Autor: Tomasz Leszkowicz
Tagi: Wywiady, Zabytki, Książki, Polska, Mazowsze
Opublikowany: 2017-01-10 20:18
Licencja: wolna licencja

Prawdziwego Mazowsza nie da się poznać w drodze do Warszawy

Mazowsze to region historyczny rozłożony na dwóch brzegach Wisły, pełen miejsc wartych odwiedzenia. O charakter tego region zapytaliśmy Lechosława Herza, krajoznawcę, autora m.in. „Podróży po Mazowszu”.
REKLAMA

Tomasz Leszkowicz: Gdyby miał Pan wskazać pierwsze skojarzenie z Mazowszem to co to by było?

Lechosław Herz – aktor, krajoznawca, publicysta, twórca przewodników. Autor m.in. Wardęga. Opowieść z pobocza drogi (2010) oraz Klangor i fanfary (2012), ostatnio wydał Podróże po Mazowszu (Iskry 2016). Fot. M. Tomczyk.

Lechosław Herz: Pierwsze skojarzenie z Mazowszem? Najkrócej: ogromna, zielona nizina, pośród której posadowiona jest stolica państwa nad największą polską rzeką, nad którą rosną wierzby pośród pól i łąk, a u stóp tych wierzb urodził się Fryderyk Chopin. I jeszcze: niemal powszechnie obecne jest w narodzie powiedzenie, definiujące Mazowsze jako „laski, piaski i karaski”. Moi bliscy z południa Polski oglądają Mazowsze zazwyczaj tylko przejazdem, albo z okien pociągu lub zza szyb samochodu, najczęściej w czasie jazdy do Warszawy. Widzą wtedy przyjazną, pełną zieleni nizinę, ale nic więcej. Wszystko to prawda i niezupełnie prawda.

Oskar Kolberg podzielił Mazowsze na trzy części pod względem historii i charakteru – na Mazowsze Stare, Leśne i Polne. Mazowsze jest ziemią o co najmniej kilku całkiem od siebie różnych krajobrazach. Jest jak patchwork. Inny jest rolniczy krajobraz kulturowy w okolicy Płocka i Płońska, niż na Ziemi Łowickiej, a te oba są zupełnie odmienne od rolniczego krajobrazu wschodniego Mazowsza. Tuż na wschód od Wisły położone ziemie mazowieckie to rzeczywiście laski i piaski, ale na drugim wiślanym brzegu rozpościera się kraina zupełnie inna, pyszniąca się swoim bogactwem, gdzie na żyznych glebach okolic Czerska, Warki, Grójca i Rawy Mazowieckiej ścielą się ogromne owocowe sady. Te mazowieckie sady, jak i nadwiślańskie wierzby, są dominantą pejzażu tak samo odrębnego i jedynego w swoim rodzaju, jak cyprysy i winnice włoskiej Toskanii. Pośród niekiedy rozpustnej w swoim bogactwie przyrody bytuje kilka setek łosi i bobrów, dziesiątki kormoranów i czapli łowi ryby w rzekach i stawach mazowieckich, u stóp Zamku Królewskiego w Warszawie można nawet zobaczyć na żywo godło narodowe, ogromnego bielika, a w sąsiedztwie miasta mają swoje mateczniki dziko żyjące rysie i wilki.

Przyjezdni spoza Mazowsza nie zobaczą z okien pociągu lub samochodu nieprawdopodobnej urody Wisły pod Górą Kalwarią, ze skarpy koło Wyszogrodu i Płocku, albo wśród rozległych łąk w dolinie Bugu koło Kamieńczyka i Broku, lub Narwi koło Pułtuska i Różana. Trzeba założyć na nogi wygodne buty i wziąć do ręki kij wędrowny, aby móc się przekonać jak niepospolitym jest leśny krajobraz mazowieckich borów, przede wszystkim w parku narodowym Puszczy Kampinoskiej.

T.L.: Mazowsze w średniowieczu posiadało swoją odrębność państwową, było „obok” Wielkopolski i Małopolski. Czy odrębność tą widać do dzisiaj?

L.H.: Przez całe wieki Mazowsze było inne niż reszta Polski. Decydował o tym przede wszystkim zamieszkujący je lud. Miał odrębną obyczajowość, ubiór, budownictwo. Mazowsze leży na wielkim polskim niżu, jego krajobraz niewiele się różni od sąsiadujących z nim od zachodu Kujaw i Wielkopolski, Podlasia od wschodu. Ta nizina to typowy rolniczy krajobraz kulturowy i oglądając te ziemie na satelitarnej mapie, łacno się o tym można przekonać, że taka sama gęsta siatka prywatnych własności polskich rolników znajduje się niemal wszędzie. W przeważającej części Mazowsze było zawsze krainą rolniczą. Miast wielu tutaj nie było, mieszczaństwa prawie w ogóle.

Podział Mazowsza na ziemie od XIII do XVIII wieku (aut. Fjl, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Całe wieki trwało to w stanie niemal niezmienionym i chyba odrębność polityczna książąt mazowieckich nie zaciążyła na tej ziemi, gdy władza książąt odeszła już w przeszłość. Jak i w całej Europie, tak i tutaj wszystko tak naprawdę zaczęło się poważniej zmieniać dopiero pod koniec wieku XVIII. A gdy upadła Rzeczpospolita, Mazowsze znalazło się pod panowaniem rosyjskim i rosyjskość padła cieniem na zewnętrznym obrazie Mazowsza i na jego obyczajowości. Już niemal wiek temu odzyskała Polska niepodległość, a to, co zaborcy po sobie pozostawili, różnice między Mazowszem, Wielkopolską i Małopolską są widoczne, głównie dzięki różnicom w architekturze. Obyczajowość także jakby nieco inna. Poznaniak, Krakus i Warszawiak to trochę inne nacje.

Obie światowe wojny mocno nam krajobraz i obyczajowość przeorały, Polska Ludowa też sporo od siebie dołożyła, mocno unifikując krajobraz i ludzi. Drewniana wieś odeszła w przeszłość w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku i dzisiaj regionalna odrębność budownictwa wiejskiego widoczna jest już tylko w skansenach, a dachówki zastąpiły powszechny do niedawna eternit i w nowo budowanych domach są takie same na całej polskiej ziemi. Komuna po miastach pozostawiła nam w spadku blokowiska, a po wsiach pegeerowskie bloki. Ale wciąż jeszcze czaruje niezwykłą atmosferą willegiatury zaludniona letniskowo (i to jeszcze przed 1939 rokiem) dolina Liwca koło Urli. Pól uprawnych jest jednak coraz mniej na Mazowszu, rolnictwo na lichych zwłaszcza glebach przestało się opłacać, pewnie dlatego z okien pociągu można zobaczyć coraz więcej nieużytków i wkraczające na nie forpoczty lasu oraz żerujące wśród nich stadka zgrabnych saren i coraz liczniejsze dostojne żurawie.

Wzgórze Tumskie w Płocku – historycznej stolicy Mazowsza (aut. Adolf Kozarski, Jan Styfi, domena publiczna).

T.L.: Warszawa jest stolicą Mazowsza, ale gdyby miał Pan wskazać alternatywne „serce” tego regionu, to które miasto by Pan wskazał?

L.H.: Płock, to oczywiste. Ze względu na swoje położenie, zabytki i historię, a i to również, czym miasto jest nadal – żywym i prężnym ośrodkiem kulturalnym. Ma swój wyraz i dumę. Gdyby jeszcze nie znajdował się tak na uboczu. Jakże żałuję, że książęta mazowieccy nie wybrali na swoje centrum plemienne okolic ujścia Narwi do Wisły, jakże pięknie położone byłoby to miasto, dokładnie w samym środku regionu położone. Ale oni byli kłótliwi ci książęta, za wielu ich było, każdy ciągnął w swoją stronę, jeden w stronę Płocka, inny ku Ciechanowu, jeszcze inny ku Czerskowi, albo Rawie. Tak to ci widocznie ci Piastowie mieli, nie tylko na Mazowszu, jak wiemy na Śląsku również. Mazowieccy przynajmniej przy Polsce cały czas wytrwali.

Polecamy książkę Lechosława Herza „Podróże po Mazowszu”:

Lechosław Herz
Podróże po Mazowszu
44,90 zł
Wydawca: Wydawnictwo ISKRY
Okładka: twarda z obwolutą
Liczba stron: 388
Format: 165 x 235
ISBN: 978-83-244-0451-3
EAN: 9788;324404513
REKLAMA

T.L.: Mazowsze to Płock i Ciechanów, Ostrołęka i Rawa, Liw i Łowicz. Czy jest coś, co łączy te miasta i miasteczka?

L.H.: Do tej listy miast mazowieckich dodałbym jeszcze Mławę i jeszcze uzupełnił o Grójec i Pułtusk, jeśli bowiem szukać odrębności, to w tych trzech miastach są widoczne wyraźnie. No i są te miasta par excellence mazowieckie, choć każde jest inne i to się wie, i to się przede wszystkim czuje. Odjąłbym z tej listy Liw, miał prawa miejskie, ale miastem nie był, jest wsią, duża co prawda, ale tylko wsią. Rawę i Łowicz przydzielono dzisiaj do województwa łódzkiego, a nie wymieniona tutaj stricte mazowiecka Łomża znalazła się w województwie podlaskim, zasię mazowieckie województwo wzbogaciło się o podlaskie Siedlce i historycznie małopolski Radom; na naszych oczach został dokonany kolejny zabór Polski i już pozostawia trwały ślad w ludzkiej świadomości. Opolszczyzna umiała wywalczyć swoją odrębność, w środkowej Polsce wyszło nam z tym nie najlepiej. Łowicz od lat ciąży ku Łodzi, mieszkańcy księżackich wiosek – takie odniosłem wrażenie po licznych rozmowach – nie czują specjalnego związku z Warszawą, chociaż ich ludowa kultura, stroje przede wszystkim, są tak mazowieckie, jak i mazowiecka jest Warszawa. Rawa Mazowiecka jest mazowiecka w nazwie, a autobusowych kursów (połączeń kolejowych nie ma) jest stamtąd więcej do Łodzi, niż Warszawy.

Bazylika katedralna w Łowiczu (fot. Jolanta Dyr, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

T.L.: Czy pojawienie się kolei na Mazowszu w XIX wieku zrewolucjonizowało ten region?

L.H.: Bezwzględnie tak. Niemal wszędzie tam, gdzie pojawiły się tory kolejowe w ślad za nimi szła zabudowa, tak mieszkalna, jak i przemysłowa. Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska dotarła do Grodziska w 1845 roku i zanim zadomowił się w nim przemysł, Grodzisk Mazowiecki był letniskiem i uzdrowiskiem. Mało kto o tym pamięta, prócz grodziszczan oczywiście. Gdyby nie ta kolej żelazna nie byłoby mazowieckiego przemysłu, na przykład lniarskiej potęgi Żyrardowa, swoimi produktami obsługującej całą Rosję, aż po Ocean Spokojny.

W roku 1877 w kierunku Lublina ruszyła z Warszawy linia kolejowa, zwana Drogą Żelazną Nadwiślańską. Rozniosła się wtedy w Warszawie sława wspaniałego mikroklimatu sąsiadującej z koleją okolicy. Letniskowa sława podwarszawskich okolic tam się zaczęła, w Aninie, Radości, Otwocku. Tamte letniskowe osiedla pośród rosnących na piaszczystych wydmach sosnowych borach wciąż trwają, zmienione dzisiaj w podmiejskie podwarszawskie osiedla sypialniane, złożone głównie z jednorodzinnych domów i willi.

Na wschodnich przedpolach Stolicy, za rogatkami warszawskiej Pragi, zbudowana w roku 1862 Droga Żelazna Warszawsko-Petersburska zaraz po uruchomieniu uruchomiła boom budowlany. Do Zielonki i Wołomina zrazu przybywali letnicy, bo okolica była ładna, lecz wkrótce potem zaroiło się od robotników, bo w Wołominie powstała huta szkła. A że gleby wokół kolei nie najlepsze, z czasem do osiedli koło kolei ściągnęli rolnicy, zmieniając się niebawem w nieznaną przedtem klasę społeczną, zwaną chłoporobotnikami. Nie tyko tam i nie tylko dawniej.

Rozkład Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej z połowy XIX wieku (domena publiczna).

Kolej jest nadal motorem zmian. Exodus ludności wiejskiej ku kolei trwa nadal. Jednym z klasycznych przykładów tego zjawiska jest Osieck na południowo-wschodnim Mazowszu. Miał w przeszłości prawa miejskie, od dziesięcioleci jest już wioską, ale charakter miasteczka wciąż zachowuje. Jest rynek obszerny i ulice wychodzą z jego rogów jak trzeba, ale mieszkańców ubywa. W 1997 roku miejscowy proboszcz, ks. Eugeniusz Matyska załamywał nad tym ręce: „Dzieci jest coraz mniej. Obecnie więcej umiera, niż się rodzi. Parafia się gwałtownie starzeje. Pełno domów już wymarłych. Wykupują je warszawiacy na domki wypoczynkowe na lato. Często młodzi ledwie pobiorą się, a już budują sobie domy w Pilawie lub w Celestynowie w zależności, z której strony mieszkają”. To trwa nadal. Osieck powoli umiera. W weekendy do Osiecka nie dociera żaden autobus, do stacji kolejowej w Pilawie jest 10 km.

T.L.: Wiele dziś mówi się o tym, że wbrew „blaskowi Warszawy” Mazowsze to region biedny i wymagający pomocy. Czy zgodzi się Pan z tą opinią?

L.H.: Od czasów budowy kolei terespolskiej – pisała mi niedawno znajoma, mieszkająca w Mrozach przy tej linii – wszyscy zapragnęli mieszkać jak najbliżej kolei, ale koniecznie na południe od niej. Tak więc tak położone Podciernie, niedawno uboga wioseczka, teraz pysznią się potężnymi domiszczami, natomiast na północ od Mrozów i Kałuszyna, w tej samej mniej więcej odległości od kolei, 5-10 km, krajobrazy są uroczo wiejskie i sielskie, wioski z rzadko rozrzuconymi chałupami, stare krzyżyki na rozstajach, bocianie gniazda, płoty ze sztachet, stare sady, polne drogi... I ani jedno przydrożne drzewo nie okaleczone piłą. Pewnie się tam żyje biedniej, ale może godniej?

Jechałem niedawno tą trasą przez uchodzące za ubogie wschodnie Mazowsze. Nowoczesny podmiejski pociąg był naszpikowany elektroniką, a za jego oknami widniał krajobraz pełen nasyconej deszczem zieleni, zaś pośród niego imponowała jednorodzinna zabudowa. Wioski zmieniły się już w osiedla, a domy w nich porządne nad wyraz, nakryte dobrą dachówką, otoczone zadbanymi ogrodami, ogrodzone świetnymi ogrodzeniami. Polska jawiła się nam jako kraj może nie bogaty, ale bardzo dostatni. Ta dostatniość rzucała się w oczy. Jakoś nie bardzo ten widok kojarzył się nam z powszechnym narzekaniem. Niedawno ze zdumieniem przeczytałem, że ok. 70% Polaków uważa się za szczęśliwych. Na tym jakoby biednym Mazowszu również. Zadziwiające.

Przecież jednak są okolice, w których żyje się niełatwo, są jeszcze części Mazowsza, które domagają się pomocy i wciąż szukają swojego sposobu na życie, bo gleby są kiepskie, rolnictwo sensu wielkiego nie ma, do miasta daleko i publiczna komunikacja jest beznadziejna.

Dworek w Żelazowej Woli (fot. Wojsyl, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

T.L.: Wycieczkę w które miejsce zaproponowałby Pan typowemu „warszawskiemu słoikowi” z innego regionu na „dobry początek” przygody z Mazowszem?

L.H.: Według przeprowadzonych ostatnio badań zdecydowana większość tzw. „słoików” przybyła do Warszawy z mazowieckiej prowincji. Swoją przygodę z Mazowszem zaczęli więc już w dzieciństwie, jakże im tę prowincję pokazywać? Że: swego nie znacie? Albo że: najciemniej jest pod latarnią? Od czegoś jednak zacząć trzeba. Poruszającym się własnym samochodem zdecydowanie na początek poleciłbym całodzienny wyjazd do muzeum w domu urodzenia Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli i po jego odwiedzinach wstąpienia do sąsiadującego z nią Kampinoskiego Parku Narodowego; w Granicy koło Kampinosu jest wygodny leśny parking, interesujące puszczańskie muzeum w plenerze i są trasy przechadzkowe, a dużej urody żółto znakowany szlak dla pieszych po godzinie wędrówki wśród starych sosnowych borów doprowadza do zabytku przyrody i historii, wiekowego Dębu Powstańców Styczniowych.

Polecamy książkę Lechosława Herza „Podróże po Mazowszu”:

Lechosław Herz
Podróże po Mazowszu
44,90 zł
Wydawca: Wydawnictwo ISKRY
Okładka: twarda z obwolutą
Liczba stron: 388
Format: 165 x 235
ISBN: 978-83-244-0451-3
EAN: 9788;324404513
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Tomasz Leszkowicz
Doktor historii, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Publicysta Histmag.org, redakcji merytorycznej portalu w l. 2006-2021, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Autor artykułów w czasopismach naukowych i popularnych. W czasie wolnym gra w gry z serii Europa Universalis, słucha starego rocka i ogląda seriale.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy