Opublikowano
2016-02-14 17:42
Licencja
Wolna licencja

Stan duchowny – „stan nauczycielski”? Krytyka kościelnej edukacji w epoce renesansu

Czy renesansowi autorzy słusznie krytykowali niski poziom edukacji stanu duchownego? I czy okres ten zasłużył na miano „spodlonego wieku”?


Strony:
1 2

Andrzej Frycz Modrzewski na obrazie Jana Matejki (domena publiczna) W niniejszym artykule pragnę omówić problematykę krytyki duchowieństwa jako stanu nauczająco-wychowawczego w Rzeczypospolitej okresu renesansu. Główną płaszczyzną na której postanowiłem oprzeć swoją pracę będą zarzuty wobec kleru, kierowane przez dwóch czołowych humanistów Polski XVI – o wiecznej, mianowicie Szymona Marycjusza z Pilzna oraz Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

Spodlony wiek

Działalność polskiego duchowieństwa w dziedzinie edukacji wprowadza nierzadko historyka w stan konsternacji, zwłaszcza jeśli badania dotyczą czasów reformacji tudzież kontrreformacji. Z jednej strony widzimy upadek moralny kleru, z drugiej natomiast wybitne osiągnięcia Zakonu Jezuitów czy działalność Pijarów. Szukając odpowiedzi na pytanie dotyczące rzeczywistego owocu pracy duchownych na rzecz polskiej edukacji XVI-ego wieku, postanowiłem wykorzystać w swoich badaniach m.in. dzieło pierwszego polskiego teoretyka pedagogiki, wybitnego filologa klasycznego tudzież profesora królewskiego na Krakowskiej Akademii, Szymona Marycjusza z Pilzna, którego tytuł brzmi O szkołach czyli akademiach ksiąg dwoje.

Szymon Marycjusz, rozpoczynając swoją pracę, uświadamia czytelnikowi, że całe społeczeństwo powinno troszczyć się o dobre wychowanie oraz edukację dzieci i młodzieży. Niemniej, rozważania szybko zostają skierowane w stronę stanu kapłańskiego, który to jego zdaniem ma największy obowiązek pełnić funkcje wychowawcze oraz jest odpowiedzialny za edukację narodu. We wstępie nazywając duchownych „jasnym światłem”, określa ich rolę właściwą, jaka jego zdaniem winna być przez nich pełniona jako elementu społeczeństwa, czyli bycie wzorem cnót i nauczania (szkolnictwo). Kiedy te dwa elementy funkcjonują bez zarzutu, kapłani stają się dumą państwa. Jednakże, gdy duchowieństwo zbacza z danego kursu: ściąga na siebie pogardę i nienawiść całego społeczeństwa. Żaden bowiem stan nie jest wstrętniejszy niż stan duchowny, jeżeli się pozbył ozdoby pochodzącej z cnót i wykształcenia. Autor O szkołach czyli akademiach ksiąg dwoje, będąc ówczesnym autorytetem w dziedzinie szkolnictwa, nie przebiera w słowach, bardzo szybko dopowiadając, że owa degradacja duchowieństwa już nastąpiła, nazywając swoje czasy – spodlonym wiekiem. Już po pierwszych przeczytanych stronnicach pracy Szymona Marycjusza nietrudno jest wysunąć wniosek, że niemal cały upadek polskiego systemu wychowawczego przypisuje on stanowi duchownemu. Niektóre zarzuty bezpośrednie bądź pośrednie, które to wywnioskować można z tekstu, dotyczą:

  • upadku moralnego kleru, bowiem gdy - wg Szymona Marycjusza - kapłan przestaje być wzorem cnót, staje się niebezpieczny i destruktywny wobec moralności całego narodu,
  • zaniedbywania naukowych obowiązków przez duchownych, m.in. w dziedzinie wychowawczo-edukacyjnej oraz w podtrzymywaniu dawnych tradycji Kościoła, jakimi było np. pisanie ksiąg/biografii o wielkich Polakach, ich bohaterstwie i osiągnięciach. Marycjusz dodaje, że polska młodzież potrzebuje autorytetów, także tych „książkowych”, których winien dostarczać im Kościół, bowiem to społeczeństwo utrzymuje finansowo duchownych zatem ci są winni pracy na rzecz społeczeństwa,
  • niepotrzebnego mieszania się kleru w sprawy czysto świeckie, jak np. polityka,
  • nagannych i niemoralnych poczynań kleru, takich jak lichwa, przekupność czy lenistwo.

Zobacz także:

Momentem kulminacyjnym oburzenia i żalu kierowanego w stronę stanu duchownego jest stwierdzenie przez Marycjusza, że większa część duchownych pogrążona jest w tak grubej ciemnocie, że nie jest zdolna spełnić tego, co do niej należy.

Szymon Marycjusz podczas swojej pracy jako filolog klasyczny, prawnik i profesor Akademii Krakowskiej, dostrzegł także poniżenie moralne i społeczne zawodu nauczycielskiego, za które to ponownie obwiniał stan duchowny. Uważał, że niegdyś niezwykle szanowana praca nauczycielska, dziś przez gnuśne zachowanie kleru, staje się pośmiewiskiem i przedmiotem wzgardy. Ponadto, przebywając w Krakowie był świadkiem powolnego upadku Akademii Krakowskiej, swoistego symbolu polskiej edukacji. Rozkwit zamienił się w zastój ciągnący się aż do 1780 roku. Uwielbiając pracę z młodzieżą. Marząc o podniesieniu polskiego systemu wychowawczego „na nogi” rozpoczął działania „naprawcze”. Pisał do króla Zygmunta Augusta, próbując nakłonić go do przeprowadzenia reformy edukacji oraz prowadził spotkania z różnymi profesorami, zachęcając ich do żywszej i bardziej ambitnej pracy z uczniami – niestety bezskutecznie. Upadek pogłębiał się, a krytyków polskiej polityki wychowawczej i stanu duchownego przybywało.

Z perspektywy polityka

O poprawie Rzeczypospolitej, 1554 rok (domena publiczna) Przechodząc do drugiej części opisywanej przeze mnie problematyki, pragnę pokrótce omówić zarzuty wobec stanu duchownego jako „stanu nauczycielskiego”. Tym razem z perspektywy Andrzeja Frycza Modrzewskiego – wybitnego pisarza politycznego, sekretarza królewskiego oraz humanisty o zamiłowaniach teologicznych.

Opinia znanego na owe czasy profesora Szymona Marycjusza nie pozostawiła na stanie duchownym przysłowiowej suchej nitki. Jakie zarzuty natomiast kreśli nie pedagog – a polityk? Andrzej Frycz Modrzewski w swojej wiekopomnej O poprawie Rzeczypospolitej także szeroko omawia polski system szkolnictwa. Jego rozważania, które ostatecznie krystalizują się w krytykę, dotyczą przede wszystkim:

  • potrzeby ingerencji w struktury religijne osób świeckich, bowiem Kościół zamknięty w swoich ogromnych dobrach i hermetycznych dogmatach wytwarza nieład i burzy podstawową strukturę państwa jaką jest edukacja,
  • pogłębiania się w stanie duchownym pychy, nieuctwa, lenistwa oraz upadku moralnego,
  • potrzeby ingerencji państwa w struktury kościelne tudzież konieczność oszacowania majętności m.in. biskupstw i określenie konkretnej liczby wychowanków, których będzie w stanie wyuczyć Kościół jako jego obowiązek,
  • zajmowania się kleru w znacznej mierze sprawami świeckimi bądź niepraktyczną teologią zamiast praktyczną pomocą społeczeństwu, np. poprzez zakładanie nowych szkół,
  • przyznawania niesłusznych zaszczytów duchownym, którzy potrafią przymilać się władzy, ale nie potrafią pracować naukowo. Natomiast nieumożliwianie „awansów społecznych” rzetelnym nauczycielom i naukowcom z łona Kościoła, powoduje utratę ich motywacji do dalszej pracy.
Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Marcin Rozmarynowski

Historyk, pedagog, publicysta, autor kilkudziesięciu artykułów naukowych oraz popularnonaukowych, recenzent, przewodnik po Pomorzu. Wielokrotny prelegent i współorganizator konferencji studencko-doktoranckich. Miłośnik psychologii, historii myśli pedagogicznej oraz klasycznej literatury rosyjskiej. Były wiceprezes Naukowego Koła Historyków Uniwersytetu Gdańskiego. Pochodzący z Kołobrzegu, dziś mieszka, pracuje i studiuje w Gdańsku.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org