Turniej, piłka, łuk... Kultura fizyczna średniowiecznej Europy

Nie trzeba zjeść zębów na badaniu dawnych dziejów, by wymienić choć kilka dyscyplin sportowych starożytnej Grecji, której olbrzymi wkład w rozwój kultury fizycznej jest niezaprzeczalny. Czy wieki średnie mogą z nią rywalizować na tym polu, licząc na laur zwycięstwa?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Zobacz też: Piłka nożna - historia mistrzostw, sukcesy Polaków i futbol a polityka

Dla mieszkańców antycznej Hellady sport stanowił coś więcej, niż tylko wojskową zaprawę dla młodzieży. Był silnie powiązany z procesem wychowania i kształtowania harmonijnie rozwiniętego obywatela. Ponadto rozmaite igrzyska (olimpijskie, istmijskie, pytyjskie i inne) pomagały budować więzy kulturowe i poczucie jedności całej greckiej wspólnoty. Nieco inny model życia przyniosło ze sobą panowanie Rzymian. Mimo kontynuowania tradycji igrzysk, młody mieszkaniec Cesarstwa pożytkował energię raczej na poszerzanie granic Imperium, niż biegi, skoki czy gimnastykę. Wymagało to dużej sprawności, ale już przede wszystkim o charakterze militarnym. Ludyczną rolę igrzysk przejęły zaś organizowane w amfiteatrach walki gladiatorów i naumachie – inscenizowane bitwy morskie.

Zobacz też:

Upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego nie spowodował całkowitego zaniku tradycji, chociaż więzy kulturowe z dawnymi prowincjami Imperium zaczynały stopniowo słabnąć, ustępując rozwojowi lokalnych obrządków. Poczucie zagrożenia, spowodowane rozkładem państwa, oraz wdzieraniem się do niego ludów pokroju Hunów i Germanów, powodowało zanik miast bądź zmniejszanie ich przestrzeni, by zabudowę mieszkalną skryć za obwarowaniami. Zahamowało to rozwój sportu, którego uprawianie wymagało przecież znacznej przestrzeni. Mimo wszystko szlachta galijska wciąż spędzała wolny czas na rzymskich zabawach, takich jak różne odmiany gry w piłkę. Od tego typu rozrywki nie stronił także Sydoniusz Apolinary (ok. 430 – ok. 489), poeta i jeden z ojców Kościoła, którego pisma stanowią bezcenne źródło informacji na temat wczesnośredniowiecznej kultury fizycznej. Jednocześnie moszczące się w Europie nowe ludy, w tym jej przyszli władcy, Frankowie, przynosili cywilizację opartą na militarnych strukturach, premiujących krzepkość ciała.

Tysiąc lat przed Homerem

Wojownik celtycki (domena publiczna).

Nie sposób rozprawiać o średniowiecznym sporcie bez zwrócenia uwagi na jeszcze jeden krąg kulturowy, który silnie wpłynął na proces kształtowania się nie tylko kultury fizycznej, ale i etosu rycerskiego. Mowa tu o Celtach, którzy wedle badaczy mogli organizować igrzyska na terenie Irlandii sięgające tradycją do roku… 1829 p.n.e! Sporną kwestią pozostaje jednak przez kogo zostały one zapoczątkowane, gdyż pierwsze wzmianki o Celtach pochodzą z X w. p.n.e. Możliwe zatem, że przejęli oni zwyczaj urządzania igrzysk od ludu protoceltyckiego lub przedindoeuropejskiego. Z czasem zyskały one nazwę tailteańskich (od bogini ziemi Tailtiu). Początkowo rozgrywano je dla oddania czci poległym wodzom i największym wojownikom, a także z okazji narodzin potomków królewskich lub dla nadania splendoru uroczystościom zaślubin. Z czasem zyskały cykliczny charakter. Zdarzało się, że wodzowie dobierali sobie wojowników spośród atletów wykazujących się najlepszymi zdolnościami. Do uprawianych dyscyplin zaliczyć można biegi, skok w dal i wzwyż, rzut oszczepem, skok wzwyż za pomocą dzidy, hurling, zapasy, pięściarstwo, walkę na miecze, wyścigi konne i rydwanów, łucznictwo czy ciskanie kamieniami za pomocą procy. Mnogość dyscyplin budzi skojarzenie z Igrzyskami Olimpijskimi, którym to tailteańskie zapewne nie ustępowały pod względem rozmachu. Funkcjonowały aż do 1169 roku, kiedy najazdy Normanów i Anglów uniemożliwiły dalszą organizację tak dużego przedsięwzięcia.

Ze względu na ubogą bazę źródłową wiedza na temat igrzysk tailteańskich jest bardzo ograniczona. Celtów charakteryzowała awersja do słowa pisanego, dlatego też większą część tradycji przechowywano ustnie. Była to jedna z przyczyn zepchnięcia ich na kulturowy margines i osłabienia oddziaływania na Europę. Drugą stanowiła ekspansja Rzymu. Dlatego też wiele celtyckich pojęć i zasad, powiązanych ze sportem i rycerskimi manierami, upowszechniło się dopiero dzięki Anglikom w epoce średniowiecza. Przykładem może być Cu Chulain, bohater najstarszego epickiego poematu Irlandii, Táin Bó Cúailnge, charakteryzujący się nie tylko znakomitą sprawnością fizyczną (deklasuje przeciwników w sztuce zapasów czy rzutu oszczepem, a nawet gry w piłkę), ale także szlachetnym postępowaniem, opisywanym jako fir fer. Stanowiło ono część etosu wojownika-arystokraty, głoszącego męstwo, uczciwość i dążenie do ideału, mającego stanowić wzorzec dla innych. Z kolei plebejską odmianą fir fer był tzw. feniański honor, nakazujący walkę twarzą w twarz i roztaczanie opieki nad bezbronnymi. Tego typu pojęcia etyczne zostały rozpowszechnione w Europie m.in. dzięki legendzie o królu Arturze, a fir fer zaczął stanowić nie tylko ważny składnik kultury rycerskiej, lecz także w przyszłości stał się istotnym elementem sportu, znanym jako fair play.

Noblesse oblige

Turniej rycerski - ilustracja z Codex Manesse (XIV w., domena publiczna).

Młodemu szlachcicowi epoki średniowiecza nieobce były różne formy aktywności – w końcu to gotowość do walki sytuowała go na wysokim szczeblu drabiny feudalnej. Od 7 do 14 roku życia pełnił rolę pazia, następnie zaś do 21 – giermka. W tym czasie wiele czasu spędzał na hartowaniu ciała najróżniejszymi ćwiczeniami, takimi jak biegi, skoki, poruszanie się w zbroi, dźwiganie ciężarów czy zapasy. Również w celu poprawienia sprawności w posługiwaniu bronią miał do dyspozycji szeroki wachlarz ćwiczeń. Celował zatem do tarczy przy pomocy kopii, uderzał w manekiny, jeździł konno, przywykając nawet do upadków w zbroi i poznając jak sprawnie znów znaleźć się w siodle.

Wszelkie nabyte w ten sposób umiejętności rycerz mógł skonfrontować z innymi przedstawicielami swojego stanu podczas turniejów, pozwalających na ostateczny szlif umiejętności przydatnych na polu bitwy. Tutaj też nadarzała się okazja do ćwiczeń zespołowych, istniały bowiem konkurencje w których naprzeciw siebie stawały dwa pokaźnych rozmiarów oddziały, a wysadzonego z siodła przeciwnika można było pojmać i zażądać okupu. Motywacji do walki zatem nie brakowało, a wybitnie sprawny wojownik mógł dorobić się sławy i niemałej fortuny, czego przykładem jest kariera Wilhelma Marshala, turniejowego pogromcy niemal 500 rycerzy.

Polecamy e-book Antoniego Olbrychskiego – „Pojedynki, biesiady, modlitwy. Świat średniowiecznych rycerzy”:

Antoni Olbrychski
„Pojedynki, biesiady, modlitwy. Świat średniowiecznych rycerzy”
Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)
Liczba stron: 71
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-07-5

Zbiorowe walki na broń tępą nazywano z łaciny buhurdicum, bądź z niemieckiego buhurtem. Poza nimi funkcjonowały też walki indywidualne i piesze z użyciem rozmaitych rodzajów broni. Istniały również walki na ostre. Do najpopularniejszych zaliczano konne gonitwy w szrankach z kopiami, których celem było strącenie oponenta z wierzchowca. Starcie dwóch rozpędzonych mas ciała i stali potrafiło jednak zamienić widowisko w krwawą jatkę, toteż rychło rozpoczęto poszukiwania rozwiązań mających na celu zapobieżenie „kontuzjom”. Powstawały specjalne, ciężkie zbroje turniejowe, a kopie podcinano, by kruszyły się w kontakcie z przeciwnikiem. Równocześnie z ewolucją ówczesnych zasad bezpieczeństwa następował rozwój reguł i metod sędziowania. W instrukcji opracowanej przez Sir Johna Tiptofta w 1466 roku znalazł się na przykład system punktacji, premiujący między innymi wysadzenie przeciwnika z siodła, skruszenie największej liczby kopii, czy trafienie w hełm.

Przeczytaj również:

Brutalność dyscyplin turniejowych sprawiła, że od początku swojego istnienia były krytykowane przez Kościół. Ochłodzenie stosunku do turniejów przynosiły także głośne wypadki monarchów. W 1559 roku w szrankach wyzionął ducha król Francji Henryk II, trafiony w wizurę hełmu. Formuła turniejów łagodniała więc z czasem, wzbogacając się o bezkrwawe konkurencje. Należały do nich między innymi gonitwa do pierścienia („przechwytywanie” obręczy za pomocą kopii), czy kwintarna, zwana również saracenem, czyli najeżdżanie na obrotową kukłę, która przy uderzeniu skręcała się, odpowiadając napędzoną od siły ciosu żelazną kulą. Zmagania nabierały zatem coraz bardziej sportowego charakteru. Warto dodać, że z czasem do udziału w turniejach zaczęli aspirować także mieszczanie. Barwny obyczaj rycerski silnie oddziaływał na niższą warstwę społeczną, co nie pozostało bez wpływu podczas kształtowania się mieszczańskiej kultury fizycznej.

Piłka jest okrągła, a bramki są dwie

W średniowiecznych miastach wykształciło się wiele rodzajów gier, z których następnie wyrosły popularne współcześnie dyscypliny. Znamienne jest, że rozwój sportu dużo sprawniej przebiegał na zachodzie Europy, gdzie miasta rozwijały się szybciej, dając ludziom przestrzeń, niezbędną do fizycznych zmagań. Niekiedy wymagały one pokonania dużych odległości, a w jednej rozgrywce mogło brać udział nawet kilkuset graczy.

Boisko do calcio fiorentino - włoskiego poprzednika współczesnej piłki nożnej - we Florencji (rys. XVII-wieczny, domena publiczna).

Tak właśnie wyglądała sytuacja z początkami piłki nożnej. Zasady były nieskomplikowane: należało przenieść od jednej bramy miejskiej do drugiej ciężką, wypchaną pakułami, skórzaną piłkę. Jako że przypominała ona raczej dzisiejszą piłkę lekarską, nie sposób było dokonać tej sztuki tylko i wyłącznie przy pomocy kopnięć. Piłkę można było chwytać, przenosić, rzucać i wyrywać przeciwnikowi, byle tylko przetransportować ją do upragnionego celu. Nazwa football miała więc raczej podłoże w rozmiarze przedmiotu do gry (średnica jednej stopy). Niezbyt rozbudowane przepisy pozwalały odbierać piłkę w dowolny, często brutalny, sposób. Dodatkowej pikanterii dodawał fakt, że drużyny nie musiały być równe – zdarzało się więc, że naprzeciw kilkunastoosobowej grupy stawał kilkakrotnie liczniejszy skład. Przetoczenie się rozentuzjazmowanego tłumu przez miasto mogło spowodować zniszczenia na skalę niewielkiej klęski żywiołowej.

Dużą popularność zyskała piłka nożna na terenie Anglii. W pochodzącym z II poł. XII wieku traktacie Opis szlachetnego mieszczaństwa miasta Londynu autor zwraca uwagę na silnie zakorzenioną już tradycję rozgrywek. Nie były one jednak w smak monarchom, nie tylko ze względu na brutalność. W 1349 roku Edward III wydał statut zakazujący gry w piłkę, gdyż młodzież przekładała ją nad ćwiczenia wojskowe. Wydawane przez następnych władców zakazy są świadectwem ich bezsilności w walce z popularnym już wtedy sportem. Odnosiły się one także do innych form aktywności, takich jak golf i tenis. Skutek pozostawał jednak ten sam. Graczy przenoszono więc na błonia, aby w ten sposób zminimalizować zniszczenia w miastach. Budowano tam imitacje bram (które, rzecz jasna, dały początek współczesnym bramkom) i kontynuowano rozgrywki w niezmienionej formie. Na ewolucję zasad przyszło footballowi jeszcze trochę poczekać.

Najwcześniejsze przedstawienie gry w jeu de paume (ok. 1300 r., domena publiczna).

Nieco inne zabawy zyskały popularność we Francji. Były to między innymi jeu de paume, uprawiany głównie przez możnych i la soule, rozgrywany przede wszystkim w środowiskach wiejskich i w małych miasteczkach. Pierwsza dyscyplina stanowiła protoplastę dzisiejszego tenisa. Grano na specjalnie wyznaczonym boisku (choć w razie jego braku mogła to być zwykła ulica). Należało odbijać ręką (rakiety pojawiły się w XV wieku) niewielkich rozmiarów piłkę albo o mur, albo na drugą połowę boiska, ponad rozwieszonym sznurem. W obu przypadkach po odbiciu jednego gracza drugi wykonywał analogiczny ruch. La soule z kolei przypominało średniowieczny football, chociaż piłkę należało dostarczyć do jednego, wspólnie ustalonego miejsca. Istniała także wersja z piłką mniejszych rozmiarów, popychaną kijami.

We Francji, podobnie jak w Anglii, sport nie oparty na ćwiczeniach militarnych spotkał się z dezaprobatą władców. Chcieli, by mieszczanie rozwijali swój potencjał bojowy, a nie marnotrawili czas na zabawy. Nie dawali przy tym dobrego przykładu, sami uczestnicząc w rozgrywkach jeu de paume wraz ze szlachtą. Z czasem więc niechęć do sportu opadła, dopuszczając grę w niedzielę, po skończonym tygodniu pracy.

Polecamy e-book Mateusza Będkowskiego pt. „Polacy na krańcach świata: średniowiecze i nowożytność”:

jpg
Mateusz Będkowski
„Polacy na krańcach świata: średniowiecze i nowożytność”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 138
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-17-4

Mieszczanin szlachcicem

Zabawy z piłkami nie stanowiły całej, wykonywanej przez mieszczan, aktywności sportowej. Obowiązek obrony wyznaczonych baszt lub odcinków muru przez cechy rzemieślnicze rzutował również na ich militarne zainteresowania. Od XI-XII wieku zaczęto zakładać stowarzyszenia obronne, zwane bractwami łuczniczymi (z czasem w skład ich arsenałów weszły także kusze i broń palna). Nie brakowało również zawodów, organizowanych z okazji świąt, jarmarków czy dni patronów, na których przedstawiciele różnych miast mogli zmierzyć się w strzelaniu do celu, którym najczęściej był kukły bądź tarcze z namalowanymi wizerunkami ptaków (np. popularny we Francji motyw papugi, czy kury w Polsce, skąd nazwa – bractwa kurkowe). Tego typu inicjatywy, w przeciwieństwie do gry w piłkę, były pochwalane przez władców. Niektórzy, jak na przykład szkocki Jakub II, nakładali nawet na rycerzy obowiązek organizowania zawodów dla mieszczan, podczas których rywalizowano nie tylko w strzelectwie, lecz także szermierce i walce na piki.

Polecamy także:

Naukę sztuk walki można było pobierać także w szkołach szermierczych. Mistrzowie fechtunku chętnie udostępniali swoje umiejętności zarówno wysoko urodzonym, jak i mieszczaństwu. Władcy doceniali ich kunszt, chociaż nie okazywali im zaufania, ze względu na wędrowny styl życia i profesję opartą na przemocy. Zdarzało się też czasem, że mistrzowie parali się przestępczością. Dlatego zakładane przez nich szkoły przeważnie funkcjonowały w miastach okresowo. W skład ich oferty wchodziła nie tylko walka mieczem, lecz także zapasy, posługiwanie się kijem i sztyletem, walka z siodła oraz obrona gołymi rękami przeciwko uzbrojonemu przeciwnikowi. Nabyte w ten sposób umiejętności można było wykorzystać do samoobrony czy podczas wojny. Miały też charakter rozrywkowo-sportowy – biegłość w obsłudze broni można było zaprezentować na zawodach, będących wyrazem fascynacji mieszczan kulturą rycerską. Fechtunek miał też zastosowanie podczas pojedynków sądowych, pozwalających udowodnić swoje racje poprzez pokonanie przeciwnika w zbrojnym starciu.

Homo ludens, homo fidens

Poza skonkretyzowanymi dyscyplinami sportu istniało mnóstwo innych aktywności, przy których mieszkańcy miast i wsi mogli spędzać wolny czas. W czasie świąt i jarmarków organizowano konkurencje, które pozwalały spędzić czas nie tylko przyjemnie, ale również pożytecznie, ze względu na wiążącą się z ich uprawianiem poprawą sprawności fizycznej. Chętnie chwytano się zatem za bary, dźwigano kamienie, ciskano kłodami, rzucano do tarcz. Nie stroniono od tańca, a zimą zabawiano się na lodzie. Żyjący w XIV wieku mnich i lekarz, Johannes de Mirfield, ułożył nawet szereg wskazówek, na kształt programu treningowego, pozwalającego poprawić siłę i wydolność ciała. W jego skład wchodziła wspinaczka po linie, przenoszenie dużego ciężaru z jednego miejsca na drugie, utrzymywanie kamienia nad głową, czy ściskanie monety w pięści na tyle mocno, by kompan nie był w stanie jej odebrać.

Niderlandzkie łyżwiarstwo widoczne na obrazie Pietera Bruegla starszego Zimowy pejzaż z łyżwiarzami i pułapką na ptaki (1566, domena publiczna).

Skoro już o mnichu mowa, warto zaznaczyć że średniowieczny Kościół nie prezentował jednoznacznego stanowiska w kwestii sportu. Na początku Wieków Ciemnych, w chwili szczytowego rozwoju ascetyzmu, podnosiły się głosy zabraniające dbania o ciało, będące przecież więzieniem dla duszy. Dodatkowo na poglądy duchownych rzutowały dzieła późnoantycznych myślicieli, takich jak Tertulian, którzy piętnowali sport ze względu na odwracanie uwagi od Boga, a walki gladiatorów za brak poszanowania dla ludzkiego istnienia. Z kolei wspomniany wcześniej Sydoniusz Apollinary zwracał uwagę na korzyści płynące z uprawiania sportu, podobnie jak św. Tomasz z Akwinu, wedle którego dążenie do doskonalenia ciała było formą oddawania czci boskiemu dziełu. Bardziej nieustępliwe stanowisko prezentował kler w kwestii turniejów rycerskich, przyczyniając się do ewolucji ich formuły. Sprzeciwiano się zatem temu, co groziło wierze chrześcijańskiej, zanadto absorbując ludzi, bądź skłaniając ich do postępowania wbrew niej. Nie potępiano jednak ogółu kultury fizycznej, a z czasem nawet wykształcone duchowieństwo przyczyniło się do jej rozwoju.

Epoka na medal

Średniowiecznej kultury fizycznej, pełniącej funkcje głównie ludyczne bądź utylitarne (militarne), nie można jednak nazwać prymitywną. Uderzająca jest przede wszystkim mnogość uprawianych dyscyplin, a także szerokie rozpowszechnienie aktywności we wszystkich warstwach społecznych. Niemożliwym byłoby opisanie wszystkich w ramach krótkiego artykułu, warto jednak wymienić jeszcze kilka z nich. I tak na przykład swoje początki odnotowuje w średniowieczu narciarstwo, będące wtedy jednak rodzajem komunikacji wśród Słowian i Wikingów (istniał nawet wikiński bóg łucznictwa i narciarstwa – Ull). Ci ostatni rozwinęli swoją własną formę zapasów, zwaną glima, będącą do dziś sportem narodowym Islandii. W Niderlandach popularność zdobyło łyżwiarstwo, w Niemczech, Danii i na południu Francji walki kopijników na łodziach, a Wenecja słynęła z zawodów gondolierów, zwanych regatta. W Cesarstwie Bizantyjskim kultywowano jeszcze starożytne tradycje, w tym wyścigi rydwanów. Tam też swoje początki miał ruch kibicowski (podział na frakcje niebieskich i zielonych), silnie powiązany zresztą z polityką. Mimo że wychowanie fizyczne było nieobecne w szkolnictwie, zdominowanym przez siedem sztuk wyzwolonych, to jednak sport nie był ludziom obcy, a silnie zakorzeniona kultura fizyczna dała fundament pod wiele współczesnych dyscyplin.

Polecamy e-book Marcina Sałańskiego pt. „Wielcy polskiego średniowiecza”:

Marcin Sałański
„Wielcy polskiego średniowiecza”
Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)
Liczba stron: 71
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-09-9

Bibliografia:

  • Anglo Sydney, The Martial Arts of Renaissance Europe, Yale University Press, New Haven and London 2000.
  • Huizinga Johan, Jesień średniowiecza, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992.
  • Lipoński Wojciech, Historia Sportu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 2012.
  • Sonkar Satish, A World History of Physical and Health Education: Medieval Period, Global Media, Jaipur 2010.
  • Stabryła Stanisław, Zarys kultury starożytnej Grecji i Rzymu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 2007.
  • Szymczak Jan, Pojedynki i harce, turnieje i gonitwy, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2008.
  • Wroczyński Ryszard, Powszechne dzieje wychowania fizycznego i sportu, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Wrocław 1979.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Antoni Olbrychski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się historią średniowieczną i nowożytną, w szczególności wojskowością i życiem codziennym. Instruktor szermierki, członek Akademii Szermierzy. Członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Czersku i edukator na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy