Opublikowano
2008-08-06 18:05
Licencja
Wolna licencja

Polska flota wojenna u progu II wojny światowej

Proces budowy polskiej floty w okresie międzywojennym budzi wiele kontrowersji. Okręty nie odpowiadały wymaganiom, brakowało wyszkolonych kadr, nie zadbano też o przygotowanie współpracy między marynarką i innymi formacjami zbrojnymi.


Strony:
1 2

Zobacz też: 1 września 1939 roku i kampania wrześniowa - jak Niemcy zaatakowały Polskę?

Po zakończeniu I wojny światowej Polska powróciła na mapy świata, dzięki czemu uzyskaliśmy dostęp do Morza Bałtyckiego. Wraz z odzyskaniem niepodległości następowała budowa polskiej armii. Jasne stało się, że w związku z uzyskaniem dostępu do Morza Bałtyckiego oprócz armii należy stworzyć również flotę.

Najrozsądniejsza wydawała się koncepcja budowy marynarki wojennej opartej na małych jednostkach przydatnych w obronie Wybrzeża. Przy tym budowa małych jednostek nie wymagała ogromnych nakładów finansowych. Pozostałe pieniądze można było wykorzystać na budowę rejonów umocnionych, lotnictwa morskiego, artylerii nadbrzeżnej czy lądowej obrony Gdyni. Wszelako plany budowy floty wyposażonej w małe okręty nie zostały przyjęte.

Flota według Piłsudskiego

Józef Piłsudski, będący głównym wyrazicielem polskiej polityki zagranicznej, głównego przeciwnika widział w Związku Radzieckim. Na polskiej marynarce wojennej miał spoczywać obowiązek pomocy w dostarczaniu materiałów wojskowych z zachodu. Rola okrętów miała się sprowadzać do zadań związanych z eskortą na ważnych szlakach komunikacyjnych. Aby taką funkcję flota była w stanie odegrać, należało wyposażyć ją w okręty średniej klasy, a więc niszczyciele i okręty podwodne. Narzucenie planowanym jednostkom zadań eskortowych zmniejszało możliwości wykorzystania ich w obronie Wybrzeża. Nie brano wtedy pod uwagę możliwość takich działań wojennych, które miałyby się rozgrywać na lądzie, a wiec zarzucono, między innymi, plany budowy umocnień na Wybrzeżu.

Kierownictwo Marynarki Wojennej z Jerzym Świrskim na czele musiało takie decyzje przyjąć do wiadomości. Flota, mówiąc krótko, nie była oczkiem w głowie Józefa Piłsudskiego. Nie można było liczyć, że to właśnie na nią będą przeznaczane największe fundusze. W latach 1926–1932 polskie władze wojskowe podjęły współpracę ze stoczniami zagranicznymi, w celu budowy okrętów dla naszej floty. Zamówienie okrętów w stoczniach francuskich wiązało się ze znacznymi kosztami. Odbijało się to niedoinwestowaniem innych przedsięwzięć potrzebnych marynarce. Lata 1926–1932 to okres zaniedbania artylerii nadbrzeżnej i przeciwlotniczej. Nie wybudowano też w tym czasie żadnych umocnień lądowych.

Pierwsze okręty

1 września 1939 roku Polska Marynarka Wojenna dysponowała 4 niszczycielami, 5 okrętami podwodnymi, 1 stawiaczem min, 6 trałowcami, 2 kanonierkami oraz kilkoma jednostkami pomocniczymi. Pierwsze okręty zasiliły polską flotę w latach 1929–1932. Właśnie w tym okresie przybyły do kraju pierwsze okręty ze stoczni francuskich. Były to trzy okręty podwodne: „Wilk”, „Ryś” i „Żbik” oraz dwa niszczyciele „Wicher” i „Burza”. Jak na owe czasy były to jednostki nowoczesne. W następnych latach dołączyły kolejne.

ORP „Ryś”

Okręty podwodne w polskiej marynarce wojennej można podzielić na dwie kategorie. Wyróżnia się minowce podwodne („Wilk”, „Ryś” i „Żbik”) oraz okręty podwodne typu torpedowego („Orzeł” i „Sęp”). Polskie okręty podwodne charakteryzowały się dużą wypornością. Przypuszczalnie Kierownictwo Marynarki Wojennej (KMW) chciało zapewnić im duży zasięg i możliwość działania przy wzburzonym morzu. Ważną kwestią wydaje się także troska KMW o to, aby w przypadku odcięcia tych okrętów od baz miały one możliwość dłuższej samowystarczalności.

Za duże na Bałtyk?

Sprawą oczywistą wydaje się, że okręty te były za duże jak na płytkie Morze Bałtyckie. Istotną wadą była też ich spora hałaśliwość. Jak udowodniły późniejsze działania wojenne, były one także niezwykle wrażliwe na bomby głębinowe. Spotkania z tą bronią nie wytrzymywały zbiorniki z ropą, które stawały się nieszczelne i pozostawiały na powierzchni morza widoczne plamy. To sprawiało, że niemieckie okręty ścigające polskie jednostki miały ułatwione zadanie.

Zaletą trzech pierwszych okrętów podwodnych była możliwość stawiania przez nie ofensywnych zagród minowych. Oprócz tego mogły posługiwać się groźną bronią, jaką były torpedy. Należy pamiętać, że okręty podwodne zużywają się znacznie szybciej niż okręty nawodne. Dlatego stan tych jednostek w polskiej flocie pod koniec lat 30. pozostawiał wiele do życzenia. Sporo usterek przed 1 września nie zostało usuniętych, co znacznie pogorszyło walory bojowe tych okrętów.

Najnowocześniejszymi polskimi okrętami podwodnymi były zbudowane w latach 1935–1939 w stoczniach holenderskich ORP „Orzeł” i „Sęp”. Pierwszy z nich zyskał szczególny rozgłos, ponieważ w został wybudowany w dużej mierze ze składek społecznych. ORP „Orzeł” był nowoczesnym i najlepiej przygotowanym do działań przeciwko flocie niemieckiej polskim okrętem podwodnym. Z kolei ORP „Sęp” nie przeszedł wszystkich prób odbiorczych. Bardzo dużą wadą tych okrętów był brak aparatów podsłuchowych. Znacznie uszczuplało to możliwości ich wykorzystania, jak również wystawiało wspomniane jednostki na większe niebezpieczeństwo.

ORP „Orzeł”

Nie do końca sensowny projekt

Największym polskim okrętem był stawiacz min „Gryf”. Wszedł on do służby w 1938 roku. Został wybudowany przez stocznię francuską. W tym samym czasie polskie władze wojskowe podpisały umowę na budowę dwóch niszczycieli ze stoczniami brytyjskimi. „Gryf” od samego początku wzbudzał duże niezadowolenie wśród admiralicji. Wyporność tego okrętu była za duża, aby mógł pomieścić znaczną, planowaną ilość min – od 300 do 600. Ponadto okręt ten był silnie uzbrojony, m.in. w 6 dział Boforsa 120 mm.

ORP „Gryf”

„Gryf” przypominał bombę z opóźnionym zapłonem. Uzbrojenie tego okrętu było za silne i zbyt ciężkie, zaś jego prędkość wynosiła zaledwie 20 węzłów. Można sobie zadać pytanie, przed czym ta jednostka miała się bronić? Jej zadania były przecież zupełnie inne. „Gryf” miał skrycie stawiać zagrody minowe i nie wdawać się w potyczki artyleryjskie. Marynarzom nie podobał się też pękaty kadłub okrętu. Swoim kształtem przypominał barkę rzeczną.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Autor: Łukasz Męczykowski
Tytuł: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-9-1

Stron: 123

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: MW |

Po prace T. Pawłowskiego , Armia... z 2009 autor nie mógł siegnać pisząc opracowanie, ale \"skręciło mnie\" , że \"zjadło mu się\" Flotyllę Pińską....niby w perspektywie konfliktu morskiego jej udział by nie istniał, ale była cześcia składową MW do 39 r.... więc nazwa powinna zamajaczyć gdzieś;]



Odpowiedz

Gość: Mim |

Akurat o planach walki z ZSRR we \"Flocie Orła Białego\" można przeczytać :), ale rozumiem, książka gruba, może odstraszać. A druga sprawa: kolega KW pisze o \"wyczynach na miarę HMS Hood\". A cóż to były za wyczyny? Dać się zatopić przez elementarne błędy w sztuce walki morskiej?



Odpowiedz

Gość: Czytelnik |

Flota przed 1939 rokiem. Wydatki na niszczyciele.Zostały wysłane do Anglii w ramach planu Pekin. W starciu na polskim wybrzeżu nie brały udziału.Oprócz Wichra.Ale przez pięć lat wraz z okrętami podwodnymi były jedynymi skrawkami niepodległej Polski.Służyły pod polska flagą i pod polskim dowództwem.To wtedy miało znaczenie.A o ile dłużej bronił by się Hel gdyby te wydatki przeznaczyć na umocnienia.Skapitulował by tak czy inaczej 2-go pażdziernika.Brak sensu dalszego oporu. Okręty podwodne .Duże.Dotąd też tak uważałem.Ale już pierwszego dnia wojny w wyniku przewagi w powietrzu i na wodzie Niemców baza naszej marynarki wojennej na Helu była zablokowana.To musiały być duże okręty aby mogły długo operować bez zawijania do portów.Zbyt duże na Bałtyk.Teraz okręty podwodne operujące na Bałtyku są dużo większe.I możliwości ich wykrycia i zniszczenia są także dużo większe.A jednak operują. Gryf był okretem flagowym naszej floty.Wydatek może i zbędny w czasie wojny.ale w czasie pokoju był okretem reprezentacyjnym.A oni przecież nie wiedzieli ,ze wojna wybuchnie.Teraz .tez p[o co jeżdzic mercedesem,mały Fiat wystarczy w zupełności.



Odpowiedz

Gość: nerom |

a moze mowe wyzwanie dla historyka bylbym bardzo wdzieczny czemu zaden z tych okretow nie storpedowal pancernika niemieckiego tylko uciekli jak szczury do angli dlaczego nie podjeli walki czemu nie bronili wybrzerza polkiego wiem czesc wywozila zloto z polski wiec niemcy mieli zakaz ich torpedowac ale reszta mogla bronic polski DLACZEGO SIE PYTAM



Odpowiedz

Gość: MBM |

Największą bolączką historyków (tych z wykształcenia) jest to, że często piszą o sprawach o których mają blade lub nie mają wcale pojęcia. Życzyłbym Autorowi tego tekstu, by zajął się czymś na czym się lepiej zna. Względnie zalecałbym przygotowanie się lepiej przed napisaniem czegoś co \"pójdzie w świat\". Wprawdzie tekst w sporej części jest jako tako poprawny, ale jest to część gdzie podane są fakty, a nie przemyślenia. Nie rozumiem też doboru bibliografii. Część pozycji jest absolutnie do niczego nie potrzebna, aby napisać ten tekst. Zawsze przestrzegam przed wymienianiem wszystkiego co się przeczytało, ograniczając się tylko do tego co faktycznie wpłynęło na treść artykułu.



Odpowiedz
Wojciech Szyputa

Urodzony w 1977. Historyk, absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego. Pracuje jako nauczyciel w gimnazjum. Koneser dobrych książek i filmów.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org