Opublikowano
2013-12-06 10:25
Licencja
Wolna licencja

Wyprawa Roberta Scotta. Jak angielscy dżentelmeni walczyli o Biegun Południowy?

„Pokazujemy, że Anglicy wciąż mogą umierać odważni duchem walcząc do końca.” Choć autor tych słów, kapitan Robert Falcon Scott w wyścigu o Biegun Południowy przegrał, choć nigdy nie wrócił z epickiej antarktycznej podróży na krańce świata i choć od tych wydarzeń minęło już ponad 100 lat, to udało mu się zawładnąć wyobraźnią ludzi. On i jego wyprawa pokazała, jak umierają dżentelmeni znad Tamizy.


Strony:
1 2 3

Początek XX wieku dla odkrywców był niechcianym znakiem czasów, w których wszystko co było do odkrycia zostało już znalezione, opisane, sfotografowane i poznane. Era wielkich eksploracji planety Ziemia chyliła się ku końcowi. Na mapach świata już bardzo nieliczne miejsca pozostawały tzw. białymi plamami. Jedną z nich dosłownie i w przenośni był południowy biegun Ziemi. Starania by do niego dotrzeć trwały od lat, ale warunki jakie panowały na skutym lodem kontynencie skutecznie udaremniały wszelkie próby. Kolejne niepowodzenia jednak tylko podkręcały spiralę niemałego szaleństwa na punkcie Bieguna Południowego. Zdobycie go miało przynieść chwałę nie tylko odkrywcom, ale i całemu państwu, które byłoby ojczyzną arktycznych bohaterów.

Krajobraz Antarktydy (fot. Joe Mastroianni, National Science Foundation, domena publiczna).

Dżentelmeńska wyprawa

Brytyjczyk Robert Falcon Scott doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Mimo niepowodzenia swojej pierwszej wyprawy na biegun z lat 1901–1903 na statku „Discovery”, dążył do powrotu na Antarktydę. Choć swojej nowej wyprawy nie określał mianem tej, która miała przede wszystkim zdobyć biegun, a raczej eksplorować Antarktydę prowadząc badania naukowe, opinia publiczna wiedziała swoje. Kapitan Scott jako oświecony brytyjski dżentelmen uważał, że sprowadzenie tak skomplikowanej, drogiej i niebezpiecznej wyprawy do jednego celu jakim byłby biegun jest wysoce niestosowne i niepotrzebne. Jego misja miała na celu badanie tego odległego lądu pod każdym możliwym kątem, a zdobycie bieguna było nieznacznie ważniejsze niż obserwacja pingwinów cesarskich czy badania geologiczne. Scott i jego ludzie mieli odpowiedzieć na nurtujące ludzkość pytania związane z tym odległym lądem. Nie wiedział on, że ma rywala, który eksploracje kontynentu zamieni w wyścig do bieguna po prestiż i chwałę.

Kapitan Robert Falcon Scott (domena publiczna). Roald Amundsen do ostatniej chwili ukrywał zmianę planów. Norweski badacz Antarktydy wraz ze swą załogą zamierzał podobnie jak Scott prowadzić badania, które miały opierać się na pływaniu na statku „Fram” wzdłuż wybrzeży Antarktydy przez okres kilku lat. O Biegunie Południowym nie było mowy...

15 czerwca 1910 roku z walijskiego Cardiff w rejs ku Antarktydzie wypłynął trójmasztowiec „Terra Nova” zbudowany w 1884 roku. Nim dopłynął do brzegów białego kontynentu zawijał do portów w Afryce, Australii i Nowej Zelandii (tu został na niego załadowany dodatkowy ekwipunek). Dopiero w australijskim Melbourne Scott dowiedział się z kurtuazyjnego telegramu wysłanego mu przez Amundsena, że ten za główny punkt wyprawy obiera Biegun Południowy. Rozpoczął się wyścig.

Załoga Scotta liczyła 65 mężczyzn: naukowców, żeglarzy i brytyjskich oficerów. Na prasowe ogłoszenia Scotta odpowiedziało osiem tysięcy osób. Wielu chciało być częścią wiekopomnej wyprawy ku chwale brytyjskiej monarchii wspieranej przez Królewskie Towarzystwo Geograficzne.

Problemy od początku

W pierwszych dniach grudnia „Terra Nova” napotkała na potężny sztorm, którego efektem była utrata ponad 10 ton węgla, 300 litrów benzyny, dwóch kuców i psa. Na domiar złego 10 grudnia statek został unieruchomiony na 20 dni przez krę. Dotarcie do Antarktydy do końca roku 1910 stało się niemożliwe. Mimo przeciwności losu załoga starała się nie tracić dobrego ducha, a Boże Narodzenie świętowano szampanem. W wigilię roku 1911 wulkaniczna Wyspa Rossa zamajaczyła na horyzoncie. Scott chciał przybić do brzegów Przylądka Coziera, ale wysokie fale uniemożliwiły ten manewr, zdecydowano się więc na Przylądek Evansa, na którym znajdowała się wypadowa baza z czasów poprzedniej wyprawy Scotta („Discovery”). 4 stycznia 1911 załoga „Terra Nova” stanęła na najzimniejszym kontynencie Ziemi. 18 stycznia drewniane baraki były gotowe do zamieszkania.

Roald Amundsen w czasie jednej z późniejszych wypraw (domena publiczna). Już w styczniu wyprawa się rozdzieliła. Pierwsza jej część pod dowództwem geologa T. Griffitha Taylora popłynęła statkiem ku Zatoce McMurdo. Druga pod wodzą porucznika Victora Campbella, gdy tylko „Terra Nova” wróciła, wypłynęła w kierunku ziemi Króla Edwarda VII. Pogoda uniemożliwiła im jednak dopłynięcie do celu, Campbell zdecydował się więc na eksploracje ziemi Królowej. Oznaczało to chwilowy powrót do bazy na Przylądku Evansa. W czasie drogi powrotnej napotkali bazę wypadową Amundsena znajdującą się w Zatoce Wielorybów.

Norweg przyjął ich bardzo serdecznie. Gdy porucznik Campbell powrócił na przylądek, Scott nie był uradowany wieściami jakie ze sobą przywiózł: Amundsen i jego ludzie byli o wiele lepiej przygotowani do podróży niż oni. Scott hołdując wszechstronnemu podejściu zabrał ze sobą 34 psy, 19 kuców syberyjskich i troje sań motorowych. Amundsen miał wyłącznie 97 psów z Północnej Grenlandii, okazały się one jednak szybsze i bardziej wytrzymałe od zwierząt Scotta, które padały z wycieńczenia jeszcze przed rozpoczęciem wyprawy na biegun, a prymitywne sanie motorowe psuły się cały czas. Amundsen wybrał trasę przejścia do bieguna o prawie 100 kilometrów krótszą, choć jeszcze nigdy nie sprawdzoną. Scott opierał się drodze wytyczonej przez innego brytyjskiego polarnika Ernesta Shackletona, który kilka lat wcześniej ustanowił rekord zbliżenia się do bieguna (na odległość 180 kilometrów w czasie ekspedycji „Nimrod” z lat 1907–1909). Wreszcie Amundsen miał zamiar wyruszyć w drogę wcześniej niż Scott. Dowódca wyprawy stwierdził, że Norweg stanowi „poważne zagrożenie”. Po zrelacjonowaniu swojego spotkania Campbell na „Terra Nova” popłynął na północ by dotrzeć na Przylądek Adare i kontynuować badania.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Kup książkę: „Polacy na krańcach świata: XIX wiek”

Polacy na krańcach świata: XIX wiek Autor: Mateusz Będkowski
Tytuł: „Polacy na krańcach świata: XIX wiek”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org] i Wydawnictwo CM

wersja papierowa (3 części w jednym wydaniu):

ISBN: 978-83-66022-39-3 Oprawa: miękka

Stron: 422 Wymiary: 145 × 210

39,90 zł

wersja e-book:

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

Część 1 Część 2 Część 3

Cena: po 9,90 zł za każdą część

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: AgdzieRozsądek |

Nadal w powszechnej opinii obowiązuje mit Scotta heroicznego bohatera, który zginął za ideały. To dość wyidealizowane (a nawet zakłamane) mniemanie coraz częściej bywa kwestionowane nawet przez samych Anglików, dla których Kapitan Scott był niemal jak Bóg na "lodowym piedestale". Właściwie idąc dalej można powiedzieć, że utarł się podział wśród miłośników polarnictwa na zwolenników Scotta i Shackeltona. I w zasadzie byłby to najbardziej adekwatny komentarz do całej historii (o ile się ją trochę lepiej zna). Wybór ignoranta i zadufanego w sobie pyszałka, który skazał siebie i swoich towarzyszy na śmierć (Scott), czy wybór wielkiego altruisty i człowieka rozsądku, który w tragicznej sytuacji ocalił swych ludzi (Shackelton)?



Odpowiedz

Gość: South Pole |

Scott był zadufanym w sobie pyszałkiem a nie dżentelmenem.Gdy dowiedział się że Shackleton na "Nimrodzie" płynie na Antarktydę,Scott wbrew zwyczajowemu prawu wsród polarników zakazał sir Ernestowi korzystać z bazy McMurdo(zazdrość że Shackleton jako pierwszy zdobędzie 90 stopień Sud?).Jego wyprawa w 1911 miała tylko jeden cel: ubiegnięcie Norwegów i zatknięcie Union Jacka na Biegunie Południowym,tego żądała opinia publiczna Imperium.Jego zdaniem sposoby ochrony przed mrozem - futrzane anoraki stosowane przez Eskimosów,ludzi według niego stojących na najniższym stopniu rozwoju,pozbawionych jakichkolwiek potrzeb są niegodne cywilizowanego człowieka,angielskiego oficera i dżentelmena.Zamiast tych ubrań,stosowanych z powodzeniem przez Pearego,Nansena,Amundsena,DeLonga i innych,Scott wybrał odzież wełnianą w której wszyscy uczestnicy wyprawy przeraźliwie marzli.Amundsen na Biegun przywiózł sto osiemnaście psów,wiedział że tylko psy są w stanie wytrzymać morderczą wyprawę w głąb lądu i padłymi zwierzętami można karmić pozostałe.Okrutne ale takie były realia szlaku.Scott miał tylko dwadzieścia sześc psów do używania których żywił niechęć z poprzednich wypraw i kucyki mandżurskie(nie syberyjskie)które zupełnie nie sprawdziły się w tych warunkach i brak paszy dla nich.Nie przewidział ze w takiej sytuacji to ludzie będą musieli sami ciągnąć ciężkie sanie z ekwipunkiem.Sanie motorowe zawiodły w tych warunkach.Ostatnie słowa w pamiętniku brzmiały:"na Boga, zajmijcie się naszymi bliskimi" a nie "ludźmi".Scott zasługuje na szacunek za godność z jaka przyjął porażkę i jego heroiczny powrót z Bieguna.



Odpowiedz

Gość: IjonTihy |

Artykuł napisany na podstawie wyłącznie brytyjskiej literatury. Skrajnie tendencyjny, stoi w sprzeczności z ustaleniami niebrytyjskich naukowców badających wyprawy antarktyczne. Właściwy raczej dla Onetu niż histmaga.



Odpowiedz

Gość: Iwan Głupi |

Iwan chyli czoła przed bohaterską głupotą Scotta, ale Iwan jest głupi.



Odpowiedz
Maciej Jaśkowiak

Absolwent Wydziału Nauk Politycznych & Dziennikarstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Interesuje się życiem elit, zarówno politycznych, sportowych jak i towarzyskich XX wieku. Autor pracy magisterskiej Stosunki polskiego rządu na uchodźstwie z aliantami przez pryzmat postaci generała Sikorskiego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org