Opublikowano
2008-09-11 22:38
Licencja
Wolna licencja

Wczesne chrześcijaństwo w oczach Celsusa

Był jednym z pierwszych intelektualistów krytykujących chrześcijaństwo. Jego poglądy dotarły do nas w strzępach, ale ich analiza pokazuje, jak bardzo są dzisiaj aktualne. Współcześni ateiści i agnostycy używają tych samych argumentów co Celsus dwa milenia temu...


Zobacz też: Wielkanoc i początki chrześcijaństwa

Pisanie o początkach chrześcijaństwa w kontekście jego związków z kultami pogańskimi oraz podobieństw, jakie pomiędzy nimi występują jest rzeczą niezwykle trudną, dotyka bowiem bardzo delikatnej materii. W świadomości znacznej części ludzi wierzących istnieje bowiem głębokie przekonanie o wyjątkowości własnej religii stojącej w opozycji do istniejącego wcześniej pogaństwa. Kultura europejska nie jest tutaj wyjątkiem. Najlepszym przykładem jest dionizyjski sposób określania czasu, dzielący dzieje na dwie ery: przed narodzeniem Chrystusa i po tym wydarzeniu. Pojęcie „chrześcijańskich korzeni cywilizacji europejskiej”, pojawiające się bardzo często w publicystyce, spycha na drugi plan dwa pozostałe „filary”, na których została zbudowana nasza tożsamość kulturowa: antyk grecko-rzymski oraz kultury ludów barbarzyńskich. Często bagatelizuje się również niewątpliwie istniejący wpływ judaizmu1. Nie należy zapominać, że mamy tutaj do czynienia jedynie ze „szkolnym modelem”. Jest rzeczą oczywistą, że żadna z powyżej wymienionych kultur nie rozwijała się w izolacji, jako twór samodzielny i wyjątkowy. Nie podlegają dyskusji silne wpływy greckie i rzymskie, jakim podlegały ludy barbarzyńskie. Starczy przypomnieć, że Juliusz Cezar, pisząc o religii Galów, bez najmniejszych wątpliwości identyfikował czczone przez nich bóstwa z bogami rzymskimi2.

Należy pamiętać, że samo chrześcijaństwo nie rozwijało się w izolacji. Nie chodzi tutaj tylko o wspólne życie z wyznawcami starych kultów w obrębie tych samych miast. W końcu nowo nawróceni, jeszcze przed przyjęciem nowej wiary, przez znaczną część swojego życia sami odwiedzali pogańskie świątynie, składali ofiary i uczestniczyli w uroczystościach o charakterze religijnym. Trudno sobie wyobrazić całkowite odrzucenie wypracowywanych od wczesnego dzieciństwa, przejmowanych od rodziców w procesie socjalizacji, wyobrażeń związanych ze sferą sacrum i powrót do stanu „czystej karty”, która byłaby wypełniana nową, chrześcijańską treścią. Wypracowywane w ciągu całego życia, głęboko zakorzenione w podświadomości wyobrażenia na temat rzeczywistości nadprzyrodzonej musiały mieć wpływ na odbiór nowych treści niesionych przez chrześcijaństwo.

Można spotkać się również z odmiennym poglądem, którego zwolennicy, negując wyjątkowość chrześcijaństwa, doszukują się jego najgłębszych korzeni w kultach pogańskich3. O ile samego założenia nie można odrzucić (w końcu nowa religia nie mogła uniknąć wpływów dawnych), o tyle potrzebna jest wyjątkowa ostrożność przy badaniu wszelkich podobieństw. Mogą się one bowiem okazać pozorne i wynikać nie tyle z wzajemnych zapożyczeń, co podobnych potrzeb, problemów i pragnień, z jakimi wyznawcy zwracali się do istoty nadprzyrodzonej.

Na temat rzeczywistych bądź pozornych podobieństw między chrześcijaństwem a rozmaitymi kultami pogańskimi napisano wiele i rozpatrywanie tych zagadnień w tej pracy mija się z celem. Można natomiast zadać pytanie o to, jak wczesne chrześcijaństwo wyglądało w oczach autorów pogańskich. Czy dostrzegali w nim pewną wyjątkowość i odmienność względem znanych sobie systemów wierzeń? A może widzieli w nim jeden z wielu kultów występujących w granicach cesarstwa? Czy dostrzegali pewne wspólne elementy, a jeśli tak, to czym tłumaczyli ich występowanie?

Ci wstrętni kanibale... znaczy chrześcijanie!

Sposób, w jaki widziano grupy chrześcijan, zależał w dużej mierze od wiedzy, jaką dysponowano na ich temat. Początkowo była ona niewielka, toteż lukę tę wypełniano przy pomocy stereotypowych wyobrażeń oraz treści zaczerpniętych z plotek niepewnego pochodzenia, czemu zresztą sprzyjała izolacja pierwszych gmin chrześcijańskich. Wyznawcy Chrystusa byli oskarżani między innymi o kanibalizm, dzieciobójstwo, kazirodztwo czy organizowanie orgii seksualnych podczas swoich spotkań4.

Czy chrześcijanie też się tak zachowywali?

Zarzuty te były mocno zniekształconymi echami szczątkowych informacji, jakie przenikały do społeczeństwa. Owe przeinaczenia wynikały z niezrozumienia subtelności religijnej symboliki. Problem ten dotyczył zresztą nie tylko chrześcijan. Tytus Liwiusz, pisząc o członkach misteryjnego kultu Dionizosa, sprowadzonego do Rzymu, oskarża ich o szereg niecnych czynów: fałszowanie testamentów, gwałty na nieletnich, a także przetrzymywanie ludzi w jaskiniach, gdzie miano na nich dokonywać rytualnych zabójstw5. Ten ostatni zarzut jest szczególnie znaczący, ponieważ widać w nim wyraźny ślad rzeczywistych obrzędów inicjacyjnych, nawiązujących do mitu o zejściu boga do Hadesu6. Uczestniczący w tych obrzędach nie tylko nie podejmowali żadnych kroków w celu oczyszczenia się z tych zarzutów, ale co więcej byli zobowiązani do utrzymywania przebiegu obrzędów w ścisłej tajemnicy przed ludźmi postronnymi. Jedna z kobiet postawiona przed pretorem oznajmiła, że bardziej niż bogów obawia się współwyznawców, którzy za złamanie tajemnicy rozszarpią ją własnymi rękami7.

Jeśli krytykować, to z klasą?

Opowieści tego typu, chociaż niezwykle interesujące, przekazują dosyć ograniczony zasób informacji odnośnie samej religii oraz jej wyznawców. Ich autorzy z powodu braku wiarygodnych danych, zadowalając się plotkami oraz informacjami z niepewnych źródeł, biorą za przedmiot swej krytyki tak naprawdę niemal zupełnie fikcyjny twór, tylko nominalnie nawiązujący do realnie istniejącego kultu. Dlatego w tym wypadku konieczne wydaje się sięgnięcie do dzieła autora w miarę możliwości dobrze znającego nauki chrześcijan, ich obrzędy oraz sposób życia. Za taki tekst można uznać, w mojej opinii, Prawdziwe słowo Celsusa, będące pisemną krytyką chrześcijaństwa, powstałą w drugiej połowie II wieku. Niestety nie zachował się on w całości do naszych czasów, znamy jedynie obszerne fragmenty cytowane w apologetycznym dziele Orygenesa Przeciw Celsusowi, powstałym ponad pół wieku później.

Jakkolwiek dysponujemy sporym materiałem, pozwalającym odtworzyć znaczną część oryginalnego dzieła, to trudności pojawiają się w przypadku prób ustalenia pewnych faktów dotyczących osoby autora. Twórcy opracowań nie są zgodni nawet co do tego, jaką szkołę filozoficzną reprezentował Celsus. I tak na przykład Mała Encyklopedia Kultury Antycznej wraz ze Słownikiem Kultury Antycznej definitywnie określają go mianem epikurejczyka8, chociaż w Catholic Encyklopedia jest mowa o platończyku9.

Powodem tego zamieszania jest niezwykle skromny materiał źródłowy, który de facto nie pozwala stwierdzić nawet, czy poszczególne wzmianki o osobach posługujących się tym imieniem odnoszą się faktycznie do jednego człowieka, będącego autorem Prawdziwego Słowa. Wiemy o żyjącym w tym samym czasie Celsusie epikurejczyku, jednym z przyjaciół Lukiana, autorze rozprawy Przeciw Magom. Orygenes znał to dzieło, utożsamiał jego autora ze swoim adwersarzem, jak się jednak zdaje nie był w tej kwestii do końca pewien10 . Euzebiusz z Cezarei dosyć jednoznacznie identyfikuje autora Prawdziwego słowa jako filozofa epikurejskiego11. Problem polega jednak na tym, że w żadnej części wspomnianego dzieła nie występuje fragment, który mógłby wskazywać, iż faktycznie wyznawał on poglądy epikurejskie. Nawet Orygenes w pewnym momencie swojego wykładu, zmienia zdanie i zaczyna nazywać swojego przeciwnika platończykiem12.

Orygenes. Dzięki niemu poglądy Celsusa dotrwały do naszych czasów.

Jeśli przyjmiemy, iż krytyk chrześcijaństwa oraz przyjaciel Lukiana, obaj noszący to samo imię, są tak naprawdę jedną osobą, to najlepszym wyjaśnieniem braku jakiegokolwiek śladu poglądów epikurejskich w Prawdziwym słowie będzie stwierdzenie, iż Celsus celowo przeprowadził atak na chrześcijaństwo z pozycji wyznawcy platonizmu, ponieważ uważał nową religię za jego zniekształconą, wynaturzoną formę13. Kwestią sporną jest również miejsce, w którym działał Celsus. Generalnie zakłada się, iż był to Rzym, jednocześnie zwraca się również uwagę na jego rozległą wiedzę odnośnie ludów zamieszkujących wschodnią część imperium. Mogła ona rzecz jasna wynikać z odbytych podróży lub utrzymywania kontaktów z zagraniczną ludnością przebywającą w Rzymie14.

Chociaż Orygenes wielokrotnie zwraca się do swego adwersarza, używając takich określeń, jak „błazen” (Contr. Cel. 3, 22), bez wątpienia mamy do czynienia z człowiekiem niezwykle inteligentnym i wykształconym, znającym nie tylko grecką filozofię, lecz także – co ma szczególne znaczenie w tym przypadku – znaczne fragmenty zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu.

Na podstawie zawartości jego dzieła można stwierdzić, iż znał księgi: Rodzaju, Wyjścia, Liczb, Powtórzonego Prawa, Daniela oraz Jonasza. Pojawiają się także nawiązania do Psalmów. Miał zapewne również w rękach Ewangelie: Mateusza, Łukasza i Jana, chociaż imiona tych ewangelistów nie pojawiają się w jego dziele15. Zapoznał się także z częścią listów świętego Pawła - osobiście16 lub poprzez dyskusje z nauczycielami chrześcijańskimi. Z takiego samego ustnego źródła zaczerpnął informacje o poglądach członków sekt gnostyckich17. Jego twórczość musiała być uważana za niebezpieczną dla młodej religii, skoro to sam Orygenes podjął się polemiki.

Czytając cytowane przez Orygenesa zarzuty stawiane chrześcijanom, nietrudno zauważyć, że Celsus nie czyni wielkiego rozróżnienia pomiędzy poszczególnymi odłamami chrześcijaństwa. Błędem byłoby jednak posądzanie go o niewiedzę. Autor doskonale zdaje sobie sprawę z faktu występowania podziałów między wyznawcami Chrystusa, co więcej, fakt ten czyni jednym ze swoich argumentów przeciw chrześcijaństwu (Contr. Cel. 3, 12).

Żydzi wcale nie lepsi

Celem ataku przeprowodzanego przez autora stali się, niemal na równi z chrześcijanami, wyznawcy tradycyjnego judaizmu. Tworzą oni, w oczach Celsulsa, niewykształcony, prowincjonalny naród pozbawiony większego znaczenia. Celsus przedstawił koncepcję, zgodnie z którą Żydzi wywodzą się z Egiptu, który opuścili po wznieceniu zamieszek oraz odrzuceniu starego porządku prawnego i religijnego (Contr. Cel 3, 5). W Mojżeszu – inicjatorze tych wydarzeń - dostrzega Celsus jedynie czarnoksiężnika i oszusta, który zwiódłszy lud stworzył fałszywą naukę o jedynym Bogu (Contr. Cel. 1, 23-26). Postrzegając poprzez taki pryzmat narodziny kultury oraz religii żydowskiej, odmawia jej znamion jakiejkolwiek wyjątkowości. Poszczególne elementy, świadczące jakoby o jej niepowtarzalności, takie jak składanie ofiar, obrzezanie czy zakaz spożywania mięsa pochodzącego od określonych gatunków zwierząt, uważa za zapożyczenia. Na dowód swoich twierdzeń przytacza przykłady podobnych praktyk stosowanych przez inne narody – w szczególności właśnie Egipcjan (Contr. Cel. 5, 41).

Złupienie Jerozolimy przez Rzymian przedstawione na Łuku Tytusa.

Przyjmując taką wersję historii, Celsus zakłada, że naród żydowski jest o wiele młodszy niż cywilizacja grecka. Dzieła Hezjoda umieszcza w odleglejszej przeszłości niż Pięcioksiąg, a Księga Rodzaju jest dla niego przykładem „nieprawdopodobnej i pełnej ignorancji bajki”, stworzonej celem uzurpowania sobie starszeństwa, niemogącej nawet konkurować ze świadectwami innych narodów, które pretendują do miana najstarszych na ziemi (Contr. Cel. 4, 36).

Należy w tym miejscu nadmienić, iż kilka różnych teorii mówiących o genezie Żydów zawarł w swoich Dziejach Tacyt . Ich pierwotną ojczyznę umieszcza na Krecie, w Etiopii lub w Asyrii, próbuje ich także utożsamiać z plemieniem Solimów opisanym przez Homera. Jak się jednak wydaje sam skłania się ku innej wersji, wedle której początek temu narodowi miałaby dać grupa ludzi chorujących na świerzb, wygnanych z Egiptu za radą wyroczni18. Jak widać, ostatnia wersja najbliższa jest tej przedstawionej przez Celsusa. Zwłaszcza, że Mojżesz również występuje tutaj jako inicjator fałszywych i bezbożnych praktyk religijnych. Wszelako, Tacyt nawet nie stara się szukać podobieństw do tradycji religijnych praktykowanych przez inne ludy. W jego mniemaniu religia Żydów stanowi ich całkowite przeciwieństwo.

Naiwna Księga Rodzaju

Opowieści zawarte w Genesis są zdaniem Celsusa naiwne. Wymienia tutaj opis stworzenia człowieka, grzechu pierwszych ludzi oraz potop (jego zdaniem wzorowany na greckim micie o Deukalionie). Niektóre przedstawione sytuacje są dla niego niedopuszczalne z moralnego punktu widzenia, jak czyn córek Lota, posiadanie nałożnic przez ludzi ukazanych w tekście jako sprawiedliwi, walki pomiędzy braćmi czy przypadki „niezgodnej z naturą prokreacji” (Contr. Cel. 4, 41-45).

Przedmiotem krytyki ze strony autora jest także starotestamentowe wyobrażenie Boga, przede wszystkim zaś jego antropomorfizm, wynikający jak się wydaje z dosłownej interpretacji pewnych fragmentów Księgi Rodzaju, szczególnie tych mówiących o stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo Boga oraz odpoczynku po sześciodniowym dziele stworzenia. Autor Prawdziwego słowa nie jest również w stanie zaakceptować typowo ludzkich aspektów zachowania Boga opisywanego w Biblii – często wpadającego w gniew i zsyłającego surowe kary na swoje stworzenie. Zdaniem Celsusa Bóg jest istotą niepojętą, transcendentną. Opisanie jego natury za pomocą słów uważa za rzecz niemożliwą. Podpierając się analogią do platońskiej jaskini tłumaczy, że człowiek nie może poznać tej tajemnicy, gdyż byłoby to jak spojrzenie w oślepiający blask (Contr. Cel. 6, 63-66).

Jezus jak Mojżesz. Też czarnoksiężnik.

Czy Mojżesz był czarnoksiężnikiem i szarlatanem?
Przytoczony powyżej obraz religii żydowskiej, wraz z jej genezą oraz wyobrażeniem Boga, staje się punktem wyjścia do wystąpienia przeciw chrześcijaństwu. W niektórych przypadkach trudno jednak oddzielić te dwie kwestie. Często krytyka dotyka w równym stopniu praktyk i poglądów charakterystycznych dla obydwu religii. Celsus dość płynnie przechodzi od stawiania zarzutów jednym do oskarżania drugich. Mimo że doskonale zdaje sobie sprawę z występujących pomiędzy nimi różnic, uważa chrześcijan za członków żydowskiej sekty, odrzucającej i wypaczającej starą tradycję. Dość mocno rzuca się tutaj w oczy podobieństwo do opisanej wyżej teorii umiejscawiającej miejsce narodzin judaizmu w Egipcie. Analogia ta staje się jeszcze wyraźniejsza, jeśli przyjrzymy się naszkicowanemu w Prawdziwym słowie wizerunkowi Chrystusa.

Brutalnie odrzucony zostaje dogmat o dziewictwie Maryi oraz boskim ojcostwie w przypadku Jezusa. Celsus, jak się zdaje, spogląda na tę kwestię przez pryzmat antycznej mitologii i rozumiejąc ją dosłownie, jako poczęcie dziecka w sposób cielesny, odrzuca myśl, iż Bóg mógłby pożądać ziemskiej kobiety, nawet bardzo pięknej (Contr. Cel. 1, 39). Przedstawia własną teorię tożsamości rodziców twórcy nowej religii. Jego zdaniem matka Jezusa miała być prostą „wyrobnicą”, wygnaną przez męża po tym, jak dopuściła się cudzołóstwa z rzymskim żołnierzem zwanym Panterą. Zanegowana zostaje także możliwość, by Maryja pochodziła z królewskiego rodu. Dosyć drastycznym zmianom zostaje poddana opowieść o podróży do Egiptu – w wersji zapisanej przez Celsusa nie ma ona miejsca we wczesnym dzieciństwie, lecz dopiero w czasach młodości Jezusa. Powód podróży także jest zgoła odmienny od podawanego w Ewangelii. Zamiast prześladowań ze strony Heroda wymieniono nędzę, która zmusiła go do szukania pracy w odległym kraju. Na miejscu Jezus miał poznać sekrety egipskiej magii, których później używał do zwodzenia prostych ludzi poprzez sprawianie pozorów posiadania boskiej mocy (Contr. Cel. 1, 28). W tym momencie rzuca się w oczy wyraźne podobieństwo do wizerunku Mojżesza naszkicowanego przez Celsusa. Obydwaj mieli parać się magią poznaną w kraju faraonów, obydwaj ostatecznie użyli tej wiedzy do stworzenia nowej, fałszywej religii.

Nasuwa się tutaj pytanie o źródło tych wszystkich, przytoczonych powyżej, rewelacji na temat założyciela chrześcijaństwa oraz jego rodziców. Celsus nie zostawił na ten temat żadnej informacji – włożył te słowa w usta pewnego wyimaginowanego Żyda prowadzącego rozmowę z Jezusem. Nieco dalej jednak pojawia się informacja, że formułując swoje oskarżenia, korzystał tylko i wyłącznie z pism chrześcijańskich (Contr. Cel. 2, 74). Trudno stwierdzić, czy on sam jest autorem przytoczonej wersji, czy też dokonał jedynie wyboru spośród istniejących wcześniej, znanych mu opowieści, mających ośmieszyć chrześcijan. Dobór poszczególnych elementów został przeprowadzony z zachowaniem pewnej korelacji z oryginalnym tekstem Ewangelii. Pojawiają się wspólne elementy: pochodzenie od ojca innego, niż mężczyzna poślubiony matce (który również jest z zawodu cieślą) czy pobyt w Egipcie. Większość różnic wynika z odrzucenia boskiego pochodzenia Jezusa, powstałe w ten sposób braki są uzupełniane treściami bliższymi rzeczywistości. Nadprzyrodzoność nie została jednak całkowicie odrzucona, ma wszelako inną genezę – magiczną zamiast boskiej.

Nieczyste kobiety i za mało Jezusów

Figurka dzieciątka Jezus z sanktuarium w Pradze. Czy zbawiciel miałby się narodzić z nieczystego ciała kobiety? Argumentów przeciwko boskiemu pochodzeniu Jezusa doszukuje się autor Prawdziwego słowa w samych Ewangeliach. Uważając kobiece łono za miejsce nieczyste, stwierdza, że wszechmocny Bóg, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, powinien raczej stworzyć nowe ciało, zamiast pozwalać mu się urodzić (Contr. Cel. 6, 73). Opierając się na biblijnym opisie, zauważa również, że Chrystus nie odznaczał się zewnętrzną urodą cechującą bogów. Poza tym zadaje pytanie, dlaczego Bóg miałby zesłać zbawiciela pomiędzy ludzi właśnie w tym czasie, w jedno tylko miejsce. Dla Celsusa bardziej logicznym rozwiązaniem byłoby posłanie większej liczby natchnionych Duchem Bożym w różne miejsca na świecie (Contr. Cel. 6, 76-78).

Nieco więcej światła na problem wyobrażenia, jakie miał Celsus odnośnie osoby Chrystusa, może rzucić jego następująca wypowiedź:

Wielu, mówi, anonimowych proroków w świątyniach i poza nimi, przy lada okazji, z łatwością głosi przepowiednie, inni żebrząc odwiedzają miasta albo obozy wojskowe i wobec zgromadzonego tłumu zachowują się jak prorocy; a każdy z nich ma pod ręką następujące słowa: «Ja jestem Bogiem, Synem Bożym albo Duchem Bożym. Przybywam, bo świat ginie i wy, ludzie, giniecie z powodu swych niegodziwości. Chcę was ocalić; zobaczycie mnie ponownie przybywającego z mocą niebieską. Błogosławiony, kto mnie teraz czci; na pozostałych ześlę ogień wieczny, ześlę go na całe miasta i kraje. Kto nie wie, jaka grozi mu kara, na próżno będzie później żałował i jęczał. Tych jednak, którzy mi uwierzą, zbawię na wieki». I dorzucają zaraz inne słowa niezrozumiałe, szaleńcze, niejasne; znaczenia ich nie może pojąć nawet mędrzec, tak są mętne i bezsensowne. Głupcom jednak i oszustom dają sposobność, by interpretowali je wedle własnych chęci (tłum. S. Kalinkowski) (Contr. Cel. 7, 9).

W powyższym tekście nie pada ani razu imię Jezusa, mówi on o rzeszach anonimowych proroków działających na Bliskim Wschodzie w czasach współczesnych autorowi, który nawet jeśli miał na myśli bohaterów starotestamentowych opowieści, przepowiadających nadejście Mesjasza, dokonał projekcji znanego sobie wyobrażenia w czasy przeszłe. Pojawiają się natomiast te same zarzuty, które już wcześniej postawiono Jezusowi, takie jak mienienie się Synem Bożym lub częste odwoływanie się do argumentu strachu przed karą wieczną w swoim nauczaniu. Występują także pewne elementy przypominające sposób, w jaki swoją działalność prowadził Chrystus – głoszenie nauk w świątyni, wędrowny tryb życia czy utrzymywanie się z datków. Taka aktywność na polu religijnym nie jest więc dla Celsusa niczym wyjątkowym, a chrześcijanie to jedynie kolejna grupa ludzi, którzy dali się zwieść fałszywemu prorokowi wykorzystującemu ich naiwność i nadzieję na zbawienie. Przypadki takie nie należały zresztą wcale do rzadkości – w Dziejach Apostolskich wymienione są przynajmniej dwa przykłady takich ruchów19.

Czy Jezus żył... wczoraj?

Szczególnie interesującą kwestią, mniej oczywistą, niż może się początkowo wydawać, jest pogląd Celsusa odnośnie umiejscowienia działalności Jezusa w czasie. Z jednej strony pojawia się krótka wzmianka, mówiąca, iż miał on działać ledwie przed kilku laty (Contr. Cel. 1, 26). Wynikałoby więc z tego, iż zdaniem tego rzymskiego autora miała ona miejsce nie wcześniej, niż w II wieku naszej ery. Z drugiej strony jednak należy unikać formułowania zbyt daleko idących wniosków na podstawie jednego krótkiego zdania. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Celsus w swojej wersji opowieści o dzieciństwie Jezusa odrzuca wątek prześladowania ze strony Heroda, jednak ani słowem nie zaprzecza stwierdzeniu, że należał on do tego samego pokolenia, co rodzice Chrystusa.

Gdyby rzeczywiście uważał, iż działalność twórcy nowej religii przypadała na II wiek, obecność Heroda w Ewangelii jawiłaby mu się raczej jako anachronizm, na który zapewne zwróciłby uwagę w swojej krytyce. Gdyby tak się stało również i Orygenes – chętnie demaskujący wszystkie przypadki najmniejszej nawet niekompetencji u przeciwnika - skorzystałby z takiej okazji do skrytykowania go. Biorąc pod uwagę fakt występowania w tekście takich określeń, jak: „wczoraj i przedwczoraj” (Contr. Cel. 2, 4; 6, 10) lub „niedawno temu” (Contr. Cel. 8, 12) na określenie czasu działalności Jezusa, również wzmiankę o kilku latach wstecz należy rozumieć alegorycznie – jako krótki okres z historycznego punktu widzenia, w przeciwieństwie do odległej przeszłości, w której mieli działać bohaterowie, którym oddawana jest boska cześć (Contr. Cel. 1, 67).

Żebracy i pasterze kóz

Krytyka ze strony Celsusa w niewiele mniejszym stopniu co samego Jezusa, dotyka jego uczniów. Silny akcent został położony na niski status społeczny osób, które jako pierwsze przyjęły jego naukę. Mieli to być celnicy i żeglarze (zapewne autorowi chodziło o rybaków) (Contr. Cel. 1, 62). Widoczna jest więc pewna analogia do „pasterzy kóz” będących zwolennikami Mojżesza (Contr. Cel. 1, 23).

W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z ludźmi prostymi, niewykształconymi, podatnymi na manipulacje. Działalność tej grupy wyznawców przedstawiona jest jako szczególnie haniebna z powodu tułaczego trybu życia oraz niegodnego sposobu zdobywania środków utrzymania – zapewne żebractwo. Wszystko to zostaje przypieczętowane żałosną w oczach autora śmiercią człowieka zdradzonego i opuszczonego przez swoich uczniów (Contr. Cel. 2, 12). W ich działalności po jego śmierci również widzi kłamstwo i manipulację. Nie daje wiary szczególnie relacji o zmartwychwstaniu, zauważając, iż brak jest bezstronnych świadków tego wydarzenia, którzy nie byliby związani z nowym ruchem religijnym. Celsus podaje także przykłady innych relacji o śmierci, podróży w zaświaty oraz zmartwychwstaniu, odmawiając chrześcijaństwu po raz kolejny znamion jakiejkolwiek wyjątkowości (Contr. Cel. 2, 55).

Zastanawiając się nad przyczynami powstawania takich opowieści, dochodzi do wniosku, iż u ich źródła leży bardzo silne pragnienie zobaczenia czegoś niezwykłego, połączone z chorą wyobraźnią, która sprawia, że złudzenia są odbierane jako fakty (Contr. Cel. 2, 60). Z powyższym wiąże się oskarżenie o to, że tekst Ewangelii został zmyślony, a następnie kilkukrotnie poddany zmianom w celu dostosowania go do kolejnych, pojawiających się zarzutów (Contr. Cel. 2, 26-27).

Argument o pochodzeniu uczniów Chrystusa z nizin społecznych dosyć często pojawia się przy okazji krytyki chrześcijan żyjących w czasach Celsusa. Wśród wyznawców tej religii wymienia Celsus niewolników, prostaków, głupców, szaleńców, proste kobiety oraz małe dzieci, zaznaczając przy tym, iż są to ludzie gardzący mądrością (Contr. Cel. 3, 34). Nieco dalej zauważa, iż ludzie zaliczający się do tej grupy uczestniczą również w kultach misteryjnych, chrześcijaństwo różni się od nich jednak tym, że nowych wyznawców rekrutuje sobie nie tylko spośród osób odznaczających się nienaganną moralnością, ale również grzeszników, dzieci i głupców (Contr. Cel. 3, 59). Można tutaj zauważyć podobieństwo do wspomnianych wyżej samozwańczych proroków działających na Bliskim Wschodzie. Wśród odbiorców ich nauki również znajdowali się głównie ludzie prości, pozbawieni wykształcenia, podatni na manipulację.

W działalności chrześcijan, związanej z poszukiwaniem nowych wyznawców widzi autor poważne zagrożenie, szczególnie dla osób młodych, których jego zdaniem chrześcijanie w tajemnicy podburzają przeciw rodzicom i nauczycielom (Contr. Cel. 4, 55).

Nieudana kopia platonizmu

Chrześcijaństwo nie jest dla Celsusa tworem wyjątkowym, widzi w nim raczej zbiór zniekształconych zapożyczeń z religii innych ludów oraz różnych doktryn filozoficznych. Dostrzega również szereg podobieństw do innych kultów religijnych występujących na terenie Imperium. Uznając opowieści o zmartwychwstaniu Jezusa za oszustwo, wymienia szereg znanych sobie przypadków, w których kierując się chęcią zysku opowiadano o własnej śmierci, podróży do świata zmarłych i powrocie na ziemię (Contr. Cel. 2, 55). Dyskutując o cudach, powołuje się na liczne relacje o uzdrowieniach dokonanych za wstawiennictwem Asklepiosa (Contr. Cel. 3, 3), wspomina także o licznych udanych przedsięwzięciach, zakończonych sukcesem dzięki radzie wyroczni (Contr. Cel. 8, 45), negując tym samym wyjątkowość religii chrześcijańskiej czy żydowskiej na tym polu.

Kult Kybele, podobnie jak chrześcijaństwo, budził wiele kontrowersji.

Liczne podobieństwa dostrzega pomiędzy chrześcijaństwem a kultami misteryjnymi, zwłaszcza odnośnie pochodzenia oraz metod stosowanych przy werbowaniu kolejnych wyznawców. Skłonność do przyjmowania nauk bez odwoływania się do rozumu zauważa nie tylko u chrześcijan, ale również u wyznawców Kybele, Mitry, Sabazjosa czy Hekate (Contr. Cel. 1, 9). W odwoływaniu się do argumentu strachu przed wiecznymi cierpieniami po śmierci widzi Celsus kolejne podobieństwo pomiędzy chrześcijaństwem a kultami misteryjnymi, szczególnie Dionizyjskimi (Contr. Cel. 8, 48). Jego zdaniem chrześcijaństwo czerpie nie tylko z istniejących wcześniej religii, ale również z doktryn filozoficznych, szczególnie platonizmu. Nie jest jednak ich twórczym rozwinięciem, lecz wypaczeniem. Przykładem na niższość chrześcijaństwa względem nauk Platona ma być chociażby fakt, że grecki filozof starał się przekonać swoich rozmówców, nie odwołując się do argumentu cudów. Nie nakazywał też nikomu wierzyć w wyznawane przez siebie poglądy. Autor Prawdziwego słowa upatruje nawiązań do dzieł Platona w poszczególnych wypowiedziach Chrystusa, oskarżając go, a także starotestamentowych proroków, o wykorzystywanie jego nauki bez wystarczającej znajomości (Contr. Cel. 6, 7-8).

Nie tylko z chrześcijaństwem coś jest nie tak

Należy tutaj zwrócić uwagę na fakt, że stosunek autora do niektórych spośród kultów porównywanych do chrześcijaństwa również jest negatywny. Dotyczy to zwłaszcza kultów misteryjnych. Powody krytyki są różnorakie, często pojawia się kwestia niskiej pozycji społecznej wyznawców. Nie bez znacznia dla Celsusa był również ich tajny charakter. Można stwierdzić, iż zdecydowana krytyka tajnych stowarzyszeń przeprowadzona przez Celsusa na samym początku jego dzieła ma bardziej uniwersalny charakter i dotyczy nie tylko gmin chrześcijańskich (Contr. Cel. 1, 1).

Z drugiej strony należy zauważyć, iż Celsusowa krytyka dotyka w znacznie większym stopniu chrześcijan , niż wyznawców innych kultów, do których autor jest nastawiony negatywnie. W końcu to chrześcijaństwo czyni głównym celem swojego ataku.

Odpowiedzi na pytanie, co było czynnikiem odróżniającym w oczach autora chrześcijaństwo od innych, pogardzanych przez niego wyznań zdaje się udzielać ósma, ostatnia księga polemicznego dzieła Orygenesa. W niej zostały zawarte między innymi oskarżenia rzucane przez Celsusa w kwestiach dotyczących szkodliwości chrześcijaństwa dla państwa oraz starej religii.

Chrześcijaństwo to też politeizm!

W pierwszym rzędzie poruszona zostaje kwestia monoteizmu. Autor stara się ukazać bezzasadność tego typu poglądów, stwierdzając, iż nie można obrazić najwyższego Boga poprzez oddawanie czci stworzonym przez niego istotom patronującym różnym aspektom ludzkiego życia. Zdaniem Celsusa taka postawa jest mu wręcz miła (Contr. Cel. 8, 2). Autor zauważa jednocześnie, iż chrześcijaństwo również posiada pewne cechy religii politeistycznej, ponieważ poza najwyższym Bogiem czcią darzony jest Jezus – człowiek żyjący stosunkowo niedawno (Contr. Cel. 8, 12-14). Ów pogląd jest punktem wyjścia do przeprowadzenia dalszej krytyki, w której autor odsłania przed czytelnikami powody swojej niechęci do religii monoteistycznych.

Oskarża tutaj chrześcijan przede wszystkim o niechęć do uczestnictwa w państwowych obrzędach o charakterze religijnym. Zarzut ten, jak się zdaje, dość blisko wiąże się z potępieniem tajnego charakteru chrześcijańskich zgromadzeń (Contr. Cel. 8, 17-24) oraz unikania sprawowania urzędów przez wyznawców nowej religii (Contr. Cel. 8, 75). Tak więc można stwierdzić, że to nie kwestie doktrynalne czy status społeczny chrześcijan są główną przyczyną niechęci ze strony Celsusa. Ich źródłem jest raczej obawa o spójność instytucji państwa, dosyć ściśle związanej z religią.

Konflikt ten nie występował w przypadku politeistycznych kultów misteryjnych oraz monoteistycznego judaizmu, który jako religia o charakterze narodowym nie był nastawiony na ekspansję. Pojawił się jednak z całą mocą wraz z nadejściem chrześcijaństwa, które zaczęło zdobywać sobie wyznawców również w sercu Imperium, wśród obywateli rzymskich.

Obowiązujący ich zakaz oddawania czci innym bogom stwarzał więc poważne zagrożenie, iż wraz z ekspansją nowej religii znaczna część obywateli przestanie uczestniczyć w życiu publicznym. Z kwestią tą wiąże się kolejne oskarżenie padające z ust Celsusa. Zarzuca on chrześcijanom brak poczucia związku z ojczyzną, stwierdzając, iż w przypadku podbicia państwa przez wrogów nawiązaliby oni współpracę z nową władzą, podejmując się jej ewangelizacji (Contr. Cel. 8, 71).

Autor z większą tolerancją podchodzi do wyznawców kultów misteryjnych, których, jak już powiedziano, traktuje z pogardą, a jednak ich krytyce poświęca zaledwie kilka pojedynczych zdań.

Powodów takiego stanu rzeczy można doszukiwać się przede wszystkim w charakterze tych ruchów religijnych oraz istotnych różnic występujących pomiędzy nimi a chrześcijaństwem. Dobrym przykładem może być kult Kybele, sprowadzony do Rzymu w 204 roku p.n.e. w czasie drugiej wojny punickiej. Wiszące nad państwem zagrożenie ze strony armii Hannibala skłoniło Rzymian do zasięgnięcia rady w księgach sybillińskich. Kapłani orzekli, iż Rzym zostanie ocalony, o ile zostanie do niego sprowadzona Matka Idajska20. Po stronie wyznawców Kybele stał więc bardzo mocny argument. Kult czczonej przez nich bogini nie pojawił się w sercu Imperium samorzutnie, jak chrześcijaństwo, lecz został sprowadzony decyzją senatu, w sytuacji zagrożenia państwa.

Po wyładowaniu ze statku posąg bogini został w procesji przeniesiony na Palatyn, a następnie złożony w świątyni Wiktorii21, tak więc już od samego początku nowy kult miał współistnieć wraz ze starą religią. W żadnej mierze nie można powiedzieć tego o chrześcijaństwie. Dlatego autor Prawdziwego słowa krytykuje chrześcijan za to, iż działają w tajemnicy, nie chcąc wznosić posągów, ołtarzy oraz budować świątyń (Contr. Cel. 8, 17). Już sam fakt, że w ogóle przedstawia taką propozycję swoim adwersarzom świadczy o tym, iż widzi w przestrzeni publicznej pewne miejsce dla religii, których nie darzy szczególnym szacunkiem, wymaga jednak, aby działały one jawnie oraz nie kolidowały z oficjalnym kultem państwowym. Opierając się na powyższym, można stwierdzić, iż oskarżenia o niski status społeczny wyznawców czy ich niskie wykształcenie pełnią jedynie funkcję pomocniczą, nie stanowiąc głównego fundamentu, na którym zbudowana została Celsusowa krytyka.

Chrześcijanie bluźnią w pogańskich świątyniach!

Nie bez związku z kwestią bezpieczeństwa państwa pozostają obawy Celsusa co do skutków religijnych czy też wręcz nadprzyrodzonych, jakie jego zdaniem mogą wystąpić po przyjęciu chrześcijaństwa przez państwo rzymskie. Spoglądając na tę kwestię z pragmatycznego punktu widzenia pyta o korzyść, jaką mieliby odnieść Rzymianie z porzucenia swoich bogów na rzecz Boga żydów i chrześcijan. Zwraca uwagę na złą sytuację jednych i drugich – ci pierwsi nie posiadają własnego państwa, natomiast drudzy są prześladowani i zabijani, co w mniemaniu autora jest dostatecznym dowodem na niewielką skuteczność czczonego przez nich bóstwa (Contr. Cel. 8, 69).

To stwierdzenie pozostaje w wyraźnym kontraście z wyliczeniem cudów oraz udanych przedsięwzięć o charakterze państwowym lub prywatnym zrealizowanych dzięki wstawiennictwu tradycyjnych bogów, przy konsultacji z wyrocznią. Wymienić można tutaj między innymi: wyprawy kolonizacyjne, pokonanie epidemii lub plagi głodu bądź też otrzymanie upragnionego potomka. Z drugiej strony jest również mowa o ludziach, których spotkała klęska czy wręcz kara z powodu lekceważenia boskich poleceń lub dopuszczenia się świętokradztwa (Contr. Cel. 8, 45). Są to dla Celsusa dowody nie tylko na istnienie czczonych przez Rzymian bogów, ale również na ich skuteczność, której nie widzi w przypadku Boga chrześcijan.

Groźba gniewu bogów jest dla autora o wiele bardziej realna, niż mogłoby się początkowo wydawać, dotyczy bowiem nie tylko hipotetycznej sytuacji, kiedy ogół społeczeństwa porzuca swoją dawną religię przyjmując chrześcijaństwo. Chrześcijanie mogą rozgniewać bogów w każdej chwili prowadzoną przez siebie świętokradczą działalnością. Jednym z jej przykładów ma być bluźnienie w pogańskich świątyniach, tuż przed obliczem czczonego tam posągu (Contr. Cel. 8, 38). Jest to więc przykład bezpośredniej obrazy majestatu bóstwa.

Trudno stwierdzić, czy sytuacje takie rzeczywiście się zdarzały, czy też Celsus odwołuje się do plotek opowiadanych celem zdyskredytowania chrześcijan i podburzenia prostego ludu przeciwko nim. Choć Orygenes, odpowiadając na te oskarżenia, definitywnie zaprzecza, aby coś takiego miało miejsce, należy wziąć pod uwagę fakt, iż interpretacja opisanej sytuacji zależy od przyjętej definicji bluźnierstwa. W tej kategorii mogło się mieścić chociażby publiczne negowanie boskości obiektu kultu. Można posłużyć się tutaj analogią do pojawiającej się w Dziejach Apostolskich wzmianki o rozruchu, jaki wybuchł w Efezie wskutek działalności św. Pawła, zaprzeczającego wraz z uczniami boskości posągu Artemidy, otaczanego w mieście czcią [22].

Bogowie mogli być, zdaniem Celsusa, obrażani przez chrześcijan na kilka innych, mniej bezpośrednich sposobów. Chodzi tutaj przede wszystkim o uchylanie się od sprawowania państwowego kultu oraz składania ofiar. Bóstwa porównuje do władców, satrapów i namiestników, którzy urażeni mogą sprowadzić na winnego bardzo surową karę (Contr. Cel. 8, 35).

Chrześcijanie - politeiści składający ofiary...

Niezwykle istotny jest fakt, iż Celsus – jakkolwiek wyrażający się na temat chrześcijaństwa z nieskrywaną odrazą - widzi rozwiązanie problemu nie tyle w likwidacji owej religii, co w pogodzeniu jej z kultem państwowym. Temu ma służyć dyskusja o politeizmie, w trakcie której stara się uświadomić chrześcijanom, iż wedle jego definicji i tak są politeistami (Contr. Cel. 8, 28) oraz uczestniczą w składaniu ofiar, czy tego chcą, czy nie. Robią to spożywając mięsa i owoce czy nawet oddychając, ponieważ wszystko to jest darem od opiekujących się światem istot nadprzyrodzonych (Contr. Cel. 8, 21).

Próbując przekonać wyznawców Chrystusa do uczestniczenia w kulcie publicznym, Celsus korzysta również z innych argumentów. Stwierdza, że Bóg tak naprawdę jest wspólny dla wszystkich ludzi (Contr. Cel. 8, 21), jeśli zaś istnieją istoty nadprzyrodzone niższego rzędu, to zostały one przez niego stworzone i oddawanie im czci jest tak naprawdę wielbieniem samego Boga, w przypadku zaś ich nieistnienia uczestniczenie w składaniu ofiar jest czynem moralnie neutralnym (Contr. Cel. 8, 24). Tak więc Celsus nie stara się nawrócić chrześcijan na religię rzymską, wysuwa raczej chłodne, racjonalne argumenty mające na celu przekonanie swoich czytelników do spełniania swoich obywatelskich obowiązków.

Kilka zdań na koniec...

Dzieło Celsusa jest tekstem o wyjątkowym charakterze. Stanowi przełom w stosunku do wcześniejszych pisemnych ataków skierowanych w stronę chrześcijaństwa. Wyznacza granicę pomiędzy zarzutami pozbawionymi rzetelnych podstaw, powtarzającymi niezweryfikowane plotki a rzeczową krytyką doktryny, podpartą dość dużą wiedzą na jej temat. Autor co prawda nieraz miał problemy ze zrozumieniem niektórych treści głoszonych przez chrześcijan. Często traktował je nazbyt literalnie, odrzucając delikatną warstwę religijnej symboliki. Z drugiej strony należy zwrócić uwagę na jego wyjątkową erudycję oraz czas poświęcony gruntownym przygotowaniom do swojej pracy, zwłaszcza zaś zapoznanie się z pismami chrześcijańskimi, na których oparł w głównej mierze swoją krytykę. W tekście pojawiają się co prawda przykłady nieznajomości pewnych niuansów wiary chrześcijańskiej, jak chociażby dogmat o Trójcy Świętej, trudno jednak na tej podstawie oskarżać Celsusa o ignorancję, niewiedzę czy nazbyt powierzchowne przebadanie owej tematyki. Należy pamiętać, iż ogromna część informacji była dla niego niedostępna, ponieważ do pełnego zrozumienia owych treści konieczne było nie tylko zapoznanie się z odpowiednimi tekstami, ale również w pełni świadome uczestnictwo w obrzędach religijnych.

Na uwagę zasługuje również fakt, iż Celsus swoim Prawdziwym słowem utorował ścieżkę, którą konsekwentnie podążało wielu późniejszych autorów krytykujących chrześcijaństwo. Wysunięte przez niego zarzuty były powtarzane w dziełach starożytnych polemistów, takich jak Porfiriusz czy Julian Apostata23. O ponadczasowym charakterze twórczości Celsusa może w końcu zaświadczyć fakt, iż wiele spośród nich znajdziemy w dziełach autorów odnoszących się negatywnie wobec chrześcijaństwa, piszących w czasach nam współczesnych. Choćby zarzuty artykułowane przez Karlheinza Deschnera to niemal kropka w kropkę opinie Celsusa24.

Bibliografia

Wydania źródeł:

  1. C. Iulius Ceasar, De Bello Gallico.
  2. Minucius Felix, "Octavius": http://www.earlychristianwritings.com/text/octavius.html, tłum. Alexander Roberts i James Donaldson.
  3. Eusebius, Church History, tłum. Arthur C. McGiffert i Ernest C. Richardson.
  4. Orygenes, Przeciw Celsusowi, tłum. S. Kalinkowski, Warszawa 1986.
  5. Tacitus, History, tłum. Alfred John Church i William Jackson Brodribb.
  6. Titus Livius, History of Rome, tłum. Cyrus Edmonds.
  7. Biblia Tysiąclecia, Poznań 1996.

Opracowania:

  1. Mała Encyklopedia Kultury Antycznej, red. Zdzisław Piszczek, Warszawa 1973.
  2. S. Kalinkowski, Wstęp [w:] Orygenes, Przeciw Celsusowi, Warszawa 1986.
  3. Danuta Musiał, Antyczne korzenie chrześcijaństwa, Warszawa 2001.
  4. Leon Poliakov, Historia antysemityzmu, t. I, Kraków 2008.
  5. William Turner, Celsus the platonist [w:] Catholic Encyklopedia, t. III, New York 1908.
  6. A. Vauchez, Święty [w:] Człowiek średniowiecza, red. J. Le Goff, Warszawa 1966.

Przypisy

1 L. Poliakov, Historia antysemityzmu, t. I, Kraków 2008, s. 20-50.

2 C. Iulius Ceasar, De Bello Gallico, VI, 17, http://www.thelatinlibrary.com/caesar/gall6.shtml#17, 4.07.2008.

3 A. Vauchez, Święty [w:] Człowiek Średniowiecza, red. J. Le Goff, Warszawa 1966, str. 392-393.

4 Minucius Felix, Octavius, tłum. Alexander Roberts i James Donaldson, IX, 1.07.2008.

5 Danuta Musiał, Antyczne korzenie chrześcijaństwa, Warszawa 2001, str. 127-128.

6 Ibidem, str. 137.

7 Ibidem, str. 128.

8 Mała Encyklopedia Kultury Antycznej, red. Zdzisław Piszczek, Warszawa 1973, str. 139.

9 William Turner, Celsus the platonist [w:] Catholic Encyklopedia, t. III, New York 1908, http://www.newadvent.org/cathen/03490a.htm, 4.07.2008.

10 Orygenes, Przeciw Celsusowi, tłum. S. Kalinkowski, Warszawa 1986, 1, 68. Kolejne odwołania do Przeciw Celsusowi w głównym tekście, w nawiasach.

11 Eusebius, Church History, tłum. Arthur C. McGiffert i Ernest C. Richardson, 6, 36, 2, http://www.ccel.org/ccel/schaff/npnf201.iii.xi.xxxvi.html, 4.07.2008.

12 S. Kalinkowski, Wstęp [w:] Orygenes, Przeciw Celsusowi, Warszawa 1986, str. 16.

13 Ibidem, str. 17.

14 William Turner, op. cit.

15 S. Kalinkowski, op. cit. str. 17-18.

16 Ibidem, str. 18.

17 William Turner, op. cit.

18 Tacitus, History, tłum. Alfred John Church i William Jackson Brodribb, 5, 2-4, http://www.sacred-texts.com/cla/tac/h05000.htm, 4.07.2008.

19 Dz 5, 35-37 (Biblia Tysiąclecia, Poznań 1996).

20 Titus Livius, History of Rome, tłum. Cyrus Edmonds, 19, 10, http://www.gutenberg.org/files/12582/12582-h/12582-h.htm#c10, 8.07.2008.

21 Liw., 19, 14.

22 Dz 19, 24-40.

23 S. Kalinkowski, op. cit., str. 20.

24 Por. np. K. Deschner, Kryminalna Historia Chrześcijaństwa, t. IV, Gdynia 2001.

Zobacz też:

Zredagował: Kamil Janicki
Korektę przeprowadziła: Anna Smutkiewicz

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: tttt |

Celsus nie mógł znać dogmatu o trójcy sw, bo za jego czasów takiego dogmatu jeszcze nie było.



Odpowiedz

Gość: |

jak wyglądałby dziś świat gdyby żydzi uwierzyli jezusowi . kim bylibyśmy - żydami ?



Odpowiedz

Gość: prototokos |

Jak odróżnić co jest prawdą? Jak odróżnić prawdziwych chrześcijan od tych co tylko mówią "Panie..."? Jezus powiedział, że po TYM poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie przejawiać AGAPE, czyli miłość, która nie pozwoli nam stanąć do walki przeciw bliźniemu, nawet w obliczu wojny. Czy są dzisiaj tacy chrześcijanie, tak, wystarczy zajrzeć na http://jw.org Ciekawa jest wzmianka w tekście Celsusa o niechęci chrześcijan do zajmowania stanowisk państwowych.



Odpowiedz

Gość |

Uważam że autor tego tekstu na dzień dzisiejszy może sporo poprawić, ponieważ się mocno myli. Zwłaszcza że wymiena "chrześcijan" lub działaczy którzy niszczyli to, co jest fundamentem wiary chrześcijan, pismo święte. Gdy wilk ubiera skórę baranka i pożera inne owieczki, to trzeba napisać prawdę a nie stwierdzić że baran zjadł barana. Po drugie, poznać historię pogaństwa i chrześcijaństwa, gdy to połączymy ze starożytnymi tekstami od pisma świętego zaczynając, i nowoczesnym watykanem kończąc, każdy o zdrowych zmysłach stwierdzi że jesteśmy poganami i walczymy przeciwko chrzescijanom nawet w czasach dzisiejszych. (dla przykładu, gdy łączono pogaństwo z chrześciaństwem by go tym sposobem zniszczyć to pewna grupa zaprotestowała. Dziś nazywają się protestantami i jak wiele odłamów kuleje w kierunku rzymu. Jak się nie mylę to adwentyści dnia 7 pozostają na fundamentach oryginalnego chrześciaństwa) Oni jako jedni z mała nie oddali pokłon papieżowi i są na watykańskiej liście nr1 "do odstrzału" Rzym i Watykan to połączenie pogaństwa z chrześciaństwem pod nazwą katolicyzm, więc nie mylić! I więcej czytać!



Odpowiedz

Gość: Rutilius |

Zainteresowanych chciałbym poinformować, że kompletną rekonstrukcję działa Calesusa można znaleźć na naszej stronie http://antychryst.info/index.php?art=080422_Celsus1



Odpowiedz
Marek Więcek

Student historii na Uniwersytecie Jagiellońskim, absolwent liceum ogólnokształcącego w podkrakowskich Krzeszowicach. Zainteresowania naukowe obejmują kwestie związane z historią mentalności, obyczajowości oraz religii, a także wpływem rozwoju techniki na zmiany cywilizacyjne. Zainteresowania niezwiązane ze studiowaną dziedziną to między innymi informatyka oraz nowe technologie.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org