Opublikowano
2017-07-05 12:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Witold Zglenicki – wynalazca platformy wiertniczej

Bez platform wiertniczych nasza zapewniających 1/3 całego wydobycia ropy naftowej nasza cywilizacja nie przetrwałaby nawet miesiąca. Zasługę ich wynalezienia przypisują sobie Amerykanie, jednak prawda jest inna. Historia podmorskich wierceń zaczyna się 1896 roku w Baku nad Morzem Kaspijskim od pomysłu 46-letniego polskiego inżyniera, Witolda Zglenickiego. Kim był i jak się tam znalazł?


Strony:
1 2 3

Urodzony w biednej szlacheckiej rodzinie w Wargawie Starej na Mazowszu, Witold ukończył studia na jednej z najlepszych wówczas europejskich uczelni technicznych – Instytucie Górniczym w Petersburgu. Jego wykładowcą był słynny tam chemik Dymitr Mendelejew. Jako jeden z najlepszych studentów Zglenicki został inżynierem w służbie rosyjskiego państwa i sam miał prawo wybrać przyszłe miejsce pracy.

Witold Zglenicki - zdjęcie Witold Zglenicki

W czasie studiów zafascynowało go wydobycie ropy naftowej. Był rok 1876, minęły już 23 lata od kiedy Ignacy Łukasiewicz zbudował lampę naftową i 19 lat od momentu uruchomienia przez niego pierwszej na świecie rafinerii w Klęczanach. Teraz w Galicji było już kilkaset szybów naftowych i kilkanaście rafinerii. Jednak Galicja to zabór austriacki, a Zglenicki był poddanym rosyjskiego cara i państwowym urzędnikiem. Jego wybór padł więc na Zagłębie Staropolskie, w którym podwaliny polskiego przemysłu kładli kilkadziesiąt lat wcześniej Stanisław Staszic i Ksawery Drucki-Lubecki.

Naftowe marzenia musiały zaczekać. W ich realizacji pomoże szczęście, przypadek, znajomości i… ludzka zawiść.

Młody inżynier, zainspirowany wizjami wielkich poprzedników, przystąpił do modernizacji Mroczkowa – zaniedbanej państwowej huty w osadzie nad rzeką Kamienną. Rok po jego przybyciu zakłady zaczynają pracować pełną mocą. Idąc za ciosem Zglenicki kupuje za 3 tysiące rubli dwie inne państwowe kuźnice. Rosyjskim władzom łączenie funkcji w carskiej administracji i biznesie nie przeszkadza, jednak sukcesy odnoszone w Mroczkowie budzą zawiść kierowników sąsiednich zakładów. Na podstawie Zasad Korpusu Górniczego, zabraniających urzędnikom prowadzenia działalności gospodarczej i nabywania udziałów w przedsiębiorstwach prywatnych, składają donos na Zglenickiego do rosyjskiego ministerstwa skarbu.

Ignacy Łukasiewicz (domena publiczna). Chociaż Zasady są od dawna martwym prawem – zostały uchwalone ponad sześć dekad wcześniej – formalnie wciąż obowiązują. Oskarżony o przywłaszczenie dóbr państwowych Zglenicki zostaje odwołany z Mroczkowa i zawieszony w pełnieniu obowiązków urzędnika. Osiem lat walczy o przywrócenie do służby. Udaje się to w 1890 roku, ale tym razem nie ma możliwości wyboru miejsca pracy. Zostaje skierowany na podrzędne stanowisko pełnomocnika w urzędzie probierczym w Rydze. Ryga to trzecia po Petersburgu i Moskwie metropolia Rosji. Często bywa tam jeden z największych przemysłowych magnatów imperium, hrabia Aleksander Benckendorff. Panowie poznają się w urzędzie probierczym, gdzie Zglenicki wycenia przyniesione przez hrabiego kosztowności. Benckendorff ceni wiedzę i fachowość Polaka, ma też udziały w przemyśle wydobywczym ropy naftowej. Chciałby mieć tam zdolnego inżyniera.

Jednak Zglenicki dostał już inną propozycję – objęcie stanowiska głównego inżyniera w wyrastającym na wielki ośrodek przemysłowy Zagłębiu Donieckim. To wyjątkowa oferta, oznaczająca wielkie pieniądze i ostateczny koniec kilkuletniego „urzędniczego zesłania”. Ku zdumieniu władz Polak odmawia. W carskiej Rosji taka urzędnicza krnąbrność jest nie do pomyślenia. Skutek może być tylko jeden – zesłanie do pracy w najbardziej zapadłe zakątki Rosji. Ale o to właśnie chodziło.

Opinię „piekła na ziemi”, gorszego od Syberii, ma położone nad Morzem Kaspijskim Baku. Pod koniec XIX wieku stosowane tam metody wydobycia ropy naftowej w niczym nie przypominały tych znanych obecnie. Miasto otaczał las prymitywnych wież wiertniczych. Wytryskująca spod ziemi ropa dosłownie lała się po ziemi, w rozgrzanym do 50 st. Celsjusza powietrzu unosi się jej wszechobecny zapach. Awarie, wybuchy i pożary były na porządku dziennym. „Wśród wież naftowych przyciskały się do ziemi zbudowane z rdzawych i szarych nieociosanych kamieni długie, niskie koszary robotnicze, podobne do siedzib prehistorycznych ludzi. Strasznie było patrzeć na półnagie dzieci, które mięsiły nogami zielony, tłusty śluz w kałużach” – opisywał to miejsce rosyjski pisarz Maksym Gorki.

Chociaż w Baku wyrosły już naftowe fortuny, m.in. braci Nobel, miasto wciąż przypominało biedną, muzułmańską osadę. Gliniane domy w labiryncie ślepych uliczek, bez skrawka zieleni i odrobiny czystej wody, którą trzeba było sprowadzać z odległych rejonów… Jednak dla Zglenickiego praca tam była niczym wygrana na loterii. Przy wparciu Benckendorffa w 1891 roku inżynier został skierowany do pracy w urzędzie probierczym w Baku, gdzie po godzinach mógł oddać się zajęciu, o którym marzył od czasów studiów u Mendelejewa. Było to poszukiwanie złóż ropy naftowej i wymyślanie nowych metod jej wydobycia.

Kościół św. Marii w Baku Kościół św. Marii w Baku sfinansowany częściowo przez Witolda Zglenickiego

Odtąd rytm życia Zglenickiego wyznaczała jego geologiczna pasja. Praca w urzędzie do 16.00 i ani minuty dłużej. Po niej błyskawicznie zmieniał się w poszukiwacza. Z mapami i sprzętem penetrował wrzynający się w Morze Kaspijskie Półwysep Apszeroński. Na badania wydawał większość urzędniczej pensji, sam żył niezwykle skromnie. Urlopy wykorzystywał na wyprawy w roponośne rejony Kaukazu.

Wiele nocy inżynier spędza samotnie w łódce na Morzu Kaspijskim, obserwując aktywność podwodnych gazowo-błotnych wulkanów. Dochodzi do wniosku, że wyznaczają one miejsca dużych roponośnych złóż. Na naniesionych na mapy wysepkach i skałach zaznacza zmiany poziomu wody uzależnione od wydzielającego się spod dna gazu. W wyniku tych obserwacji Zglenicki formułuje tezę, że o wiele bogatsze niż na lądzie złoża ropy kryją się w zatoce Bibi-Ejbatskiej. Tak przychodzi mu do głowy pomysł zbudowania pierwszej na świecie morskiej platformy wiertniczej. 29 lipca 1896 roku składa w Urzędzie Bogactw Państwowych Guberni Bakijskiej podanie o przydzielenie dwóch morskich działek w celu rozpoczęcia podwodnych poszukiwań.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Fedorowicza i Ireny Fedorowicz „25 polskich wynalazców i odkrywców, którzy zmienili świat”:

okładka książki: 25 polskich wynalazców i odkrywców, którzy zmienili świat Autorzy: Andrzej Fedorowicz, Irena Fedorowicz
Tytuł: „25 polskich wynalazców i odkrywców, którzy zmienili świat”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Fronda
Oprawa: miękka
Liczba stron: 320
EAN: 9788380791534
Cena: 34,90 zł
Kup ze zniżką w księgarni Wydawnictwa Fronda!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Andrzej Fedorowicz

Dziennikarz-freelancer. Pasjonat historii techniki, wyjątkowych biografii i podróży. Historyczne dziennikarstwo śledcze to jego ulubione zajęcie. Publikował w czasopismach takich jak m.in. „Super Express”, „Focus”, „Polityka”, „Newsweek Historia”, „Uważam Rze Historia”, „Wsieci Historii”. Autor przewodnika po Wyspach Kanaryjskich (razem z Ireną Fedorowicz). W przygotowaniu książka zawierające biografie 10 wybitnych Polek, które odniosły międzynarodowy sukces w nauce, biznesie, sztuce.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org