Opublikowano
2013-08-18 11:42
Licencja
Wolna licencja

Song Jiaoren i aborcja chińskiej demokracji

Nieco ponad sto lat temu, 22 marca 1913 roku, w skrytobójczym zamachu zginął Song Jiaoren. Założyciel Kuomintangu, zwycięzca pierwszych demokratycznych wyborów w Chinach, ich niedoszły premier i nadzieja na wyjście z cywilizacyjnej zapaści. Jego śmierć miała ogromne znaczenie dla przyszłych losów Kraju Smoka.


Strony:
1 2

W XIX wieku olbrzymie chińskie imperium przeżywało strukturalny kryzys. Zapóźnienie cywilizacyjne spowodowało, że Państwo Środka zaczęło ulegać europejskim mocarstwom, które od czasu pierwszej wojny opiumowej wymuszały na cesarstwie przyznawanie im coraz większych przywilejów: zarówno gospodarczych jak politycznych, a nawet terytorialnych. Rządząca Chinami mandżurska dynastia Qing nie była zdolna do naprawy państwa, co w latach 50. XIX wieku doprowadziło w południowych i środkowych Chinach do wybuchu powstania zwanego powstaniem Tajpingów. Buntownicy, którzy pochodzili głównie z ubogich warstw, przez kilkanaście lat rządzili ogromnymi obszarami Chin.

Pieczęć Tajpingów

Ponieważ w okresie tym wybuchły także inne powstania, m.in. chińskich muzułmanów i mniejszości narodowych, rząd cesarstwa nie był w stanie pokonać Tajpingów. Ostatecznie obowiązek ten wzięli na siebie wielcy chińscy obszarnicy, którzy utworzyli własne lokalne armie, czyniąc to jednak wbrew obowiązującemu prawu i przy wyraźnej niechęci rządzących Chinami Mandżurów, którzy słusznie obawiali się emancypacji chińskiej elity.

W ostatniej fazie powstania w zniszczeniu Tajpingów aktywnie pomogły oddziały państw europejskich, których rządy uznały, że w ich interesie leży popieranie słabego rządu w Pekinie. Już w czasie trwania powstania Anglicy, Amerykanie i Francuzi rozpoczęli jednak nową wojnę opiumową z cesarstwem, podczas której zajęli Pekin i zrabowali oraz spalili m.in. jeden z cudów ówczesnego świata, tj. słynny Pałac Letni. Następne lata przyniosły dalsze upokarzanie cesarstwa. Mocarstwa zaczęły rywalizować między sobą o to, które z nich wykroi sobie większy kawałek chińskiego tortu. Pod koniec XIX wieku do starych kolonizatorów dołączyły nowe imperia: Rosja i Japonia. Drugie z tych państw sprowokowało w 1894 roku wojnę, w wyniku której Chiny zmuszone zostały m.in. do oddania Tajwanu.

Postępujący upadek Chin, przypominający rozbiory Polski (przypadek naszego kraju był znany i dyskutowany przez patriotyczną, intelektualną elitę Chin), stał się dla młodego cesarza Gunagxu bodźcem do podjęcia próby reform. Niestety, rządząca faktycznie Chinami cesarzowa wdowa Cixi, mając poparcie konserwatywnej mandżurskiej arystokracji, dokonała w 1898 roku zamachu stanu, uwięziła swojego siostrzeńca cesarza i aresztowała część jego reformatorskich doradców, którzy zostali straceni. Pozostali zdołali uciec z kraju i udali się do Japonii, która stała się w tym czasie miejscem pobytu dla chińskich politycznych emigrantów.

Panoszenie się Europejczyków w Chinach oraz brak szans na reformy spowodował wybuch powstania tajnego stowarzyszenia adeptów sztuk walki, powstałego jeszcze na początku XIX wieku, które przeszło do historii pod nazwa powstania bokserów (1899–1901). Wymierzone głównie w cudzoziemców, zostało zdławione przez oddziały wojskowe ośmiu światowych potęg, które działały w tym przypadku niesłychanie solidarnie. W takich czasach dorastał, urodzony w 1882 roku w prowincji Hunan, Song Jiaoren.

Opozycjonista

Song Jiaoren (fot. domena publiczna) Song w wieku sześciu lat zaczął naukę w prywatnej szkole, a mając siedemnaście lat ukończył college. Wielce charakterystyczne było, że mimo iż był on wybitnym uczniem, nie zdecydował się pójść tradycyjną drogą wykształconych Chińczyków i nie przystąpił do słynnych chińskich egzaminów, będących najpowszechniejszym sposobem rozpoczynania kariery przez młodych ludzi pochodzących z wykształconych warstw społecznych.

Song interesował się przede wszystkim światem i cywilizacją zamorskich potęg. Rok po upadku powstania bokserów spotkał w Wuchangu rewolucjonistę Huang Xinga, który również pochodził z Hunanu. Huang był tym, który wciągnął Songa w rewolucyjną robotę. W 1904 roku razem założyli Towarzystwo Odrodzenia Chin. Wkrótce Song stał się znany w kołach młodych rewolucjonistów w Wuchangu, a jednocześnie pracował w prywatnej szkole średniej jako nauczyciel. W 1904 roku zaplanował wraz z innymi rewolucjonistami atak bombowy na budynki władz miejskich w Changsha, w stolicy Hunanu. Spisek został odkryty i Song zmuszony był uciekać z Chin. Udał się na emigrację do Japonii, która była w tym czasie tradycyjnym miejscem pobytu nie tylko politycznych reformatorów z Chin, ale także rewolucjonistów. Przebywali tam mi.in Sun Zhōngshān (Sun Yat-sen) i Jiang Jieshi (Chiang Kai-shek).

Japonia epoki Meiji była też dla chińskich opozycjonistów praktycznym wzorem azjatyckiego kraju, który udanie przeprowadził „europejskie” reformy. Studiując zachodnie nauki polityczne (wielki wpływ wywarli na niego Madison i Jefferson), Song nawiązał mnóstwo kontaktów wśród chińskiej emigracji. Poznał m.in. słynnego już chińskiego rewolucjonistę, lekarza Sun Zhōngshāna. W 1905 roku był razem z Sunem jednym z głównych założycieli antymandżurskiej organizacji Tongmenghui (Liga Związkowa) powstałej w celu obalenia dynastii Qing, której przedstawicieli określano mianem „tatarskich barbarzyńców”. Liga zorganizowała kilka nieudanych minipowstań na terenie Chin, z których wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. W jednym z nich, w tzw. Drugim Powstaniu w Guangdongu, udział wziął Song Jiaoren. Skutkiem tych powstań był nacisk rządu chińskiego, który spowodował, że rewolucjoniści stali się elementem niepożądanym w Japonii. Samego Suna poproszono, żeby opuścił Kraj Kwitnącej Wiśni.

Rewolucja

Wydawało się, że Song Jiaoren zostanie wiecznym emigrantem. Na szczęście dla niego i wielu mu podobnych, jesienią 1911 roku wybuchła w Chinach rewolucja. Nie była ona jednakże dziełem chińskiej emigracji, lecz wyrazem woli chińskiego establishmentu, który uznał, że Mandżurowie nie są już w stanie gwarantować ochrony interesów chińskiej elity. Rewolucjoniści z Ligi nie mieli tak naprawdę większego wpływu na rozwój powstania. Znaczniejsze sukcesy odnotowali jedynie w Zhenjangu, gdzie Jiang Jieshi zdobył słynne Hangzhou, oraz w prowincji Guangdong, gdzie wpływy Ligi były najsilniejsze.

Żołnierze rewolucyjni w czasie powstania w Wuhangu, które zapoczątkowało rewolucję Xinhai (fot. domena publiczna)

Po wybuchu powstania Song wrócił do Chin i aktywnie włączył się w budowę nowego państwa. Wykorzystując dwuznaczną rolę, jaką grał dowódca armii cesarskiej, gen. Yuan Shikai, rewolucjoniści przechwycili inicjatywę polityczną. Generał z jednej strony utworzył 14 listopada 1911 roku cesarski rząd, a z drugiej prowadził negocjacje z regionalnymi elitami, które w czasie rewolucji uchwyciły władze w prowincjach. Uzgodniono powstanie Republiki Chińskiej. W końcu roku siły rewolucyjne (elity prowincjonalne oraz Liga Związkowa) utworzyły tymczasowy parlament.

Rewolucja Xinhai i upadek chińskiego cesarstwa

Czytaj dalej...

Ponieważ naturalny lider czyli Sun Zhōngshān był nieobecny, o stanowisko prezydenta Republiki Chińskiej zaczęli rywalizować inni liderzy Ligi, w tym Song Jiaoren. Przybycie przywódcy ruchu zakończyło tę rywalizację. 29 grudnia 1911 roku Sun Zhōngshān został wybrany tymczasowym prezydentem Republiki Chińskiej. Przy okazji doszło do konfrontacji pomiędzy nim a Song Jiaorenem, który był zwolennikiem republiki parlamentarnej z premierem i prezydentem jako symboliczną głową państwa. Spór pomiędzy nimi miał też charakter konfliktu osobowości. Sun był typem emocjonalnego rewolucjonisty znanego m.in. z romantycznych przygód, natomiast Song Jiaoren był typem menedżera. Zwyciężyła jednak koncepcja silnej prezydentury.

Rewolucja wyzwoliła energię wielu grup, które dotychczas były dyskryminowane. Jedną z nich były kobiety, których nie brakowało w ruchu rewolucyjnym. Teraz żądały praw, ale liderzy Ligi byli nieskorzy do równouprawnienia. Wówczas chińskie sufrażystki zaatakowały liderów, tak jak to robiły ich angielskie siostry. Kiedy parlament debatował nad prawami kobiet, nie dopuszczając ich nawet do przysłuchiwania się obradom, sześćdziesiąt rewolucjonistek siłą wdarło się do gmachu parlamentu, gdzie podczas szamotaniny poturbowały Song Jiaorena. To nieprzyjemne zdarzenie nie mogło osłabić jego zapału zmieniania kraju. Wkrótce stanął na czele komisji, której celem było zreformowanie systemu prawnego państwa. Efektem pracy był akt założycielski nowego państwa pt. „Organizacja Tymczasowego Rządu Republiki Chińskiej” („The Republic of China Interim Government Organization Act”).

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Mateusz Nowikiewicz |

Po lekturze powyższego artykuły musze stwierdzić, że prezentuje w znacznej mierze uproszczoną (a przez to zniekształconą) interpretację sytuacji Chin u progu Republiki oraz czynników, które doprowadziły do siłowej konfrontacji Yuan Shikaia z rewolucjonistami w 1913 r. Autor słusznie zauważył, że rewolucjoniści nie mieli w wielu prowincjach dominującego wpływu na rozwój wydarzeń podczas Rewolucji Xinhai, ale nie wyjaśnił jakie następstwa niosło to ze sobą dla układu sił w kraju w latach 1912-1913 (oraz późniejszego okresu owocującego nastaniem warlordyzmu). Nie zgodzę się, ze stwierdzeniem, że elity „jak jeden mąż” solidarnie rzuciły rękawicę rządowi mandżurskiemu. Rzeczywistość była bardziej skomplikowana. Elity mogły narzekać (i narzekały) na nieudolność i opieszałość Qingów w kwestii tempa wprowadzania reform konstytucyjnych. Naciskano powszechnie w utworzonych w 1908 r. Zgromadzeniach Prowincjonalnych na przyśpieszenie czasu zorganizowania powszechnych wyborów i spisania ustawy zasadniczej. Nawet na samym początku kryzysu związanego z kwestią upaństwowienia kolei w Sichuanie w 1911 r. (preludium dla Rewolucji Xinhai) elity nie chciały zrywać z Qingami. Ich przedstawiciele, co prawda byli oburzeni na to jak bardzo rząd chciał ich okraść ogłaszając zasady nacjonalizacji kolei i zaciągając na ten cel ogromną pożyczkę (co ciekawe, nie tyle sama pożyczka denerwowała członków elit, ale sposób jej zaciągnięcia – bez konsultacji ze zgromadzeniami). Nikt z elit, będący przy zdrowych zmysłach nie zamierzał wówczas rzucać wyzwania Qingom. Dopiero aresztowania dokonywane przez gubernatora prowincji (który wówczas totalnie stracił głowę i zdolność trzeźwej oceny sytuacji) na czołowych działaczach związanych z demonstracjami oraz ściągnięcie z granicy z Tybetem sił Nowej Armii do Chengdu (ok. 3000 żołnierzy) w oczach demonstrantów zaczęły się jawić jako znak, że rząd zamierza iść z nimi na ostre. Niemniej dopóki nie wybuchło powstanie w Wuchang i nie ukonstytuował się tam rząd rewolucyjny, działania elit w Sichuanie nie były nastawione na zerwanie z Qingami. Warto tutaj zaznaczyć, że sam sukces powstania w Wuchang i secesja prowincji Hubei była możliwa dzięki szerokiemu konsensusowi trzech sił: rewolucjonistów, lokalnych elit oraz sił Nowej Armii. Niemniej lokalne elity, które dodały legitymizacji dla rządu rewolucyjnego w Hubei, nie opowiedziały się za rewolucją wcześniej nim nie dostrzegły w niej cienia sukcesu. Podobnie działo się w pozostałych prowincjach. Decyzja o zerwaniu z Qingami łatwiej przychodziła w prowincjach oddalonych od Pekinu, jak w Zhejiangu czy Guangdongu, które wskazał autor. Tymczasem w prowincjach położonych bliżej stolicy decyzja ta była trudniejsza – elity prowincjonalne nerwowo się na siebie oglądały. Tym bardziej, że rząd mandżurski szybko pojął, że nie jest zwykłe powstanie i, że tutaj chodzi o realny byt dynastii. Qingowie byli zdeterminowani aby zgnieść tę rebelię, tym bardziej, że mieli ku temu odpowiednie środki (Armia Beiyang). W efekcie, Shandong graniczący ze stołeczną Zhili, po ogłoszeniu swojej secesji odwołał ją już po kilku dniach. Także w Shanxi secesja nie potrwała długo, a władza Qingów nad prowincją została szybko przywrócona (interwencja wojskowa). Generalnie decyzja o secesji poszczególnych prowincji w 1911 r. była w znacznej mierze uwarunkowana współpracą ze strony lokalnych Nowych Armii i ustanawianiem rządów rewolucyjnych w sąsiednich prowincjach. W konsekwencji, nie rewolucjoniści a lokalne elity były głównymi beneficjentami Rewolucji. Skutecznie doprowadziły do zamrożenia istniejącego wcześniej porządku społecznego i zmonopolizowały władzę administracyjną nad prowincjami. Przykładowo, w Hunanie gubernator wojskowy został szybko usunięty, gdy wyszły na jaw jego związki z tajnymi stowarzyszeniami. Także, w Guizhou „ludowy” rząd rewolucyjny nie miał długiego żywota, padając ofiarą interwencji wojskowej ze strony Nowej Armii Yunnanu. Dobitnie tę atmosferę zawłaszczenia władzy prze elity ukazał Lu Xun w swojej noweli pt.: „Prawdziwa historia Ah Q”. Ostatecznie w II 1912 r. Republika Chińska nie stanowiła monolitu, a bardziej konfederację prowincji o różnym stopniu zależności (czy właściwie niezależności) od rządu centralnego. Ponadto bardzo problematyczny był fakt, że wszystkie te prowincje samowładnie rozporządzały prowincjonalnymi środkami finansowymi (w tym dochodami z monopoli państwowych) i tamtejszymi siłami zbrojnymi (za wyjątkiem obszarów pod kontrolą Yuana). W wyniku rewolucji mocno naderwana została zatem administracyjna więź stolicy z prowincjami. Rząd nie otrzymywał prawie żadnych przychodów z prowincji, co stawiało pod znakiem zapytania dalszą możliwość utrzymywania administracji państwowej i Armii Beiyang – jedynej słuchającej dyrektyw rządu centralnego. Owszem, jej dysponentem był Yuan Shikai. Niemniej, czy to się podobało rewolucjonistom, czy tez nie, to on był, w myśl litery Tymczasowej Konstytucji, głową państwa i zwierzchnikiem sił zbrojnych. Tymczasem większość prowincji pozostawała poza jego cywilną i wojskową jurysdykcją. Ta fragmentacja administracyjna i wojskowa w rzeczywistości pogłębiała kryzys autorytetu władzy centralnej i wystawiała osłabiony kraj na jeszcze większą penetrację ze strony zachodnich mocarstw i Japonii. Czy zatem federalizm i silna władza prowincji proponowana przez Song Jiaorena była dobrym rozwiązaniem? Nie jest to w tym świetle takie oczywiste. Trudno powiedzieć, czy rząd z silną władzą premiera (w osobie Songa) byłby w stanie przywołać do porządku wszystkie prowincje, powołując się na konstytucję (bo i na co innego mógłby)? Bardzo wątpliwe, skoro nawet Yuan Shikai rozporządzając silnym wojskiem nie był w stanie tego dokonać nawet u szczytu swej potęgi w 1914 r. Tym bardziej, że jak się okazało, to użycie sił zbrojnych w celu zmian politycznych, a to właśnie dzięki precedensowi Rewolucji Xinhai, zaczęło być coraz bardziej dominującym trendem w polityce chińskiej tegoż okresu. Zatem, żadna niewojskowa siła nie była wówczas w stanie zjednoczyć kraju. Zatem działania Yuan Shikaia miały na celu przywrócenie centralnej kontroli nad tym konglomeratem prowincji. Nie zamierzał jednak wprowadzać w tym miejscu zwykłej wojskowej dyktatury. Wojskowa kontrola kraju i uzyskanie tym samym monopolu na posiadanie sił zbrojnych stanowiło jedynie środek, za pomocą którego Yuan chciał uczynić Chiny na nowo scentralizowanym organizmem państwowym. To właśnie w centralizmie i rozbudowanej oraz karnej biurokracji Yuan upatrywał zbawienia dla Chin. Jednocześnie już w pierwszych latach jego prezydenckich rządów można zaobserwować działania mające na celu wyraźne oddzielenie rządów wojskowych od cywilnych (z dominacją tych drugich); Niestety, istniejący w prowincjach układ sił sprawiał, że nominaci Yuana na gubernatorów cywilnych musieli być także osobami, które mogliby zaakceptować tamtejsi wojskowi gubernatorzy (dudu) – a to oznaczało na ogół podporządkowanie władzy cywilnej względem władzy wojskowej w prowincjach. Dobrym przykładem są tutaj prowincje Hunan i Hubei. Nic zatem dziwnego, że między Yuanem a Songiem szybko doszło do konfliktu. Obaj politycy prezentowali odmienne podejście odnośnie charakteru systemu politycznego przyszłych Chin. Ponadto należy tutaj podkreślić charaktery obu polityków oraz inne towarzyszące czynniki. Yuan miał wówczas ponad 50 lat i od długiego czasu był aktywny w chińskiej polityce (od lat 80-tych XIX w.). Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że zjadł na niej zęby. Ponadto, zgodnie z literą aktu abdykacji Qingów, to jemu schodzący ze smoczego tronu Mandżurowie polecili misję formowania nowych rządów, a nie rewolucjonistom. Co więcej, Yuan, mimo swego poparcia dla programu reform w Chinach, nadal był człowiekiem w znacznej mierze poruszającym w kręgu tradycyjnych wartości chińskich (w obrębie których poruszał się przeważający odsetek chińskich elit). Zatem niewątpliwie patrzył z góry na młodego i niemającego praktycznego doświadczenia w polityce Songa. Z podobnych pobudek występował także w trakcie zamachu stanu w 1898 r. Radykalni reformiści z otoczenia cesarza Guangxu byli osobami młodymi. Nota bene, sam przypadek Yuan Shikaia, który w wieku 42 lat otrzymał zarząd nad stołeczną prowincją Zhili budził zdziwienie i jednocześnie obawy, czy aby na pewno sprawdzi się na tak odpowiedzialnym urzędzie. Zarówno Yuan jak i inni z jego otoczenia wychodzili z założenia, że z rządów młodych i niedoświadczonych polityków nie wyjdzie nic dobrego dla Chin (wartości azjatyckie wiecznie żywe). Decyzja o zamachu na Songa była niewątpliwie podyktowana osobista brutalnością Yuana. Już wcześniej niejednokrotnie dawał tego oznaki. Relacja jednego z zachodnich obserwatorów podróżującego po Chinach ukazała jeden taki przypadek, gdy Yuan podczas inspekcji swoich sił z rzeczonym obserwatorem kazał natychmiast dekapitować niechlujnie prezentującego się szeregowca. Na nic zdały się apele o oszczędzenie nieszczęśnika – wyrok natychmiast wykonano. Niewątpliwie dużo do powiedzenia miały ambicje Yuana, niemniej nie powinno się ich rozpatrywać wyłącznie w negatywnych kategoriach. Czy wszyscy przywódcy Chin, którzy je jednoczyli ze stanu rozbicia i anarchii – od Shi Huangdi po Mao Zedonga – mogliby tego dokonać gdyby nie byli ambitnymi jednostkami? Bardzo wątpliwe. Yuan nie był pewnie wyjątkiem, zdawał sobie sprawę, że racja stanu wymaga pewnych ofiar. Tym bardziej, że wcześniejsza historia Chin dostarczyła już wiele przykładów takich działań. Z drugiej strony sam Song mimo wielkiej erudycji i zachodniej edukacji był osobą arogancką – co na pewno nie sprzyjało budowaniu lepszych relacji z innymi partiami (jak zdążył zauważyć autor artykuł) ale i (jeśli nie przede wszystkim) z prezydentem w postaci Yuana. Także w oczach elit prowincjonalnych Yuan wydawał się dobrym kandydatem do rządzenia Chinami. Dlaczego? A to dzięki ich powszechnemu konsensusowi i wierze, że tylko on potrafi zaprowadzić pokój i porządek w Chinach. A tego przede wszystkim chciała przeważająca część Chińczyków. Nic zatem dziwnego, że po zabójstwie Song Jiaorena, rewolucjoniści nawołujący do kolejnej zbrojnej insurekcji przeciwko władzy, nie znaleźli szerszego poparcia wśród prowincjonalnych elit. W ich oczach, paradoksalnie, to oni machając szabelką, jawili się jako zagrożenie dla upragnionego spokoju. Jako, że obie strony zdawały sobie sprawę z tego, że konflikt między prezydentem a rządem można rozwiązać tylko siłowo, o jego wyniku miał zdecydować fakt, kto zgromadzi do tej pory większą armię. Chociaż Armia Beiyang stanowiła najlepiej wyszkolone i wyposażone siły w Chinach, to jednak armie prowincjonalne daleko przewyższały ją liczebnie. Niemniej tylko kilka prowincji przystąpiło do rewolucjonistów. W pozostałych nie widziano sensu w stawaniu do konfrontacji z Yuanem. Apele do kolejnego powstania i wojny domowej widziano w kategoriach zwykłego politykierstwa i oportunizmu rewolucjonistów. Jak zatem można zauważyć, przyczyny konfrontacji Yuana z rewolucjonistami były daleko bardziej złożone i nie da się ich ująć tylko w kontekście „dyktatorskich czy wręcz cesarskich ambicji” (jak stwierdził autor powyższego artykułu) Yuan Shikaia. Można dojść zatem do wniosku, że Song Jiaoren i jego plany zbudowania zachodniej demokracji w Chinach nie były wówczas jedyną proponowaną receptą na uleczenie „chorego człowieka Azji”. Yuan takową też posiadał. Kto wie, czy nie skuteczniejszą? Ad vocem propozycji bibliograficznych odnośnie okresu republikańskiego. Nie podzielam entuzjazmu autora odnośnie „Historii Chin” Johna Fairbanka. Co prawda był to zasłużony historyk o ogromnym dorobku naukowym, niemniej jego propozycja dziejów Chin w XIX i XX w., zawarta w tej syntezie zdradza objawy tendencyjności. Autor zdaje się popadać w nazbyt duży zachwyt nad osiągnięciami komunistów w Chinach, jednocześnie tylko sucho referując kwestie dotyczące spustoszeń wywołanych kolejnymi kampaniami Mao. Zwrócił na ten fakt w swojej recenzji tej publikacji m.in. prof. Krzysztof Gawlikowski [Azja-Pacyfik, nr 1 (1998), ss. 259-266.]. Krytykiem niektórych aspektów dorobku naukowego Fairbanka jest również prof. Jakub Polit. Co więcej, na Tajwanie, twórczość Fairbanka, spotkała się (i nadal spotyka) z krytyką niektórych tamtejszych historyków. Zatem Fairbanka można czytać (na nawet powinno), niemniej trzeba to robić ostrożnie aby nie przyjąć bezkrytycznie jego propozycji wizji dziejów Państwa Środka. Co do „Cambridge History of China” (t. 12-13), jest to niewątpliwie wartościowa praca na temat okresu republikańskiego. Dobra jako punkt odniesienia do dalszych badań. Niemniej, dobrze by było aby autor powyższego artykułu, rekomendując te tomy, zapoznał się wcześniej z ich treścią. Z jego powyższych ustaleń wynika, że jednak jeszcze nie miał ku temu okazji. Szczególnie tutaj zachęcam autora do zapoznania się z tomem XII (rozdział 4. Young E., Politics in the aftermatch of revolution: the era of Yuan Shih-k’ai, 1912-1916, ss. 209-258.). Pozdrawiam: Mateusz Nowikiewicz



Odpowiedz

Gość: Tomaszewski Wojciech |

Główne tematy moich historycznych zainteresowań to szeroko rozumiana cywilizacja chińska i cywilizacja sowiecka (rosyjska). Z obu tych tematów pisałem też prace magisterskie na prawie (idee Mao Zedonga) i na historii (wojna domowa i porażka Białych). Rzeczywiście książek o Xinjiangu brakuje. Wielki Głód - książka jest mi dobrze znana. W Newsweeku Historia ukazała się moja recenzja, ponad pól roku temu.



Odpowiedz

Gość: zxcvb09876 |

A jeśli chodzi o późniejszy okres... Obecnie interesuję się też historią Sinkiangu, to również bardzo ciekawy temat, niestety w języku polskim nie ma na ten temat nic, a pozycja nr. 7 wraz z przesyłką kosztuje 44$ (wyd. 2010). Widzę, że zajmuje się Pan również historią ZSRR, a jeśli chodzi o "postrewolucyjne" Chiny, to ostatnio wyszła książka "Chiny-ZSRR - zimna wojna w świecie komunistycznym" (to wydawnictwo wydaje zresztą wiele ciekawych książek o historii Chin i Orientu, ostatnio pojawiła się nawet książka na temat powojennej historii Indonezji; ciekawa jest też np. pozycja "Japonia 1937-1945. Wojna Armii Cesarza"). Z "postrewolucyjnych" polecam oczywiście "Wielki Głód" Franka Dikottera, warto przeczytać. Pozdrawiam!



Odpowiedz

Gość: Tomaszewski Wojciech |

P. zxcvb0987] Dziękuję za literaturę. 1. Fenby - Chiny. Upadek i narodziny wielkiej potęgi. To świetna i wyczerpująca ksiązka od Chinach od połowy XIX w. Przeczytałem ją i także korzystałem z niej przy pisaniu tego artykułu. 2. Nowożytna historia Chin wydana przez PAN w 2005 r. 3. Gorąco polecam Historię Chin Fairbanka. To zdecydowanie najlepsza książka o historii Chin. Wspaniała analiza, niespotykana u innych autorów. 4. The Cambridge History of China - to wielotomowa historia Chin. Omawiany okres 1912-1949 znajduje się w tomie 12 i 13. Wielkie dzieło każdy wolumen to niemal 1000 stron. Bardzo często korzystam z tego wydawnictwa, szczególnie przy historii starożytnej i średniowiecznej. 5. Aktualnie wyszła książka Jakuba Polita o wojnie chińsko-japońskiej 1937-1945, ogromne dzieło 1000 stron. Polit jest także autorem monografii o Mao. To tylko część literatury, która polecam. Serdecznie pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: zxcvb09876 |

@Tomaszewski Wojciech Okazuje się, że na polskim rynku jest parę pozycji stricte historycznych, które opowiadają m.in. o tamtym okresie. Są to: 1. "Chiny - upadek i narodziny wielkiej potęgi" J. Fenby, 2. "Historia Chin" wydawnictwa Trio, 3. "Gorzka Rewolucja" - Rana Mitter, 4. "Chiang Kai Shek i jego Chiny" J. Fenby, Częściowe omówienie tematu można znaleźć w takich pozycjach, jak: 5. "Chiny - powrót olbrzyma" Konrad Seitz, 6. "Mao" Jung Chang. To biografia, ale też daje pewien wgląd w historię tamtego okresu. Z anglojęzycznych jeszcze to: 7. "Warlords and Muslims in Chinese Central Asia: A Poltical History of Republican Sinkiang 1911-1949", Andrew D.W. Forbes. Była jeszcze książka o historii Tybetu (wł. do 1949 roku nie był on w granicach Chin), ale niestety zapomniałem nazwy. Pozycje 3 i 5 nabyłem za śmieszne pieniądze, dosłownie 1/5 ceny. Teraz przymierzam się do kupna książki "Chiang Kai Shek", zastanawiam się, czy warto.



Odpowiedz
Wojciech Tomaszewski

Absolwent prawa (praca magisterska na temat ideologii Mao Zedonga), historii (praca magisterska na temat wojny domowej w Rosji) oraz Zarządzania na UW. Aktualnie pisze rozprawę doktorską na WPiA UW. Jego główne zainteresowania to cywilizacja chińska i cywilizacja sowiecka. Publikuje artykuły historyczne na portalu Centrum Studiów Polska–Azja. Pasję poznawania innych cywilizacji łączy z wielokrotnymi podróżami po Europie, Afryce i Azji.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org