Sławomir Koper – „PRL Artyści niesforni” – recenzja i ocena
Sławomir Koper – „PRL Artyści niesforni” – recenzja i ocena
Systemowe ramy narzucane przez aparat państwowy okazywały się bezsilne wobec fantazji i stylu życia ówczesnych buntowników. Trudno przecież kontrolować kogoś takiego jak performer Andrzej Partum, zbijający widzów z tropu wąchaniem stóp w połowie koncertu. Równie nieuchwytny dla cenzorów był Miron Białoszewski ze swoim niszowym, trudnym do rozszyfrowania dorobkiem. Komunistyczną prozę życia na celownik wzięła natomiast Pomarańczowa Alternatywa, obnażając ustrój poprzez ironiczne, uliczne akcje w przebraniach krasnali. Z kolei kostiumografka Małgorzata Spychalska wręcz zachłysnęła się życiem warszawskiej bohemy, a swoimi ekscesami i barwnym życiem miłosnym przysporzyła nie lada problemów polskim dyplomatom we Francji. Azylem dla tych nietuzinkowych, szukających wolności postaci był klub Lambada, który swoim poziomem i klimatem z powodzeniem dorównywał lokalom z Nowego Jorku.
Książka, licząca ponad 300 stron, została podzielona na sześć rozdziałów. Podróżujemy w niej od realiów peerelowskiej sceny artystycznej skupionej wokół Mirona Białoszewskiego, aż po pierwszy klub zrzeszający gejów i ponure realia milicyjnej akcji Hiacynt. Publikacja ukazuje wprawdzie tylko wybrany fragment barwnego życia artystycznego PRL-u, niemniej autor, dzięki sprawnie prowadzonej narracji, świetnie przybliża czytelnikowi klimat tamtych lat. Koper wprowadza nas w słynne miejscówki, w których przesiadywała ówczesna bohema, i krótko wyjaśnia, jak wyglądała sytuacja materialna twórców oraz jak odnajdywali się oni w nowej, politycznej rzeczywistości.
Przybliżając sylwetki Białoszewskiego, Partuma, Spychalskiej czy twórców Pomarańczowej Alternatywy, autor stosuje ciekawy zabieg literacki. Same biografie artystów nie są tu najważniejsze, stanowią raczej klucz, dzięki któremu Koper ukazuje ich otoczenie, relacje z innymi twórcami, powiązania ze światem polityki oraz istotę sztuki, którą uprawiali.
Zgrzyta mi natomiast rozdział szósty, skupiający się na środowisku LGBT i akcji Hiacynt. Zabrakło w nim płynnego przejścia i powiązania z poprzednimi częściami, co we wcześniejszych rozdziałach autorowi udawało się bardzo sprawnie.
Na ogromny plus zasługuje natomiast sposób, w jaki autor przybliża czytelnikowi rolę sztuki performatywnej. Dla wielu odbiorców ten rodzaj twórczości, oparty na ulotnym działaniu, happeningu może się wydawać niezrozumiały lub wręcz dziwaczny. Koper jednak świetnie tłumaczy jego sens na tle epoki. Z tej opowieści jasno wynika, że sceniczne ekscesy czy uliczne akcje krasnoludków nie były pustymi wybrykami znudzonych twórców, ale celowym, zuchwałym manifestem wymierzonym w szarą rzeczywistość i narzucone konwenanse.
Od strony technicznej Wydawnictwo Harde stanęło na wysokości zadania. Książka jest wydana na dobrym poziomie, a miękka oprawa i szata graficzna spójnie nawiązują do całej serii autora o PRL-u. Dużym plusem są wkładki zdjęciowe wplecione w treść. Znajdziemy tu również nieliczne przypisy harwardzkie (anglosaskie) oraz selektywną bibliografię na końcu książki, dzięki której czytelnik może samodzielnie zgłębić historię konkretnego artysty bądź ruchu.
„Artyści niesforni” to pozycja, którą czyta się przyjemnie, a dzięki licznym, krótkim podrozdziałom świetnie sprawdza się w lekturze „w biegu”. Czy zaskoczy osoby już wtajemniczone w artystyczną bohemę PRL-u? Zapewne nie, może poza pojedynczymi faktami. Jednak dla czytelników kompletnie zielonych w tym temacie będzie to znakomity punkt wyjścia. Bardzo możliwe, że dla wielu stanie się pierwszą książką, która zachęci ich do zgłębienia tematu i sięgnięcia po kolejne, opatrzone bogatszym aparatem naukowym pozycje.
