Polscy konkwistadorzy – poszukiwacze przygód i uciekinierzy

Przed czym nowożytni Polacy uciekali na Zachód? Jaki powinien być bohater powieści przygodowej? I dlaczego historia XVI-wiecznego awanturnika może zainteresować współczesnego czytelnika? Na te i inne pytania w rozmowie z nami odpowiada Łukasz Czeszumski, autor cyklu powieści „Krew wojowników”.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Marcin Sałański: Wojny narkotykowe, tajne operacje w Meksyku, Kolumbia i walka z FARC, a do tego jeszcze Legia Cudzoziemska - do tej pory z takich tematów znali Pana czytelnicy. Dlaczego tym razem ruszamy w podróż po XVI-wiecznej Europie?

Łukasz Czeszumski – reporter, fotograf, podróżnik, pisarz. Organizator wypraw przygodowych, pisał reportaże o walce z terroryzmem w Pakistanie i z narkotykami w Ameryce Południowej. Autor książek „Biały szlak. Reportaże ze świata wojny kokainowej”, „Legionista” oraz „Zasady wojny”. W 2016 roku wydał powieść „Uciekinier”, będącą pierwszym tomem serii „Krew wojowników”, opowiadającej o Jarosławie Burzyńskim, polskim awanturniku, który został konkwistadorem.
Łukasz Czeszumski: Lubię opisywanie ciekawych historii. A takie historie znajdziemy przecież nie tylko w świecie współczesnym. XVI wiek to skarbnica dramatycznych opowieści – epoka kończącego się średniowiecza i rodzącej w bólach ery nowożytnej, świat konfliktów, przygód i podboju, odkrywania nowych światów.

M.S.: Bohater powieści, Jarosław Burzyński, to młody polski rycerz, którego rodzina popada w konflikt z rodem Świąderskich. Mamy zbrodnię, walkę o honor, zemstę a w końcu wygnanie. Na ile to Pana wizja literacka, a na ile inspiracja np. Krzysztofem Arciszewskim, który ma bardzo podobną biografię jak Pana bohater?

Ł.Cz.: Inspiracją były liczne losy ówczesnych awanturników. Mało kto wtedy wyjeżdżał z ojczyzny wiedziony kaprysem. Motywacją do podróży i szukania szczęścia w obcych krajach była najczęściej po prostu ucieczka przed wrogami. Zaczynając od legendarnego hiszpańskiego rycerza Cyda, który został skazany na banicję i został najemnikiem. Dramatyczny początek życia wypychał ludzi w świat. Tacy ludzie nie mieli nic do stracenia, a wszystko do zyskania.

Badając historie polskich awanturników z tego okresu odkryłem, że prawie wszyscy z nich ruszali na dalekie lądy nie tyle w poszukiwaniu przygód, a dlatego, że w wyniku różnych spraw byli ścigani przez prawo. Nie byli to oczywiście pospolici kryminaliści, a szlachcice którzy wplątali się w konflikt o honor, dokonali zemsty lub w pojedynku zabili kogoś znacznego.

Zemsta na człowieku który skrzywdził jego rodzinę w przypadku Arciszewskiego, udział w pojedynku i zabicie dworzanina w przypadku Bartłomieja Nowodworskiego. Jeden z Radziwiłłów uciekł do Włoch przed wierzycielami i wstąpił do zakonu rycerskiego szpitalników… Wszystko to typowe historie z tamtych wieków. Nawet sam Cervantes za młodu ugodził szpadą pewnego szlachcica i aby uniknąć kary, uciekł do Włoch gdzie zaciągnął się na wojnę z Turkami.

Krzysztof Arciszewski (domena publiczna).
M.S.: A ile z Pana samego jest w Burzyńskim, głównym bohaterze powieści? Znając pana biografię można odnieść wrażenie, że jest Pan podobnie jak on trochę awanturnikiem, trochę poszukiwaczem przygód. Czy doświadczenia z Ameryki Południowej wpłynęły na kreację bohatera?

Ł.Cz.: Z pewnością podróże pozwalają poznać wielu ciekawych ludzi, zrozumieć rozmaite postawy i sposoby myślenia, co potem ułatwia oddanie różnych postaci w książce. Podróże, szczególnie dziennikarskie, to wielka nauka o różnorodności postaw, kultur i wydarzeń. To daje wiele inspiracji do twórczości.

M.S.: Zarówno Burzyński, jak i Paweł Czaryński z Pana innej powieści „Legionista" to twardziele, rzuceni przez los w świat. Co inspiruje do takiego wyboru charakterów? Ma pan jakiegoś ulubionego bohatera literackiego lub filmowego?

Ł.Cz.: Moja podstawowa zasada: bohater musi być na miarę historii, którą przedstawiamy. W popkulturze powstała pewnego rodzaju moda na bohaterów w stylu Hobbitów i innych Harrych Potterów. To są postacie totalnie fantazyjne, wyjęte z prawdopodobieństwa, z realiów. Być może dlatego się podobają. Ale ja wyznaję zasadę – mocna historia wymaga mocnego bohatera, co jest bliższe realiom.

„Legionista” to opowieść o trzech różnych światach. Mamy szaro-bury świat Polski z lat 80. z której Czaryński ucieka, bo szuka miejsca, gdzie będzie miał perspektywy. Wstępuje do Legii, gdzie ciężką służbą wypracowuje sobie pozycję. Legia to rzeczywistość trudna i nieraz brutalna, ale przynajmniej oparta na jasnych zasadach, w pewny sposób uczciwa. I mamy trzeci świat, Afrykę, gdzie Czaryński jedzie aby odkryć tajemnicę śmierci swojego brata. Tu następuje konfrontacja z krajem pełnym nędzy i niesprawiedliwości. Afrykańska wojna domowa jest zupełnym chaosem, w którym zbrodnia i cierpienie to zwyczajność. „Legionista” to opowieść o problemach Afryki, ale też o losie jednostki wobec tyranii i bezprawia.

Żołnierze Legii Cudzoziemskiej (domena publiczna).

M.S.: A „Uciekinier”?

Ł.Cz.: Burzyński to zupełnie inna historia. „Krew wojowników” to fabularyzowany obraz renesansowego przełomu. Młody, nieco naiwny chłopak wychowany na wzorcach rycerskich, marzący o bitewnej chwale – czyli tym, co stanowiło wedle średniowiecznych wzorców o wartości szlachcica. Tylko że czasy są już inne. Potomkowie rycerzy rzucają wojaczkę, aby zająć się handlem zbożowym. Rycerze znikają z pól bitewnych, zastępowani przez wojska najemne. Pełen dyscypliny, duchowości i pokory świat średniowiecza odchodzi, wszystkie jego ideały są negowane, ludzie gubią się w sprzecznych dążeniach. Burzyński wyrusza w świat i musi dostosowywać się do tego, czego ten świat od niego wymaga. Aby przetrwać musi być twardy i z kolejnymi doświadczeniami coraz bardziej bezwzględny.

A dlaczego czytelników w czasach dzisiejszych ta historia może zainteresować? Bo jest tak samo aktualna. Dziś też żyjemy w kolejnej przełomowej epoce. Pewne systemy się kończą, społeczeństwa pełne są wewnętrznych konfliktów, przyszłość jest niepewna a ideologie skorumpowane.

Tacy bohaterowie istnieli w każdej epoce. Obecnie również. Zdarzało mi się poznać na mojej drodze wiele fascynujących osobowości, które potem stanowią pewien wzór do zbudowania bohatera literackiego.

Polecamy książkę Łukasza Czeszumskiego „Krew wojowników. Tom 1 Uciekinier”:

Łukasz Czeszumski
Krew wojowników. Tom 1 Uciekinier
44,00 zł
Rok wydania: 2016
ISBN: 9788394135539
EAN: 9788394135539

M.S.: W trakcie powieści bohater trafia do księstwa Nebun, gdzie wpada w sam środek wojny religijnej. Niczym w średniowiecznej legendzie mierzy się także z fanatykami, demonami, czarną magią. Co leżało u podstaw tej wizji literackiej?

Ł.Cz.: Byłem w pewnych rejonach Peru i Boliwii, w których ludzie powszechnie wierzą w siły nadprzyrodzone. Tą wiarą tłumaczą sobie wszelkie zjawiska, których racjonalnie nie są w stanie zrozumieć i to ułatwia im życie. Tak samo było u nas w dawniejszych czasach. Duchowość, ludowe przesądy i zjawiska tłumaczone działaniem sił nadprzyrodzonych były częścią tożsamości każdego człowieka. W opowieści w Nebun ożywiłem te sprawy, w które ówcześnie ludzie wierzyli: świat demonów, przekleństw, magii. Ale trzeba zwrócić uwagę na jedno – wszystkie zdarzenia opisane w tym rozdziale mogą być wytłumaczone klęską żywiołową czy siłami natury. Interpretacje wychodzą wyłącznie z ludzkiej percepcji.

M.S.: Skoro jesteśmy przy inspiracjach, chciałbym zapytać o kwestie typowo warsztatowe. Napisał Pan w swojej powieści, że zgłębienie wiedzy to najważniejsza powinność istoty ludzkiej. A jak było w Pana przypadku? Jak się pracowało nad powieścią historyczną? To przecież zupełnie inny sposób zbieranie informacji niż w przypadku reportaży.

Ł.Cz.: Powieść historyczną pisze się o wiele trudniej i jest to czasochłonna praca. Zrozumienie ówczesnego świata, jego problemów, rozterek ówczesnych ludzi wymaga ciągłego zgłębiania kolejnych lektur. Potem trzeba stworzyć ciekawą fabułę która będzie i bawić, i uczyć, a potem przedstawić ją w zrozumiałej formie.

Odkrycie Missisipi przez de Soto (aut. William Henry Powell, 1853, domena publiczna).

Oczywiście to jest powieść, pewna autorska wizja rzeczywistości. Nie chciałem tworzyć książki historycznej. Nie mam do tego podstaw naukowych i jest zbyt wielu autorów, którzy specjalizują się w tej dziedzinie. Nie chciałem też pisać książki zrozumiałej tylko dla wąskiego grona zafascynowanych tematem. Mój sposób to dynamiczna powieść zabierająca czytelnika w świat sprzed wieków, wyjaśniająca jego realia poprzez przygody bohatera.

M.S.: Walka na wielu frontach XVI-wiecznej Europy to dopiero początek przygód Burzyńskiego. Docelowo ma on trafić do Nowego Świata. Czy dotarł Pan do jakichś ciekawych źródeł dotyczących udziału Polaków w XVI-wiecznych wyprawach do Ameryki?

Ł.Cz.: W opracowaniu Johna Hemminga znalazłem cytat z kroniki Gonzalo de Oviedo o Polakach jako jednej z nacji, którzy byli wśród konkwistadorów. Według Oviedo znaleźli się tam również przybysze z Czech, Węgier, Grecji oraz, co zrozumiałe (za sprawą wojen włoskich toczonych przez Karola V), sporo Niemców i Włochów. Konkwistador Bernal Diaz w swoich wspomnieniach z podboju Meksyku również twierdził, że w oddziałach było wielu Europejczyków spoza krajów iberyjskich.

W Archivo General de las Indias mieszczącym się w hiszpańskiej Sewilli przechowywane są dokumenty dotyczące podboju Ameryki. Dostęp do nich jest łatwy, bo materiały z sewilskiego archiwum zostały już niemal całkowicie zdigitalizowane, i są dostępne przez internet. Niestety, szukając szczegółowych informacji natykamy się na kilka problemów. Archiwa zawierają głównie informacje techniczne, dane dotyczące składu flot i bogatą korespondencję pomiędzy gubernatorami a królestwem. Są opisy bitew i podbojów, pozbawione jednak czynnika indywidualnego.

Skąd brali się w ogóle cudzoziemcy wśród konkwistadorów? Przecież po odkryciu Nowego Świata władze hiszpańskie ściśle kontrolowały napływ ludzi i towarów z Europy do Ameryki. Jedynym miastem mającym prawo do okrętowania ludzi i towarów była Sewilla. Władze królestwa nie chciały dopuszczać tam cudzoziemców.

M.S.: Jak im się więc udawało?

Ł.Cz.: Poszukiwacze przygód spoza Hiszpanii aby otrzymać pozwolenie na podróż zmieniali swoje nazwiska na hiszpańskie albo nabywali fałszywe dokumenty. Byli też zawodowi najemnicy czy poszukiwacze przygód którzy trafiali do hiszpańskich tercios podczas wojen włoskich i ulegali, jakby dziś się powiedziało, naturalizacji poprzez służbę. W Nowym Świecie zmiana nazwiska na hiszpańskie pozwalało na łatwiejszą karierę. W ten sposób przykładowo niemiecki konkwistador Georg Hohermut von Speyer stał się Jorgem de Espira, a inny Niemiec Philipp von Hutten stał się Felipem de Utre.

Georg Hohermut von Speyer i Philipp von Hutten (domena publiczna).

Poza ogólną wzmianką o Polakach u Oviedo nie zachowały się żadne twarde dowody na obecność konkretnych Polaków wśród hiszpańskich konkwistadorów. Ale skoro Nowodworski walczył we Francji, Arciszewski dla kompanii zachodnioindyjskiej w Brazylii, a Polacy (według Alojzego Sajkowskiego) służyli jako żołnierze w armiach wielu włoskich państewek w XVI wieku, nie da się tego wykluczyć.

Ale ilu spośród ruszających za ocean awanturników znalazło sławę trwającą do dziś? Bardzo niewielu. Każdy słyszał o Pizarro czy Kortezie, napisano im dziesiątki biografii i relacji z ich wypraw. Ze świeczką za to szukać relacji o życiu zwykłych szeregowych wojowników. Byli po prostu pionkami, a o pionkach historia szybko zapomina.

Polecamy książkę Łukasza Czeszumskiego „Krew wojowników. Tom 1 Uciekinier”:

Łukasz Czeszumski
Krew wojowników. Tom 1 Uciekinier
44,00 zł
Rok wydania: 2016
ISBN: 9788394135539
EAN: 9788394135539

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Marcin Sałański
Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny, wieloletni współpracownik Histmag.org, autor popularnych e-booków. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy