Autor: Marek Teler
Tagi: Artykuły, Sylwetki i biografie, II wojna światowa, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, 1945-1989, Polska
Opublikowany: 2022-11-30 18:47
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Żabczyński – kinowy amant, który został bohaterem wojennym

Nazywano go „Al”, „Żaba” i „Darek”, zawsze był oblegany przez tłumy pensjonarek, a śpiewane przez niego piosenki na stałe zakorzeniły się w polskiej kulturze. Aleksander Żabczyński był jednak nie tylko królem amantów II Rzeczypospolitej, ale też dzielnym żołnierzem i polskim patriotą.
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Marka Telera „Amanci II Rzeczpospolitej”.


26 września 1924 roku Aleksander Żabczyński ponownie rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim, tym razem na Wydziale Filozoficznym, lecz nie uczęszczał na wykłady i znów został skreślony. Jednocześnie postanowił wrócić do wojska i w 1923 roku był już oficerem rezerwy dywizjonu artylerii zenitowej w Warszawie, który w 1926 roku przeformowano w 1 Pułk Artylerii Przeciwlotniczej. „Poważny oficer, zdolny, doskonały kolega, dba o żołnierzy. Wybitny sportowiec, bardzo inteligentny, dobry organizator, posiada zdolności kierownicze i bardzo duże zdolności wychowawcze” – pisali o nim przełożeni. W kolejnych latach niejednokrotnie brał udział w ćwiczeniach wojskowych, a 1 stycznia 1935 roku został mianowany na stopień porucznika.

Prawdziwą pasją Żabczyńskiego okazało się jednak aktorstwo. Na początku lat 20. wstąpił do Szkoły Gry Sceniczno-Filmowej Niny Niovilli w Warszawie, lecz w niedługim czasie zrezygnował z nauki u jedynej polskiej reżyserki ery kina niemego. „Zniechęciłem się do tych studiów, kiedy mi moja »mistrzyni« zdradziła w tajemnicy, że niezawodnym chwytem aktora filmowego w scenach zazdrości czy wściekłości jest gryzienie palca. Sukces murowany, twierdziła” – wspominał w rozmowie z dziennikarzem.

Aleksander Żabczyński w 1931 roku (fot. NAC)

[…]

Prawdziwą popularność i sławę amanta filmowego zdobył jednak dopiero w czasach kina dźwiękowego. W latach 1930–1931 polski reżyser Ryszard Ordyński zrealizował w przejętym przez Paramount Pictures atelier filmowym w podparyskim Joinville jedne z pierwszych polskich filmów dźwiękowych. W trzech z nich – Tajemnicy lekarza, Głosie serca i Kobiecie, która się śmieje – wystąpił Aleksander Żabczyński. W ostatnim z wymienionych partnerowała mu Miss Polonia 1930 Zofia Batycka, towarzyszącego jej „Żabę” rychło więc ochrzczono mianem „Mister Pologne”. „Korzystne warunki zewnętrzne Aleksandra Żabczyńskiego, którego Łódź zna równie ze sceny Teatru Miejskiego, a Warszawa z Morskiego Oka, ujawniły się już w Janku Muzykancie, ale dopiero Kobieta, która się śmieje pozwoliła stwierdzić, że jako amant filmu mówionego Żabczyński góruje w tej chwili nad Sawanem i nad Brodziszem” – pisał o nim recenzent łódzkiego „Głosu Porannego”.

[…]

Ostatnie dwa lata przed wybuchem II wojny światowej były dla Żabczyńskiego wyjątkowo pracowite. W 1938 roku pojawił się w filmach Kobiety nad przepaścią Michała Waszyńskiego i Emila Chaberskiego, Królowa przedmieścia Eugeniusza Bodo i Zapomniana melodia Konrada Toma i Jana Fethkego. W marcu 1939 roku miały też premierę filmy Biały Murzyn i Trzy serca – w pierwszym wcielił się w postać Zygmunta, narzeczonego Jadwigi granej przez Tamarę Wiszniewską, a w drugim Gogo, syna hrabiny Tynieckiej. Na rok 1939 zaplanowane były premiery jeszcze dwóch filmów z udziałem Żabczyńskiego: Sportowiec mimo woli i Złota maska, lecz odbyły się one już w czasie okupacji niemieckiej. Sportowiec mimo woli pojawił się w kinach Generalnego Gubernatorstwa 31 maja 1940 roku, a Złota maska 14 września 1940 roku.

REKLAMA

Chociaż Aleksander i Maria Żabczyńscy przez wiele lat tworzyli szczęśliwe i kochające się małżeństwo, na początku lat 30. Żabczyński zapałał namiętnym uczuciem do posiadaczki „najpiękniejszych nóg II Rzeczypospolitej”, tancerki Lody Halamy, z którą występował między innymi na deskach teatrzyku Morskie Oko. W wydanych w 1984 roku wspomnieniach Moje nogi i ja aktorka pisała: „Pracowałam wtedy w Wielkiej Rewii na Karowej. »Al« miał odsługiwać wojsko, przyszedł do mnie na decydującą rozmowę o naszej przyszłości. Jak zawsze te same słowa: tak dalej być nie może, jego żona także tej atmosfery nie może już wytrzymać. Zwierzył się ojcu, generałowi Żabczyńskiemu, który mu poradził, aby szedł za sumieniem i sercem, co, niestety, nie szło w parze. Widziałam, ile go to wszystko kosztowało, choćby świadomość, że krzywdzi żonę, o której zawsze bardzo ładnie mówił. Ja miałam teraz decydować o jego rozwodzie. Czułam, że to nie jest w porządku, że ponad moje siły, tym bardziej że »Al« był szlachetnym, ale słabym człowiekiem i krzywda jego żony mogłaby zaważyć na naszym uczuciu. Zdecydowałam więc, nie patrząc na niego, powiedziałam krótko: chyba wrócę do Andrzeja [Dembińskiego]. »Al« stał długą chwilę, a potem wydusił: rozumiem, co chcesz powiedzieć, i wyszedł. Wiedziałam, że to już jest koniec. Prawdziwy”.

Podobno to właśnie po rozstaniu z „Alem” w sierpniu 1933 roku Loda Halama nagle zniknęła i dopiero po trzech dniach odnalazła się w Częstochowie. Chociaż próbowała ratować swoje małżeństwo z Andrzejem Dembińskim, i tak rozwiodła się z nim w 1937 roku. Jej ukochany „Al” pozostał zaś u boku żony Marii Żabczyńskiej, z którą do końca życia tworzył udany związek. Nie było im jednak łatwo, ponieważ wielbicielki Żabczyńskiego nie dawały artystycznemu małżeństwu spokoju. Po latach Maria Żabczyńska wspominała w audycji radiowej: „Pensjonarki były utrapieniem dla mnie i całego domu. Jaki one miały wywiad! Zawsze wiedziały, o której godzinie on wychodzi, gdzie i kiedy ma nagranie i towarzyszyły mu. Nie wiem, jakimi one szły drogami, ale były tam wcześniej od niego i czekały. Po wyprowadzeniu się z Sienkiewicza mieszkaliśmy na Zielnej na piątym, nadbudowanym piętrze. Wracałam z mężem, patrzymy, a tu nieprawdopodobny widok: jakieś wiersze »Najukochańszy Olesiu…«, jego fotografie portretowe, serca przebite strzałą, bukiety kwiatów i wiersze – i to przez pięć pięter. Że było zainteresowanie innymi kobietami, to wszyscy o tym wiemy, nie jest to tajemnicą. Przede wszystkim prowokowały go, ile było zakus”.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marka Telera „Amanci II Rzeczpospolitej” bezpośrednio pod tym linkiem!

Marek Teler
„Amanci II Rzeczpospolitej”
49,90 zł
Wydawca: Bellona
Rok wydania: 2022
Okładka: miękka
Liczba stron: 384
Premiera: 23.11.2022
Format: 13.5x21.5 [cm]
ISBN: 978-83-111-6683-7
EAN: 9788311166837
REKLAMA
Maria Żabczyńska na pokazie mody w Teatrze Polskim w Warszawie, 1938 rok

Tymczasem w sierpniu 1939 roku Aleksander Żabczyński został zmobilizowany do 1 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej im. Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego w Warszawie. Aktorka Zofia Wilczyńska wspominała po latach w filmie Marka Maldisa Już nie zapomnisz mnie: „Przychodziliśmy wszyscy do Ziemiańskiej, to był jakoś 28 sierpnia. Przyszedł z kartą mobilizacyjną pokazać, że idzie do wojska i się z nami wszystkimi żegna. Mówiliśmy: »Darek, pilnuj się, uważaj«, a przy tym dowcipy były, dlatego że nikt nie zdawał sobie sprawy, jak ta wojna wygląda”. Kiedy 1 września 1939 roku wybuchła wojna, początkowo brał udział w obronie stolicy, następnie w walkach o Lublin, a od 13 do 18 września w obronie Łucka i Stanisławowa.

W stolicy „Żaba” pozostawił żonę Marię, która 19 grudnia 1939 roku urodziła martwą córeczkę; jej też dano na imię Maria. Pogrzeb dziewczynki odbył się 21 grudnia 1939 roku na Powązkach Wojskowych. W latach 70. grób został jednak usunięty, a kwaterę wykorzystano do ponownego pochówku. Żabczyńscy bardzo przeżyli śmierć dziecka (Aleksander dowiedział się o tym dopiero po wojnie), ponieważ przez wiele lat małżeństwa bezskutecznie starali się o potomstwo. W wywiadzie dla „Kina” Żabczyński odpowiadał na pytanie, ile chciałby mieć dzieci: „Dwa! Jeden cud męskiego i jeden żeńskiego rodzaju. Parę, parkę, pareczkę, parusieńkę cudnych berbeciów. Jakże chodziłbym naładowany szczęściem, drogi panie, ale nie mam i dlatego jestem smutny”. Tymczasem 18 września 1939 roku Żabczyński został internowany na Węgrzech i mianowany komendantem obozu żołnierzy polskich. Jak wspominał po latach Zdzisław Jabłonowski, aktor nie tracił optymizmu i mówił innym internowanym żołnierzom: „Słuchajcie, tutaj będziecie mieszkać. Trzymajcie się dzielnie. Nasz pobyt na Węgrzech będzie bardzo krótkotrwały. Będę się starał, żeby w jakiś sposób dostać się do Francji”. Wierzył w zwycięstwo Francuzów i w to, że zabierze do tego kraju wszystkich przebywających w obozie Polaków. Później Żabczyński mianował Jabłonowskiego swoim „ordynansem”, który miał pomagać mu nieść ciężkie rzeczy osobiste. Aktor wspominał w powojennym wywiadzie: „Jako komendant tego obozu byłem jednym z organizatorów ucieczki do Francji. Nasz »spisek« wykryto, ale udało mi się zbiec przed aresztowaniem”. W dniu ucieczki nie zapomniał o swoim „ordynansie”, któremu powiedział: „Chodź. Nie pytaj się o nic, tylko chodź”. Udali się wspólnie na dworzec kolejowy i wyruszyli do Budapesztu, a stamtąd w dalszą podróż.

REKLAMA

Do ucieczki „Żaby” i części więzionych żołnierzy doszło 2 maja 1940 roku; przez Jugosławię i Włochy przedostali się oni do Francji. Tam Żabczyński został młodszym oficerem 2 Baterii Przeciwlotniczej Wojska Polskiego. 20 czerwca 1940 roku ewakuowano go do Wielkiej Brytanii, gdzie został mianowany młodszym oficerem 1 Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej. W końcu w kwietniu 1942 roku został wysłany na Bliski Wschód i trafił do 1 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej. Po dwóch miesiącach pułk ten wszedł w skład 3 Dywizji Strzelców Karpackich, która szła ramię w ramię z 2 Korpusem Armii Andersa. „Tam w okolicach Bagdadu przeżyłem najbardziej niesamowite upały, które dochodziły do 82° [sic!]” – wspominał po wojnie na łamach magazynu „Film”. Okazało się jednak, że nawet w wojennych realiach cały czas towarzyszyły mu wspomnienia przedwojennej filmowej kariery. „W czasie wojny, będąc w Palestynie, widziałem Manewry miłosne i Tajemnicę panny Brinx, filmy, w których gram. Dziwne uczucie ogarnia człowieka, kiedy w tak odmiennej sytuacji, z dala od kraju ogląda się swoje filmy” – opowiadał w wywiadzie dla tygodnika „Ekran”.

Aktor przeszedł szlakiem Armii Andersa przez Irak i Palestynę do Egiptu, a następnie do Włoch. Od 17 stycznia do 19 maja 1944 roku brał udział w walkach pod Monte Cassino, gdzie został ranny. Za swoją bohaterską działalność w czasie wojny otrzymał między innymi Krzyż Walecznych i Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino. W Wielkiej Brytanii zaś nagrodzono go Gwiazdą Wojny 1939–1945 i Gwiazdą Włoch. Był też dumnym posiadaczem Medalu Wojska (2 Korpusu) i Srebrnego Krzyża Zasługi z Mieczami.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marka Telera „Amanci II Rzeczpospolitej” bezpośrednio pod tym linkiem!

Marek Teler
„Amanci II Rzeczpospolitej”
49,90 zł
Wydawca: Bellona
Rok wydania: 2022
Okładka: miękka
Liczba stron: 384
Premiera: 23.11.2022
Format: 13.5x21.5 [cm]
ISBN: 978-83-111-6683-7
EAN: 9788311166837
REKLAMA
Polscy żołnierze w ruinach zdobytego klasztoru, 18 maja 1944 roku

Po zakończeniu działań wojennych znalazł się w Salzburgu, gdzie pracował przy Polskim Czerwonym Krzyżu. „Oczywiście zajęcie to traktowałem jako przejściowe i skorzystałem z pierwszej okazji, aby powrócić do kraju. Sześć lat tęsknoty za ojczyzną i za najbliższymi to bardzo długo. Miło też powiedzieć, że spośród wielu krajów Europy, które zwiedziłem, Polska wydaje się krajem najbardziej żywotnym i najszybciej leczącym swe ciężkie rany wojenne” – wspominał. Przez pewien czas przebywał też w austriackiej miejscowości Sankt Veit an der Glan, gdzie mieszkał w willi Anny Hubmann przy Lichtenbergstrasse 10. „Przydzielonego miał szofera (wojskowy) oraz mały samochód (typu łazik) z przyczepką. Do willi tej dostał się za pośrednictwem Polaka Stefana Michno, prawnika z Krakowa, który, będąc już dłuższy czas w St. Veit na robotach, mieszkał prywatnie u Niemki Anny Hubmann. Mąż Anny Hubmann w stopniu oficerskim służył w wojsku niemieckim” – pisał o Żabczyńskim w donosie do bezpieki z 5 maja 1948 roku informator „Marian Zarzycki”.

We wrześniu 1946 roku Żabczyński został przewieziony wraz z 2 Korpusem do Wielkiej Brytanii, gdzie w obozie Atcham Camp koło Shrewsbury doczekał demobilizacji. Miał wówczas okazję spotkać się w Liverpoolu ze swoją dawną miłością, tancerką Lodą Halamą, która występowała w tym czasie w Anglo-Polish Ballet. Po latach artystka wspominała w książce Moje nogi i ja: „»Al« nie przyszedł zaraz pierwszego dnia, ociągał się, jak mi jego koledzy opowiadali – bał się tego spotkania. Zrozumiałam, kiedy go zobaczyłam. Nie był w dobrej formie, bardzo otyły, twarz nabrzmiała od alkoholu. Z trudnością widziało się resztki dawnej urody. Ale podobno po powrocie do Polski szybko wrócił do dawnej, dobrej formy”.

Aleksander Żabczyński już w maju 1946 roku przyjechał do kraju incognito, na fałszywych papierach, amerykańskim pociągiem Czerwonego Krzyża. Próbował wówczas przekonać żonę, aby opuściła Polskę i na obczyźnie spędziła z nim kolejne lata, a może i resztę życia. Nie miał bowiem ochoty żyć w kraju pogrążonym w mrokach stalinizmu. Maria Żabczyńska nie miała jednak zamiaru opuszczać ojczyzny, tym bardziej że w Warszawie mieszkała ze swoją chorą matką. Ostatecznie Aleksander zdecydował się więc oficjalnie wrócić do Polski, ponieważ nie wyobrażał sobie życia bez ukochanej żony. „Jestem już we właściwym obozie repatriacyjnym w Szkocji, koło Edynburga. Załadowanie mojej grupy na okręt jest naznaczone na 29 tego miesiąca. Sześć lat tęsknoty za ojczyzną i za najbliższymi to bardzo dużo. Jeśli Bóg da, to może zdążę na Twoje imieniny” – pisał w liście do żony 20 listopada 1946 roku.

REKLAMA

Szczęśliwie udało mu się przybyć do Polski dokładnie w dzień imienin żony, tj. 8 grudnia 1946 roku, a powrót do kraju wywołał w nim duże emocje. Wiedział oczywiście, że jego ukochane miasto zostało niemal całkowicie zniszczone po powstaniu warszawskim, ale dopiero widok ruin uświadomił mu skalę zniszczeń. „Może nie powinienem przyznawać się, ale gdy jechałem z dworca wśród gęstej mgły o świcie, dorożką przez most Poniatowskiego, taki sam jak dawniej, rozpłakałem się. Znów w Warszawie, moim mieście, tak bezlitośnie zniszczonym, jak żadne z miast, które widziałem” – opowiadał w jednym z pierwszych wywiadów udzielonych po powrocie.

Aleksander Żabczyński w przedstawieniu „Kobieta we mgle” w Teatrze Klasycznym w Warszawie, 1948 rok

Gdy Żabczyński wrócił do kraju, Urząd Bezpieczeństwa rozpoczął akcję inwigilowania jego osoby w związku z jego wojenną działalnością w Armii Andersa, inwigilacja ta trwała wiele lat. 2 marca 1948 roku informator UB „Stary” dzielił się ze zleceniodawcami otrzymaną latem 1947 roku „wiarygodną informacją”: „Znany artysta filmowy Żabczyński, który powrócił wtedy jako repatriant »z zachodu« był zaufanym »oficerem łącznikowym« andersowskim, który w stopniu majora był wielokrotnie delegowany z ośrodków dyspozycyjnych w Anglii na tereny obozów i skupisk w południowych Niemczech i Austrii. Prowadził wytężoną agitację, zwłaszcza w roku 1945, przeciw powrotowi oficerów do kraju. […] Żabczyński legitymuje się stopniem kapitana, podczas gdy na tereny przyjeżdżał jako »major«”. Komunistyczne władze wiedziały nawet o tym, że po powrocie do kraju Żabczyński wszedł w konflikt ze swoimi współlokatorami na tle mieszkaniowym.

W końcu Urząd Bezpieczeństwa opracował plan o kryptonimie „Wisła”, który miał na celu ustalić, czy Żabczyński „faktycznie prowadzi robotę na polecenie wywiadu obcego”. Podejrzewano go bowiem o współpracę z kontrwywiadem amerykańskim, Counter Intelligence Corps, działającym w czasie II wojny światowej i we wczesnym okresie zimnej wojny. W tym celu grupa tajnych współpracowników musiała zebrać opinie o współlokatorach aktora, poznać jego najbliższe otoczenie w miejscu pracy i „wytypować kandydatów na werbunek”, dowiedzieć się, gdzie wyjeżdża poza Warszawę, ustalić, gdzie bywa, a także założyć mu inwigilację korespondencji i sprawdzić informacje o nim w miejskich kartotekach. Listy wysyłane i otrzymywane przez Żabczyńskich pod koniec lat 40. i na początku lat 50. przetrwały więc w znajdującej się w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej teczce z dokumentami planu „Wisła”.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marka Telera „Amanci II Rzeczpospolitej” bezpośrednio pod tym linkiem!

Marek Teler
„Amanci II Rzeczpospolitej”
49,90 zł
Wydawca: Bellona
Rok wydania: 2022
Okładka: miękka
Liczba stron: 384
Premiera: 23.11.2022
Format: 13.5x21.5 [cm]
ISBN: 978-83-111-6683-7
EAN: 9788311166837
REKLAMA

Rozpracowywanie artysty trwało do 1955 roku, lecz najprawdopodobniej nie przyniosło tak spektakularnych rezultatów, jak się spodziewano. Po analizie materiałów funkcjonariusze bezpieki stwierdzili: „Jest to osoba silnie związana z systemem kapitalistycznym i Polską sanacyjną. Samo pochodzenie, zawód wykonywany przed wojną i stanowisko, jakie zajmował, wskazują, że był on i jest zaciekłym wrogiem Związku Radzieckiego i Polski Ludowej. Wykazał to szczególnie po wyzwoleniu terenów polskich, kiedy związał się z obcym imperialistycznym wywiadem C.I.C. i na jego polecenie organizował nielegalne przerzuty agentów na terenie Niemiec Zachodnich”. Choć uznali oni fakt współpracy aktora z wywiadem amerykańskim za potwierdzony, stwierdzali jednocześnie: „Żadnych konkretnych materiałów odnośnie wrogiej roboty na terenie kraju nie posiadamy”. Aleksander Żabczyński skupił się bowiem przede wszystkim na kontynuowaniu działalności artystycznej i w niedługim czasie odzyskał popularność, choć oczywiście nie była już ona tak wielka jak w II Rzeczypospolitej.

Już 5 marca 1947 roku wystąpił z Tolą Mankiewiczówną, z którą dziesięć lat temu tworzył filmową parę w Manewrach miłosnych, w sali warszawskiego teatru Roma, a po kilku stołecznych koncertach wyruszył z nią w trasę po całym kraju. W maju 1947 roku wystąpił w roli Benedykta w sztuce Wiele hałasu o nic w Teatrze Małym w Warszawie, za którą otrzymał nawet nagrodę na festiwalu szekspirowskim. We wrześniu 1947 roku grał u boku Zofii Grabowskiej w sztuce Historia dwu serc Marcela Dulluda w Teatrze Objazdowym, a słynny krakowski „Przekrój” tak komentował występ pary: „Właściwie przedstawienie to powinno by się nazywać Historia tysięcy serc, bowiem w Żabczyńskim kochało się i kocha wiele serc niewieścich, a w Grabowskiej wiele serc męskich. Oczywiście właściciele serc chodzą tłumnie oglądać swych ukochanych, co w sposób dodatni wypełnia sale teatralne i zasłużone kieszenie artystów”. 1 czerwca 1948 roku pojawił się na scenie Teatru Comoedia jako Karol w sztuce Gabrieli Zapolskiej Mężczyzna.

REKLAMA
Karta repatriacyjna kpt. Aleksandra Żabczyńskiego z 1946 roku (fot. IPN)

Przez pierwsze lata po zakończeniu wojny Aleksander i Maria Żabczyńscy nie mieli łatwego życia. Początkowo mieszkali w domu należącym do Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych przy ul. Poznańskiej 11, a następnie przenieśli się do własnego mieszkania przy ul. Poznańskiej 12. „Żyją bardzo skromnie, gdyż zapłacili tzw. odstępne za mieszkanie (pokój z kuchnią i łazienką) z zeszłorocznych oszczędności” – opisywał ich sytuację informator bezpieki „Włodzimierz” w donosie z 15 września 1948 roku. W latach 50. zamieszkali z kolei przy ul. Łotewskiej 4 na Saskiej Kępie, gdzie o wystrój mieszkania zadbał Żabczyński. Maria Żabczyńska zawsze była dla męża dużym wsparciem, a lata wojennej rozłąki tylko umocniły ich związek. „Pani Maria zawsze dbała o to, aby Aleksander nie miał przy sobie więcej niż 20 złotych i pilnowała, aby zawsze miał to, co mężczyzna powinien mieć przygotowane. A on sam też był niezwykle uprzejmy wobec niej, niemalże nosił ją na rękach. Była fizycznie bardzo drobną osobą. Skromną, cichą, nie rzucającą się w oczy. Szanował ją bardzo!” – wspominał Ignacy Gogolewski w rozmowie z Olgą Gaertner. Maria Żabczyńska z dużą ulgą przyjęła wiadomość, że 5 stycznia 1950 roku Żabczyński został uznany za całkowicie niezdolnego do służby wojskowej, ponieważ oznaczało to, że w razie kolejnej wojny nic nie będzie już w stanie ich rozdzielić.

[…]

Po wojnie „Żaba” nie zagrał już jednak w żadnym filmie, pojawił się jedynie w dwóch spektaklach telewizyjnych: Tragedia amerykańska i Heloiza i Abelard. W drugim z wymienionych grała u jego boku Kalina Jędrusik, wówczas wschodząca gwiazda teatralna i filmowa. Bardzo często natomiast można go było usłyszeć w teatrze Polskiego Radia, między innymi w sztukach Nos pana rejenta, Kollokacja, We wtorek wieczorem, Hydra lerneńska czy Tristan i Izolda. W 1954 roku, w dziesiątą rocznicę istnienia Polski Ludowej, aktor za swoją działalność artystyczną otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.

1 października 1956 roku na fali odwilży gomułkowskiej zorganizowano w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki wielką muzyczną galę pieśni patriotyczny Serce w plecaku. W koncercie miały się znaleźć zarówno pieśni powstańcze i partyzanckie przyśpiewki, jak i utwory żołnierzy Armii Andersa, którzy dotychczas byli prześladowani przez komunistyczny system. Pierwszą część gali miały zakończyć Czerwone maki na Monte Cassino, a utwór miał wykonywać nie kto inny, jak Aleksander Żabczyński, który brał udział w walkach w 1944 roku. Do występu uwielbianego przedwojennego amanta w wielkim muzycznym widowisku jednak nie doszło. Aktor Mieczysław Gajda wspominał w filmie Marka Maldisa Już nie zapomnisz mnie: „Żabczyński podchodzi wolnym krokiem do mikrofonu. Z opuszczoną głową wsłuchuje się w ostatnie takty wstępu. Gdy orkiestra cichnie, [dyrektor Stefan] Rachoń przez ramię spogląda na niego i daje mu znak, aby zaczynał. Ten milczy i dalej stoi z pochyloną głową. Przez chwilę wyglądało to, jakby wymienili spojrzenie, więc znowu orkiestra zaczyna grać wstęp. Gdy Rachoń dał znak na wejście, wtedy Żabczyński podniósł głowę i powiedział: »Przepraszam. Nie zaśpiewam tego. Nie mogę. Mam ich wciąż przed oczami«. I wyszedł za kulisy speszony, wzruszony”.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marka Telera „Amanci II Rzeczpospolitej” bezpośrednio pod tym linkiem!

Marek Teler
„Amanci II Rzeczpospolitej”
49,90 zł
Wydawca: Bellona
Rok wydania: 2022
Okładka: miękka
Liczba stron: 384
Premiera: 23.11.2022
Format: 13.5x21.5 [cm]
ISBN: 978-83-111-6683-7
EAN: 9788311166837
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Marek Teler
Student V roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, absolwent VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława IV w Warszawie. Autor książki „Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego”. Interesuje się mediewistyką i genealogią dynastyczną.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy