Opublikowano
2017-06-30 18:00
Licencja
Wolna licencja

Józef Różański: pierwszy śledczy bezpieki

Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, czyli słynne UB, było głównym narzędziem komunistycznego terroru w Polsce w latach 40. i 50. Miejscem szczególnego okrucieństwa był Departament Śledczy, na którego czele stał pułkownik Józef Różański.


Strony:
1 2 3

Józef Różański (domena publiczna). Przez ręce pułkownika przechodziły wszystkie najważniejsze śledztwa, którymi interesowała się centrala. Praktycznie od początku istnienia pionu śledczego funkcjonariusze tej struktury byli bardzo zapracowani, a posiadali potężną władzę. Trzeba bowiem pamiętać o specyfice tzw. praworządności socjalistycznej. Przede wszystkim wrogiem ustroju mógł stać się każdy – a więc nie tylko żołnierze konspiracji powojennej, politycy różnych opozycyjnych opcji politycznych czy też kapłani lub hierarchowie Kościoła katolickiego. Do więzienia, a co za tym idzie w ręce oficerów śledczych mógł trafić każdy, szczególnie od roku 1947, kiedy to w Polsce zapanował wszechobecny terror. Dla przykładu, wśród więźniów stalinowskich były osoby słuchające Głosu Ameryki albo ci, którzy nie zarejestrowali odbiornika radiowego. Byli również tacy, którzy przypadkowo znaleźli się w miejscu jakiegoś wypadku, np. w fabryce. W pewnym momencie wrogiem ustroju stali się również komuniści powiązani z I sekretarzem PPR Władysławem Gomułką. A więc przeciwników Polski Ludowej, którzy mogli trafić w ręce Różańskiego, nie brakowało.

Julia Brystygier – Krwawa Luna. Początki

Czytaj dalej...
Pułkownik nadzorował naprawdę wiele śledztw, często przesłuchiwał także osobiście. Miał ogromną wiedzę o niemal wszystkim, co działo się w podległym mu Departamencie. Wynikało to po pierwsze z procedur: na jego biurko trafiały codziennie dość szczegółowe sprawozdania z pracy każdego wydziału. W dokumentach tych można odnaleźć np. liczbę spraw prowadzonych przez daną komórkę lub treść zeznań, które udało się wyciągnąć od więźniów. Po wtóre Różański osobiście interesował się niektórymi sprawami, np. w przypadku gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Oficer śledczy por. Kazimierz Górski, który przesłuchiwał generała, zeznał po latach, że Różański był stałym bywalcem jego przesłuchań. Podobnie było choćby w przypadku Pawła Jasienicy oraz innych aresztantów.

Różański osobiście nadzorował m.in. sprawę Adama Doboszyńskiego, bpa Czesława Kaczmarka, Mieczysława Kawalca, Michała Kowalika, Mirosława Ostromęckiego, ks. Józefa Lelity, Jana Liszcza, rtm. Witolda Pileckiego, Stanisława Sachowicza, ks. Jana Stępnia, gen. Zygmunta Janke-Waltera, wszystkich Komend WiN-u, pogromu kieleckiego i wiele innych. Część aktów oskarżenia zatwierdził osobiście. Wówczas bowiem to nie prokurator, ale właśnie oficer śledczy MBP sporządzał ten dokument i przesyłał go do sądu. Różański wszedł także w skład specjalnej Komisji Śledczej wraz z płk. Anatolem Fejginem i ppłk. Jurijem Nikołaszkinem, doradcą sowieckim przy MBP, która miała wyjaśnić sprawę zabójstwa gen. Karola Świerczewskiego „Waltera”.

Witold Pilecki Witold Pilecki w czasie pokazowego procesu (domena publiczna).

Ponadto pułkownik został przydzielony do Grupy Specjalnej, która miała znaleźć dowody na istnienie wroga wewnętrznego w PZPR. Był to na pewno dowód na niemałe zaufanie, jakim obdarzali go niektórzy wyżej postawieni w partyjnej hierarchii towarzysze. Podczas tego zadania poniósł jednak spektakularną klęskę. Przesłuchiwani oraz poddani bardzo brutalnemu śledztwu więźniowie, przetrzymywani na Mokotowie i w tajnym więzieniu MBP, tzw. Spacerze, w podwarszawskim Miedzeszynie, nie przyznali się do winy i nie obciążyli swoimi zeznaniami marsz. Mariana Spychalskiego. Nie udało się także zdobyć dowodów kompromitujących Gomułkę. Przez to niepowodzenie Różański został odsunięty od prowadzenia śledztwa, jednak nadal pełnił funkcję szefa pionu śledczego.

Jakub Berman, członek Biura Politycznego PPR/PZPR odpowiedzialny m.in. za aparat bezpieczeństwa (domena publiczna). Zastanawiające jest, dlaczego Różański utrzymał swoje stanowisko tak długo, mimo sporego niepowodzenia. Być może dlatego, że uważany był za człowieka Jakuba Bermana, choć ten mówił Teresie Torańskiej, że spotkał go osobiście tylko kilka razy. Na pewno w pierwszym okresie decydowała także jego wysoka wydajność i skuteczność pracy. Niemniej w teczce personalnej Różańskiego znajdują się kwity mające na celu jego skompromitowanie, a także dokumenty obrazujące jego niewłaściwe zachowanie czy wręcz służbowe zaniedbania. Pierwszy z nich pochodzi jeszcze z 1946 r. Jest to informacja z Rzymu, przekazana do MBP przez Polską Agencję Prasową, o rzekomej przedwojennej współpracy Różańskiego z polskim kontrwywiadem. Ponadto pułkownik miał się jeszcze wówczas trudnić stręczycielstwem. Dokument ten zaopiniował płk Orechwa, pisząc krótko, choć treściwie: „Jest to oszczerstwo”. Są tam jednak także inne dokumenty: m.in. raport Adama Humera, wspomniany już w rozdziale jemu poświęconym, a także inny raport, w którym czytamy, że pułkownik miał zostać ukarany za bezpodstawne aresztowanie Romana Złoczańskiego przez Powiatowy Urząd BP w Prudniku. Winą Różańskiego był fakt nieprzyjrzenia się bliżej całej sprawie, a karą miało być „zwrócenie uwagi”. Dodatkowo w innym dokumencie odnajdujemy informację, że pułkownik przez nieuwagę wysłał jednego ze swoich oficerów na odprawę w powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa w woj. opolskim w niewłaściwym terminie. Różański próbował zrzucić winę za pomyloną datę na sekretariat Ministra BP. Po wyjaśnieniu całej sytuacji okazało się, że pułkownik skłamał.

Pomyłki te nie miały jednak takiego ciężaru gatunkowego jak brak rezultatów podczas śledztwa w sprawie wroga wewnętrznego, z czego dyrektor Departamentu Śledczego zdawał sobie doskonale sprawę. Niemniej obrazują, w jaki sposób pracował Różański. Był przede wszystkim przekonany o swojej nieomylności. Tak przynajmniej twierdzili oficerowie sporządzający raport w sprawie pomylonej daty odprawy w Opolskiem. Ponadto uważał, że Departament Śledczy pracował bezbłędnie, gdyż to on nim zarządzał. Bardzo trudno współpracowało mu się z dyrektorami innych departamentów, co wytknęła mu specjalna komisja opiniodawczo-wnioskująca MBP. Uwielbiał konkurować i deprecjonować osiągnięcia szefów pozostałych pionów resortu bezpieczeństwa. Chyba największą walkę toczył w tej materii z Brystygierową.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Pawła Sztamy pt. „Inteligenci w bezpiece: Brystygier, Humer, Różański”:

Autor: Paweł Sztama
Tytuł: „Inteligenci w bezpiece: Brystygier, Humer, Różański”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-65156-14-3

Stron: 127

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

12,9 zł

(e-book)
Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Mieszko |

Bandyci jakich w Polsce nigdy nie było , prawdziwi Polacy jeszcze tacy są w Polsce hańba



Odpowiedz
Paweł Sztama

Absolwent studiów historycznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, autor pracy magisterskiej Generał brygady August Emil Fieldorf Nil. Biografia wojskowa. Były przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów UMK w Toruniu. Interesuje się historią najnowszą, w szczególności wojskowością i drugą wojną światową.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org