Opublikowano
2016-12-13 16:51
Licencja
Wolna licencja

Krzysztof Arciszewski. Żywot człowieka niepoczciwego, czyli konkwistador po polsku

(strona 3)

Krzysztof Arciszewski zapisał się na kartach historii jako najsłynniejszy awanturnik Rzeczpospolitej XVII wieku. To pierwszy Polak w Brazylii, dzielny konkwistador, poeta, etnolog i generał artylerii. To człowiek, którego biografia stanowi gotowy scenariusz hollywoodzkiej superprodukcji.


Strony:
1 2 3

W uznaniu zasług w 1634 roku Kompania Zachodnioindyjska mianowała go głównodowodzącym wojsk lądowych w tym kraju. Wielkopolanin nie zawiódł zaufania kupców. To w tym czasie Arciszewski zyskał niezwykłą popularność, także wśród mas. Brawurowa ucieczka z niewoli podczas oblężenia twierdzy Arrayal, pokonanie idących w sukurs Portugalczykom oddziałów hiszpańskich, zwłaszcza budzących postrach tercios – te wyczyny Arciszewskiego upamiętnione zostały m.in. pomnikiem wystawionym w Pernambuco, złotym łańcuchem honorowym i wybitym na jego cześć okolicznościowym medalem.

Wyspa Itamaraca, obraz z XVII wieku (domena publiczna)

Gdy zjawiał się w Amsterdamie na ulicach witano go niczym triumfującego Cezara w Rzymie. Jego sukcesy obiły się szerokim echem w Europie, docierając nawet do Polski. W latach 30. XVII wieku nie był bowiem jedynym Polakiem, który walczył w Brazylii. Wśród jego towarzyszy szybko znaleźli się np. Władysław Wituski i Zygmunt Szkop.

Niczym z greckiej tragedii…

Zdradliwy los dla Arciszewskiego był jednak nieubłagany. Jakby porządki losu umyśliły sobie, że człowiek ten musi do końca swych dni wstawać i upadać, przez całe życie uciekać, by na nowo zbudować twierdzę godnego życia. U szczytu znaczenia i siły holenderska sława Arciszewskiego stała się bowiem niesławą.

Gdy gubernatorem holenderskich posiadłości w Brazylii został Jan Maurycy Nassau-Siegen, bratanek samego namiestnika Holandii, nowy administrator zaczął niemal kompletnie ignorować – już wtedy admirała - Arciszewskiego i czynił mu liczne afronty. Wszystko dlatego, że Arciszewski miał czelność wytykać mu skandale korupcyjne. Polityczno-rodzinne wpływy gubernatora przeważyły jednak nad honorem i wojskowymi zasługami Arciszewskiego. Von Nassau doprowadził w końcu do jego wydalenia z kolonii w 1639 roku. Oskarżony o zdradę i okrucieństwo zasłużony weteran stracił wszystko, odarto go z żołnierskich praw, z tytułów, a przede wszystkim z dobrego imienia.

Holandia powitała go sfingowanym procesem, który przegrał przez sfabrykowane przez gubernatora Nowej Holandii dowody. Załamany Arciszewski pisał tylko na swoją obronę:

Graf Moryc łamał jak mógł kondycyja [warunki] moje, a na ostatku nakrył mnie sentencyją w honor tykającą i wysłał nazad do Niderlandów. (…) Ja zaś służby ich nie chce, kondycyi żadnej nie żądam i Brazylii się wyrzekam. Oto tylko stoję, aby sentencja ta wymazana była. I aby mnie nie przywiedli potem do tego czego i ja i oni żałować byśmy musieli.

Dzięki świadectwu niektórych osobistości z kręgu nauki i polityki, zwrócono mu żołnierski honor, ale jego kariera wojskowa legła w gruzach. Wyrok sądu z degradacji i wyrzucenia ze służby zamieniono na odejście z wojska, lecz bez przywilejów przysługujących byłym wojskowym. Arciszewski wycofał się całkowicie z działalności publicznej i osiadł w Amsterdamie. W Niderlandach parał się poezją, zajął się porządkowaniem i opisywaniem swych wojskowych doświadczeń, a także spostrzeżeń geograficzno-kartograficznych. Wśród jego dzieł znalazł się nawet traktat dotyczący leczenia podagry. Echa konfliktu z gubernatorem cały czas skłaniały go jednak do powrotu do ojczyzny.

Na łonie ojczyzny

W Polsce lat 40. XVII wieku mało kto już pamiętał o banicji Arciszewskiego. Wszyscy znali jednak jego wojenne czyny. Sława doskonałego wojskowego pozwoliła mu w efekcie uzyskać od Władysława IV list żelazny, gwarantujący nietykalność sądową.

Arciszewski powrócił do Rzeczypospolitej w 1646 r. i z polecenia króla Władysława IV otrzymał zaszczytne stanowisko starszego nad armatą koronną, czyli generała artylerii. Dzięki doświadczeniu zdobytemu podczas walk w Europie Zachodniej i Nowym Świecie, Arciszewski z wielkim zapałem zabrał się do pracy na rzecz kraju, który kochał, a który przed laty zmusił go do tułaczki po świecie.

W klęskach pod Żółtymi Wodami (29 IV-16 V 1648 r.) i Korsuniem (26 V 1648 r.), wojska koronne utraciły lwią część stanu swojej artylerii. Arciszewski na poważnie zatem zajął się reorganizacją polskiej artylerii i służb inżynierskich; m.in. zmodernizował arsenały w Malborku, Pucku, Warszawie, Lwowie, Krakowie, Barze i Kamieńcu Podolskim. Po pierwszych sukcesach los ponownie zakpił sobie jednak z dzielnego awanturnika. Już we wrześniu 1648 r. w bitwie pod Piławcami oddziały dowodzone przez trzech regimentarzy wojsk koronnych ponownie utraciły wszystkie działa.

Mauritz Johan von Nassau-Siegen (domena publiczna) Na domiar złego, w tym samym roku zmarł dobrodziej Arciszewskiego, król Władysław IV. Jego następca, król Jan II Kazimierz, nie darzył już Arciszewskiego tak wielkim poważaniem. W międzyczasie generał Arciszewski wprawdzie wyróżnił się, uczestnicząc w odsieczy, obleganego przez Chmielnickiego, Zbaraża oraz dowodząc obroną Lwowa, ale jego dni były już policzone. Arciszewski był już zmęczony chorobami, piętrzącymi się – w związku z wojną kozacką – obowiązkami i dworskimi intrygami. Wszedł bowiem w otwarty konflikt z marszałkiem Jerzym Ossolińskim, którego knucia sprawiły, że Arciszewski utracił jakikolwiek posłuch pośród rady i oficerów dla swoich planów wojskowych. Oliwy do ognia i do ostatecznej decyzji o odejściu z armii finalnie skłoniła go – haniebna i przegrana w jego odczuciu – ugoda zborowska, którą król podpisał z Chmielnickim.

Zobacz także:

Krzysztof Arciszewski ostatecznie osiadł w majątku swojego stryja pod Gdańskiem, gdzie zapomniany przez wszystkich zmarł w 1656 r. Jego ciało spoczęło w kościele przemianowanym na zbór jednoty czeskiej w Lesznie, obok swoich rodziców, Eliasza i Barbary, ale nawet po śmierci prządki losu przygotowały mu kolejną przygodę i czas niepokoju. Ciało Arciszewskiego i jego rodziców spłonęły bowiem w pożarze miasta, wznieconym przez rozjuszonych żołnierzy kasztelana poznańskiego Krzysztofa Grzymułtowskiego, mszczących się za wpuszczenie garnizonu szwedzkiego do miasta w trakcie potopu szwedzkiego.

By przypomnieć chwałę Arciszewskiego potrzeba będzie wielu lat, ale nawet teraz można o nim powiedzieć raczej jako o zapomnianym konkwistadorze znad Wisły. Niewątpliwie jednak jego sława mogła inspirować innych. Niewykluczone bowiem, że to właśnie wieści o Arciszewskim skłoniły kurlandzkiego księcia Jakuba Kettlera do przedstawienia Władysławowi IV planu kolonizacji zamorskich krain. Kettler chciał założyć kompanię do handlu z Indiami Zachodnimi. Pragnął przypraw, cukru, tytoniu, a także niewolników. Chciał bogactw, które łatwo można by obrócić w brzęczącą monetę. Na chwałę Kurlandii i całej Rzeczpospolitej Jeszcze w poł. XVII wieku kurlandzkie okręty dotarły do wybrzeża dzisiejszej Gambii i Tobago… ale to już zupełnie inna historia.

Do tematu polskich konkwistadorów w Ameryce Południowej nawiązał Łukasz Czeszumski, autor niedawno wydanej powieści Krew wojowników .

Bibliografia:

  • Boxer Charles Ralph, The Dutch in Brazil 1624-1654, Oxford 1957.
  • Kukuczka Jacek, Przyjmij laur zwycięski. Krzysztof Arciszewski w służbie Holenderskiej Kompanii Zachodnio-Indyjskiej, Kraków 2001.
  • Łenyk – Barszcz Joanna, Przemysław Barszcz, Poza horyzont. Polscy podróżnicy, Warszawa 2016
  • Paradowska Maria, XVII-wieczna relacja Krzysztofa Arciszewskiego jako źródło badań nad wierzeniami Indian wybrzeża Brazylii, "Etnografia Polska", t. 16, 2 (1972) s. 151-170.
  • Paradowska Maria, Przyjmij laur zwycięski, Wydawnictwo Śląsk, Katowice 1987.

Redakcja: Antoni Olbrychski

Publikację artykułu zainspirowało wydanie książki Łukasza Czeczumskiego Krew wojowników. Tom 1 Uciekinier.

Autor: Łukasz Czeszumski
Tytuł: Krew wojowników. Tom 1 Uciekinier
Wydawnictwo CL Media
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 422
Język: polski
ISBN: 9788394135539
EAN: 9788394135539
Cena: 44,00 zł
Kup ze specjalną dedykacją na stronie autora!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Marcin Sałański

Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny, wieloletni współpracownik Histmag.org, autor popularnych e-booków. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org