Opublikowano
2015-03-06 14:33
Licencja
Wolna licencja

Polskie dzieci w obozie w Potulicach

W lutym obchodzono w Czeladzi 70. rocznicę przybycia polskich dzieci wyzwolonych z niemieckiego obozu w Potulicach. Zostały one aresztowane wraz z rodzicami podczas akcji eksterminacyjnej „Oderberg” (11–12 sierpnia 1943 roku). Na terenie Prowincji Górnośląskiej zatrzymano wówczas ponad 700 Polaków.


Brutalne rozdzielenie rodzin, w tym matek od dzieci nastąpiło w więzieniu policyjnym w Mysłowicach. Kobiety i dziewczęta w wieku od 16 lat deportowano do KL Auschwitz, głównie w transportach z 13 i 14 sierpnia 1943 roku. Większość z nich zginęła podczas zimy 1943/1944 roku na skutek straszliwych warunków panujących w obozie kobiecym w Birkenau, w tym epidemii tyfusu. Mężczyzn, którzy przeżyli śledztwo, rozstrzelano pod Ścianą Śmierci w obozie macierzystym KL Auschwitz I w egzekucjach z 22 października i 29 listopada 1943 roku oraz zamordowano w komorze gazowej przy krematorium IV w Birkenau 29 lutego 1944 roku.

Ogółem liczba Polaków skierowanych w ramach akcji „Oderberg” do KL Auschwitz, w tym jako więźniów policyjnych, mieści się prawdopodobnie w przedziale 300-400 osób. Większość z nich zginęła w obozie. Dorosłe ofiary akcji „Oderberg” deportowano też do KL Gross-Rosen, KL Lublin (Majdanek), KL Mauthausen i KL Ravensbrück.

Zrujnowany pałac Donnersmarcków w Siemianowicach Śląskich, gdzie znajdował się Polenlager 10 (fot. Chudy1210, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska)

Dzieci w obozach

Co najmniej 213 dzieci w wieku od kilku miesięcy do 15 lat skierowano do tzw. Polenlagrów – obozów przejściowych dla Polaków, znajdujących się na terenie rejencji katowickiej i opolskiej. Po odebraniu ich matkom w więzieniu w Mysłowicach, umieszczono je w tzw. Polenlagrze nr 82 w Pogrzebieniu (Pogrzebin) koło Raciborza na terenie rejencji opolskiej. Następnie, pod koniec września 1943 roku większość z nich została podzielona na grupy i skierowana do innych Polenlagrów znajdujących się na terenie Prowincji Górnośląskiej. Niektóre z uwięzionych dzieci miały mniej niż dwa lata. Najmłodsza była trzymiesięczna Barbara Starczewska, a Ewa Wszędobyl urodziła się po aresztowaniu, w obozie w Pogrzebieniu. Część dzieci osadzonych w Polenlagrach zmarła, nieliczne zwolniono, inne zaginęły po wywiezieniu w głąb Niemiec.

Przez rok dzieci przerzucano z obozu do obozu, by rodziny utraciły z nimi kontakt i zatarty został po nich wszelki ślad. Niejasne są plany okupanta niemieckiego wobec nich. Nie można wykluczyć, że w grę wchodziła germanizacja przynajmniej części z nich, uczono je bowiem niemieckich piosenek i przeprowadzano na nich badania „rasowe”. W sierpniu 1944 roku 139 dzieci, aresztowanych w większości podczas akcji „Oderberg”, skierowano w dwóch transportach z Polenlagrów na Górnym Śląsku do obozu karnego w Potulicach koło Bydgoszczy.

Przeczytaj też:

Obóz ten okazał się najgorszym ze wszystkich, przez które przeszły. Podczas prawie półtorarocznego pobytu w Polenlagrach i Potulicach najmłodsze ofiary akcji „Oderberg” doświadczyły głodu, bicia, znęcania się, a starsze także ciężkiej pracy fizycznej. Najmłodszych więźniów surowo karano za najmniejsze przewinienia, w tym m.in. pozbawianiem posiłku, biciem, pobytem w karcerze-ciemnicy, podtapianiem w basenie przeciwpożarowym oraz różnorodnymi szykanami. Bez względu na porę roku dzieci musiały uczestniczyć w uciążliwych apelach, stojąc po kilka godzin tylko w bieliźnie, często bez butów. Na starsze dzieci spadł też obowiązek opieki nad młodszymi.

Mapa przedstawiająca rozmieszczenie niemieckich gett i obozów na ziemiach polskich (rys. Poeticbent, domena publiczna)

Wyzwolenie

21 stycznia 1945 roku najmłodsze ofiary akcji „Oderberg” doczekały wyzwolenia. Nieliczne z nich, które żyją do dzisiaj, zgodnie podkreślają, że szybkie zajęcie obozu w Potulicach przez Armię Czerwoną uniemożliwiło Niemcom ewakuację najmłodszych więźniów lub ich wymordowanie, czego też nie można wykluczyć.

Do rodzinnych stron mali więźniowie powrócili już w lutym 1945 roku dzięki ogromnemu poświęceniu czterech mieszkańców Czeladzi: Władysława Baziora, Teofila Kowalika, Jana Polaka i Wiktora Parki. Uzyskali oni odpowiednie pełnomocnictwo od wicewojewody śląsko-dąbrowskiego Jerzego Ziętka oraz zezwolenie komendantury radzieckiej i udali się do Potulic w środku surowej zimy, niemal za przesuwającym się frontem. Po przybyciu na miejsce skompletowali transport 54 dzieci i z pomocą polskich oraz radzieckich władz wojskowych odwieźli je do Czeladzi. Na prośbę wicewojewody J. Ziętka wspomniani mężczyźni wkrótce ponownie udali się do Potulic, gdzie zorganizowali drugi transport liczący 103 dzieci. W ten sposób przywieźli do Zagłębia Dąbrowskiego 157 polskich dzieci – nie tylko te aresztowane podczas akcji „Oderberg”.

Przybycie pierwszego transportu ocalonych dzieci do Czeladzi w dniu 19 lutego 1945 roku spotkało się z żywiołową reakcją mieszkańców, którzy odprowadzili je w kilkutysięcznej manifestacji patriotycznej do miejsca zakwaterowania. Ogromna większość spośród tych dzieci była sierotami. Ówczesne władze zorganizowały dla nich sierociniec w byłej willi dyrektora kopalni „Saturn”, obecnej siedzibie czeladzkiego Muzeum. Ocalone dzieci mieszkały w niej do 1947 roku. Następnie dla najmłodszych ofiar akcji „Oderberg” zorganizowano sierociniec i szkołę w Wiśle.

Cmentarz ofiar niemieckiego obozu w Potulicach (fot. Gww, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska)

Pamięć i zapomnienie

Rocznica powrotu pierwszego transportu wyzwolonych dzieci jest od lat obchodzona tylko w Czeladzi. Tam też – przed budynkiem Muzeum Saturn – znajduje się obelisk upamiętniający to wydarzenie. W żadnym innym mieście Zagłębia Dąbrowskiego oraz powiatów chrzanowskiego i jaworznickiego ofiary akcji „Oderberg” nie są upamiętnione. Wydaje się, że dzieje się tak przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że w ramach akcji „Oderberg” aresztowano głównie rodziny członków Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Partii Socjalistycznej. Wedle zaś obowiązującej obecnie interpretacji historii Polski z lat 1939-1945 podziemie lewicowe, szczególnie to spod szyldu PPR, zalicza się do grona „zdrajców” i „sowieckich pachołków”, a nie ofiar niemieckiego terroru, unicestwianych w obozach koncentracyjnych. Po drugie, rocznica z 19 lutego przeczy z uporem lansowanej przez oficjalną politykę historyczną tezie, że w 1945 roku rozpoczęła się druga okupacja. Któż to bowiem udzielił pełnomocnictwa wspomnianym czterem mieszkańcom Czeladzi do zorganizowania transportów wyzwolonych dzieci, kto zaopiekował się ocalonymi dziećmi-sierotami, kto zapewnił im w miarę normalną egzystencję i edukację? Władze okupacyjne?

Spodobał ci się nasz artykuł? Podziel się nim na Facebooku i, jeśli możesz, wesprzyj nas finansowo. Dobrze wykorzystamy każdą złotówkę! Kliknij tu, aby przejść na stronę wsparcia.

Bibliografia

  • Bohdan Piętka, Akcja „Oderberg”, „Zeszyty Oświęcimskie”, nr 27, Oświęcim 2012, s. 149–229.

Redakcja: Roman Sidorski

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Mirek |

@mbbaran No cóż problem w tym że w tamtych czasach społeczeństwo zostało spolaryzowane przez ówczesną sytuację polityczną: jedni uwierzyli komunistom, drudzy mieli zwyczajnie dosyć życia pod okupacją a jeszcze inni korzystali z okresu chaosu i bezhołowia. Ogień był batem na wielu z nich: zabijał komunistów, bandytów, złodziei, piętnował hitlerowskich kolaborantów a czasami popełniał też i pomyłki. Fakt że w pewnym okresie podporządkował się dowódcy partyzanckiemu o żydowskim pochodzeniu i współpracował z innymi świadczy raczej że nie był jakimś specjalnym antysemitom. Warto przy tym pamiętać że nawet Słowakom, którzy nie tylko otwarcie wspierali Niemców w 1939 roku a potem okupowali część ziem polskich, nie przepuścił. Już po wojnie usiłowali oni przejąć kontrolę nad częścią naszych ziem i tych Ogień otwarcie zwalczał czego mu do dzisiaj nie mogą wybaczyć. A sam fakt że aż do 1947 roku, dłużej niż wielu innych, potrafił walczyć z komunistami świadczy chyba o tym że jednak miał poparcie w dość dużej części społeczeństwa, a przecież nie ma partyzantki bez poparcia lokalnej ludności!



Odpowiedz

Gość |

Znakomity artykuł!!! Dziękuję Panu Bohdanowi Piętce za niego, proszę o więcej takich, chylę kapelusz z głowy przed Pana tekstem, polecę go znajomym, niecierpliwe czekam na dalsze Pana artykuły.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

To nie jest wymówka, lecz moje źródła są już na tamtym świecie. Tak się złożyło iż od najmłodszych lat bywałem w tamtych stronach, pracowałem również z dwoma byłymi żołnierzami 1PSP i miałem okazję słuchać o różnych rzeczach. Jeszcze w latach 70. ludzi "Ognia" po prostu się bano a pamięć o ich "dziełach" była dość żywa. Opowieść o tym co stało się na Obidowej faktycznie jest niejasna lecz nie co faktu. PS Pewien cytat: Ksiądz Józef Tischner, zmagając się ze skomplikowanymi losami Józefa Kurasia („To były paskudne czasy”), w ostatnich swoich notatkach zapisał: „Czasem trzeba tworzyć mitologie. Wbrew sobie... Uważam, że słusznie broniłem. Czułem pewne zobowiązanie wobec kolegów, którzy byli w partyzantce „Ognia”... Mówiłem, że świat to nie czarne-czarne, białe-białe. Ale dziś uważam, że biali by pewnych rzeczy nie robili”



Odpowiedz

Gość: Mirek |

@mbbaran Cieszy mnie fakt że mój szanowny przedmówca nie dodał że byłem także bliski stwierdzenia co należało uczynić ze zniemczonymi dziećmi choć może wtedy niektórzy uznaliby że moje poglądy polityczne są dokładnie pośrodku pomiędzy skrajną prawicą i skrajną lewicą (skoro chcę obie opcje obdzielić po równo). Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem czemu tutaj ma służyć komentarz o dzieciach żydowskich wyciągniętych z autobusu które następnie zniknęły. Mój szanowny przedmówca był tutaj o krok od stwierdzenia że stało się to na rozkaz władz podziemia ale na szczęście w ostatniej chwili "jakby się wycofał". Co do samego faktu napaści na autobus to w Internecie można znaleźć dość sprzeczne opisy tej akcji. Relacje które mówią min. o 2 dzieci z których jedno zginęło ale nie są już takie jednoznaczne jeśli chodzi o rolę "Ognia" lub podlegających mu w tamtym czasie ludzi. Chętnie poznałbym źródło mojego przedmówcy z którego czerpał informacje o tej zbrodni



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

O ile autor artykułu przedstawił dość spójną argumentację na rzecz swojej tezy to Szanowny Poprzednik ze swoim pytaniem: "W końcu te ocalone dzieci miały wyrosnąć na dobrych komunistów, czyż nie tak?" posunął się stanowczo za daleko i na szczęście w następnym zdaniu jakby się wycofał. A był już o krok od stwierdzenia co należało z kandydatami na komunistów zrobić. PS Niestety, ogromne niestety ale zabijaniem dzieci, w tym przypadku żydowskich ale i białoruskich zajmowało się wielekroć tzw patriotyczne podziemie. W naszym rejonie znany jest (zawsze wstydliwie ukrywany) fakt, nie pomówienie wyciągnięcia z autobusu na Obidowej bodajże 6 żydowskich dzieci, które następnie "zniknęły". To byli ludzie Ognia. Czy on sam wiedział o tym nie wiadomo, najprawdopodobniej takiego rozkazu nie wydał.



Odpowiedz
Bohdan Piętka

Historyk, pracownik Centrum Badań Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Zajmuje się problematyką deportacji do Auschwitz Polaków z ziem wcielonych do Rzeszy.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org