Opublikowano
2017-03-01 20:20
Licencja
Wolna licencja

Skąd się wzięła popularność „Wyklętych”?

Wyklęci, których obecnie coraz częściej nazywa się Niezłomnymi, pojawili się nagle w polskiej świadomości historycznej, zawładnęli nią w pełni i stali się jednocześnie elementem historyzującej popkultury. Co wpłynęło na ich rozgłos i w jaką stronę będzie się to rozwijać?


Zobacz też: Żołnierze Wyklęci – historia i pamięć

Żołnierze Wyklęci są niewątpliwie mitem. Mitem niezbędnym dla Polski po 1989 roku, bo pełni on funkcję historycznej klamry spinającej współczesność z II RP, a jednocześnie odrzuca PRL jako legalną formę polskiej państwowości. Są także legendą, bo przecież ludzi określanych dziś „Wyklętymi” lub „Niezłomnymi” nie da się zebrać w jedną, spójną całość. Łączyła ich niechęć do Polski Ludowej, ale przecież nieporównywalne było ich zaangażowanie w bezpośrednią walkę z komunistami, czy nawet jej forma. Pod tymi pojęciami rozumie się partyzantów, żołnierzy Armii Krajowej, skazanych na śmierć lub długoletnie więzienie po II wojnie światowej (mimo deklaracji złożenia broni), członków różnych formacji polityczno-wojskowych po 1944 roku, a czasem nawet cywilne ofiary represji stalinowskich.

Mural upamiętniający Żołnierzy Wyklętych w Gorzowie Wielkopolskim (fot. Stiopa, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe).

Nie ma zatem spójnej definicji Żołnierzy Wyklętych, choć wspólne mianowniki wydają się dwa: fakt ofiary poniesionej z rąk komunistów i zwalczanie pamięci o tej grupie ludzi przez propagandę komunistyczną. Dla historyków zajmujących się tym zagadnieniem i próbujących zachować obiektywizm, problem zdefiniowania pojęcia jest dostrzegalny. W epokowej publikacji IPN z 2007 roku, syntetyzującej wiedzę o ludziach walczących z instalacją władzy ludowej, autorzy używają określenia „podziemie niepodległościowe” (Atlas podziemia niepodległościowego 1944-1956, Lublin 2007), które dużo celniej określa to zjawisko. Istnieje także pierwotne pojęcie „II konspiracji”, coraz rzadziej jednak spotykane w tym kontekście.

Pojęcie „Żołnierze Wyklęci” okazało się nośne na tyle, że występuje w oficjalnej nazwie święta narodowego ustanowionego w 2011 roku. Obecnie zaczyna się także stosować słowo „Niezłomni”. Tak nazwani zostali w nowej serii monet kolekcjonerskich wydanych przez NBP (Wyklęci przez komunistów Żołnierze Niezłomni). Obydwie nazwy wypełnione są ogromnym ładunkiem emocjonalnym, dużo większym niż obojętne i neutralne „podziemie niepodległościowe”. Jednocześnie zamykają dyskusję nad sensownością, zasadnością, czy wreszcie etyką działań poszczególnych bohaterów określanych tym mianem. Skoro byli „wyklęci”, to jakakolwiek próba krytyki narażona jest na oskarżenia o hołdowanie komunistycznej propagandzie, „niezłomni” podkreślają przy tym nieskazitelność charakteru, cnotę niedyskutowalną.

Stworzenie tych dwóch pojęć legło u podstaw popularności mitu Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych. Po pierwsze nazwano w ten sposób temat trudny i niezagospodarowany, historycznie obciążony mrokami propagandy PRL-owskiej. Po drugie nadano mu przez te stwierdzenia charakter emocjonalny. Po trzecie wreszcie, mit Wyklętych wymusił jednoznaczną ocenę wydarzeń po 1944 roku na ziemiach polskich, ujednoznacznił historię i przedstawił ją w czaro-białych barwach. Wypełnił tym samym potrzebę bezpośredniego, negatywnego odniesienia się do PRL-u, będącego na przekór zniuansowanym ocenom. Dodatkowo uczynił to przez bohaterów jednostkowych i wyrazistych, doskonale pasujących na koszulki, symbole, hasła.

Żołnierze V. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, w środku jej dowódca, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” (domena publiczna).

Oczywiście była to potrzeba realna. Podziemie niepodległościowe po 1944 roku zasługiwało na swoje miejsce w historiografii polskiej i panteonie bohaterów. Realne było też przekonanie, że po roku 1989 wiele spośród historii o II konspiracji było nieodkrytych. Nimb tajemniczości i przywracania pamięci wpływał stymulująco na kreowanie mitologii. Do tego doszła potrzeba wykreowania bohaterów nowych czasów. Potencjalnie mogli być nimi oczywiście założyciele „Solidarności”, ale ich zbyt mocno dotyczy jeszcze bieżąca polityka, by mogli stać się postaciami pomnikowymi. Na ich legendę przyjdzie jeszcze czas.

Podziemie niepodległościowe doskonale zaś się do tego nadawało. Było w pewnym sensie kontynuacją działań konspiracji w czasie II wojny, jako pierwsze sprzeciwiało się komunizmowi, a pamięć o realnych poglądach poszczególnych przedstawicieli tego ruchu zanikła na tyle, że można było snuć wokół nich jakąkolwiek narrację.

Skorzystały na tym przede wszystkim stronnictwa skrajnie nacjonalistyczne, które dzięki mitowi Wyklętych zaczęły nachalnie etykietować to środowisko emblematami Narodowych Sił Zbrojnych i innych formacji tworzonych przez nurty radykalnie narodowe. W społecznym odbiorze stały się zresztą niemal równe podziemiu poakowskiemu. W przestrzeni popkulturowej symbol Polski Walczącej zrównany został symbolice NSZ, choć przecież historyczne sprzeczności pomiędzy tymi organami były więcej niż oczywiste. Narodowcom udało się tym samym przysłonić postać Bolesława Piaseckiego i związków przedwojennych nacjonalistów z reżimem komunistycznym. Jednocześnie nastąpił proces spychania na boczny tor Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Wielka w tym rola środowisk kibicowskich, bliskim nacjonalistycznej prawicy. Kultura kibicowska – wklejki, grafiki, estetyka – zdominowała mit Niezłomnych.

Krzyż Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość na pomniku Żołnierzy Wyklętych w Rzeszowie (fot. Lowdown, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0). Niewielu dziś pamięta, że 1 marca nie jest świętem narodowym przypadkowo, lecz odnosi się do rocznicy wykonania wyroków śmierci na IV Zarządzie Zrzeszenia WiN. Organizacja ta i jej w dużej mierze pacyfistyczny, stroniący od bezpośredniej przemocy, program przytłoczony został jednak przez heroiczne przykłady leśnych partyzantów. Tym samym pojęcie Wyklętych utożsamione zostało z walką, wpisało się w apoteozę wojny, co przecież w dużej mierze nie było zgodne z historyczną prawdą. Generał Fieldorf czy rotmistrz Pilecki – sztandarowe postacie – nie podjęli przecież bezpośredniego boju, a „Nil” udziału w konspiracji wręcz odmawiał. Walka bardziej jednak pobudza wyobraźnię, a archetypiczny rycerz mierzący się ze smokiem mocniej wpływa na emocje niż polityczny kunktator.

Mit Żołnierzy Wyklętych ma jeszcze jeden fundament – jego lokalność. Pozwala na odkrywanie postaci bliskich środowiskom lokalnym, regionom położonym poza Warszawą, na polskiej prowincji. Bohaterów nie trzeba szukać daleko, ale w najbliższym sąsiedztwie. Potencjał rozwoju mitu jest zatem dużo większy niż legendy Powstania Warszawskiego, które nadal odnosi się przecież do tożsamości jednego tylko miasta. Niezłomni są inni, bardziej powszechni, łatwiejsi do odnalezienia w małych środowiskach.

Jaka przyszłość czeka Żołnierzy Wyklętych? Masowość ruchu i klimat polityczny może sprzyjać jego rozwojowi. Niewątpliwe ma to swoje plusy. Dzięki temu możliwe pewnie będą badania historyczne służące poszukiwaniom grobów i identyfikacji ofiar, czy szeroko rozumiana próba monograficznego opisu tego zjawiska. Jednocześnie istnieje ryzyko bezrefleksyjnego potraktowania tematu i jego nadmiernej ideologizacji, co zresztą już dziś jest widoczne. Nadmierne eksploatowanie sprawy Niezłomnych może zakończyć się znudzeniem tematu i jego sparodiowaniem. Niespodziewanym efektem może być jednak to, że pod wpływem wszelkich negatywnych i pozytywnych znamion tego mitu, w wirze debaty na jego temat, historycy pokuszą się o rzetelne badania nad okolicznościami instalacji systemu komunistycznego w Polsce po 1944 roku, bez tak jednoznacznych barw.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką” – Tom drugi!

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego t.2”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-930226-9-4

Oprawa: miękka

Liczba stron: 240

Format: 140×195 mm

21 zł

(papierowa)

6,9 zł

(e-book)
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

@Marek Baran, @bartensteiner, dyskusja weszła na tematy: "Co pożytecznego dla Polski zdziałali nonkonformiści" i "oni maja najwięcej krwi na rękach" "gloryfikowanie ich demoralizuje i dzieli społeczeństwo".
Co do tego pierwszego trzeba podkreślać różnice między anarchistami , którzy tylko niszczą zastany porządek, a nonkonformistami, którzy nie zgadzają się na zastany porządek, bo mają program lepszy. Gdyby w dziejach ludzkości nie było nonkoformistów, bylibyśmy do dziś na etapie jaskini i maczugi. Zaś w dziejach Polski - padlibyśmy łupem Hunów, Awarow, Germanów, Mongołów-Tatarów, Turków, zaborców, hitleryzmu, stalinizmu, islamizmu itp.

To prawda, że każda walka i wojna demoralizuje. Ale nie jest to wina nonkonformistów, lecz "oporników, a zwłaszcza agresorów. Nie należy odwracać ról i ofiar nazywać agresorami i przyczyną zła, a w temacie "wyklętych" myślę o konkretnym złu: wprowadzanym do Polski bolszewizmie. Ktoś musiał stawić opór, choćby za cenę niezamierzonej własnej demoralizacji i przegranej. Mędrkowanie, że należało przewidzieć obliczyć wielkość strat, jest przeważnie cechą konformistów, którzy mają wyrzuty sumienia, że nie uczestniczyli w oporze i doprowadzili do jego przegranej, albo cechą agresorów/krzywdzicieli.

Czy gloryfikować "wyklętych"? Jeżeli nonkonformizm musiał być połączony z walką, to zawsze będą jakieś straty. Czyż by więc postulować likwidacje wszystkich pomników? A może lepiej nauczyć się UMIEĆ GLORYFIKOWAĆ, gloryfikować pozytywne czyny, a nie kanonizować całości dokonań, nie wmawiać, że "o bohaterach tylko dobrze"? Wtedy może nawet dla Bandery mógłby być jakiś pomnik - czyli dla niektórych jego czynów!



Odpowiedz

@ At Atimes: Można i tak rozumować i tak postępować. Ja wolę sienkiewiczowską poradę włożoną w usta Maćka z Bogdańca: " - A tymczasem trza harować - i majętności przysparzać, aby godnie w pole wystapić". Waść chcesz odwrotnie - trudno.



Odpowiedz

@ At Atimes: Dokonałeś wiekopomnego wyczynu semantycznego: zrównałeś znaczeniowo nonkonformizm z bandytyzmem!



Odpowiedz

@ bartensteiner, Nie wiem, gdzie w ostatnim poscie znalazłeś słowo bandytyzm, że musiałeś wypowiedzieć się w sprawie jego semantyki. Domyślam się, że domyśliłeś się go w zdaniu o oporze przeciw bolszewizmowi.



Odpowiedz

@bartensteiner napisał: "Dzień "żołnierzy wyklętych", który przecież ustanowiono parę lat przed przejęciem władzy przez PiS, ma wtłoczyć młodzieży nową objawioną prawdę,"
- Nie tak! "Żołnierze Niezłomni-Wyklęci" są ta grupą, która do dziś nie doznała sprawiedliwości. Niektórzy nadal są porzuceni ("w bagnach, krzakach lub kloakach"), albo bezimienni. Winowajcy lub ich wspólnicy nadal żyją. Dlatego tyle sprzeciwu wobec ujawniania zwłok i aktów upamiętniania. Między rozmaitymi grupami walczących były rywalizacje o pola bitwy, odpowiedzialność i środki już w czasie wojny, a także po wojnie. Ci, którzy po wojnie kontynuowali opór, padali ofiarą złej propagandy reżimu komunistycznego i ona do niektórych umysłów dość łatwo się przylepiała i tkwi w nich do dziś. A dzisiejsi akowcy w tym naprawianiu sprawiedliwości i wydobywaniu z otchłani Niezłomnych-Wyklętych czują jakby zagrożenie swojej "jedyności" w powojennej chwale. A niektórzy inni - czująca wyrzuty sumienia postkomuna - chyba świadomie stara się ich poróżniać... Czy nie tak, bartensteiner?
Piszę to jako ten, o którego te sprawy ocierały się niejako o skórę moją. Zresztą nie mogło być inaczej, skoro byłem "Agentem Imperializmu Anglo-Amerykańskiego", co od niektórych "czynników" po raz pierwszy słyszałem publicznie i oficjalnie już niejako w dzieciństwie (może tylko dlatego, że był zwyczaj, iż kogo Germańcy nie zdążyli zabić, a miałem taką szansę dokładnie jako maluch-przedszkolak, to po wojnie należy dobijać!). Dlatego też, czując się dziesiątkami rozmaitych aktów komuny "Wyklęty", kibicuję teraz, choć bez fanatyzmu, wszystkim w pełni Wyklętym.



Odpowiedz

@ At Atimes: I tak, jak zaginęła pamięć o tym, iż polityka IIRP, począwszy od Kordonu Sokalskiego i np. uniwersytetu w Stanisławowie mogła w sporym stopniu przyczynić się do trwania nienawiści Ukraińców do Polaków, tak na naszych oczach z historii Wyklętych (przynajmniej w propagandzie) pozostaje tylko walka z tzw. komunistami. Wsystkie ich ofiary - nie tzw. komuniści - nawet ci, których imiona i nazwiska znajdują się w IPN zostają zapominani. Tylko patrzeć, jak nie będzie ich w ogóle. Nie będzie też o "najpolściejszym" warcholstwie politycznym WiN i jego końcowej kompromitacji w postaci V Komendy.



Odpowiedz

@ Marek Baran , Nie znam tego "najpolściejsiejszego warcholstwa WIN".
Wiem tylko, że byli tam także lub w większości najwspanialsi Polacy!



Odpowiedz

@ At Atimes: Warcholstwo (może lepszy byłby surrealizm jako prymat idei nad rzeczywistością) WiN według mnie polegało na przykład na:
- niemożności porozumienia się z PSL- niezależnie od tego jakie było, ale było
- odrzucaniu reformy rolnej, a to ówczesnych warunkach świadczyło o braku realizmu
- odrzucaniu granic z Jałty - oczywiście temat "nie do przełknięcia" dla społeczeństwa polskiego, lecz czy warto bić głową w mur - lepiej ją zdrową zachować
- czekaniu na III wojnę światową, czyli na co? Chyba na ostateczne zniszczenie terenu, na którym toczyły by się walki.
Oprócz tego, skąd brało się dziwnie łatwe likwidowanie przez UB kolejnych kierownictw WiN?



Odpowiedz

@ Marek Baran. Pominąłeś być może najważniejszą przyczynę udziału w zbrojnym podziemiu, jaką była niemożność ujawnienia się dotychczasowych partyzantów wobec aktualnych władz, zarówno polskich, jak i radzieckich. Konieczność życia w konspiracji była spowodowana m.in. tym, że NKWD powszechnie "rozwalało", a przynajmniej lokowało w łagrach tych, którzy wcześniej na Wileńszczyźnie i Białorusi chronili ludność (nie tylko polską) przed partyzantką radziecką, czego przykładem może być chociażby "Łupaszko". Również członkowie NSZ i osoby je wspomagające byli automatycznie kwalifikowani jako hitlerowcy, z łatwym do przewidzenia rezultatem. Czasami samoistnym powodem wpadnięcia w łapy UB była przynależność do AK. Wielokrotnie zastanawiałem się, jak ja bym wówczas postąpił, a do tej pory nie znalazłem odpowiedzi.



Odpowiedz

@ Marek Baran , udajesz realistę, ale bartensteiner w tym bije Cię na głowę!
Natomiast wyglądasz mi w dyskutowanym temacie na konformistę. A to jeszcze gorzej!



Odpowiedz

@ bartensteiner: Oczywiście iż wymienieni mieli dość mizerny wybór, lecz właśnie oni mają najwięcej krwi na rękach w tym chyba jednak bezsensowne pacyfikacje białoruskich wsi.
@ At Atimes: Odpowiem pytaniem. Co pożytecznego dla Polski zdziałali "nonkorfomiści"? Stalinizm i tak nastał a represje nowej władzy w oczach wielu zyskały uzasadnienie. Jeszcze raz przypomnę Batalion Skała. Walczyli dokąd to miało sens, nie mieli niewinnej krwi na rękach. Później poszli odbudowywać kraj, porobili kariery, nikt nie został tzw. działaczem. Represje - bardzo umiarkowane, jak na owe czasy - dotknęły tylko kilku spośród kilkuset. Czy oni byli konformistami??



Odpowiedz

@ Marek Baran. Wieloletnie posługiwanie się bronią przez młodych ludzi i częste obcowanie ze śmiercią prowadziło do ich nieprawdopodobnej wręcz demoralizacji. Trudno nawet sobie wyobrazić, by nienawykli do codziennych uciążliwości młodzieńcy, wraz z zakończeniem wojny, chcieli pogodzić się z faktem, że tzw. chleb powszedni zdobywa się w ciężkim trudzie, skoro przy użyciu broni i z kolegami można go było zdobyć o wiele łatwiej. Czasami w swych wywodach przywołuję zasłyszane wspomnienia ojca i jego kolegów, którzy wieszali psy na tzw. powojennych partyzantach, nazywając ich przeważnie bandytami. Bandytyzm ten w sporej mierze jest rezultatem obiektywnie istniejących wówczas okoliczności, w których patologia charakterów ludzkich odgrywała mniejszą niż zazwyczaj rolę. Ale przyznaję: gloryfikowanie ich demoralizuje i dzieli na wrogie sobie obozy dzisiejsze społeczeństwo. Tak, jak na Ukrainie gloryfikowanie OUN/UPA.



Odpowiedz

@ bartensteiner: Nieuchronna demoralizacja to dość powszechny skutek długiego przebywania "w lesie". W przytaczanym przykładzie żołnierze Batalionu Skała, jak się wydaje uniknęli tego, być może głównie dlatego iż nie działali w tak okrutnych warunkach jak pańscy krewni. W większości pochodzili z Krakowa i okolic a na codzień pracowali i mieszkali ze swymi rodzinami. Do dorosłych lat nie zdawałem sobie sprawy z jak wieloma z nich przecięły się - choć na chwilę - moje drogi. Dwóch z nich było moimi wykładowcami na AGH. W miejscowości w której się wychowywałem chodziłem do kina "u Poganów", czyli rodziny z której wyszli załozyciele jednego z oddziałów, który później wszedł w skład "Skały". Znacznie później, już w pracy poznałem jednego z walczących tam żołnierzy. Chronologicznie na koniec dowiedziałem się, iż mój rodzony wujek a i jego serdeczny kolega (późniejszy profesor AHG) też tam byli, tyle iż wujek z powodu słabego zdrowia nie wyruszył w pole a najzwyczajniej w świecie zajmował się naprawą wszelkiego rodzaju ekwipunku. Może i ci ze "Skały" mieli szczęście?



Odpowiedz

Mniej więcej to samo, co napisałem w swym ostatnim poscie, znalazłem w dzisiejszej GW, w wypowiedzi p. Anny Jakubowskiej, b. sanitariuszki Batalionu Zośka: "...- Wtedy jeszcze nie myślałam, że to stopniowe urabianie społeczeństwa przez PiS, świadome eliminowanie AK z powszechnej świadomości na rzecz własnego pojęcia bohaterstwa. Dopiero kiedy prezydent Duda w przemówieniu na Święto Niepodległości przez 17 minut wymieniał liczne formacje walczące na przestrzeni wieków o Polskę, a nie wymienił ani Armii Krajowej, ani powstańców warszawskich, uświadomiłam sobie, że to nowa polityczna dyrektywa. Dzień "żołnierzy wyklętych", który przecież ustanowiono parę lat przed przejęciem władzy przez PiS, ma wtłoczyć młodzieży nową objawioną prawdę, którą będą zawierały drukowane w pośpiechu podręczniki historii najnowszej...".
Coś mi się wydaje, że Autor omawianego artykułu zdał się na forumowiczów w wyrażaniu swoich poglądów.



Odpowiedz

Zapytano w artykule: Jaka przyszłość czeka Żołnierzy Wyklętych? Otóż swoich dwóch z mojego geograficznego pobliża nazywam Niezłomni-Wyklęci. To dodaje wiele pozytywnej i prawdziwej treści, choć drugi człon także wyraża historyczną prawdę.
Czytając wiele takich życiorysów łatwo przekonuję się, że za partyzanckie kradzieże żywności czy cywilne wykroczenia nie byli skazywani na 10, 12 lat, dożywocie czy karę śmierci. Po wysokości kary łatwo poznaję, że są bohaterami sprzeciwu politycznego, propolskiego.
Dziś nawet mocno wzruszyłem się, czytając ponownie o człowieku skazanym na 10 lat w procesie dwudziestu w Krakowie 1946 r. w którym na śmierć skazano aż siedmiu. Tenże "mój" nikogo nie zabił, nie strzelał, nie kierował akcjami, a tylko wspierał grupy, w tym trochę materialnie. Po pięciu latach opuścił ciężkie więzienie zdruzgotany, niezdolny już psychicznie i fizycznie do normalnej pracy. Współwięźniowie dają o nim jak najlepsze świadectwo z lat aresztowania! Czuję, że takiemu dziesięć pomników nie byłoby za dużo! Prawdziwie Niezłomny, choć Wyklęty!
A tymczasem jego nazwiska trudno znaleźć na spisach Wyklętych!



Odpowiedz

Przez roztargnienie pominąłem zasadniczy powód obecnej, rozdętej do niebywałych rozmiarów celebry, tzw. żołnierzy wyklętych. Odbywa się ona z powodu konieczności zastąpienia czymś wypalającej się żarliwości wyznawców religii smoleńskiej i wiary w ideowość członków PiS. Przecież nawet najbardziej entuzjastyczni wyznawcy zamachu oraz nadzwyczajności zmarłego Prezydenta RP, zaczynają mieć wątpliwości w spiskowe rewelacje A. Macierewicza, a dzięki internetowi mają dostęp do zdjęć, gdzie Lech Kaczyński pije wódkę w Magdalence z Kiszczakiem i Urbanem. Dokonywana obecnie "dobra zmiana" wymaga więc wytworzenia podłoża ideologicznego, ukazującego nas (czyli PiS), stojących po stronie dobrych "wyklętych" - niezłomnie walczących z komunizmem, przeciwko reprezentantom zła, objawiającego się m.in. konformizmem AK, która w styczniu 1945 r. rozwiązała się, oddając Polskę na łup komunistom. Przyznaję, że jeszcze nie zetknąłem się z tak wyraźnie wyrażonym zdaniem ze strony rządzących, lecz idea ta snuje się już pomiędzy wierszami oficjalnych wypowiedzi, czekając, by w stosownym czasie zostać wyrażona expressis verbis. Skoro zastępuje się "ich" bohaterów Solidarności "naszymi" - a zadanie to bardzo karkołomne, to najwyższy czas, by zastąpić bohaterów sprzed 70 lat "naszymi" z NSZ lub WiN, zwłaszcza że dziś trudno przeciętnemu zjadaczowi chleba zweryfikować ich postępowanie.



Odpowiedz

@ bartensteiner, Jak można wypowiadać się obiektywnie, jeśli pisarczyk swoje myśli ma tak mocno omotane emocjami politycznymi, prawda, bartensteiner?



Odpowiedz

@ bartensteiner: Nieco pamiętam podobne zabiegi wokół Gwardii Ludowej gwałtownie zakończone z dojściem do władzy ekipy E. Gierka. Sądzę, iż może pojawić się nieco podobna "powtórka" ale to czas pokaże.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org