Autor: Paweł Czechowski
Tagi: Wywiady, Historia kultury i sztuki, Polska, Kraków, XIX wiek
Opublikowany: 2017-09-07 18:45
Licencja: wolna licencja

Stanisław Wyspiański: geniusz, któremu ciało odmawiało posłuszeństwa

Stanisław Wyspiański – człowiek, za którym przez całe życie podążała śmierć. Mąż i ojciec, dla którego rodzina stanowiła świętość. W końcu artysta, który przez swoje dzieła chciał sięgnąć nieśmiertelności. Opowiada nam o nim Monika Śliwińska, autorka książki „Wyspiański. Dopóki starczy życia”.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Stanisław Wyspiański – zobacz też: Stanisław Ignacy Witkiewicz – nienasycenie w czystej formie

Paweł Czechowski: Pani książka zaczyna się nietypowo, bo od końca losów Wyspiańskiego, jego pogrzebu i żałoby po nim. Czy paradoksalnie nie było tak, że śmierć chodziła za Wyspiańskim przez całe życie? W dzieciństwie w krótkich odstępach czasu stracił dziadka, młodszego brata i w końcu matkę, co odmieniło jego dotychczasowe losy.

Monika Śliwińska (ur. 1978) - dziennikarka, redaktorka i pisarka, związana z nowymi mediami od 2009 roku. Mieszka i pracuje Lublinie. Redaguje stronę o życiu i twórczości Tadeusza Boya-Żeleńskiego boy-zelenski.pl (fot. Natalia Wierzbicka)
Monika Śliwińska: Śmierć jest drugim bohaterem tej książki. Towarzyszy Wyspiańskiemu od dziecka, przychodzi wcześniej niż sława i uznanie. Jest przeciwnikiem, wobec którego ten człowiek silny duchem czuje się bezradny.

P.Cz.: Jak ważne było pochodzenie Stanisława Wyspiańskiego, patrząc przez pryzmat jego późniejszej kariery artysty? Jego ojciec Franciszek był rzeźbiarzem, z kolei chyba bardziej na Stanisława wpłynęło to, że został oddany na wychowanie do wujostwa Stankiewiczów. A może jakiś inny krewny miał duży wpływ na młodego Wyspiańskiego?

M.Ś.: W wieku siedmiu lat Wyspiański został osierocony przez matkę. Ojciec nie radził sobie z samotnym rodzicielstwem. Można powiedzieć, że wychowywała Wyspiańskiego po trosze cała rodzina – krewni ze strony ojca i matki. Wiele, jeśli nie najwięcej, wyniósł z domu swojej opiekunki, chrzestnej matki Janiny Stankiewiczowej, a jednak po latach, jako dorosły człowiek, swoje dzieciństwo zidentyfikował z domem ojca, u stóp Wawelu. Pisze w wierszu: „tam chłopiec mały chodziłem co czułem, to później w kształty mej sztuki zakułem”.

P.Cz.: Jak w zasadzie odbierać start w życie Stanisława Wyspiańskiego? Z jednej strony to wiele wydarzeń smutnych, z drugiej od zawsze miał on okazję do obcowania z kulturą. Na pewno niebagatelne znaczenie miał fakt, że jego ojciec i wujostwo przyjaźnili się z Janem Matejką, który został jego mistrzem.

M.Ś.: Atmosfera tego domu, gdzie trafił, mając jedenaście lat i w którym wyrósł, ukształtowała jego postawy życiowe. W domu wuja Kazimierza Stankiewicza, więzionego za działalność konspiracyjną, stykał się z ludźmi, którzy nadawali ton życiu kulturalnemu Krakowa, między innymi z Janem Matejką, historykiem Józefem Szujskim i Władysławem Łuszczkiewiczem, dyrektorem Muzeum Narodowego. Pod okiem tego ostatniego Wyspiański, wówczas uczeń gimnazjum św. Anny, kopiował portrety historyczne ze zbiorów muzealnych. Z kolei Matejko – jak zaświadcza Stankiewiczowa – darzył Wyspiańskiego „szczególniejszą sympatią”.

P.Cz.: Jak ocenia Pani historię stosunków mistrza i ucznia – Matejki i Wyspiańskiego? Ostatecznie chyba Stanisław poszedł w sztuce w zupełnie innym kierunku.

M.Ś.: Pod okiem Jana Matejki Wyspiański dorastał i stawał się tym Wyspiańskim, o którym dzisiaj rozmawiamy. Jako chłopiec potrzebujący męskiego autorytetu – którego nie mógł dać mu ojciec – pozostawał pod silnym wpływem Matejki. Wspólnie pracowali nad polichromiami kościoła Mariackiego. Jako ulubieniec Matejki, Wyspiański cieszył się swobodami, na które nie mogli liczyć inni uczniowie krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Artystycznie zerwał z Matejką w Paryżu, skąd pisał: „matejkowskiej maniery się już wyzbyłem”. To okres w jego życiu, kiedy intensywnie poszukuje własnego stylu i własnej drogi wypowiedzenia się w sztuce. Powróci do Matejki w późniejszym okresie w inny sposób. W swoich utworach będzie nawiązywał do najgłośniejszych dzieł malarskich Mistrza. Poświęci mu piękne strofy rapsodu „Kazimierz Wielki”: „Był mały, jako ludzie ciałem drobni/ i przygarbiony nie wiekiem, lecz pracą,/ był z tych, którzy są Aniołom podobni,/ których żywoty wiele wykołacą”.

Stanisław Wyspiański „Autoportret” (1902, domena publiczna)

P.Cz.: Kto jeszcze wpłynął najmocniej prywatnie na Wyspiańskiego? Feliks Jasieński, który objął go mecenatem, a może koledzy ze szkolnych ław, tacy jak Józef Mehoffer czy Lucjan Rydel, którego wesele stało się inspiracją dla słynnego dramatu?

M.Ś.: Nikt nie miał takiej mocy, aby wpływać na Wyspiańskiego w sferze prywatnej. Było raczej odwrotnie. Wyspiański każdego z kolegów widział w określonej roli i chciał mieć wpływ na ich rozwój intelektualny. Znamienne, że właśnie on, ten wielki indywidualista, nie miał zrozumienia dla samodzielności swoich kolegów oraz ich wyborów artystycznych i życiowych.

P.Cz.: Będąc już przy „Weselu”. To bez wątpienia najważniejsze dzieło literackie artysty, jeśli nie jego najważniejsze dzieło w ogóle. Czy za swoje opus magnum uważał ja sam Stanisław Wyspiański? Co ciekawe, opisuje Pani w książce, że aktorzy przyjęli początkowo sztukę niechętnie...

M.Ś.: Myślę, że dla Wyspiańskiego mocniejszą wykładnią jego myśli było „Wyzwolenie”. Pisał je już po sukcesie „Wesela”, którym publiczność się zachłysnęła. Z napięciem wyczekiwano nowego utworu i kolejnego uderzenia. Recepcja tych dramatów oraz Wyspiańskiego jako dramaturga to już zupełnie inna rzecz...

Polecamy książkę Moniki Śliwińskiej pt. „Wyspiański. Dopóki starczy życia”

Monika Śliwińska
„Wyspiański. Dopóki starczy życia”
49,90 zł
Okładka: twarda z obwolutą
Format: 165 x 235
ISBN: 978-83-244-0487-2
EAN: 9788324404872

P.Cz.: Zaskoczył mnie pewien fakt przytoczony w Pani książce: Wyspiański początkowo odmówił świadkowania przy ślubie Rydla przez pewien afront tego drugiego! Nie znałem wcześniej tej historii.

M.Ś.: Wyspiański obraził się na Lucjana Rydla za to, że nie zaprosił na wesele jego świeżo poślubionej żony, Teosi. I tak się złożyło, że do tych niefortunnych zaprosin doszło dokładnie w tym samym dniu, w którym odbył się drugi, można powiedzieć potajemny ślub Wyspiańskich. Poprzedni ślub, zawarty kilka tygodni wcześniej, ze względów proceduralnych okazał się być nieważny. Konieczne okazało się powtórzenie ceremonii przy drzwiach zamkniętych. Może właśnie dlatego tak bardzo dotknęło to Wyspiańskiego? Oto po raz drugi ktoś pokazał mu, że ślub z Teosią jest nieważny, nie ma znaczenia. Lucjan Rydel nie przepadał za żoną Wyspiańskiego, wspomina o tym jego córka Helena z Rydlów Rydlowa. Ważne tutaj jest to, że po ostrym liście Wyspiańskiego naprawił swój błąd i zaprosił obydwoje na czepiny do Bronowic.

Projekt witrażu z Kazimierzem Wielkim dla katedry wawelskiej (1895, domena publiczna)
P.Cz.: Czy można mówić, że Stanisław Wyspiański był twórcą skandalizującym (świadomie czy też nie)? Ciekawym przykładem jest np. jego projekt witraża pt. „Kazimierz Wielki”, który przedstawiał szczątki władcy. Przerwa-Tetmajer pisał, że na Zachodzie witraż dałby Wyspiańskiemu sławę, u nas wywołał pewien szok.

M.Ś.: Nawet dzisiaj ten projekt witraża wywołuje potężne wrażenie. Dla mnie to jedno z jego najwybitniejszych dzieł. Kolejne z tej serii: „Henryk Pobożny” i „Święty Stanisław” są powtórzeniem tej oszałamiającej wizji, którą Wyspiański chciał urzeczywistnić w katedrze na Wawelu. Jego twórczość malarska wywołała u współczesnych skrajne opinie – od zachwytu do oburzenia. Była jak na tamte czasy zbyt nowatorska, zbyt śmiała, zbyt inna. Dotyczyło to głównie tych prac, które miały znaleźć się w obiektach użyteczności publicznej. Z kolei dla Wyspiańskiego droga do nieśmiertelności wiodła poprzez własny, niepowtarzalny styl. Epigonizm nie wchodził w rachubę.

P.Cz.: Mówiąc o Zachodzie – podróż i pobyt w Paryżu, „stolicy artystów” na pewno mocno wpłynął na Wyspiańskiego. W Pani książce często pojawiają się opisy miejsc ważnych dla artysty. Które z nich były najbardziej istotne?

M.Ś.: Myślę, że ważny był tutaj sam Paryż, do którego uciekł przed tyranią historyzmu Matejki, który opuścił z powodu kłopotów materialnych i za którym tak rozpaczliwie tęsknił po powrocie do Krakowa. Myślę, że gdyby dane mu było pozostać w tym Paryżu dłużej, inaczej definiowalibyśmy ten okres jego twórczości.

P.Cz.: Wyspiański to postać utożsamiana z Krakowem, ale ma przecież olbrzymie znaczenie dla kultury całego kraju. Co wpłynęło na to, że został „Czwartym Wieszczem”?

M.Ś.: Wyspiański żył i tworzył w innej rzeczywistości historycznej, politycznej i kulturowej. Przypomnijmy, był przełom XIX i XX wieku, Polska od ponad stu lat znajdowała się pod zaborami. Jeszcze nie wygasły echa dyskusji nad sensem walk powstańczych. Można powiedzieć, że twórczość dramatyczna Wyspiańskiego zaspokajała potrzeby duchowe narodu w tamtym okresie. Zresztą, nie tylko wtedy. Znamienne jest to, że sięgaliśmy po Wyspiańskiego w ważnych chwilach dziejowych. Przypomina mi się tutaj czytana jakiś czas temu relacja o więźniach obozów hitlerowskich, którzy podtrzymywali się na duchu, recytując strofy Wyzwolenia. W 1944 roku pierwszym spektaklem na ziemiach odbitych z rąk niemieckich było Wesele w reżyserii Jacka Woszczerowicza. Z kolei Janusz Wałek wspomina o transparentach ze słowami „Jest tyle sił w narodzie” („Wyzwolenie”), niesionymi przez młodzież podczas pierwszej pielgrzymki papieża do Polski. Takie przykłady można by mnożyć.

„Planty o świcie” (1894, domena publiczna)

P.Cz.: Sława i zainteresowanie prasy chyba wpłynęły na zachowanie twórcy „Wesela”. Opisuje Pani, że w kontaktach publicznych zaczął w końcu wykazywać ostrożność i brak poufałości. A jaki był prywatnie?

M.Ś.: Bezkompromisowy, nieustępliwy, surowy, samotny, niespełniony, tragiczny. Ta samotność, o której wspominam, towarzyszyła mu na płaszczyźnie osobistej i zawodowej. Rozdźwięk pomiędzy nim a otoczeniem pogłębiał się z upływem lat. W życiu i na scenie pozostał osobnym człowiekiem.

P.Cz.: Dlaczego wciąż tak mało wiemy o prywatnej stronie Stanisława Wyspiańskiego, postrzegając go przede wszystkim przez pryzmat dzieł? Wydaje się, że to niezbędne do pełnego zrozumienia tej postaci...

M.Ś.: Dlatego, że o tym życiu, krótkim, poplątanym, tragicznym, trudno pisać. Zbyt wiele półcieni kryje się w jego życiorysie. Łatwiej analizować jego twórczość malarską i dramatyczną, podziwiać tę oszałamiającą wyobraźnię, pisać o wrażliwości poetyckiej, przez którą przefiltrowywał rzeczywistość.

Polecamy książkę Moniki Śliwińskiej pt. „Wyspiański. Dopóki starczy życia”

Monika Śliwińska
„Wyspiański. Dopóki starczy życia”
49,90 zł
Okładka: twarda z obwolutą
Format: 165 x 235
ISBN: 978-83-244-0487-2
EAN: 9788324404872

P.Cz.: Jak ważna była dla Wyspiańskiego rodzina? Mam tu na myśli żonę Teodorę i czwórkę dzieci. Patrząc na to, jak chętnie Stanisław ich malował, byli niesamowicie istotni. Małego Stasia Wyspiański ujrzał jeszcze w przedśmiertnym widzie.

M.Ś.: Ożenił się, będąc już ciężko chory i podobnie jak Konrad w „Wyzwoleniu”, czerpał siłę z życia rodzinnego. Rodzina jest dla Wyspiańskiego świętością, a sam sakrament jest nierozerwalny. Wystarczy wczytać się w przywoływaną przeze mnie często w wywiadach modlitwę Konrada o wolną Polskę. To jedne z najpiękniejszych strof „Wyzwolenia”, powstałe zresztą z zachowanego w pamięci obrazu żony karmiącej syna przy choince. To „drzewko” zawieszone u sufitu na haku od lampy to krakowski zwyczaj. O żonie i dzieciach Wyspiański pisze w wierszach. Jako dokument autobiograficzny te wiersze są tym cenniejsze, że powstały jako rymowane odpowiedzi na listy od przyjaciół i nie były pisane z myślą o publikacji.

„Śpiący Staś” (1904, domena publiczna)

P.Cz.: Długa choroba i śmierć Stanisława Wyspiańskiego to były na pewno wielkie ciosy dla jego najbliższych. Jak powoli wyniszczająca jego organizm kiła wpłynęła na życie i twórczość Wyspiańskiego? Opisuje Pani, jak w młodości zatruł się oparami z farb i wielkim problemem dla niego była niemożność malowania przez tydzień. Tymczasem tutaj mamy wieczne wyjazdy na leczenie, przykucie do łóżka...

M.Ś.: Tego typu choroba – długa, wyniszczająca, z tendencją do nawrotów – nigdy nie jest chorobą jednego człowieka. Dotyka wszystkich w najbliższym otoczeniu, wpływa na kondycję rodziny. W przypadku Wyspiańskiego można powiedzieć, że choroba przewartościowała jego życie, miała wpływ na te najbardziej osobiste wybory: decyzję o poślubieniu matki swoich dzieci i wyprowadzce z Krakowa na kilkanaście miesięcy przed śmiercią. W jego twórczości literackiej pojawiają się trudne pytania o sens ludzkiego życia, o to z jakim posłannictwem przychodzimy na ten świat, wreszcie o to, czym jest nieśmiertelność. Wyspiański, ten geniusz, któremu ciało odmawiało posłuszeństwa, uważał, że nieśmiertelność można osiągnąć trudem życia, maksymalnym wykorzystaniem wszelkich możliwości do działania. I tak żył. Swoimi dokonaniami w dziedzinie malarstwa, literatury, witrażownictwa, sztuki użytkowej, architektury, typografii mógłby obdzielić kilka żywotów.

P.Cz.: Chciałbym jeszcze zapytać, jak wyglądały Pani prace nad książką? Co było najtrudniejsze, co najbardziej fascynujące? Używała Pani przecież wielu rodzajów źródeł, archiwaliów, listów, artykułów prasowych sprzed ponad stu lat.

M.Ś.: Pracuję najchętniej na archiwach – państwowych, kościelnych, prywatnych – dokumentach współczesnych mojemu bohaterowi. Wchodzę w tamtą rzeczywistość i to pozwala mi zapomnieć na moment, że mam do czynienia z legendą. Mam nadzieję, że Czytelnicy będą mogli razem ze mną wejść do świata Wyspiańskiego, do jego otoczenia, pokoju; że będą mogli poczuć zapach jodoformu unoszący się w mieszkaniu. Jeżeli piszę, że Stankiewiczowa przykryła Wyspiańskiemu po śmierci twarz błękitną chustą, to oznacza, że tę chustę widziałam.

Portret Stanisława Wyspiańskiego z żoną (1904, domena publiczna)

P.Cz.: Co sądzi Pani o takich akcjach jak Narodowe Czytanie „Wesela”? Czy postać Wyspiańskiego jest dobrze upamiętniana?

M.Ś.: W ostatnich dniach dużo było Wyspiańskiego i o Wyspiańskim w mediach. Mówiliśmy o jego życiu i twórczości, warstwie ideologicznej i anegdotycznej „Wesela”. Na antenie radiowej opowiadałam o tym, co wydarzyło się w sobotę 16 marca 1901 roku w dniu prapremiery „Wesela”, a co działo się w niedzielę po prapremierze. Zapomniałam tylko dodać, że w tych dniach po raz pierwszy na ulice Krakowa wyjechały tramwaje elektryczne [śmiech]. Mówiąc serio, takie akcje, jak Narodowe Czytanie są okazją, aby poprzez konkretne dzieło przyjrzeć się życiu autora i sięgnąć po jego kolejne utwory.

P.Cz.: „Barwa”, „Światło” i „Mrok”. Co jest najważniejsze w zrozumieniu postaci Wyspiańskiego? Czy my, jako naród, poznaliśmy już dobrze „Czwartego Wieszcza”?

M.Ś.: To tytuły poszczególnych części książki. Tego mroku, mam wrażenie, było w krótkim życiu Wyspiańskiego najwięcej. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda się nam poznać go dobrze. Wiem jednak, że nasza wiedza o człowieku i o twórcy powinna być kompletna i sumaryczna. Tylko tak można go dzisiaj poznać i zrozumieć. Po tym, czego dowiedziałam się o Wyspiańskim w ciągu trzech lat pracy nad książką, cenię go więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Polecamy książkę Moniki Śliwińskiej pt. „Wyspiański. Dopóki starczy życia”

Monika Śliwińska
„Wyspiański. Dopóki starczy życia”
49,90 zł
Okładka: twarda z obwolutą
Format: 165 x 235
ISBN: 978-83-244-0487-2
EAN: 9788324404872

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Paweł Czechowski
Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Śląskim. W historii najbardziej pasjonuje go wiek XX, poza historią - piłka nożna.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy