Opublikowano
2014-10-13 19:13
Licencja
Wolna licencja

Szubienice, kaci i wisielcy, czyli złodziejski los w dawnej Polsce

Wyobrażając sobie panoramę nowożytnego polskiego miasta, należy pamiętać nie tylko o jego basztach, murach oraz widocznych zza nich dachach kamienic i wieżach kościołów. Ważnym składnikiem tego krajobrazu była też zazwyczaj szubienica. I to bardzo często dźwigająca zwłoki skazańca.


Strony:
1 2 3 4

Fresk autorstwa Pisanella w kościele pw. św. Anastazji w Weronie (1436–1438) Być może nie wyda się nam czymś niezwykłym, że zwyczajowo miejsca wieszania skazańców znajdowały się zawsze poza obszarem właściwego miasta. W końcu kto chciałby mieć widok z okna na dyndających wisielców? Jednak taka lokalizacja nie wynikała z przyczyn estetycznych, a w każdym razie nie tylko i nie był to powód najistotniejszy. O wiele ważniejszy był fakt, że szubienicę i jej bezpośrednie otoczenie uznawano za miejsce przeklęte, do którego zwyczajny, porządny człowiek lepiej żeby się nawet nie zbliżał.

Dzisiaj wcale niełatwo nam zrozumieć, jakie były przyczyny takiego postrzegania szubienic, jednak bez wątpienia miało to silny związek z tym, że powieszenie było karą hańbiącą. W wyobrażeniu ludzi okresu staropolskiego, ale też i epok wcześniejszych, istotne było nie tylko to, czy wyrok odbierał życie, ale także w jaki sposób to czynił. Niejednokrotnie sądy miejskie łagodziły kary poprzez zamianę stryczka na... ścięcie.

Z naszej perspektywy wydaje się to niedorzeczne, jednakże w oczach ówczesnych różnica była zasadnicza. Ścięcie było karą honorową, wykonywano ją często na rynku miejskim (a więc w najbardziej prestiżowym punkcie miasta), powieszenie zaś ściągało na skazańca hańbę. Jego zwłok nie można było pochować w święconej ziemi, a co najwyżej w miejscu, w którym zginął, zatem pod szubienicą. Pogrzeb, jeśli w ogóle, nie odbywał się zresztą prędko. Częścią kary była bowiem ekspozycja wisielca aż do jego całkowitego rozkładu. Wówczas resztki zwłok zakopywano w szubienicznym cieniu. Cel tego pastwienia się nad skazańcem był dwojaki: miała być to przestroga dla wszystkich, którzy chcieliby pójść w ślady złoczyńcy, oraz kolejny etap działań mających obedrzeć go z wszelkiej czci.

Kara śmierci przez powieszenie była hańbiąca, a niesława ta rozciągała się niemal na wszystkich i wszystko, co miało lub mogło mieć z jej wykonywaniem bezpośredni kontakt. Między innymi dlatego też zawód kata uznawano za „niegodne rzemiosło”, a podmiejskie miejsca straceń cieszyły się złą sławą.

Polecamy również:

Powodowało to liczne problemy choćby przy stawianiu szubienic. Nikt nie chciał w tym uczestniczyć, obawiając się mogącego wynikać stąd ostracyzmu społecznego. W zbiorach prawa niemieckiego powszechnie używanych przez sądy od XVI wieku aż do upadku Rzeczpospolitej, a wydanych po polsku przez prawnika Bartłomieja Groickiego, poświęcony jest temu zagadnieniu oddzielny artykuł. Dowiadujemy się z niego o istnieniu zwyczaju, według którego w budowie szubienicy musieli uczestniczyć wszyscy przedstawiciele cechu ciesielskiego i murarskiego, co miało zniwelować złą sławę (skoro w pracach uczestniczyli wszyscy, to nikomu nie można nic zarzucić). Wiedziony praktycznym zmysłem prawnik humanista zalecał, aby w celu ograniczenia kosztów losowano do tej roboty kilka osób, zastrzegając przy tym, że „gdzie by jeden cieśla albo rzemieślnik po tym śmiał drugiemu przyganiać, a jego tym sromocić, ma przepaść winę grzywnę złota albo srebra” (B. Groicki, Ten Postępek wydan iest z Praw Cesarskich…).

Wisielcy, czary i strzygi

Wzgórze szubieniczne było z jednej strony miejscem objętym złą sławą, z drugiej świadectwem władzy, jaką dysponowała rada i sąd miejski. Gdy w okolicznych wsiach dochodziło do przestępstwa zagrożonego karaniem na gardle, lokalne sądy wiejskie musiały odesłać oskarżonego do miasta, gdyż same nie miały mocy wydawania takich wyroków. Zresztą w Rzeczpospolitej tylko miasta, i to nie wszystkie, zatrudniały katów. Trudno więc o bardziej czytelny znak mówiący zbliżającym się do bram miejskich, kto tu rządzi i jaką siłą dysponuje. To właśnie dlatego miejsca straceń znajdowały się na wzniesieniach, ponadto zaś często koło skrzyżowań dróg.

Fragment panoramy Warszawy z widoczną, stojącą na Pólkowie (na północ od miasta) szubienicą na czterech słupach i z czterema belkami (il. z dzieła Georga Brauna i Fransa Hogenberga Civitates Orbium Terrarum, 1617 r.)

Groza i zła sława miejsc, gdzie wieszano przestępców wynikała także z innych przyczyn. W pobliżu szubienic wykonywano inne hańbiące kary śmierci, a więc na przykład palenie na stosie, łamanie kołem czy grzebanie żywcem. Obok szubienicy często stało też drewniane koło nasadzone na pal, w które wplatano zwłoki niektórych skazańców. Jak już wspomniałem, na wzgórzu szubienicznym grzebano traconych tutaj przestępców. Lecz nie tylko – w tej nieczystej ziemi chowano i inne osoby uznawane za niegodne normalnego cmentarza, przede wszystkim samobójców i ludzi zmarłych na torturach w trakcie dochodzenia sądowego. Ponadto w niedalekim sąsiedztwie znajdowały się doły rakarskie, gdzie kat i jego pomocnicy zakopywali padlinę sprzątniętą z ulic miejskich (co leżało w zakresie katowskich obowiązków).

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Łukasz Truściński |

Ta powieść z tego co o niej przeczytałem dotyczy katów francuskich, więc należy pamiętać, żeby przedstawionych tam realiów nie przenosić na warunki polskie - panowały u nas inne zwyczaje i wyobrażenia, niż tam (choć bez wątpienia są też punkty styczne). To tak gwoli ścisłości :)



Odpowiedz

Gość: M |

Polecam książkę M. Folco, Z woli boskiej i katowskiej. Powieść przedstawia dzieje katowskiego rzemiosła; kim był kat, jakimi posługiwał się technikami, jaki obowiązywał ceremoniał i jakim wydarzeniem była publiczna egzekucja.



Odpowiedz
Łukasz Truściński

Absolwent historii IH UW, wieloletni pracownik Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, obecnie doktorant IH PAN; autor bloga historycznego "oto-panoptikum.blogspot.com"http://oto-panoptikum.blogspot.com. Interesuje go przede wszystkim historia społeczna i kulturowa okresu staropolskiego, ze szczególnym wskazaniem na mieszkańców miast, wsi oraz ludzi luźnych.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org