Opublikowano
2013-02-12 19:08
Licencja
Wolna licencja

Zbrodnia doskonała w gomułkowskiej Warszawie (cz. 1)

W latach 50. i 60. XX wieku w Warszawie dokonano serii brutalnych napadów z bronią w ręku. Sprawa ta pozostaje jedną z największych zagadek kryminalnych powojennej Polski.


Komenda MO m. st. Warszawy poszukuje trzech mężczyzn, którzy od drugiej połowy marca do 7 kwietnia 1959 r. przebywali w rejonie Mariensztatu i podejrzani są o dokonanie zabójstwa funkcjonariusza Zygmunta K.

List gończy z czasów II RP Tak rozpoczyna się datowany na 31 marca 1966 roku. „Komunikat do funkcjonariuszy MO i Służby Bezpieczeństwa Garnizonu Warszawskiego”. Poniżej tekstu zamieszczone zostały trzy podobizny poszukiwanych osobników, wykonane przez milicyjnego rysownika na bazie zeznań świadków. Ten, jak byśmy go dzisiaj nazwali, list gończy dystrybuowany między funkcjonariuszami resortu spraw wewnętrznych opowiada jedynie znikomą część historii, z którą powiązani byli poszukiwani mężczyźni.

Na podstawie milicyjnych dokumentów, analiz oraz opracowań udostępnionych przez Biuro Ochrony Informacji Niejawnych Wydziału Głównego Archiwum Policji Komendy Głównej Policji, jak również materiałów przechowywanych przez Instytut Pamięci Narodowej, można pokusić się o zrekonstruowanie przebiegu czterech głośnych przestępstw kryminalnych, których areną były warszawskie ulice przełomu lat 50. i 60. XX wieku.

Trudno jednoznacznie wskazać początek opisywanych w tym artykule wydarzeń. Milicyjni śledczy założyli na podstawie dostępnych dowodów, że mają do czynienia z przestępcami, którzy dokonali czterech konkretnych napadów, nie sposób jednakże stwierdzić z całą pewnością, czy były to jedyne akcje tejże grupy. Niewykluczone, choć jest to wątpliwe, że jeszcze przed pierwszym przypisywanym im skokiem lub pomiędzy kolejnymi rabunkami członkowie bandy popełnili inne przestępstwa, nie pozostawiając jednak śladów umożliwiających powiązanie ich z dokonanymi czynami. Jeśli założenia poczynione przez śledczych są prawdziwe, początkiem działalności rzeczonych bandytów był zuchwały napad na kasjerkę sklepu obuwniczego „Chełmek”, dokonany 4 grudnia 1957 roku.

4 grudnia 1957: napad na sklep obuwniczy

Jak każdego dnia około godziny 19.30, Krystyna W., kasjerka sklepu obuwniczego „Chełmek” (zlokalizowanego alei Wyzwolenia 13/15), zliczyła utarg i umieściła pieniądze w tak zwanym „portfelu bankowym”. Tą specjalną torbę miała następnie zdeponować w banku (ul. Bagatela). Obydwie instytucje dzieliło nie więcej niż 900 metrów. Po zamknięciu sklepu kasjerka przeszła wraz ze swoim znajomym Zenonem W. na zaplecze. Stamtąd, tylnymi drzwiami, para przedostała się na wewnętrzne, nieoświetlone podwórko budynku. Dalej planowali przespacerować się Marszałkowską, by po kilku minutach znaleźć się w banku.

Kasjerka, często w asyście swojego przyjaciela, przenosiła utarg zawsze tą samą drogą, o podobnej godzinie. Fakt ten wykorzystali bandyci. Oczekując na Krystynę W., ukryli się wśród materiałów budowlanych przechowywanych na podwórku bloku przy ulicy Bagatela 13/15. W dogodnym dla siebie momencie napastnicy zagrodzili drogę niosącym pieniądze. Jeden ze złodziei, dzierżący pistolet, krzyknął do Zenona W.: „oddaj pieniądze, bo będę strzelał!” Trzymający „portfel bankowy” mężczyzna stanowczo odmówił. Wywiązała się szamotanina, w wyniku której wypalił trzymany przez bandytę pistolet. Jeden z napastników wyrwał pakunek z pieniędzmi z rąk przyjaciela kasjerki, a rabusie rozbiegli się w dwie różne strony. Poszkodowany mężczyzna rozpoczął pościg za osobnikiem uciekającym z łupem, jednakże przestępca zniknął bezpowrotnie w przechodniej bramie budynku na alei Wyzwolenia 14.

Przybyła na miejsce milicja ustaliła następujące fakty. Jak już wspomniano, trasa kasjerki była codziennie taka sama. Wedle zeznań świadków mężczyźni o rysopisach zbieżnych z wyglądem bandytów widziani byli na tyłach domu przy alei Wyzwolenia 13/15 zarówno w dniu napadu, jak i dzień wcześniej. Na podwórku, przy budce stróża pilnującego budowy kina „Luna”, przy której złodzieje oczekiwali nadejścia Krystyny W., milicyjni technicy ujawnili liczne niedopałki papierosów marki „Nysa”. Mimo starań, śledczym nie udało się ustalić rysopisów sprawców.

Najważniejszym śladem odnalezionym na miejscu przestępstwa była łuska kalibru 7,62 mm. Według badań balistycznych pocisk został wystrzelony z polskiego pistoletu wojskowego wz.33, będącego autoryzowaną kopią radzieckiego pistoletu TT. Według badań Zakładu Kryminalistyki KGMO broń najprawdopodobniej została wyprodukowana w 1951 roku i należała do serii „M”. To właśnie ekspertyza balistyczna umożliwiła powiązanie napadu na kasjerkę „Chełmka” z kolejnymi przestępstwami grupy.

W wyniku napadu złodzieje zagarnęli 118 100 zł. Dla porównania przeciętne miesięczne wynagrodzenie w 1957 roku wynosiło zgodnie z wyliczeniami Głównego Urzędu Statystycznego 1 279 zł. Łupem bandytów padła więc kwota stanowiąca równowartość około 92 średnich pensji. Wysokość utargu była zapewne związana z przedświątecznym okresem zwiększonych zakupów.

Co bardzo istotne, był to jedyny bezkrwawy napad opisywanej grupy. Strzał, który padł w trakcie szamotaniny, był najprawdopodobniej przypadkowy. Milicja nie zdołała ustalić, czy napastnik zamierzał trafić Zenona W., czy też strzelał jedynie na postrach. Tym niemniej bandyci użyli broni dopiero w ostateczności, wpierw żądając oddania pieniędzy. W czasie kolejnych napadów napastnicy wykazali się zdecydowanie większą bezwzględnością.

7 kwietnia 1959: zabójstwo funkcjonariusza MO

Do kolejnego udokumentowanego napadu opisywanej grupy doszło niespełna półtora roku później, 7 kwietnia 1959 roku. Tym razem celem ataku nie były pieniądze, lecz pozyskanie dodatkowej broni.

Feralnego dnia wieczorem, około godziny 21, plutonowy MO Zygmunt K. wyszedł z domu przy ulicy Bednarskiej 23 z zamiarem udania się do swojego miejsca pracy, do Komendy Dzielnicowej Milicji Obywatelskiej Warszawa-Stare Miasto. Na skarpie Rynku Mariensztackiego, opodal budynku na ulicy Bednarskiej 26, plutonowy został zaatakowany. Funkcjonariusza dźgnięto trzykrotnie ostrym narzędziem o długości nie mniejszej niż 10 cm i szerokości nie większej niż 8 mm. Dwa ciosy zostały zadane w plecy (rany na wysokości trzonu VIII kręgu piersiowego oraz VIII lewego żebra) oraz w pierś (rana z lewego boku na wysokości V żebra). Uderzenia w okolice klatki piersiowej na określonej wysokości miały najprawdopodobniej dosięgnąć serca, by natychmiast unieszkodliwić ofiarę. Śledczy postawili tezę, jakoby użycie noży świadczyło o zamiarze pozbawienia życia plutonowego K. w sposób szybki i skryty. Sprawcy najprawdopodobniej przeszacowali swoje umiejętności zabójstwa przy użyciu noża. Zaatakowany funkcjonariusz zaczął się bronić, na co wskazują przecięcia ostrym narzędziem palców prawej dłoni ofiary oraz zerwany pasek raportówki. Aby ukrócić szamotaninę jeden z bandytów strzelił milicjantowi w głowę z bliskiej odległości. Ofiara zginęła na miejscu.

Pistolet TT (fot. KEN, na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0)

Skradziono tylko pistolet służbowy TT oraz 16 sztuk amunicji (dwa magazynki: jeden załadowany, drugi zapasowy). Raport KGMO nie wspomina, aby ofierze zabrano pieniądze, dokumenty czy legitymację służbową. Biorąc pod uwagę fakt zagarnięcia jedynie broni, można śmiało postawić tezę, iż był to napad nastawiony stricte na pozyskanie dodatkowego pistoletu, niezbędnego do dalszej działalności przestępczej.

Na miejscu zabójstwa milicyjni technicy znaleźli łuskę od naboju kaliber 7,62 mm. Ekspertyza balistyczna wykazała, że z broni, z której zabito plutonowego K., oddano również strzał do Zenona W. w trakcie napadu na kasjerkę sklepu obuwniczego „Chełmek”. Przeprowadzone czynności śledcze dowiodły, że napad na milicjanta nie był przypadkowy. Sprawcy najprawdopodobniej od pewnego czasu obserwowali funkcjonariusza podążającego z domu na przystanek tramwajowy. Analitycy Oddziału Służby Kryminalnej KGMO zwrócili również uwagę, że miejsce morderstwa nie było oświetlone. Przypuszczano, że w ramach przygotowań do akcji sprawcy uszkodzili latarnię miejską.

Pomimo braku świadków samego zabójstwa, milicjantom udało się dotrzeć do ludzi, którzy około godziny 21 widzieli podejrzaną grupę mężczyzn (co najmniej trzech). Świadkowie zwrócili również uwagę na trzech mężczyzn, którzy bezpośrednio po napadzie uciekali ulicą Bednarską.

1 czerwca 1959: skok na konwój pocztowy

Na kolejne działanie grupy nie trzeba było długo czekać. Przestępcy zaatakowali niespełna dwa miesiące później, 1 czerwca 1959 roku. Ich celem był konwój pocztowy przewożący pieniądze z Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego nr 57 zlokalizowanego przy alei Armii Ludowej, nieopodal alei Wyzwolenia.

Furgonetka Przedsiębiorstwa Transportowego „Łączność” zatrzymała się przed UPT-57 około godziny 21.50. Konwojent Łukasz Cz. wysiadł z samochodu i udał się do Urzędu aby dopełnić formalności oraz przejąć pieniądze. Po około 10-15 minutach konwojent opuścił budynek wraz ze strażnikiem pocztowym Stanisławem F. Był on uzbrojony w pistolet maszynowy i miał za zadanie ubezpieczyć przejście Łukasza Cz. z urzędu do samochodu.

Wedle późniejszych ustaleń milicji, dwaj bandyci oczekiwali na wyjście konwojenta i strażnika przed UPT. Aby nie wzbudzać podejrzeń, jeden z nich dzierżył najprawdopodobniej puste, kartonowe pudełko zawinięte w szary papier pakowy i przewiązane sznurkiem. Dla postronnego obserwatora sprawcy mogli wyglądać jak interesanci, którzy oczekiwali na zakończenie czynności konwojowych i chcieli nadać paczkę.

Po wyjściu pocztowców z budynku napastnicy zaszli mężczyzn od tyłu. Następnie obydwaj wyciągnęli broń i oddali po jednym strzale. Strażnik F. został ciężko ranny w twarz i stracił przytomność. Konwojenta postrzelono natomiast w korpus, a ponieważ dawał oznaki życia, został dobity kolejnym strzałem, tym razem w głowę. Utrata przytomności przez Stanisława F. najprawdopodobniej uratowała mu życie. Można domniemywać, że sprawcy uznali go za martwego i nie uznali za konieczne oddania do mężczyzny kolejnego strzału.

Po unieszkodliwieniu obydwu pracowników poczty napastnicy zabrali worek z pieniędzmi. Następnie sprawcy uciekli wzdłuż płotu okalającego skład budowlany, w stronę ulicy Litewskiej. Tam, według jednego ze świadków, pod domem o numerze 12 czekał na nich samochód marki Warszawa. Zeznania świadka potwierdził pies tropiący – ślad osmologiczny kończył się we wskazanym miejscu.

Łupem bandytów padła kwota 666 600 zł. Według GUS w 1959 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło 1 453 zł, co oznacza, że skradziono równowartość około 459 średnich krajowych pensji. Napastnicy zabrali również należący do strażnika pocztowego pistolet maszynowy pepesza (PPSz wz. 43) wraz z magazynkiem zawierającym 35 sztuk amunicji. Warto dodać, że zagarnięta broń strzelała takimi samymi nabojami jak posiadane przez sprawców pistolety TT, można więc domniemywać, że pepeszę skradziono dla zwiększenia zapasu amunicji do posiadanej już broni.

W trakcie oględzin miejsca zbrodni technicy odnaleźli trzy łuski po nabojach wystrzelonych z pistoletów kalibru 7,62 mm. Ekspertyza balistyczna wykazała, że jedna z ujawnionych łusek pochodziła z pistoletu, który był użyty w trakcie napadu na kasjerkę sklepu obuwniczego w 1957 roku . Z tej samej broni zabito też plutonowego K. Pozostałe dwie łuski zostały odstrzelone z pistoletu zrabowanego zamordowanemu milicjantowi. Na kartonowym pudełku porzuconym najprawdopodobniej przez sprawców odnaleziono dwa częściowe odciski palców. Ich fragmentaryczność uniemożliwiała ustalenie pełnego wzoru, ale dawała możliwość dokonania analizy porównawczej w wypadku zatrzymania podejrzanego.

Nabój 7,62 × 25 mm TT. Amunicji tego typu używano między innymi do pistoletów TT (fot. Malis, domena publiczna)

Grupa przestępcza dała o sobie znać kolejny raz kilka dni później, 6 czerwca. Tego dnia do szpitala przy ulicy Lindleya w Warszawie wpłynął anonimowy list adresowany do strażnika pocztowego Stanisława F. Bandyci dowiedzieli się z popołudniówki „Express Wieczorny”, że F. przeżył ich atak oraz że udzielił dziennikarzom krótkiego wywiadu. W związku z tym przestępcy postanowili przesłać poszkodowanemu bardzo specyficzne pozdrowienia (zachowana oryginalna pisownia i układ słów): huju / stul morde przed mentami / ta kulka ci sie należy / z gazety wiemy gdzie mieszkasz / dziekujemy za 35 kulek / general / w smrodzie sie poniewieral / to nie ostatni strzal. Częściowy brak polskich liter można tłumaczyć tym, że list składał się z liter wyciętych z nagłówków artykułów pochodzących z katowickiej „Trybuny Robotniczej”, dokładnie z numeru 131 z dnia 3 czerwca 1959 roku. Wedle ustaleń milicji anonim został nadany w dniu poprzedzającym jego otrzymanie, to jest 5 czerwca, w Urzędzie Pocztowo-Telekomunikacyjnym nr 2 w Katowicach. Śledczy byli na tyle drobiazgowi, że udało im się określić, iż koperta została ostemplowana pomiędzy godziną 19 a 20.

Oprócz listu, w kopercie znajdował się wycinek artykułu z „Expresu Wieczornego” o Stanisławie F. oraz jeden nabój kalibru 7,62 mm. Była to jasna sugestia, że jeśli konwojent zacznie „sypać”, bandyci go zabiją. Interesujące wydaje się być, kogo przestępcy nazywają „mentami”: ciekawskich dziennikarzy czy prowadzących śledztwo milicjantów?

Zawarty w liście fragment dotyczący „generała” analitycy z Komendy Głównej MO interpretowali jako nawiązanie do generała Ryszarda Dobieszaka, ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych, który miał być obecny na miejscu napadu w trakcie milicyjnych oględzin. Może to sugerować, że bandyci lub ich kompani obserwowali miejsce skoku już po zdarzeniu, podczas pracy śledczych.

Czerwcowy skok na UPT-57 oraz list skierowany do strażnika były ostatnimi ujawnionymi działaniami grupy w 1959 roku. Grupa zapadła się pod ziemię na kolejne pięć i pół roku. Brak jakichkolwiek dowodów, że popełnili w tym okresie inne przestępstwo. Najprawdopodobniej konsumowali zagarnięte pieniądze. Kwota skradziona w 1957 roku wystarczyła im na zaledwie półtora roku. Zdecydowanie większa ilość pieniędzy zrabowanych w wyniku skoku z 1959 roku powinna zaspokoić potrzeby przestępców na wiele kolejnych lat. W praktyce wystarczyła na ponad pięć. Po upływie tego okresu członkowie grupy stanęli najprawdopodobniej przed pytaniem, co robić, aby pozyskać kolejne fundusze. Podjęli decyzję o przeprowadzeniu następnej akcji.

Bandyci dali o sobie znać po raz kolejny 22 grudnia 1964 roku, dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia. Tego dnia, we wczesnych godzinach wieczornych, dokonali swojego największego skoku, którzy przeszedł do historii jako napad na „Bank pod Orłami”.

Przeczytaj drugą część artykułu.

Zobacz też:

Bibliografia

  • Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, sygn. BU 1585/1042.
  • Archiwum Komendy Głównej Policji, spis 114, poz. 7, t. 3.
  • Archiwum Komendy Głównej Policji, spis 335, poz. 9, t. 1.
  • Archiwum Komendy Głównej Policji, spis 335, poz. 9, t. 6.
  • Archiwum Komendy Stołecznej Policji, sygn. 2329/ADM.
  • Dz. U. z 1932 r. Nr 60, poz. 571.
  • Dz. U. z 1969 r. Nr 13, poz. 94.
  • „Express Wieczorny”, Bandyci zastrzelili milicjanta i zrabowali broń, nr 85, 9 kwietnia 1957.
  • „Express Wieczorny”, Bandycki napad na pocztę w Warszawie, nr 132, 3 czerwca 1959, s. 1.
  • „Express Wieczorny”, Energiczne śledztwo MO w sprawie napadu przed bankiem na Jasnej, nr 307/308, 24–27 grudnia 1964.
  • „Express Wieczorny”, Gorączka spadła. Znaczna poprawa w stanie zdrowia St. F(...), nr 134, 5 czerwca 1959.
  • „Express Wieczorny”, Komunikat Komendy MO m.st. Warszawy, nr 312/313, 31 grudnia 1964–1 stycznia 1965.
  • „Express Wieczorny”, Na Mariensztacie Texas. Spokojni mieszkańcy boją się pokazać wieczorem na ulicy, nr 86, 10 kwietnia 1957.
  • „Express Wieczorny”, Ranny konwojent pocztowy St. F(...) opowiada reporterowi „Expressu” o szczegółach zuchwałego napadu bandyckiego. Czy ekspertyza łusek wskaże MO właściwy trop?, nr 133, 4 czerwca 1959.
  • Grzywo-Dąbrowski Wiktor, Medycyna sądowa dla prawników, Wyd. 2 poprawione i uzupełnione, Wyd. Prawnicze, Warszawa 1957.
  • Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w latach 1950-2010 (podstawa wymiaru emerytur i rent), [w:] Główny Urząd Statystyczny. Portal informacyjny, [dostęp 6 stycznia 2013] <http://www.stat.gov.pl/gus/5840_1630_PLK_HTML.htm>.
  • „Trybuna Ludu”, Po napadzie na Jasnej, nr 356, 23 grudnia 1964.
  • „Trybuna Ludu”, Zuchwały napad bandycki w centrum stolicy, nr 355, 23 grudnia 1964.
  • „Trybuna Ludu”, Zuchwały napad bandycki w Warszawie, 2 czerwca 1959.
  • „Życie Warszawy”, Bandycki napad w centrum Warszawy. Jeden konwojent zabity, drugi ranny. Kasjerce CDT zrabowany 1 mln 300 tys. zł. Apel KGMO, nr 307, 23 grudnia 1964.
  • „Życie Warszawy”, CDT – godz. 8.29, nr 308–309, 24–25–26 grudnia 1964.

Redakcja: Roman Sidorski

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość |

Ten nabuj jest oreginalnie od pepeszy ale ciekawy post /partyzant



Odpowiedz

Gość: jacek m. |

Potwierdzam: ment(y)- milicjant(ci), mentownia - komisariat(milicja w szerszym rozumieniu). Również,czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: Rajmund Adamczak |

Ment to gwarowe określenie policjanta/milicjanta. Popularne tak przed wojną, jak i później, pochodzące podobno z języka lwowskiej światka przestępczego.



Odpowiedz

Gość: kuba |

Bardzo ciekawe, czekam na ciąg dalszy:)



Odpowiedz
Bartłomiej Międzybrodzki

Doktorant Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org