Polacy na IV Zimowych Igrzyskach olimpijskich – Garmisch Partenkirchen (6-16 lutego 1936 r.)

Napięta sytuacja międzynarodowa sprawiła, że Zimowe Igrzyska Olimpijskie zorganizowane w nazistowskich Niemczech nabrały politycznego wymiaru. Rywalizujący ze sobą zawodnicy w jakimś stopniu odzwierciedlali ambicje polityczne poszczególnych państw… Jak przebiegały zawody w Garmisch-Partenkirchen?

Garmisch-Partenkirchen – zobacz też: Igrzyska Olimpijskie - historia i polscy Olimpijczycy

Stanisław Marusarz
W IV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich wzięło udział 668 zawodników z 28 krajów. Zawody rozgrywane były w miejscowości Garmisch Partenkirchen leżącej u podnóża Alp bawarskich. Jak relacjonował korespondent „Przeglądu Sportowego” Niemcy rzucili do organizacji igrzysk wszystkie posiadane środki:

Wzniesiono wspaniałe budowle, sprowadzono dziesiątki autobusów, setki tłumaczy, karnych, ofiarnych, zgadujących w lot każde życzenie. Pensjonaty i hotele w których mieszkają cudzoziemcy dostają specjalne przydziały jajek, mleka, masła, których brak tak bardzo odczuwają Niemcy nieolimpijskie.

Na stadionie olimpijskim zgromadziło się ponad 40 tysięcy widzów. Uroczystego otwarcia igrzysk dokonał Adolf Hitler wraz z przybyłymi dostojnikami III Rzeszy:

Wreszcie drogę do stadionu zamknął wielki luksusowy pociąg; wysiadł z niego Adolf Hitler w otoczeniu kwiatu dostojników Rzeszy; m.in. Goebbels, Frick, Hess, gen. Blomberg, Rosenberg itd. Wśród szpaleru czarnych mundurów SS z karabinami w obu rękach defilował Kanclerz z odkrytą głową i zniknął w drzwiach Olimpia Haus. Za chwilę balkon trybun zakwitł od mundurów ministrów, generalicji, dyplomacji. Tłumy w nabożnem skupieniu czekały na ukazanie się „Führera”.

W turnieju hokejowym wzięło udział 15 drużyn. Po losowaniu nasza drużyna znalazła się w grupie I z Austrią, Kanadą i Łotwą. Szanse na wyjście z grupy dziennikarze oceniali bardzo wysoko typując Kanadyjczyków i Polaków w roli faworytów grupy. Niestety już pierwszy mecz z Austrią został przegrany 2:1:

Trzecią tercję otwiera od razu bramka Austriaków, a potem już otwarta walka „na noże”. Celują w niej Austriacy a szczególnie brutalny Demmer. Sędzia Loieq usuwa graczy naszych przeciwników, ale natychmiast po tem za kompletne błahe przewinienia wysyła dla równowagi i Polaków za bandę.

Sędziowanie w tym meczu pozostawiało wiele do życzenia, a wręcz było skandaliczne:

Pada drugi strzał. Stogowski broni nakrywką, ale wali na niego góra graczy i wreszcie Nowak wypycha mu z pod brzucha krążek do bramki. Sędzia bramkowy Japończyk nie reklamuje bramki, która zdobyta była nieprawidłowo. Pan Loieq uznaje ją jednak skwapliwie, posuwając się nawet do tak niesłychanego nietaktu, jakim były gratulacje złożone Nowakowi.

(…)

Ostatnie minuty. Krakowianin [Wołkowski] idzie naprzód jak burza, przebija się przez obrońców, dopada bramki i strzela w róg wspaniale. Trzask padającego krążka zlewa się z hukiem syreny kończącej grę. Loieq nie uznaje bramki !!!

Niestety protesty polskich zawodników zdały się na nic. W uzasadnieniu sędziego gol padł po czasie, pomimo nieprawidłowości podjętej przez niego decyzji. Kolejny mecz, tym razem z Kanadą zakończył się porażką 1:8. Powiedzenie atak najlepszą obroną w sposób najlepszy określał bojaźliwość w naszej grze, która doprowadziła do tak wysokiej porażki:

Stogowski wprost nie wstawał z ziemi, bronił kijem, głową, ręką, piersiami, szyją… (…) w równych odstępach czasu sypnęły się dalsze cztery bramki. Po pierwszej tercji było zatem 5:0. Ładna historja!

W drugiej i trzeciej tercji nasi zawodnicy zagrali już bez kompleksów przeprowadzając szybkie i kombinowane ataki na bramkę przeciwnika. Ataki naszej drużyny były tak częste, że bramkę samobójczą (!) przy próbie wybicia krążka strzelił zawodnik kanadyjski Murray. Po meczu bardzo przychylnie wypowiedział się o grze naszej drużyny trener kanadyjski:

Graliście bardzo dobrze. Nie wiedziałem jeszcze drużyny, któraby zrobiła takie postępy w ciągu piętnastu minut. Chcieliśmy wygrać jak najwyżej – udało się nam tylko w I tercji.

Ostatni mecz z Łotwą już nie mógł zmienić naszej sytuacji w grupie I. Nasi zawodnicy pewnie wygrali 9:2, dosłownie miażdżąc w II tercji dobrze spisującą się obronę Łotyszy:

Grad bramek sypie się dopiero w drugiej tercji kiedy nasi napastnicy grają nie tylko ładnie ale i skutecznie. Kolejkę rozpoczyna Kowalski, poczem dwukrotnie Wolkowski, Stupnicki i znów Wolkowski umieszczają krążek w siatce.

Bardzo dobre 7. miejsce zajął w kombinacji norweskiej Stanisław Marusarz. Po dosyć słabym biegu narciarskim w którym zajął dopiero 17. miejsce, w konkursie skoków popisał się kapitalnym występem awansując w klasyfikacji generalnej aż o 10. Miejsc. Po latach wspominał:

Do trzynastego kilometra biegu czułem się nadspodziewanie dobrze, gdybym wytrzymał tempo, zająłbym niewątpliwie jedno z czołowych miejsc. Niestety, choroba zrobiła swoje. Nagle zasłabłem przy podejściu i ostatnie pięć kilometrów przebyłem resztkami sił zajmując w rezultacie osiemnaste miejsce. W konkursie skoków do kombinacji zająłem trzecie miejsce, zostawiając za sobą czołowych zawodników, austriackich i szwajcarskich. Był to wielki sukces. Gdyby nie osłabienie pochorobowe, prawdopodobnie rozstrzygnąłbym konkurs na swoją korzyść.

Niezłe występy na torze łyżwiarskim zaliczył Janusz Kalbarczyk, zajmując na dystansie 5 km 12. miejsce, zaś na dystansie 10 km 9. miejsce. Wydaje się, że mieliśmy dużą szansę na medal na dystansie 10 km. Janusz Kalbarczyk zajął w rozgrywanych tuż przed igrzyskami mistrzostwach świata w Davos 4. miejsce. Niestety zaopatrzenie naszej reprezentacji pozostawiało wiele do życzenia:

We wtorek po południu przyjechał do Germisch nareszcie Janusz Kalbarczyk. Rzucił się przede wszystkim na jedzenie; 600 zł które otrzymał na trening nie wystarczyło do końca; przez ostatnie dwa dni Kalbarczyk nie jadał obiadów.

Prezentując wysoką formę w konkursie skoków do kombinacji Stanisław Marusarz znalazł się w gronie potencjalnych medalistów i przez dziennikarzy wymieniany był w szóstce najlepszych zawodników. Co godne podkreślenia nasz zawodnik był poważnie osłabiony ciężką grypą (przyjechał na igrzyska z 39-stopniową gorączką!) przez co nie mógł regularnie trenować. Stanisław Marusarz potwierdza wysoką dyspozycję zajmując w konkursie skoków 5. miejsce (73 i 75,5 m) przy niesprawiedliwych ocenach w pierwszej serii (!) Dwa lata później w Lahti na mistrzostwach świata w konkursie skoków nasz skoczek zajmuje 2. miejsce stając się w pewnym sensie Adamem Małyszem okresu międzywojennego. Przegrał niesprawiedliwie 0,2 pkt. z faworytem gospodarzy pomimo oddanych dłuższych skoków w obu seriach konkursu. Niestety wojna przerywa karierę świetne zapowiadającego się skoczka…

Garmisch-Partenkirchen. W tle szczyty Alpspitze, Zugspitze i Daniel (fot. Octagon; Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0.)

Kończące się igrzyska podobnie jak w wcześniejsze z 1928 r. w Sankt Moritz nie przyniosły naszym zawodnikom odrobiny szczęścia, tak potrzebnego do zdobycia upragnionych medali. Niewykorzystana szansa Janusza Kalbarczyka w biegu na 10 km, niesprawiedliwe noty dla Stanisława Marusarza, wreszcie słaby występ utalentowanego Bronisława Czecha dawały nadzieję na poprawę i lepsze występy na kolejnych igrzyskach… które się nie odbyły. Nazistowskie Niemcy z Związkiem Sowieckim rozpętały II wojnę światową, która przerwała obiecujące kariery zawodnicze. Nasi reprezentanci m.in. Stanisław Marusarz i Bronisław Czech aktywnie włączyli się w działalność Polskiego Państwa Podziemnego. Pierwszy aresztowany przez Gestapo cudem uniknął śmierci, brawurową ucieczką skacząc z pierwszego piętra krakowskiego więzienia, drugi poniósł śmierć w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. Na pierwszy polski medal olimpijski trzeba było czekać aż do 1956 roku…

Bibliografia:

  • Przegląd Sportowy nr. 11,12,13,14,15,16 1936 r.
  • Stanisław Marusarz, Na skoczniach Polski i Świata, Sport i Turystyka ,Warszawa 1974.

Polecamy e-booka Łukasza Jabłońskiego pt. „Sportowa Warszawa przed I wojną światową”:

Łukasz Jabłoński
„Sportowa Warszawa przed I wojną światową”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 98
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-15-0

Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Jacek Pożarowszczyk
Absolwent historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w Zespole Szkół w Kocku. Doktorant Instytutu Historii KUL. W swoich badaniach zajmuje się głównie historią Polski XIX i XX wieku ze szczególnym uwzględnieniem losów pojedynczych ludzi. Pomysłodawca i koordynator wojewódzkiego konkursu historycznego „Lubelszczyzna pełna Tajemnic”. Autor ponad 150 artykułów, w tym 50 związanych z historią regionu, opublikowanych na łamach tygodnika „Wspólnota Regionalna”.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy