Opublikowano
2014-07-24 09:45
Licencja
Prawa zastrzeżone

Powstanie Warszawskie: rzeź Woli

Rzeź Woli - początek sierpnia 1944 przyniósł największą masakrę dokonaną na polu bitwy podczas II wojny światowej...


Strony:
1 2 3 4 5 6

Rzeź Woli, do której doszło 5 sierpnia 1944 roku, stanowi największą jednorazową masakrę dokonaną na polu bitwy podczas II wojny światowej. Liczba ofiar śmiertelnych była tak dramatycznie wysoka, bo Niemcy, atakując niewinną ludność stolicy, robili to z premedytacją. Nie była to, jak potem twierdził Heinz Reinefarth, zwykła operacja wojskowa mająca na celu oczyszczenie trasy komunikacyjnej wiodącej przez miasto. Przeciwnie, była to akcja SS, w której chodziło o ukaranie, sterroryzowanie i pozabijanie mieszkańców jednej z dzielnic Warszawy, co miało być straszakiem dla pozostałych. Brutalne unicestwienie życia i własności warszawiaków stanowiło także ostrzeżenie dla tych, którzy mogliby planować ewentualne bunty w okupowanej Europie, by nie śmieli nawet rozważać ataku na swych niemieckich panów.

rzeź Woli SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth w otoczeniu Kozaków na ul. Wolskiej.

Wcześnie rano 5 sierpnia zarozumiały i rześki Hans Frank przebywał w swym biurze na Wawelu. Był w pogodnym nastroju. W końcu rozpoczęła się rozprawa z „bandytami” z Warszawy – jego zdaniem, o pięć dni za późno, ale i tak lepsze to było niż nic. O godzinie 8.05 wysłał telegram do ministra Rzeszy Lammersa, przewidując szybkie zwycięstwo: „Nasze oddziały specjalne zaczną działania dziś o godzinie 10.00 w trzech miejscach – stwierdził, myląc się beznadziejnie, co do czasu rozpoczęcia działań. –Możemy być pewni, że powstanie zostanie stłumione w ciągu kilku następnych dni”.

Himmler również był zadowolony. Sprawdzony „pogromca bandytów” Erich von dem Bach zbliżał się już do miasta, a w tym czasie tysiące żołnierzy gromadzono na zachodnich krańcach Woli pod dowództwem generała SS Heinza Reinefartha.

Rzeź Woli – zobacz też:

Reinefarth wyglądał w każdym calu jak kwintesencja oficera SS – miał przenikliwe niebieskie oczy, na twarzy widoczną bliznę po pojedynku i oschły, chociaż dość wysoki głos. Rozpoczął służbę w wojsku w latach dwudziestych we Freikorpsie, zanim w 1932 roku wstąpił do NSDAP. Walczył w Polsce i we Francji, a w 1942 roku znalazł się wśród współpracowników Himmlera (jako generał-major policji). Po zamachu z 20 lipca, gdy okazał niezachwianą lojalność Hitlerowi, dołączył do sztabu wyższego dowódcy SS i Policji w Kraju Warty. 1 sierpnia 1944 roku Himmler awansował go na Gruppenfűhrera SS, co zbiegło się z nowym przydziałem w Warszawie. Von dem Bach był zazdrosny o pozycję Reinefartha i jego bardzo bliską osobistą znajomość z Himmlerem. „Miał zbyt wysoką rangę” – zrzędził po wojnie.

Reinefarth nie był tak pewny jak jego przełożeni, czy czas ataku na Warszawę został odpowiednio wybrany. Do 5 sierpnia nie dotarły jeszcze na miejsce wszystkie oddziały, w mieście panował chaos, więc Reinefarth radził zaczekać do następnego dnia. Ale generał von Vormann z 9. armii nalegał, by atak rozpocząć natychmiast, bo słyszał, że Sowieci ominęli Pragę i kierują się na południe, co groziło pogorszeniem się sytuacji na przyczółku magnuszewskim. Bardzo mu zależało na utrzymaniu swobodnego połączenia z zachodu na wschód przez Warszawę. To właśnie von Vormann wydał rozkaz ataku na Warszawę 5 sierpnia.

Uderzenie rozpoczęło się od zachodu z dwóch stron, a jego celem było przejście przez zewnętrzne dzielnice Warszawy i dotarcie do Wisły w ciągu dwóch dni. Brygada SS-RONA Kamińskiego miała nacierać z Ochoty wzdłuż Alej Jerozolimskich do mostu Poniatowskiego, licząca zaś 4000 żołnierzy Grupa Bojowa (Kampfgruppe) Reinefartha miała zdobyć Wolę i przejść przez plac Piłsudskiego do mostu Kierbedzia. Reinefarth podzielił swe siły na trzy części – pierwsza pod dowództwem pułkownika Schmidta działała na północy, druga pod dowództwem majora Recka w centrum i trzecia dowodzona przez Oskara Dirlewangera na południu. We wczesnych godzinach rannych tej soboty Grupa Bojowa koncentrowała się w zachodniej części Woli. Większość warszawiaków obudziła się tego słonecznego poranka z nadzieją, że nadchodzą Sowieci i że ich gehenna zaraz się skończy. Te nadzieje wkrótce rozwiały się, i to tak, że 5 sierpnia okazał się jednym z najstraszniejszych dni II wojny światowej.

rzeź Woli Patrol powstańczy, 1 sierpnia 1944 r. (fot. domena publiczna) Rozkazy Reinefartha były jasne. Według von dem Bacha, miał on otrzymać instrukcje osobiście od Himmlera. Brzmiały one: 1. Schwytani powstańcy mają zostać zabici bez względu na to, czy walczą zgodnie z zasadami konwencji haskiej, czy nie; 2. Ludność, niebiorąca udziału w walce, kobiety i dzieci, ma także zostać zabita; 3. Całe miasto ma zostać zrównane z ziemią, to znaczy domy, ulice, urzędy – wszystko, co się znajduje w mieście.

Reinefarth zapewnił swym oddziałom psychologiczne przygotowanie do wykonania tego zadania. Gdy żołnierze przybyli do Warszawy, opowiadano im o niewinnych Niemcach, którzy zostali zaatakowani i pozabijani przez „bandytów”. Dowódca poinformował ich, że to mieszkańcy miasta rozpoczęli walkę i ściągnęli na siebie działania odwetowe. Sączono im zaciekłą nienawiść, tak by nawet dzieci postrzegano jako „winne”. Żołnierzom powiedziano, że ich wrogiem jest cała ludność, bo wszyscy ponoszą odpowiedzialność. To przesłanie było powszechne: gazeta „Völkischer Beobachter” twierdziła, że warszawiacy stosują „podstępny” sposób walki, bo są ubrani „częściowo w niemieckie mundury, by zmylić żołnierzy i siać chaos”. Nie wspominano, że Polacy noszą je tylko dlatego, że nie pozwolono im mieć własnych. „Ponieważ postępują w sposób niezgodny z prawem międzynarodowym, są wyjęci spod prawa”. Teoria odpowiedzialności zbiorowej mocno się ugruntowała i wielu warszawiakom tuż przed śmiercią mówiono, że zasłużyli na taką karę.

Mimo wszystko nawet Niemcy odczuwali poważne zakłopotanie, próbując usprawiedliwić swoje czyny. Dirlewanger powiedział doktorowi Kubicy w Szpitalu św. Stanisława przy ulicy Wolskiej, że chociaż to, jak Niemcy postępują w Warszawie wobec ludności cywilnej, budzi gniew Polaków, nie mają oni racji, bo „to jest niczym, w porównaniu z tym, co się działo w Rosji, gdzie jego żołnierze nie pozostawiali po sobie żywego człowieka”. Pewien niemiecki żołnierz krzyczał na młodą dziewczynę, tuż przed jej zabiciem: „Niemieckie kobiety i dzieci umierają przez takich jak ty, więc także musisz umrzeć!”. Grupa cywilów zmuszonych do oczekiwania na egzekucję w magazynie była uciszana przez żołnierza SS, który strzelał z pistoletu w powietrze i krzyczał po polsku: „Wszyscy jesteście bandytami! Zaatakowaliście Rzeszę, chociaż Hitler próbował ochronić was przez bolszewizmem!”. Innym przekazywano prostszy komunikat. Kiedy dr Joanna Kryńska szła, jak sądziła, na śmierć, lekarz z otoczenia Reinefartha, major Hartlieb, powiedział jej: „Jest rozkaz Himmlera, by zlikwidować wszystkich Polaków w Warszawie, bez względu na wiek i płeć, a Warszawa ma być zrównana z ziemią, by pokazać reszcie Europy, co powoduje powstanie przeciwko Niemcom”. Żaden z dowódców nie zadawał sobie pytania, dlaczego pod koniec wojny Niemcy ponownie znaleźli się w polskiej stolicy, i to bynajmniej nie po to, by oczyścić trasy komunikacyjne dla swych oddziałów ze wschodu, lecz by unicestwić ludność Warszawy, a samo miasto wymazać z map.

Tekst pochodzi z książki „Warszawa 1944. Tragiczne powstanie”:

Autor: Alexandra Richie
Tytuł: Warszawa 1944. Tragiczne powstanie
Wydawca: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-0986-8
Liczba stron: 750
Wymiary: 142mm x 142mm
Okładka: twarda
Tłumaczenie: Zofia Kunert
Cena: 51,99 zł
Kup ze zniżką w Empik.com!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5 6
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Piotr |

Czy ktoś może wie do kogo należała kużnia na Warszawskiej Woli



Odpowiedz

Gość: Bolek |

"batalion azerbejdżański" - azerski!!!



Odpowiedz

Gość: DMP |

"Podejmiemy w sercu Polski walkę z taką mocą, by wstrząsnęła opinią świata. Krew będzie się lała potokami, a mury będą się walić w gruzy. Będzie to krzyk protestu, że sowieci zagarniają Polskę. I taka walka sprawi, że opinia świata wymusi na rządach przekreślenie decyzji teherańskiej, a Rzeczpospolita ocaleje." Leopold Okulicki. Ludność Woli perfekcyjnie wypełniła powierzone jej przez genialnego stratega zadanie.



Odpowiedz

Gość |

a to przypadkiem nie Niemcy zabijali i mordowali ? Czy coś pomyliłem ?



Odpowiedz

Gość: Eugeniusz |

Przygnębiający artykuł, ale potrzebny. Trzeba pamiętać o tych wszystkich ofiarach i ich bezsensownym cierpieniu. Moim zdaniem powstanie warszawskie było szaleńczym aktem, i nie należało go wywoływać. Dowództwo AK powinno było bezwzględnie zdusić nastroje "dołów" i nie dopuścić do walk. Jeszcze w 1939 roku, gdy zaczynała się okupacja, można było się łudzić, że Niemcy będą ludzcy i humanitarni. Ale w 1944 roku dowództwo podziemia powinno było wiedzieć, że Niemcy będą bezwzględni w represjach i prześladowaniach ludności cywilnej.



Odpowiedz

Gość: kazz |

@Gość: Eugeniusz Nie można mówić, że Powstanie to akt szaleńczy - zauważ chociażby, że decyzja została podjęta bezpośrednio po meldunku, że wojsko radzieckie zajęło już Wołomin i Radzymin, a czołgi radzieckie były widziane na Pradze.



Odpowiedz

Gość: Majkel |

@ Gość: kazz Można mówić, że był to akt szaleńczy i trzeba o tym mówić. Gen. Sosnkowski wyraźnie zabraniał wszczynania walk.



Odpowiedz

Gość: Ann |

Moj dziadek, żołnierz AK, mówił, że poszedł by do powstania raz jeszcze, nawet gdyby miał walczyć sam. Bo wiara w wolna Polskę była najwazniejsza. Bez względu na wszystko



Odpowiedz

Gość: BTU |

@ Gość: Ann Owszem dla zwykłego żołnierza to temu nie dziwię się.Dowództwo znając realia i stan swojego uzbrojenia oraz przeciwnika powinno tych ludzi z bronią wyprowadzić z miasta a nie wszczynać atak bez sensu na bandytów niemieckich.Nie było szansy zwycięstwa w razie gdyby Sowieci się nie ruszyli.Nie było szansy na sprowadzenie Sowietów bo oni grali własną grę i wrogą Polsce.Zatem nie należało wszczynać powstania w Warszawie.Londyn źle zrobił,że zezwolił w kraju decydować o powstaniu.Odpowiada za to ktoś inny niż Sosnkowski,który rzeczywiście zakazywał.Byłoby dla nas lepiej gdyby Sosnkowski zdołał przysłać kogoś innego niż Okulicki,który mu złamał rozkaz...ludzi,którzy wydali rozkaz do powstania bym aresztował.Rozstrzelał może nie,ale przede wszystkim coś żeby tego rozkazu nie było.Tragedia nie miała wojskowego,strategicznego uzasadnienia a politycznie-słabe.Bez pomocy sami nie byliśmy w stanie pokonać wtedy w Warszawie niemców pokonać,Sowiety pomóc nie chciały,zachód wysyłał sygnały umniejszające rolę rządy Londyńskiego do kraju i było wiadomo,że nie można liczyć że coś zrobią gdy Stalin nie pozwoli na to.Byliśmy sami.Słabi.To było narażanie ludności na śmierć.Nie rozumiem zupełnie zwykłych niemców-wiedzieli,że przegrywają wojnę i że nic im to nie pomoże..Cała masakra była czystym obłędem.Cała wojna nim była,ale takie rzeczy jak masakry cywilów albo holocaust i rzezie systematyczne to apogeum zła i głupoty.Z trudem w tych niemcach widzę ludzi i celowo piszę ich tu z małej litery.Szacunek tym Niemcom,którzy usiłowali przeciwdziałać w ogóle wojnie jako takiej..ale ich była garstka.



Odpowiedz
Alexandra Richie

Historyk, absolwentka Oxfordu, autorka książki Faust's Metropolis: a History of Berlin, wymienionej wśród 10 najlepszych książek magazynu Publisher’s Weekly. Badawczo zajmuje się problematyką drugiej wojny światowej i postkomunizmem w Europie Środkow

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org