Opublikowano
2016-03-26 16:08
Licencja
Wolna licencja

Żandary i pisanki. O świętowaniu Wielkanocy

Czym są przywoływki? Gdzie funkcjonuje Klub Kawalerów Wiejskich? I co zmieniło się od czasów Reymonta? O wielkanocnych zwyczajach oraz miejscu tradycji we współczesności rozmawiamy z dr Anną Weroniką Brzezińską, adiunktem w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.


Strony:
1 2 3

Zobacz też: Wielkanoc i początki chrześcijaństwa

Przygotowując się do wywiadu z Panią, przypomniał mi się pewien cytat: „Izba była wymyta i piaskiem wysypana, okna czyste i ściany a obrazy omiecione z pajęczyn. Jagusine zaś łóżko pięknie chustką przykryte. Hanka z Jagusią i Dominikową... ustawiły przed szczytowym oknem (…) duży stół, nakryty cieniuśką, białą płachtą (…). Na środku z krają od okna postawili wysoką pasyjkę, przybraną papierowymi kwiatami, a przed nią, na wywróconej donicy, baranka z masła”.

„Chłopi”

Doktor Anna Weronika Brzezińska – adiunkt w Zakładzie Etnologii Polski Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członkini Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego Oddział w Poznaniu, gdzie od 2007 r. pełni funkcję prezeski oddziału. Redaktor naczelna Atlasu Polskich Strojów Ludowych. W kręgu jej zainteresowań badawczych znajdują się m.in. dziedzictwo kulturowe polskiej wsi i miasteczek, konstruowanie tożsamości w warunkach przerwanej ciągłości kulturowej, obrzędowość rodzinna i doroczna, współczesny ruch regionalny, rękodzieło ludowe i artystyczne (fot. Violka Kuś). Oczywiście. Wynika z niego, że święta Wielkanocne miały bardzo duże znaczenie dla mieszkańców wsi. Co się zmieniło od tego czasu?

Kiedy słuchałam tego cytatu, przeszła mi przez głowę myśl, że niewiele się zmieniło. Wszak teraz też można zaobserwować wzmożone mycie okien, sprzątanie, albo – przynajmniej w mojej rodzinie czy wśród moich znajomych – rozmowy co kto będzie sprzątał, w jakiej kolejności, jakie ma plany. Ta chęć przygotowania się do świąt (niezależnie od tego, czy święta obchodzimy w wymiarze religijnym, rodzinnym czy społecznym) nie zmieniła się. Jest to też ważny moment w ciągu roku – święta wielkanocne przypadają w czasie, kiedy zima już odeszła i nadchodzi wiosna, tuż po równonocy wiosennej. My chcemy być nowi, chcemy być czyści w sposób symboliczny, ale też w taki sposób dosłowny: stąd też utarło się w naszym języku codziennym takie hasło jak „wiosenne porządki”. Zaczynamy wiele rzeczy od nowa. Ten przytoczony cytat w piękny sposób pokazuje, czym święta, czy okres świętowania jakiegokolwiek był dla mieszkańców wsi dawniej, ale wydaje mi się, że w nas, współczesnych, też to cały czas pozostało. Chcemy się przygotować, żeby ten czas był wyjątkowy i byśmy mogli spędzić miłe chwile w estetycznym otoczeniu.

Kiedy wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło „Wielkanoc na wsi” to – przede wszystkim – wyskoczyły mi oferty biur podróży, które oferowały zorganizowanie Wielkanocy w gospodarstwach agroturystycznych, w „tradycyjnym, wiejskim stylu”.

I to się zmieniło najbardziej. Zaobserwowałam, że często okres świąt wiosennych jest traktowany jako pierwszy długi weekend wiosenny – można sobie wyjechać z rodziną czy ze znajomymi. Trochę się oddzieliliśmy od tego świętowania w domu, przy stole rodzinnym. Dziś święta są tam, gdzie są ludzie, z którymi chcemy ten czas spędzić. Już nie jesteśmy przywiązani do miejsca, jak przysłowiowy chłop do ziemi.

Czy mogłaby Pani podać przykłady najciekawszych obrzędów związanych z okresem Wielkiego Postu oraz Wielkim Tygodniem?

Wydaje mi się, że magia tych świąt polega na tym, że łączą w sobie wiele elementów różnych kultur i różnych tradycji: tych chrześcijańskich, ale także tych przedchrześcijańskich. Interesujące jest już samo to – co w tym roku prawie się udało – że święta wielkanocne przypadają na równonoc wiosenną, czyli na jedno z najważniejszych świąt obchodzonych przez wyznawców kultur przedchrześcijańskich. Wiązało się z pożegnaniem ciemności, śmierci, zimy i przywitaniem tego wszystkiego, co jest związane z afirmacją życia, z płodnością. Istotne są także dwa elementy, które towarzyszą ludziom przy różnych świętach, a w okresie Wielkanocy również są widoczne: to jest ogień i woda. Obydwa żywioły mają moc oczyszczającą. Ogień ociepla, ale także oczyszcza – ze złych mocy, złych nawyków czy przyzwyczajeń. Woda natomiast – zwłaszcza ta woda żywa, świeża – to ta, która daje życie, daje nowe siły, nową energię. Natomiast w naszym kręgu kulturowym jest tak, że nawet te popularne tradycje są zdominowane przez rodowód katolicki. To, co my kojarzymy potocznie z okresem wielkanocnym, to są też często elementy estetyczne, na przykład związane z dekorowaniem domu – przygotowanie palem wielkanocnych, koszyczków do święconki, ale też w wielu miejscach tradycja ozdabiania domów pisankami, kraszankami czy innymi technikami zdobień. Tutaj znowuż jest widoczny współczesny synkretyzm obyczajowy – dla jednych to istotne wyznaczniki obchodów religijnych, dla innych element dekoracyjny. Istotna jest także tradycja misteriów, czyli przedstawień męki pańskiej. Poznań ma mocne tradycje misteryjne, bo wieloletnią tradycją miasta jest Misterium Męki Pańskiej – olbrzymie widowisko plenerowe na Cytadeli. Jednak podobne wydarzenia odbywają się także w mniejszych miejscowościach. W podpoznańskim Kicinie od wielu lat istnieje tradycja misterium, i to ma dla mnie trochę wymiar jak z „Chłopów”. Tam też jest próba łączenia całej społeczności lokalnej, a sceną jest cała wieś. Bardziej ludyczny charakter ma poniedziałek wielkanocny: śmigus-dyngus zwany też szmagustrem, czyli smaganie zielonymi gałązkami, co ma właśnie podkreślać aspekt afirmacji życia.

Michał Elwiro Andriolli, Śmigus dyngus (domena publiczna).

Wspomniała Pani o tym, że część z tych obrzędów związana była ze zmianą pór roku. Czy mogłaby Pani wyjaśnić, na czym polegały obrzędy niszczenia zimy?

Związane były z niszczeniem tego, czego ludzie mieli dosyć, a więc zimy i ciemności. Chodziło przede wszystkim o to, aby w sposób bardzo wyraźny, dosłowny, wypędzić śmiercichę, a więc zimę ze wsi. Już to samo ludowe określenie kukły symbolizującej zimę, którą my znamy współcześnie pod postacią marzanny, pokazuje jaki był stosunek ludności do tej pory roku – mróz i ciemność (kojarzona ze śmiercią), to jest coś, czego ludzie sobie nie życzą. Z drugiej strony odbywały się także obrzędy maikowe czy gaikowe, czyli wprowadzenie wiosny, wprowadzenie życia do społeczności lokalnej.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Agata Łysakowska-Trzoss

Doktorantka na Wydziale Historycznym oraz studentka filmoznawstwa na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Interesuje się historią życia codziennego, rozwojem miast w XIX wieku oraz historią filmu. Miłośniczka kultury hiszpańskiej i katalońskiej oraz wielbicielka filmów z Audrey Hepburn. Choć panicznie boi się latać samolotami, marzy o podróży do Ameryki Południowej.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org