„Szopki 1922–1931 Pikadora i Cyrulika Warszawskiego” – recenzja i ocena

Jak zauważa we wstępie Tadeusz Januszewski, _szopki skamandryckie należą do tych dzieł, o których chyba wszyscy słyszeli, a tylko nieliczni naprawdę czytali_. Istotnie, są one stawiane na literackiej półce obok „Słówek” Boya-Żeleńskiego, jednak traktowane nieco po macoszemu. Do tej pory znacznie trudniej było znaleźć informacje dotyczące _Szopek_ niż np. satyr Zielonego Balonika. Publikacja Iskier ma szansę to zmienić.

Szopki 1922–1931 Pikadora i Cyrulika Warszawskiego
Ocena: 8
49,90 zł
Wydawca: Iskry
Rok wydania: 2013
Okładka: twarda z obwolutą
Liczba stron: 160
Format: 110 x 215 mm
ISBN: 978-83-244-0339-4

Niełatwo podejść krytycznie do twórczości autorów dzieła (Hemara, Lechonia, Słonimskiego, Tuwima i innych) , jeśli nie jest się Arturem Hutnikiewiczem, bo i trudno zaprzeczyć wysokiej wartości merytorycznej Szopek. Siedem programów, niegdyś przedstawianych w kawiarni Pod Picadorem, a potem publikowanych w „Cyruliku Warszawskim” Lechonia, to wysublimowana, przewrotna satyra w najczystszej postaci. Pisane wspólnie przez skamandrytów programy traktowały o ówczesnych problemach kraju i elit. Postaci osadzone w trochę jarmarcznej, lecz zawsze inteligenckiej rzeczywistości to karykaturalne odpowiedniki crème de la crème warszawskiej socjety, które nierzadko były osobami pozostających w bliskich relacjach z autorami. Wiele tu także politycznych i wojskowych notabli (filuternie nazywanych, tak jak Jenerał Harceller, Ppułk. Wieniawa-Vient-En-Avant, Poseł Witoś).

Te przydomki od razu przywodzą na myśl osoby, o których mowa, jednak bohaterów wzorowanych na realnych postaciach jest tu o wiele więcej. Na tych, którzy chcą zgłębić meandry przedwojennych koneksji, czekają dosyć obszerne objaśnienia. Zajmujące jedną trzecią publikacji dokładne komentarze pozwolą na rozszyfrowanie najdrobniejszej nawet trawestacji. Choć sprawdzanie objaśnień staje się nieco męczące (znajdują się na końcu książki, a nie na dole strony), są one z pewnością ogromnym atutem tego wydania.

Przeczytaj:

Galopująca ironia, upchnięta w każdym zdaniu, jest zaskakująco zabawna także dla współczesnego czytelnika. Cechą satyry jest przecież jej efemeryczność związana z komentowaniem aktualności, które odchodząc w niebyt zapomnienia, zazwyczaj przestają być zrozumiałe i nie śmieszą. Pełne podtekstów wersy, zaakompaniowane przez szlagiery międzywojnia (w wersji papierowej wspomniane w didaskaliach), rzucają światło nie tylko na dawne, ale i obecne pojmowanie kabaretu. Dzisiejsze skecze, zdaje się, schlebiają już innej, masowej publice i starają się trafiać w zupełnie inne, niżej położone słabe punkty.

Dzięki lekturze Szopek możemy również zauważyć wiele punktów wspólnych dotyczących owej i teraźniejszej zgryźliwości ocen, ale i śmiałości w krytyce. Humor inny niż dziś, bo bardzo poetycki, warsztatowo daleki od grafomańskiego dyletanctwa, pełen figur stylistycznych, takich jak kalambury, aluzje i gry słów, de facto utrzymany jest w tej samej co dziś, znamiennej dla nas żartobliwie-kąśliwej konwencji.

Z drugiej strony należy pamiętać, że satyry zawsze zniekształcają przedstawiane postacie, nadają im groteskowych rysów. Czasem nie sposób rozróżnić, czy twórcy chcieli znieważyć kogoś z powodu własnych przekonań, czy też zwyczajnie powtarzali znane wszystkim, wędrujące wieścią gminną żarty, tak jak te na temat sławojek czy rządu, który nie jest rękawiczkami, by zmieniać się co chwilę. Lektura to także szansa na zauważenie, jak cenzura i sytuacja polityczna wpływały na kształt Szopek. Skamandryci, co równie istotne, byli programowo bezprogramowi, lecz upływ czasu i ciągłe zmiany rządów sprawiły, że każdy z autorów mówił własnym politycznym głosem. Z jednej strony opowieść stawała się polifoniczna, z drugiej także bardziej zagmatwana.

Rzetelnie przygotowany zbiór: tak jego treść (staranne objaśnienia i indeks postaci), jak i niezbyt przesadna szata graficzna, zachęcają do wyboru tej właśnie książki, a twarda, szyta oprawa ułatwia wertowanie przypisów. Wydawnictwo to gratka dla entuzjastów przedwojennego humoru, którzy chcieliby bliżej poznać atmosferę panującą „na pięterku” Ziemiańskiej i Pod Picadorem.

Redakcja i korekta: Agnieszka Kowalska

Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Julia Leszkowicz
Absolwentka LO im. gen Mariusza Zaruskiego w Węgorzewie. Studentka analityki medycznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Swoje wolne chwile lubi spędzać ze sztuką – głównie literaturą, kinem i teatrem.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy