Opublikowano
2010-10-30 01:20
Licencja
Prawa zastrzeżone

Śródmieście Południowe w Warszawie: śródmiejski trójkąt śmierci

Rzeź Woli, rzeź Ochoty… – tragedia tych dzielnic Warszawy jest stosunkowo dobrze znana i opisana. Jednak poza historykami mało kto pamięta, że eksterminację ludności miasta rozpoczęto w Śródmieściu Południowym. W pierwszych dniach sierpnia 1944 roku zginęły tam z niemieckich rąk tysiące mieszkańców Warszawy – mężczyźni, kobiety i dzieci.


Strony:
1 2 3 4

Śródmieście Południowe w Warszawie: śródmiejski trójkąt śmierci – zobacz też: Powstanie Warszawskie: rzeź Woli

śródmiejski trójkąt śmierci Heinrich Himmler (fot. ze zbiorów Deutsches Bundesarchiv, Bild 183-R99621, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy) Mój Führerze, pora jest dla nas niezbyt pomyślna. Z punktu widzenia historycznego jest błogosławieństwem, że Polacy to robią. Po pięciu, sześciu tygodniach wybrniemy z tego. A po tym Warszawa, stolica, głowa, inteligencja tego byłego 16, 17-milionowego narodu Polaków będzie zniszczona, tego narodu, który od 700 lat blokuje nam Wschód i od czasu pierwszej bitwy pod Tannenbergiem leży nam w drodze. A wówczas historycznie polski problem nie będzie już wielkim problemem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, ba, nawet już dla nas1.

Tymi właśnie słowami Reichsführer-SS Heinrich Himmler miał ponoć zwrócić się do Hitlera na wieść o wybuchu powstania warszawskiego. Dalszy przebieg wypadków znają już wszyscy. Rozwścieczony wybuchem powstania Führer, wciąż zapewne znajdujący się w stanie szoku po niedawnym zamachu na swoje życie, postanowił uczynić z Warszawy zastraszający przykład dla Europy2. Dowódcom wyznaczonym do stłumienia powstania rozkazano zrównać miasto z ziemią, a jego ludność wymordować bez względu na wiek i płeć. Efektem była barbarzyńska rzeź warszawskiej Woli (45 000 zabitych w ciągu zaledwie jednego dnia3) oraz niezwykle brutalna pacyfikacja Ochoty. Rozkaz został złagodzony przez SS-Obergruppenführera Ericha von dem Bacha dopiero wówczas, gdy okazało się, że masowe mordowanie cywilów tylko utrudnia walkę z polskimi powstańcami.

Śródmieście Południowe w Warszawie – Trójkąt śmierci

Rzeź Woli, rzeź Ochoty… – tragedia tych dwóch dzielnic Warszawy jest stosunkowo dobrze znana i nieźle opisana. Poza historykami prawdopodobnie mało kto pamięta, że realizację zbrodniczego rozkazu Hitlera rozpoczęto w zupełnie innym punkcie miasta. Miejscem tym było Śródmieście Południowe, a zwłaszcza niewielki trójkąt, którego podstawę stanowi ulica Bagateli, a boki aleja Szucha i Aleje Ujazdowskie. W pierwszych dniach sierpnia 1944 roku zginęły tam z niemieckich rąk tysiące mieszkańców Warszawy – mężczyźni, kobiety i dzieci.

Eksterminacja ludności Warszawy nie bez powodu została zapoczątkowana właśnie w tym miejscu. Zauważmy bowiem, że masakra mieszkańców Woli i Ochoty rozpoczęła się na pełną skalę dopiero po wkroczeniu do miasta niemieckich posiłków pod wodzą SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha, a więc w okolicach 4–5 sierpnia 1944 roku. W Śródmieściu Południowym natomiast Niemcy nie potrzebowali czekać aż tak długo, gdyż od pierwszych godzin powstania ten rejon miasta był w dużej mierze kontrolowany przez siły okupanta. Silne niemieckie garnizony obsadzały m.in. stację telefonów miejskich przy ulicy Piusa XI („mała PASTA”), kompleks budynków sejmowych przy ulicy Wiejskiej, siedzibę redakcji „Nowego Kuriera Warszawskiego” przy ulicy Marszałkowskiej 3/5 („Dom Prasy”), czy wreszcie tak zwaną dzielnicę policyjną, której serce stanowiła otoczona złą sławą siedziba warszawskiego Gestapo przy alei Szucha 25. Słabo uzbrojone i nieliczne oddziały AK, które w godzinie „W” podjęły próbę zdobycia tych obiektów, zostały krwawo odparte. Ludność cywilna znalazła się w tym momencie całkowicie na łasce Niemców.

śródmiejski trójkąt śmierci 1 sierpnia 1944 roku, patrol porucznika Stanisława „Agatona” Jankowskiego z batalionu „Pięść” w drodze z Woli do Śródmieścia (fot. Stefan Bałuk)

Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Rozkaz Hitlera o zniszczeniu Warszawy w pierwszym rzędzie został przekazany dowódcom niemieckiego garnizonu w Warszawie, w szczególności tym, którzy stali na czele jednostek SS i policji4. Niemieckimi siłami w południowych dzielnicach miasta (tzw. Alarmbezirke „D”)5 dowodził tymczasem nie kto inny jak dowódca SS i policji (SS- und Polizeiführer) na dystrykt warszawski, SS-Standartenführer Paul Otto Geibel. Można z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że on oraz jego prawa ręka, dr Ludwig Hahn (osławiony dowódca SD i policji bezpieczeństwa w Warszawie), jako jedni z pierwszych otrzymali rozkaz wymordowania ludności Warszawy i jako pierwsi mogli też przystąpić do jego realizacji. Przesłuchiwany po wojnie przez polskiego sędziego, Geibel zeznał zresztą, że już wieczorem 1 sierpnia 1944 otrzymał od Himmlera jednoznaczny rozkaz – niech pan zniszczy dziesiątki tysięcy6.

Przez kilka następnych tygodni oddziały SS i policji podległe Geiblowi zachowywały się dość biernie. Ich dowódca, który 1 sierpnia na odgłos pierwszych wybuchów uciekł czym prędzej do schronu7, nie próbował podejmować poważniejszych działań zaczepnych przeciwko siłom powstańczym w Śródmieściu i na Mokotowie. Na wyraźny rozkaz generała Rainera Stahela (dowódcy garnizonu warszawskiego) Geibel podjął jedynie kilka prób przyjścia z pomocą odciętym niemieckim garnizonom w gmachu Poczty Głównej przy placu Napoleona oraz w centralach telefonicznych przy ulicach Zielnej („duża PASTA”) i Piusa XI („mała PASTA”)8. Był to jeden z powodów, dla których von dem Bach odnosił się później do Geibla z dość wyraźnym lekceważeniem9.

śródmiejski trójkąt śmierci Erich von dem Bach-Zelewski (fot. Unger, ze zbiorów Deutsches Bundesarchiv, Bild 183-S73507, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy Energię i wysiłek, których zabrakło na walkę z powstańcami, Geibel i Hahn spożytkowali natomiast na rozprawę z polską ludnością cywilną. Podległe im oddziały systematycznie opróżniały z Polaków kolejne bloki mieszkalne, a następnie spędzały przerażoną ludność w okolice siedziby Gestapo. Nas 5-go sierpnia wyprowadzili na Szucha […] trzymali nas dobę bez jedzenia i picia na podwórku Gestapo, gdzie leżały zwęglone zwłoki powstańców – wspominał 10-letni wówczas Jan Sidorowicz10. Dalej los wypędzonych bywał różny. Niektóre kobiety i dzieci przeprowadzano na teren zajęty przez powstańców11. Część pochwyconych, zazwyczaj mężczyzn, zatrzymywano w charakterze darmowej siły roboczej, używając ich później do kopania okopów i rowów łącznikowych, noszenia ładunków, rozbierania barykad itp. Ponadto, 5 sierpnia Geibel wykorzystał kilkaset polskich kobiet (schwytanych w okolicach placu Unii Lubelskiej) w charakterze żywych tarcz osłaniających niemieckie czołgi idące z odsieczą oblężonemu garnizonowi „małej PASTY”. W krzyżowym ogniu zginęło wówczas około 50 Polek12, a wiele odniosło rany13.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Jaro |

Zdjęcie miejsca w którym rozstrzelano Polaków z kadru powstańczego filmu to Marszałkowska 111.



Odpowiedz

Gość: Wodopianow |

Skad ta pewnosc, ze powstanie MUSIALO wybuchnac? Ci mlodzi ludzie byli zolnierzami - a zolnierz slucha rozkazow! Jezeli tak jak piszecie ( Mim & Raffau) "najuroczystszy zakaz by nie pomogl", to znaczy, ze to nie bylo wojsko, ale jakas banda. Psiakrew, nawet Roch Kowalski wiedzial ze "Jak rozkaz - to rozkaz!".



Odpowiedz

Gość: Raffau |

@Mim Oczywiście, a do tego, co zapomniałem dopisać, wg prof. Kieżuna, Niemcy i tak szykowali się do rozwałki miasta (cywile niemieccy byli ewakuowani na długo przed powstaniem), więc i tak by trzeba było walczyć. I masz rację - chęć odwetu na szkopach, zwłaszcza wśród młodych Polaków była tak wielka, że powstanie i tak by wybuchło.



Odpowiedz

Gość: Mim |

@Raffau Czyli w zasadzie nie zmieniłoby to nic. Warszawa zniszczona, ruskie przyszły, no może parę miesięcy wcześniej, Polska oddana ZSRR. Ale powstanie musiało wybuchnąć, na to nie było rady. Młodzi ludzie przebierali nogami w szykownych oficerkach, by dołożyć szkopom, i gdyby nawet dowództwo AK wydało najuroczystszy zakaz, nic by to nie pomogło.



Odpowiedz

Gość: Raffau |

Popularne jest ocenianie sensu Powstania Warszawskiego. A może, żeby to zrobić dobrze, zapytajmy, co by było, gdyby powstanie nie wybuchło? Kacapy z Armią Ludową już stali na drugim brzegu. Niemcy albo by pierzchli ze strachu, albo walczyli (stawiam na walkę). Siłą rzeczy, jako arena walk, Warszawa zostałaby zniszczona, a do tego mocno ograbiona przez ruskich, którzy od propagandzistów nasłuchali się o bogactwach Wawy i jej mieszkańców. A co by było potem - cały splendor walki o Polskę spadłby na Ruskom i AL. AK popadałaby w zapomnienie, a raczej byłaby obiektem drwin, że przez całą wojną nie przeprowadziła żadnej wielkiej akcji militarnej, tylko knuła i nic więcej. Dałoby to tym bardziej Zachodowi pewność, że dobrze robi oddając nasz kraj w satelitę wpływów sowieckich. Ba, może nawet stalibyśmy się koleją republiką radziecką? PS. Sam prywatnie wkurzam się, dlaczego bardziej czcimy przegrane powstania (warszawskie, styczniowe, listopadowe) od wygranych (wielkopolskie czy śląskie).



Odpowiedz
Maciej Konarski

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (stosunki międzynarodowe), referendarz w Ministerstwie Gospodarki, od stycznia 2007 do września 2009 roku redaktor naczelny, a obecnie współpracownik Portalu Spraw Zagranicznych www.psz.pl; wikipedysta. Interesuje się historią, Afryką (historia, współczesna sytuacja polityczna), literaturą, kinem oraz sportem.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org