Opublikowano
2014-12-22 13:00
Licencja
Wolna licencja

Zbrodnia doskonała w gomułkowskiej Warszawie (cz. 2)

Grupa przestępcza, odpowiedzialna za dokonanie w latach 1957–1959 trzech napadów rabunkowych na warszawskich ulicach, zapadła się pod ziemię. Dała o sobie znać dopiero po upływie ponad pięciu lat. W 1964 roku, dwa dni przed Wigilią, dokonała swojego największego skoku.


Strony:
1 2 3

Mimo starań milicji sprawcy pozostawali nieuchwytni. Z pisma z 16 marca 1965 roku wynika, że Moczar oceniał działalność śledczych bardzo krytycznie. Jednostki operacyjne Komendy Miejskiej oraz Wojewódzkiej MO i SB zostały oskarżone o brak inicjatywy i osłabienie zainteresowania wyjaśnieniem sprawy. Funkcjonariusze – pomimo instrukcji – nie zostali zapoznani z udostępnionymi przez KGMO informacjami o przebiegu i zaleceniach prowadzenia śledztwa w sprawach P-57 oraz P-64.

Centralny Dom Towarowy (do niedawna Dom Handlowy „Smyk”) między 1951 a 1953 rokiem (fot. ze zbiorów bonczek_hydroforgroup, domena publiczna)

Reakcje prasy na napady

O pierwszym z napadów, dokonanym w grudniu 1957 roku, prasa nie informowała. Nie był sensacyjny ani spektakularny: nikt nie zginął, nikt nie został ranny. Do wiadomości publicznej podano informację o morderstwie milicjanta z kwietnia 1959 roku. Dwa dni po napadzie w „Expressie Wieczornym” zamieszczono notatkę opisującą zdarzenie. Choć znalazła się na pierwszej stronie, była krótka i zawierała niepełne informacje. Podano, że plutonowy K. został postrzelony i zmarł po przewiezieniu do szpitala, choć tak naprawdę został również dźgnięty nożem, a zgon nastąpił na miejscu napadu. O śmierci milicjanta „Express” wspomniał ponownie kolejnego dnia, w kontekście „awanturników, którzy urządzają pijackie burdy i zaczepiają spokojnych przechodniów” na Rynku Mariensztackim. Śmierć milicjanta, choć tragiczna, była dla redakcji „Expressu” argumentem w prowadzonej przez gazetę walce z młodocianymi chuliganami terroryzującymi okolicę.

Napad na UPT-57 w czerwcu 1959 roku odbił się w prasie szerszym echem. Już dzień po skoku o jego przebiegu informowała „Trybuna Ludu”. Notatka i tym razem była pełna błędów. Podano, że sprawców było trzech, ostrzelali oni samochód, jeden z konwojentów zmarł w drodze do szpitala, zaś napad został dokonany na UPT-27. Trzy dni po skoku redaktorom „Expressu” udało się dotrzeć do postrzelonego konwojenta, z którym przeprowadzili wywiad. Pod tekstem podane zostały rysopisy napastników. Dzień później ukazał się kolejny artykuł, tym razem ze zdjęciem konwojenta oraz informacją, że czuje się coraz lepiej. To właśnie ten ilustrowany zdjęciem artykuł znalazł się – wraz z kulą kalibru 7,62 mm – w anonimie adresowanym do rannego.

Skorpion atakuje wieczorem

Czytaj dalej...

Najszerzej i najdokładniej opisywany był napad na „Bank pod Orłami”. W „Trybunie Ludu” już następnego dnia po skoku zamieszczono szczegółowy opis przestępstwa oraz pobieżne informacje na temat wyglądu sprawców. W wigilijnym wydaniu gazety przedstawione zostały kolejne fakty dotyczące napadu, między innymi wzmianka o kalibrze użytych pistoletów oraz kilka wersji możliwych dróg ucieczki bandytów. Artykuły były dokładne dzięki informacji prasowej podanej przez MO. Podobne teksty opublikowano między innymi w „Expressie Wieczornym” oraz „Życiu Warszawy”.

Warto dodać, że milicja nie podała do wiadomości publicznej informacji, że wszystkie cztery przestępstwa z okresu 1957–1964 były ze sobą powiązane.

Co ciekawe, „Życie Warszawy” zamieściło w świątecznym wydaniu obszerny artykuł opisujący funkcjonowanie CDT, łącznie z informacją o obrotach placówki: rocznym, grudniowym oraz średnim dziennym. Dziennikarz podał, że dom handlowy osiąga średni dzienny utarg w granicach od 2 do 5 milionów złotych. Potwierdza to obserwację analityków KGMO, zgodnie z którą przestępcy bez trudu ustalili, o jaką kwotę mogli się wzbogacić.

Zbrodnia doskonała?

Wedle dostępnych materiałów skok na konwój z utargiem CDT był ostatnim napadem grupy. Nigdy więcej nie użyto broni, którą posługiwali się napastnicy, co pozwoliłoby połączyć ich z innymi przestępstwami. Sprawców nigdy nie ujęto, nie odzyskano również skradzionych pieniędzy. Przyczynił się do tego wysoki „profesjonalizm” przestępców oraz nieudolność resortu, który nie potrafił dostatecznie skutecznie wdrożyć procedur opracowanych przez KGMO.

Bandyci nie ułatwili organom ścigania pracy. Na miejscach przestępstw pozostawili po sobie bardzo mało śladów: łuski po nabojach, kilka niedopałków papierosów, kartonowe pudełko z częściowymi odciskami palców. Nieliczni świadkowie nie byli w stanie podać szczegółowych rysopisów sprawców. Rabusie znikali po dokonanych napadach jak kamfora. Świadczy to nie tylko o ich wysokim kunszcie czy doskonałym przygotowaniu do akcji, ale również o niesamowitym szczęściu. W trakcie skoków nic ich nie zaskoczyło, na przykład dodatkowy uzbrojony konwojent, przechodzący akurat w pobliżu miejsca przestępstwa patrol milicji czy inny przypadkowy czynnik.

Zgodnie z ówczesnym prawem, ostatnie przestępstwo popełnione przez członków grupy – zabójstwo konwojenta CDT, za które sprawcy groziła nawet kara śmierci – przedawniło się pod koniec 1989 roku. Uprzednie czyny przedawniły się odpowiednio wcześniej. Biorąc pod uwagę, że sprawcy opisywanych czynów pozostali niewykryci, można stwierdzić, że dokonali jednej z nielicznych we współczesnym świecie zbrodni doskonałych.

Przeczytaj pierwszą część artykułu.

Polecamy e-book Pawła Rzewuskiego „Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”:

Autor: Paweł Rzewuski
Tytuł: „Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-6-0

Stron: 109

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)

Bibliografia

  • Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, sygn. BU 1585/1042.
  • Archiwum Komendy Głównej Policji, spis 114, poz. 7, t. 3.
  • Archiwum Komendy Głównej Policji, spis 335, poz. 9, t. 1.
  • Archiwum Komendy Głównej Policji, spis 335, poz. 9, t. 6.
  • Archiwum Komendy Stołecznej Policji, sygn. 2329/ADM.
  • Dz. U. z 1932 r. Nr 60, poz. 571.
  • Dz. U. z 1969 r. Nr 13, poz. 94.
  • „Express Wieczorny”, Bandyci zastrzelili milicjanta i zrabowali broń, nr 85, 9 kwietnia 1957.
  • „Express Wieczorny”, Bandycki napad na pocztę w Warszawie, nr 132, 3 czerwca 1959, s. 1.
  • „Express Wieczorny”, Energiczne śledztwo MO w sprawie napadu przed bankiem na Jasnej, nr 307/308, 24–27 grudnia 1964.
  • „Express Wieczorny”, Gorączka spadła. Znaczna poprawa w stanie zdrowia St. F(...), nr 134, 5 czerwca 1959.
  • „Express Wieczorny”, Komunikat Komendy MO m.st. Warszawy, nr 312/313, 31 grudnia 1964–1 stycznia 1965.
  • „Express Wieczorny”, Na Mariensztacie Texas. Spokojni mieszkańcy boją się pokazać wieczorem na ulicy, nr 86, 10 kwietnia 1957.
  • „Express Wieczorny”, Ranny konwojent pocztowy St. F(...) opowiada reporterowi „Expressu” o szczegółach zuchwałego napadu bandyckiego. Czy ekspertyza łusek wskaże MO właściwy trop?, nr 133, 4 czerwca 1959.
  • Grzywo-Dąbrowski Wiktor, Medycyna sądowa dla prawników, Wyd. 2 poprawione i uzupełnione, Wyd. Prawnicze, Warszawa 1957.
  • Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w latach 1950-2010 (podstawa wymiaru emerytur i rent), [w:] Główny Urząd Statystyczny. Portal informacyjny, [dostęp 6 stycznia 2013] <http://www.stat.gov.pl/gus/5840_1630_PLK_HTML.htm>.
  • „Trybuna Ludu”, Po napadzie na Jasnej, nr 356, 23 grudnia 1964.
  • „Trybuna Ludu”, Zuchwały napad bandycki w centrum stolicy, nr 355, 23 grudnia 1964.
  • „Trybuna Ludu”, Zuchwały napad bandycki w Warszawie, 2 czerwca 1959.
  • „Życie Warszawy”, Bandycki napad w centrum Warszawy. Jeden konwojent zabity, drugi ranny. Kasjerce CDT zrabowany 1 mln 300 tys. zł. Apel KGMO, nr 307, 23 grudnia 1964.
  • „Życie Warszawy”, CDT – godz. 8.29, nr 308–309, 24–25–26 grudnia 1964.

Redakcja: Roman Sidorski
Tekst opublikowano pierwotnie 18.02.2013 r.


Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: biszonek |

Jeszcze w latach 70 - tych, KSMO powołała specjalna grupę do wyjaśnienia tych napadów - niestety - bez rezultatów. W sprawie występował samochód Wanderer, którego również poszukiwano - bez rezultatów... Według sposobu działania sprawców (psychologicznego portretu) cechowała ich przede wszystkim odwaga, nabyta w czasach okupacyjnych i nienawiść do PRL-u. Takie napady, miały miejsce w okresie powojennym, dla zdobycia środków egzystencjonalnych z jednoczesną walką z komuną. Tak to sobie sprawcy tłumaczyli. Dziś, wielu z nich uważa się za bohaterów... Istniał również, zwykły bandytyzm okupacyjny, pod płaszczykiem walki zbrojnej z okupantem i zdobywaniem środków na cele organizacyjne. W okresie okupacji, w Warszawie, dokonano szeregu napadów na banki organizowane przez GL, AL i AK. Przypomnę akcję GÓRAL, gdzie zdobyto 1 mln zł, plus kilka tysięcy tzw. Dojczmarek. Pieniądze szły na różne cele organizacyjne.



Odpowiedz

Gość: Varsawianista |

Zapomniałem jeszcze dodać, że okna redakcji nieistniejącego już dziś "Kuriera Polskiego" wychodziły dokładnie na miejsce, w którym dokonano rabunku; podobno niektórzy pracownicy gazety widzieli zajście, a redaktor naczelny (?) gazety, którego relację czytałem w necie, wspominał, że on sam, słysząc strzały, chciał wychylić się z okna. Przesłuchujący go oficer MO miał wtedy powiedzieć, że dostałby wtedy serię z pistoletu maszynowego od bandyty ubezpieczającego napad z daleka - tym, o którym napisałem we wcześniejszym poście.



Odpowiedz

Gość: Varsawianista |

Istnieją wspomnienia chyba redaktora naczelnego, ale nie jestem pewien, "Kuriera Polskiego" (dostępne w Sieci), który mówi tam o innych, ciekawych szczegółach, np. o kolejnym bandycie uzbrojonym w zrabowaną wcześniej pepeszę, ubezpieczającym z daleka rabunek - miał stać przy dawnej kawiarni "Alibaba" i prywatnym sklepie z kapeluszami. W tym samym materiale jest też ciekawa rzecz dotycząca listu, który po latach otrzymała milicja, czy prokuratura - list podpisany był nazwiskiem Jankowski i zawierał podobno pytania dotyczące możliwości złagodzenia kary w zamian za przyznanie się do winy (w domyśle: autora listu, jednego z bandytów). List ten o tyle zaalarmował adresatów, że ów Janowski podał w nim kilka szczegółów, które mogli znać tylko bandyci. Prześwietlono wtedy dokładnie wszystkich Jankowskich w Polsce, ale bez żadnego rezultatu, a sam "Jankowski" nigdy się już więcej nie odezwał. Ponieważ w tamtych czasach istniał obowiązek rejestrowania koloru lakieru samochodów, dotarto to wszystkich "warszaw" o takiej barwy karoserii jaką wskazali świadkowie. Jedna z nich, ostatnia na liście do sprawdzenia jakby rozpłynęła się w powietrzu...



Odpowiedz
Bartłomiej Międzybrodzki

Doktorant Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org