Opublikowano
2018-12-05 18:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wojna w Czeczenii oczami dziecka

Cały świat świętuje nadejście nowego 2000 roku. W ogarniętej wojną Czeczenii nikt o tym nie myśli...


Strony:
1 2 3

1 stycznia

Szczęśliwego Nowego Roku!

Dwa dni z rzędu piekłyśmy po jednej małej lepioszce. Jadłam! Gorące i na wpół surowe! Cieszyłam się: „Smaczne!”. Potem znów przeszłyśmy na wodę z mąką i posiekaną cebulą. Mdli mnie od tego.

– Cebula jest dobra na dziąsła – powiedziała mama. – Bo możemy stracić zęby!

Wszystkie zęby mi się ruszają.

Wcześnie rano, póki nie ma strzelaniny, chodzimy do studni, trzymając się blisko budynków. Studnia jest jeden blok od nas. Ludzie, którzy mieszkają wokół, kłócą się z nami. Wody jest mało. Pływają w niej śmieci.

Okazało się, że w bloku obok mieszkają babcia i jej mąż Czeczen. Sami w całym trzypiętrowym bloku z trzema klatkami!

Pojawili się nowi ludzie. Mąż też Czeczen, żona Rosjanka i ich córka.

Polina Żerebcowa „Mrówka w słoiku Dzienniki czeczeńskie 1994-2004” Żołnierz czeczeński w Groznym (fot. Mikhail Evstafiev, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Do studni, ryzykując życiem, przychodzą mieszkańcy z osiedla domów prywatnych. Dzisiaj jasnowłosy Czeczen spytał moją mamę:

– Gdzie jest woda?

Wygląda na 17 lat, chodzi w mundurze, bez broni. Pomaga starszym: rąbie drewno, nosi wodę, przygotowuje jedzenie. W grupie bojowników są jego krewni. Nie dają mu automatu! Na szyi ma jasnozielone koraliki. Jest wesoły! Żartował po rosyjsku i po czeczeńsku. Pomógł mamie i starym babciom wyciągać wiadra ze studni, która jest daleko. Chłopak obrugał tych, którzy chcieli nas przegonić.

– Woda jest? To znaczy, że jest dla wszystkich! Gdzie mieszkacie? Jakiej jesteście narodowości? To nie ma znaczenia! – wygłosił kazanie bezdusznym i bezczelnym ludziom.

Wkrótce zobaczyłyśmy jego towarzyszy. Dobrze zbudowani, młodzi mężczyźni. Powiedzieli mieszkańcom:

– Postawcie wiadra przy studni i odsuńcie się. My wam nalejemy wody. Dla każdego po dwa wiadra. Zabierzecie je potem. Nie ryzykujcie, bo tu nigdzie nie ma żadnego schronienia.

Kaukaz w ogniu – pierwsza wojna w Czeczenii

Czytaj dalej...

Studnia rzeczywiście znajduje się w dużej odległości od klatki najbliższego bloku. Jakieś siedemdziesiąt kroków. Czekaliśmy wszyscy na klatce. Bojownicy nalali wodę. Kiedy ją rozlewali, powtarzali: „Bismillah!” (W imię Boga!). Wśród nich jest głośny chłopak. To on odmawia adhan (wezwanie do modlitwy). Ma piękny, wysoki głos! Mężczyźni opowiedzieli nam:

– Kiedy przyszliśmy do waszej dzielnicy, zamieszkaliśmy w dużym trzypiętrowym bloku. Ale się rozejrzeliśmy i zdecydowaliśmy, że musimy się trzymać z dala od ludzi. Za dużo tu cywilnych mieszkańców! Dlatego odeszliśmy do osiedla prywatnych domów. Mamy piec, jest tam ciepło. Jest piwnica. I kiedy zdarzy się decydujące starcie, to nie będzie ono zagrożeniem dla ludności cywilnej.

To na pewno dlatego nie widzieliśmy ich wcześniej.

Babka Stasia długo dziękowała naszym pomocnikom, mówiła do nich „moi synkowie”. Mama szepnęła do mnie:

– Wczoraj, kiedy Stasia zobaczyła tego najmłodszego i najweselszego chłopaka, życzyła mu śmierci. Za plecami pokazała mu pięść. Burczała: „Jeszcze nie wszyscy zdechliście?!”. A dzisiaj? Widzisz, jak się podlizuje!

Zobaczyłam na prawej ręce Stasi obrączkę. Tę samą, którą zdjęła z palca Raisy. Kobiety, która zginęła podczas modlitwy, kiedy nas bombardowano.

– To bardzo prawdopodobne! – w ogóle się nie zdziwiłam.

Budur

7 stycznia

Dzisiaj zbiegły się dwa radosne święta! Prawosławne Boże Narodzenie i cudowna noc przed Uraza Bajramem. Jutro jest Uraza Bajram. Jutro należy przyjmować gości i mieć otwarte mieszkanie. My drzwi już od dawna nie zamykamy, bo boimy się spalić. Szkoda, że nie mamy czym ugościć ludzi. Skończyła się nam cebula. Zostało tylko trochę stęchłej mąki na dnie worka.

Polina Żerebcowa „Mrówka w słoiku Dzienniki czeczeńskie 1994-2004” Zniszczony dom w Groznym w okresie II wojny czeczeńskiej (domena publiczna)

Rano nie dało się wyjść. Walili w podwórko z moździerza. Od czasu do czasu odzywają się działa. Na wzgórzach widać czołgi. Są i z jednej strony, i z drugiej. A my pośrodku. Palą się mieszkania. Solidnie gruchnęło na naszym podwórku. Krzyknęłyśmy. Mama wypadła na klatkę. Czterej mężczyźni w mundurach wojskowych szli z wiadrami w stronę studni.

– Wy dokąd?! – wrzasnęła. – Tacy nieustraszeni jesteście? Nie pomyśleliście o waszych żonach, matkach? Przeczekajcie na klatce!

Ostrzał podwórka się nasilił. Coraz częściej u sąsiadek staruszek rozlegały się lamenty i krzyki. Mama wyszła, zapukała do ich drzwi i zaprosiła je do nas. Ułożyła sąsiadki w naszej wnęce w przedpokoju.

Mężczyzn mama zaprosiła do pokoju, żeby tam przeczekali strzelaninę. Weszli. Zdziwili się. Zawahali. Spytali, jak stoimy z jedzeniem. Mama pokazała w milczeniu na pusty worek, w którym na dnie była zwilgotniała mąka. Bojownicy zaproponowali:

– W następnym bloku za drzwiami na klatce stoi worek mąki. Weźcie go sobie wieczorem.

Mama się ucieszyła:

– Uratowaliście nas! Głodujemy. Chłopak, który nam pomagał, przynosząc lekarstwa i jedzenie, odszedł. Sytuację mamy taką – jesteśmy tylko we dwie. Córka ma w nogach odłamki. Pamiętacie, jak w październiku w rynek uderzyła rakieta? Nie może uciekać ani się schować w razie niebezpieczeństwa. A ja sama nie ryzykuję i nie chodzę na poszukiwanie jedzenia.

– A myśmy myśleli, że wy wszystko macie! – Czeczeni się zdziwili. – Sąsiedzi z waszego podwórka chodzą szukać wszędzie. Raz zostali złapani w prywatnym domu! Nie przez nas. Przez inną grupę. Jedna z kobiet jest Czeczenką. Inna Dargijką. Razem z nimi przywłaszczali sobie cudze dobro Rosjanie, małżeństwo. Przestraszyli się. Tłumaczyli się, że szukają jedzenia, a w workach mieli kryształy! Nie rozstrzelaliśmy ich. Nie chcieliśmy brać grzechu na swoje sumienie. Zabraliśmy im dowody, to wszystko. Postanowiliśmy, że potem, po wojnie, się z nimi policzymy.

Dlaczego doszło do wojny w Czeczenii?

Czytaj dalej...

Mężczyźni sobie przypomnieli jeszcze:

– Dwa miesiące temu był u nas chłopak. Powiedział, że tu na parterze mieszka jego dziewczyna, jest ranna. Prosił, żebyśmy jej bronili, jeśli będą chcieli ją porwać Arabowie. Ale oni bardzo szybko odeszli. Mieszkali niedaleko stąd. Chodzili ubrani na czarno, mieli czarne brody. Na pewno ich widziałyście. Zaraz, czy to nie pani?!

Przeszyła mnie fala ciepła.

– Nazywam się Budułaj – przedstawił się starszy mężczyzna. – Jemy skromnie. Sami pieczemy chleb. Nie chodzimy do kobiet. Musimy zachowywać czystość.

Poznałam go. Ten człowiek częściej niż inni rozlewał wodę do wiader dla mieszkańców. Zawsze powtarzał: „Bismillah!”. Jest rudy, ma jasne oczy i jest silny. „Czeczen, a wygląda jak bohater z rosyjskiej bajki” – dziwiłam się.

Polina Żerebcowa „Mrówka w słoiku Dzienniki czeczeńskie 1994-2004” Rysunek Poliny Żerebcowej z 1995 roku przedstawiający wojnę w Czeczenii. Polina Żerebcowa miała wówczas 10 lat (domena publiczna)

Przed wieczorem przywiozłyśmy mąkę. Natychmiast zjawiły się babcie. Mama odsypała im trochę. Powiedziała:

– Wszystkiego najlepszego! Z okazji rosyjskiego Bożego Narodzenia i „czeczeńskiej Wielkanocy”!

Stasia i Nina się ucieszyły. Obiecały, że dadzą nam szklankę makaronu i dwa kartofle, ale nie przyniosły. Oszukały nas.

Dzisiaj do reszty rozbili nam drzwi na klatkę. Jak gruchnęło! Drzwi i wzmocnienie z desek momentalnie rozleciały się w drzazgi. Dobrze, że na klatce nikogo nie było! Raniło kilka psów. Jednego zabiło. Oderwało mu głowę i łapy. Jutro rano, zanim się rozwidni, trzeba będzie powiesić nowe drzwi i zamontować od środka zasuwę.

Chodzą uzbrojeni ludzie (podają się za bojowników). Plądrują.

Dom Wowki i Olgi spalił się do końca i zawalił 31 grudnia, w noc sylwestrową!

Budur

Ten tekst jest fragmentem książki Poliny Żerebcowej „Mrówka w słoiku Dzienniki czeczeńskie 1994-2004”:

Polina Żerebcowa – „Mrówka w słoiku Dzienniki czeczeńskie 1994-2004” – okładka Autor: Polina Żerebcowa
Tytuł: „Mrówka w słoiku Dzienniki czeczeńskie 1994-2004”
Z rosyjskiego przełożyła.: Agnieszka Knyt
Konsultacja merytoryczna: Maciej Falkowski
Redakcja: Mariusz Mieczakowski
Warszawa 2018, wydanie I
Wydawca: Ośrodek KARTA
Oprawa: twarda, 615 stron
ISBN: 978-83-64-476-91-4
Cena: 59 zł
Kup ze zniżką w Księgarni Karty!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Polina Żerebcowa

(Ur. 1985) – pisarka, poetka, dziennikarka. Urodziła się w Groznym, w inteligenckiej rodzinie o tradycjach artystycznych. W wieku 9 lat, krótko przed agresją Rosji na Czeczenię, zaczęła pisać dziennik. Przeżyła pozorowaną przez Rosjan egzekucję, była ranna podczas ostrzału Rynku Centralnego w Groznym 21 października 1999. W 2004 roku wyjechała z Groznego do Rosji. W 2010 roku ukończyła psychologię, pracowała w moskiewskiej szkole jako nauczycielka historii i literatury. Prześladowana z powodu swoich publikacji na temat Czeczenii, poprosiła o azyl polityczny w Finlandii, gdzie mieszka od 2013 roku. Jej dzienniki i inne książki zostały przetłumaczone na kilkanaście języków, jest laureatką kilku nagród literackich. Na podstawie jej dzienników w 2017 roku powstał polski spektakl Dzienniki czeczeńskie (reż. Iwan Wyrypajew).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org