Opublikowano
2017-05-30 20:35
Licencja
Wolna licencja

Zapomniany strajk stoczniowców – 20 maja 1971 roku

Krwawa rozprawa z robotniczą rewoltą w grudniu 1970 roku nie przyniosła spokoju w pomorskich zakładach. W 1971 roku w województwie gdańskim odnotowano 61 strajków, w których brało udział 28 tysięcy robotników. Do największego protestu doszło 20 maja 1971 roku, kiedy to kilkutysięczny tłum robotników znowu postawił w stan gotowości gdańską MO i SB.


Strony:
1 2 3

Stoczniowcy sprzeciwili się nierównemu podziałowi premii eksportowej wśród załogi. W 1970 roku najniższa wynosiła około 600 złotych, z tym, że dla kadry kierowniczej przewidziano kwoty od 3.000 złotych wzwyż. W następnym roku minimalne wypłaty ustalono na pułapie tylko 300 złotych. Szeregowi pracownicy mocno naciskali na dyrekcję zakładu odnośnie równomiernego podziału premii, jednakże pracownicy z tzw. dozoru wyższego i kierownictwa nie chcieli się na to zgodzić. Była to jawna niesprawiedliwość, pokazująca pychę, a zarazem i głupotę stoczniowego kierownictwa. Nie minęło nawet pół roku od tragicznych grudniowych chwil, a stoczniowi decydenci nie wyciągnęli wniosków. Podejmując decyzję, która uderzała ekonomicznie w pracowników zakładu zaogniali tylko i tak już napiętą sytuację. Do przewidzenia, nawet dla laika było, iż tak pochopne zachowania mogły wywołać lawinę nieprzewidzianych zdarzeń. Zwłaszcza, że sytuacja w zakładzie była burzliwa i już wcześniej pojawiały się symptomy strajku.

Teren Stoczni Gdańskiej (fot. Stako, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

14 maja sekretarz Oddziałowej Organizacji Partyjnej (OOP) z S-5, towarzysz Wieczorek informował, że stoczniowcy się buntują, nie tylko na jego macierzystym wydziale, ale także i na innych. Pojawiły się głosy, że jeżeli do 20 maja nie zostanie wypłacona premia eksportowa to robotnicy zbiorą się pod bramą numer 2. Największe niezadowolenie miało panować na wydziałach kadłubowych i silnikowych. Informacja została potwierdzona poprzez kontakty obywatelskie „Jurek” i „Franek” oraz „SJ”.

Przy okazji politycznie niebezpieczne dla władz stały się również żądania niektórych pracowników aby dyrekcja wywiązała się ze swoich zobowiązań i uczciła pamięć o poległych stoczniowców pamiątkową tablicą, zwłaszcza, że w 1971 roku kwiaty pod bramą nr 2 składano dość regularnie. W omawianym okresie wiązanka czerwonych goździków została złożona rankiem 17 maja. Kontakt obywatelski o pseudonimie „SJ” relacjonował, że wysłał jedną z pracownic pod bramę, aby usunęła kwiaty. Kobieta opowiedziała swojemu przełożonemu, że została ostrzeżona, iż kwiatów pilnował „wysoki brunet, który zdejmującym je wykonuje zdjęcia fotograficzne. Osobnik ten ma być prawdopodobnie z wydziału K-3”.

Również kontakt o pseudonimie „TL” wspominał w swym doniesieniu, iż stoczniowcy z wydziałów S-5, K-2 i K-3 planowali wystąpić z oficjalną petycją do dyrekcji zakładu o zbudowanie pomnika upamiętniającego poległych stoczniowców, traktując wstępne zapewnienia dyrektora zakładu o wmurowaniu na terenie stoczni tablicy ku czci zabitych stoczniowców za pewną informację.

Robotnicy zastanawiali się co właściwie się dzieje: czy zakład nie ma pieniędzy? Ktoś chce poróżnić pracowników fizycznych i umysłowych? A może ktoś umyślnie chce rozdrażnić robotników, aby doprowadzić do kolejnych rozruchów? Sami majstrowie i kierownicy przyznawali, że cała ta sytuacja po prostu „śmierdzi”, a stoczniowcy coraz bardziej „szumią”. Bano się kolejnego rozlewu krwi.

Edward Gierek, ówczesny I sekretarz KC PZPR (fot. ze zbiorów Dutch National Archives, The Hague, Fotocollectie Algemeen Nederlands Persbureau (ANEFO), opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Holandia). Na poszczególnych stoczniowych wydziałach zorganizowano 19 maja narady, podczas których sekretarze Podstawowych Organizacji Partyjnych (POP) informowali o podziale premii, jednakże znając partyjną nowomowę możemy przypuszczać, że przekaz był nieudolny i dla robotników niezrozumiały.

Robotnicy nie rzucali słów na wiatr. 20 maja, w godzinach od 9.30 do 13.00, doszło na terenie Stoczni Gdańskiej im. Lenina do strajku około 4000 osób, które zgromadziły się na placu przed budynkiem dyrekcji. Strajk miała zacząć 60-osobowa grupa stoczniowców z K-3. O godzinie 9.45 na placu montażowym wydziału W-2 zgromadziło się około 200 osób. Wraz z innymi stoczniowcami z wydziałów K-1, K-2, K-3 i W-3 udali się na plac przed budynek dyrekcji. O godzinie 10.00 protestowało tam już około 2000 osób. Oto relacja TW „Janek”:

Byłem od godziny 10.00 – przyszli z W-2 z butelkami z benzyną w kieszeniach […] esy z łomami. Z nazwisk, którzy byli uzbrojeni w rury to wachtowy z P-1, sędzia piłkarski /jąka się/, Pingot z pogotowia elektrycznego, Kunikowski – mistrz S-4 i wielu innych, których znam a nie mogę przypomnieć sobie nazwisk – W-1 malarze z farbami i pędzlami.

Oczywiście większość robotników była nieuzbrojona, ale przekaz agenta świadczył o narastającej frustracji stoczniowców, którzy żądali po prostu sprawiedliwego podziału premii eksportowej. Do zgromadzonych wyszedł, trzymając w rękach tubę, dyrektor techniczny Karol Hajduga, który próbował przemawiać do strajkujących. Nie było kompletnie nic słychać, więc po kilkunastu minutach zainstalowano głośniki. Dyrektor zapytał o przyczynę przerwania pracy. Otrzymał porcję gwizdów i wyzwisk – każdy w zakładzie znał powód strajku. Stoczniowcy krzyczeli: „Jak zaraz podpalimy samochody, to zaraz będziecie wiedzieć o co chodzi”.

Budynek Dyrekcji Stoczni Gdańskiej (fot. Stako, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5).

Hajduga wyjaśnił protestującym, że dyrektora stoczni Zaczka nie było. Zaprosił na rozmowy do budynku dyrekcji delegację złożoną z przedstawicieli kilku wydziałów. TW „Janek” relacjonujący to wydarzenie stwierdził, iż wśród ludzi wchodzących do budynki poznał Szczepana Chojnackiego, sekretarza Rady Robotniczej z K-3, który to „zabierał głos” w czasie wydarzeń w stoczni w grudniu i w styczniu. W grupie znaleźli się też m.in. Henryk Lenarciak, przewodniczący Rady Zakładowej z W-4, znany władzom z udziału w rewolcie grudniowej, przewodniczący Rady Zakładowej z W-5 Machiewocz, Lech Wałęsa z W-4 oraz suwnicowa Anna Walentynowicz z W-2. Suwnicowa przemówiła do strajkujących i przytoczyła słowa premiera Piotra Jaroszewicza o wpływie załóg zakładów na podział premii:

Trzeba jeszcze raz sięgnąć do protokołu ze spotkania, to tylko błędna interpretacja ustaleń jest przyczyną nieporozumień. Rozejdźmy się, wróćmy do pracy, nie niszczmy niczego, a dyrekcja przekaże władzy nasze postulaty.

W międzyczasie, około godziny 10.20 do zakładu przybył dyrektor Zaczek. Na marginesie warto zwrócić uwagę, że podczas przerwy nikt nie pomyślał aby spróbować nakłonić ludzi do pracy. Zaproponowano nawet poszczególnym wydziałom limity pieniężne, które zostały odrzucone. Około godziny 10.40 dyrektor zakładu po rozmowach stwierdził, że kwestie rozdzielnia gratyfikacji pieniężnych zostaną jeszcze raz przedyskutowane i w miarę możliwości sprawiedliwie podzielone. Wspomniał także, że premia eksportowa nie podlegała opodatkowaniu.

Artykuł został opublikowany w ramach dodatku tematycznego do Histmag.org „Opozycja w Polsce Ludowej 1945-89”, zrealizowanego dzięki wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności:

logo Europejskiego Centrum Solidarności

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Przemysław Ruchlewski

Absolwent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktor nauk humanistycznych, ukończył studia doktoranckie na wydziale politologii i stosunków międzynarodowych. Wykładowca akademicki. Naukowo zajmuje się badaniem organów bezpieczeństwa państwa, ich historią organizacją oraz teraźniejszą problematyką. Kieruje krajowymi i międzynarodowymi projektami naukowymi. Pracownik naukowy Europejskiego Centrum Solidarności. Autor licznych artykułów z zakresu najnowszej historii Polski i świata, bezpieczeństwa państwa, nauk humanistycznych, redaktor wielu prac zbiorowych. Organizator konferencji naukowych, autor kilkudziesięciu wystąpień na sesjach krajowych i zagranicznych.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org