słowach opisał majowy mecz Lechii i Widzewa4. Cała relacja rozpoczyna się od zwrotów przypominających propagandową technikę globalnego ataku. Celem jej działania jest zmiana struktury świadomości społeczeństwa (w tym przypadku są to mieszkańcy Pomorza Gdańskiego lat 70.), w związku z czym dobierane w niej argumenty mają ekstremalną siłę. Realizacja wspomnianych argumentów w tym tekście następuje na skutek działania pejoratywnych ekspresywizmów leksykalnych, co pozwala autorowi „zrobić” z kibiców chuliganów, następnie posądzić ich o bandytyzm, by na końcu przykleić im łatę zwykłych pseudo-kibiców. Idąc dalej autor znajduje również powód skandalicznego zachowania fanów Lechii. Jest nim fakt, że liczba pijanych pseudo-kibiców bywa zazwyczaj duża. Ten ostatni zwrot to doskonały przykład propagandowej ogólnikowości i nie określoności sformułowań, których zresztą w całym przytoczonym tekście jest aż sześć - zazwyczaj duża, dawno już nie obserwowaliśmy, ogromna większość, zaczęły się incydenty, ogromna ilość, kiedyś (nie tak dawno).

Tytuł relacji z zajść meczowych. „Dziennik Bałtycki” z dnia 5 maja 1975 roku.

Analizowany tekst dostarcza również możliwość zaprezentowania mechanizmu „nowomowy”. Zasadniczy fundament treści oparty jest o jasne i jednoznaczne rozróżnienie znaków wartości, które dominują nad znaczeniem. Nieważne jest w tym momencie precyzyjne znaczenie słowa, ile arbitralnie przypisana mu wartość. Powstaje w ten sposób orientacja dwuwartościowa, w której naprzeciw dobrych porządkowych i milicjantów stają źli i zdeprawowani kibice. Drugim charakterystycznym przykładem nowomowy jest antykomunikacyjność treści. Jednokierunkowy przekaz od propagandystów (autorów) do społeczeństwa przybiera formy niemal wykładu autora na temat wartości, zasad i imperatywów jakimi powinien się kierować czytelnik.

Początek relacji z trybun przy ulicy Traugutta („Dziennik Bałtycki” 5 maj 1975 r.) Konsekwencją karygodnego zachowania funkcjonariuszy podczas meczu Lechia-Widzew było usunięcie milicjantów z korony stadionów i zastąpienie ich specjalną sekcją Klubu Kibica. Wyeliminowało to stadionowe burdy i przyniosło spokój, nawet podczas derbowego meczu Lechia Gdańsk-Arka Gdynia. Ten symboliczny fakt wskazuje katalizator stadionowych zamieszek i stawia pod znakiem zapytania kwalifikacje oddziałów milicji, które zostały zastąpione przez „zwykłych” kibiców.

Na przestrzeni niemal 15 lat (do roku 1989) gdańscy kibice jeszcze wiele razy (m.in. 1 i 3 maja 1982 r., w kwietniu 1984 r., 1 maja 1985 r., w styczniu i lutym 1989 r.) zmierzyli się z milicjantami. I mimo szczerych chęci, wielu propagandowych zabiegów i dużych nakładów, gdańska prasa nigdy nie przekonała mieszkańców Trójmiasta, że jedynym inspiratorem tych starć był alkohol. Analiza stadionowych transparentów i haseł wskazywała na coś znacznie poważniejszego - stadion przy ulicy Romualda Traugutta stawał się po prostu jednym z gdańskich bastionów marzeń o niepodległości5. Słowa te zdaje się również potwierdzać najbardziej znany sympatyk biało-zielonych Lech Wałęsa, który w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność”6 wspominał: O tak! Był taki moment, kiedy władza chciała mnie uśmiercić politycznie, wówczas to kibice Lechii wciąż krzyczeli „Lech Wałęsa” i „Solidarność”. Pałowali ich. A oni krzyczeli swoje. Zatem jak dziś zmierzyć te zasługi? Nie wszystko można zmierzyć. Jest wiele zasług, które przez wielu zostały dziś zapomniane, ale wczoraj bez nich byłoby trudno przeżyć. To się odnosi do kibiców Lechii wspierających „Solidarność”. Oni po prostu wykonywali dobrą robotą. Tak to dziś należy traktować.

Bibliografia:


Prasa:

  1. „Dziennik Bałtycki”
  2. „Głos Wybrzeża”


Opracowania:

  1. Andrzejewski Marek, Roman Korynt, legenda gdańskiej „Lechii”, Gdańsk 2004
  2. Dudek Antoni, Marszałkowski Tomasz, Walki uliczne w PRL, Kraków 1999
  3. Kot Wiesław, Lata 1970: od propagandy sukcesu do narodzin "Solidarności", Poznań 2000
  4. Teoria i praktyka propagandy, pod red. A. Kosseskiego i Stanisława Kuśmierskiego, Warszawa 1985
  5. Wąsowicz Jarosław, Biało-zielona „Solidarność”, Gdańsk 2006


Przypisy

1 M. Popielarz, członek podziemnych struktur NZS, działacz KS Lechia Gdańsk, zob.: J. Wąsowicz, Biało-zielona Solidarność, Gdańsk 2006, s.126.

2 T. Wołek, Wałęsa w pokrzywach, czyli politycy na boisku, [w:] J. Wąsowicz, Biało-zielona Solidarność, Gdańsk 2006, s.230.

3 Chcemy spokoju na sportowych obiektach!, „Głos Wybrzeża”, 5 maj 1975 r., s.7.

4 „Dziennik Bałtycki” nr 102 (9574), 5 maj 1975, s.2.

5 Więcej o udziale kibiców Lechii Gdańsk w ruchu antykomunistycznym zob.: J. Wąsowicz, Biało-zielona „Solidarność”, Gdańsk 2006 r.

6 Kibice Lechii pomogli przetrwać. Z Lechem Wałęsą rozmawiał Jerzy Dudała, „Tygodnik Solidarność” , 2005, nr 7, s.31.

Tekst zredagował: Tomasz Leszkowicz

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: mbbaran |

Młodzi kibice piłki nożnej to przecież ten odłam męskiej populacji, która musi się od czasu do czasu się bić i musi mieć wroga. Dla fanów wszystkich klubów wspólnym wrogiem są zawsze aktualne siły porządkowe i nie okłamujmy się iż mają oni (kibice) w głowach jakąkolwiek politykę. Ma być \"zadyma\" i ona jest sensem życia i tak było w czasie demonstracji w Nowej Hucie w latach stanu wojennego. Przecież widziałem a ówczesnej wadzy stanowczo nie popierałem.



Odpowiedz

Gość: Karol Nawrocki |

Zmiana systemu politycznego rzeczywiście nie rozwiązała problemu chuligaństwa. To negatywne zjawisko wciąż istnieje i ma się dobrze. Ale właśnie w moim artykule chodziło o to by pokazać namiastkę uświadomienia kibiców. Chciałem zwrócić uwagę na fakt, że między sztandarowymi dla prasy ( również dzisiejszej!Ja piszę o tej sprzed lat, bo jestem historykiem:) ) \" kibicami - alkoholikami\", byli i są ludzie z horyzontami historyczno - politycznymi. A jak wiadomo, tacy właśnie ludzie byli największym zagrożeniem dla systemu komunistycznego. Stąd mechanizm przedstawiony w artykule powtarzał się wielokorotnie i był narzędziem do walki z uświadomionymi kibicami ( a nie z tymi, którzy rzeczywiście mecz tarktują jako kolejną możliwość napicia się alkoholu).



Odpowiedz

Mam pytanie. Czy gdyby kibice Lechii kierowali się wyłącznie niechęcią do ówczesnego systemu, to czy stadionowe burdy nie powinny ustać wraz ze zmianą ustroju? Warto też chyba zwrócić uwagę, że jeśli poczytać dzisiejszą prasę, to wygłaszane w niej opinie na temat kibiców-chuliganów nie różnią się aż tak bardzo od tego, co widać na skanie z "Dziennika Bałtyckiego". No, styl jest oczywiście inny od tego ze skanu, tak charakterystycznego dla PRL-owskiej propagandy, ale ocena zachowania (pseudo)kibiców jest na ogół równie zła.



Odpowiedz

Gość: Karol Nawrocki |

Zupełnie bezsadana uwaga. Twoją pozycję \"Eri\" zdradza już sam początek wpisu. Bo jeśli z sarkazmem piszesz o \"naszej polskiej odwadze i walce\" to albo nie portafisz jej zrozumieć i docenić ( kompleks), albo nie wiesz o czym czytasz, bo nigdy nie byłeś na stadionie. Druga rzecz - jeśli wczytasz sie w tekst to znajdziesz tam definicję \"nowomowy\". Przetasowania składniowe mają tam naprawdę trzeciorzędną wartość. Poza tym swoje zarzuty o posługiwanie się \"nowomową\" powinienneś skierować do Mariusza Popielarza, który nadał mojemu wpisowi właśnie taki ton. Ja mimo, że czytałem jego słowa wiele razy nie dopatrzyłem się tam \"nowomowy\". Może poprostu za mało we mnie złośliwości...Więc jeśli nastawiasz się na merytoryczną wymnianę myśli, to napisz coś konstruktywnego, bo na takie złośliwostki szkoda niedzielnego popołudnia...



Odpowiedz

Gość: Eri |

\"Przyjemnie\" się czyta o naszej polskiej odwadze i walce, ale dlaczego: \"Zaczęli go na oczach 30 tyś. ludzi katować pałami\"? Nie lepiej: \"30 tys. zebranych obserwowało, jak milicjanci katowali go pałkami\"? Nowomowa trwa? :(



Odpowiedz
Karol Nawrocki

Doktor nauk humanistycznych, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego, p.o. dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. Od 2009 roku jest pracownikiem gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, w którym od 2014 r. zajmuje stanowisko Naczelnika Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej. Jest autorem i redaktorem książek oraz artykułów naukowych i publicystycznych z zakresu najnowszej historii Polski. Jest znanym na Pomorzu społecznikiem nagradzanym wieloma odznaczeniami środowisk kombatanckich i patriotycznych. Jest także Przewodniczącym Koalicji na Rzecz Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Gdańsku. Za zaangażowanie społeczne, działalność edukacyjną i charytatywną został głosami czytelników „Dziennika Bałtyckiego” wybrany Osobowością Gdańska i Pomorza roku 2016.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org