Opublikowano
2015-12-18 20:08
Licencja
Wolna licencja

Polacy byli dumnym narodem szczycącym się swoją wolnością i prawami

(strona 3)

Czy możemy być dumni z systemu politycznego panującego w I Rzeczypospolitej? Czy był on unikalny na tle europejskim? Jakie szkodliwe mity wciąż funkcjonują na temat tego okresu? I czego możemy się nauczyć od naszych przodków? O tym wszystkim, ale nie tylko, rozmawiam z Jakubem Witczakiem, autorem książki „Sarmacki republikanizm”.


Strony:
1 2 3

MZ: To który mit uważa Pan za najbardziej szkodliwy i fałszujący historię naszych przodków?

Husarz na obrazie Józefa Brandta (domena publiczna). JW: To kolejne trudne pytanie. Z pewnością warto zastanowić się nad postrzeganiem szlachty – uważanej za pijacką i awanturniczą; która bardziej niż Polską interesowała się prywatą. A teraz warto zastanowić się, kto służył w husarii, kto podczas wojny ryzykował swoim życiem i zdrowiem w obronie kraju? Szlachta. Oczywiście, nie była ona pozbawiona wad, jednakże nie możemy na podstawie np. pamiętnika Jana Władysława Poczobuta Odlanickiego wysnuwać wniosków o całej szlachcie – że lubiła tylko pić i wywoływać burdy. Oprócz Poczobuta byli też w I RP ludzie, którzy chcieli normalnie żyć, a nie pozostawili po sobie pamiętników, ponieważ co mieli w nich pisać? Że żyli spokojnie całe życie? Dosyć naturalne jest to, że wspomnienia pozostawiały po sobie osoby, które coś niecodziennego przeżyły, widziały, itp. Obecnie „zwykły Kowalski” pracujący od 8 do 16 również nie pisze swojej autobiografii, gdyż nie miałoby to sensu. Autobiografię napisze osoba znana szerszej publiczności, długiego wywiadu udzieli były członek mafii… Ale czy uznalibyśmy za słuszne ocenianie naszego społeczeństwa za sto czy dwieście lat właśnie na podstawie zwierzeń mafiosa? Z pewnością nie. Mafiosi, sportowcy czy celebryci to mniejszość, większość to zwykli obywatele. Podobnie rzecz się miała w I RP.

MZ: Czy jesteśmy współczesnymi Sarmatami? Pisze Pan, że jest bardzo wiele podobieństw pomiędzy współczesnymi Polakami a obywatelami I RP. Co to za podobieństwa?

JW: Podobieństwo widać m.in. w traktowaniu polityków. Jak już mówiłem, w I RP król był bardzo szanowany, szlachta widziała w nim dobrego ojca narodu, a ucałowanie jego ręki uchodziło za zaszczyt. Oczekiwała od niego pomocy, troski i nagród. Oprócz tego jednak panowie bracia w monarsze dostrzegali zagrożenie dla swych wolności i praw – ciągle wiszące nad nimi widmo absolutum dominium. Czyli z jednej strony król był postrzegany jako ktoś pozytywny, kogo szlachta kochała i szanowała, bowiem sama przecież go wybrała. Z drugiej zaś strony władca był obiektem, któremu nie należało ufać, ponieważ mógł chcieć wprowadzić absolutyzm. Bardzo podobnie Polacy traktują dzisiaj swoich polityków. Popierają ich, wybierają, głosują na nich – oczekują ich rzetelnej pracy, poprawienia warunków bytowych społeczeństwa, podwyższenia płac, itp., a z drugiej strony są wobec nich bardzo nieufni, co pokazują pojawiające się często sondaże i ankiety, w których niemal zawsze Sejm jest instytucją, której Polacy ufają najmniej. A przecież sami tych ludzi wybrali.

MZ: Czy jako naród w rozumieniu politycznym możemy wyciągnąć jakieś ważne wnioski? Nauczyć się czegoś na błędach naszych przodków?

JW: Z pewnością należałoby wskazać, że nic nie trwa wiecznie. Największe imperia w historii powstawały, rozwijały się i upadały, by zrobić miejsce kolejnym. Tak było z Rzymem, Turcją, Rzeczpospolitą czy imperium brytyjskim. Dlatego też powinniśmy pamiętać, że pokój, NATO czy Unia Europejska również są czymś, co nie jest wieczne. Jako naród i państwo musimy stale być przygotowani nie tylko na to, co może wydarzyć się jutro czy pojutrze, ale też na to, co będzie za dziesięć czy dwadzieścia lat. Przedrozbiorowa Polska istniała kilkaset lat, międzywojenna – dwadzieścia jeden. Nie wiemy, ile trwać będzie III RP. Musimy codziennie ją wzmacniać i rozwijać, by odstraszać potencjalne zagrożenie dla jej bytu.

MZ: Jest Pan młodym badaczem. Czy łatwo młodym ludziom w naszym kraju prezentować i bronić swoich tez?

JW: Przede wszystkim wzbraniałbym się przed określeniem „badacz”. Na razie właściwiej byłoby mnie nazwać miłośnikiem historii. Dlatego też mojej książki nie powinno się zaliczać do literatury popularnonaukowej, tylko do publicystycznej – to moje przemyślenia jeszcze z okresu liceum, które spisałem tuż po maturze. W związku z tym nie jestem pewien, czy coś odkrywczego znajdzie w niej ktoś, kto odebrał gruntowne wykształcenie historyczne czy też czyta namiętnie literaturę specjalistyczną.

MZ: To do kogo kieruję Pan swoją książkę?

JW: Książkę skierowałem przede wszystkim do młodzieży szkolnej i studenckiej, a także do ludzi opierających wiedzę historyczną tylko na tym, co wiele lat temu wynieśli ze szkoły. Dyskutując na forum historycy.org dostrzegłem, jak wiele mitów jeszcze utrzymuje się w polskich wyobrażeniach o I RP, mimo że powstało już mnóstwo publikacji wybitnych specjalistów, które je obaliły. Przez wiele osób, które wypowiadają się na temat I RP, te pozycje pozostały nietknięte, stąd fala negatywnych opinii wobec m.in. szlachty czy ustroju staropolskiego w dyskusjach na forach i komentarzach na portalach internetowych. Również w szkołach często powtarza się te same mity, co powoduje, że bardzo trudno usunąć je z polskiej przestrzeni. Dochodzi nawet do tego, że poseł na Sejm RP, czyli, wydaje się, przedstawiciel elity, mówi, iż I Rzeczpospolita była nietolerancyjnym krajem, z którego masowo musieli uciekać Żydzi w obawie przed pogromami…

MZ: Rzeczywiście, mocny przykład.

JW: Dlatego pomyślałem, że w miarę przystępny sposób opiszę i wyjaśnię te stereotypy. Czasami posługiwałem się wręcz przesadą, ale tylko po to, by zmusić kogoś do myślenia, że może nie było w rzeczywistości tak, jak dotychczas sądził. A sądził tak, ponieważ właśnie nie przeczytał dzieł prof. Wisnera, prof. Staszewskiego czy innych uznanych historyków, gdyż tekst naukowy odstraszał go swoim mało przystępnym językiem. Jeśli zatem poprzez tę książkę pobudziłem kogoś do myślenia, a, co lepsze, do sięgnięcia po specjalistyczną literaturę, to bardzo się cieszę. Nawet jeśli byłaby to tylko jedna osoba. Nim moja książka ujrzała światło dzienne, minęły zatem niecałe trzy lata od momentu jej ukończenia. Z pewnością od tamtej pory zakres mojej wiedzy znacznie się poszerzył, a warsztat pisarski uległ poprawie, jednakże nie zmieniłem w niej nic – nie dlatego, że moje spojrzenie na I RP nie uległo modyfikacji, ale dlatego, że uznałem, iż w takiej formie książka bardziej trafi do kręgu czytelników, o którym wspomniałem. Mimo to dostaję wiadomości, że ktoś polecił moją książkę na jakimś portalu czy stronie, a nawet – co bardzo mnie cieszy – na zajęciach ze studentami historii. I to nie student, a prowadzący zajęcia doktor historii. To bardzo miłe.

Polska szlachta w mundurach wojewódzkich w XVIII wieku (domena publiczna).

MZ: Jakie są Pana dalsze plany? Czy możemy spodziewać się kolejnych książek poruszających zagadnienia z „Sarmackiego republikanizmu”, czy zamierza Pan zająć się czymś innym?

JW: Mam w głowie kilka planów dotyczących historii I Rzeczypospolitej, jednak aktualnie pracuję nad książką historyczną o zupełnie innej tematyce. Mam nadzieję, że pisanie jej skończę w pierwszej połowie 2016 r. Jak mówiłem, „Sarmacki republikanizm” powstawał tuż po mojej maturze, czyli podczas najdłuższych wakacji w życiu człowieka. Obecnie pracę nad kolejną książką łączę ze studiami i stałą współpracą z czterema miesięcznikami historycznymi (wSieci Historii, Newsweek Historia, Focus Historia, Uważam Rze Historia), dlatego czas jej tworzenia musi ulec odpowiedniemu wydłużeniu.

Polecamy książkę Jakuba Witczaka pt. „Sarmacki republikanizm”:

Autor: Jakub Witczak
Tytuł: „Sarmacki Republikanizm. Między prawem a bezprawiem”
Wymiary 140 × 205 mm
Liczba stron 224
Okładka miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-65310-43-9
Wydanie pierwsze
Cena: 28 zł
Kup książkę w księgarni Tetraerica.pl!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Śmiech |

"Aby zabezpieczyć się przed tymi zagrożeniami, postanowiono wyeliminować je poprzez połączenie najlepszych cech trzech klasycznych systemów w jeden ustrój – system mieszany, w którym władzę sprawowali wspólnie król, elity i lud." Nie mozna całkiem zaprzeczyć, ze ideolodzy ruchu egzekucyjnego, chłonący jak gabka ideały renesansu, a z nimi polityczna literaturę Arystotelesa, oddziaływali na działania ustrojowe szerszych rzesz szlachty. Wydaje mi się jednak, że zbyt wiele wagi przywiązuje tu autor książki do tejże ideologii politycznej w genezie ustroju monarchii mieszanej. Ustroje nie powstają jako dowolne konstrukty myślowe elit (nawet ustroje totalitarne muszą jakoś liczyć się z zastaną rzeczywistością), tylko są wypadkową motywacji i działań elit z warunkami konkretnego środowiska politycznego, historycznego, geograficznego, społecznego, gospodarczego, nawet naturalnego danej zbiorowości ludzkiej. Tym samym na pojawienie się w Polsce akurat takiego ustroju istotny wpływ miały te właśnie, niezależne od intencji "twórców", czynniki, podobnie zresztą jak i zwykły PRZYPADEK. We wspomnianej przez autora Anglii długo funkcjonował ustrój podobnie "mieszany", też powołujący się na zasady z "Polityki" Arystotelesa, podobnie w Zjednoczonych Prowincjach, Wenecji, nawet w krajach hiszpańskich. Mimo to postaci tych ustrojów znacznie się od ustroju Rzeczpospolitej Obojga Narodów różniły- właśnie m.in. wskutek oddziaływania wymienionych czynników od intencji ludzkich niezależnych. Zaryzykowałbym nawet tezę, że odwołanie do filozoficznych fundamentów ustrojowych ze starożytności było nie tyle intencją twórców tego ustroju, co raczej wtórną racjonalizacją ich dzieła już po jego ukształtowaniu się.



Odpowiedz
Maciej Zaremba

Były redaktor naczelny Histmag.org (2017-2019). Absolwent historii i student politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią nowożytną Polski, zwłaszcza życiem codziennym, publicznym i wojskowym społeczeństwa szlacheckiego Rzeczypospolitej oraz stosunkami polsko-moskiewskimi w XVI i XVII wieku. Wielbiciel gier video i literatury fantasy. Uważa, że historię należy popularyzować za pomocą wszelkich dostępnych środków popkultury, takich jak filmy, seriale, muzyka czy gry.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org