Autor: Agaton Giller
Tagi: Wspomnienia, Historia społeczna, Sylwetki i biografie, Polska, Syberia
Opublikowany: 2019-11-20 17:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Agaton Giller i wspomnienia z katorgi

Losy zesłanych na Sybir do dziś budzą wielkie emocje. Agaton Giller przez 16 miesięcy był przykuty do żelaznego drąga. Tyle czasu zajęło mu piesze dotarcie do miejsca katorgi.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Tiurlema jest na naszej drodze ostatnią czuwaską wsią; odtąd zaczynają się wioski z ludnością tatarską. Kapitan Wasiliew, oficer etapowy ze Swiażska, w Tiurlemie wziął nas pod swoją komendę; aresztanci lękają się go, jako wielkiego tyrana, ale postanowili opierać się, gdyby z nimi tak surowo, jak z innemi partyami postąpił.

Wasiliew zwykł rozbijać i zabierać tłumoki i kuferki aresztantów, utrzymując, iż aresztant powinien tylko tyle mieć rzeczy, ile się ich w worku zmieści i nieść je powinien na plecach — od wielu lat każdemu zamożniejszemu aresztantowi ginęło takim sposobem wiele rzeczy w rękach Wasiliewa.

Powiedziano mi, że skarga zaniesiona do gubernatora kazańskiego miała powstrzymać samowolność Wasiliewa; zapomniałem o tem aresztantom powiedzieć i uspokoić ich takim sposobem.

Agaton Giller

Prócz tego dla większego bezpieczeństwa, Wasiliew aresztantów przykuwał do wozów i ciągnął ich do Swiażska, a za najmniejszy opór lub nieposłuszeństwo katował rózgami lub batami. Z naszą partyą obszedł się bardzo łagodnie, do tej zaś łagodności, prócz niełaski kazańskiej, zdaje się była powodem wielka liczba aresztantów, która w razie bójki z żołnierzami, łatwo mogła odnieść zwycięstwo nad jego komendą.

Przenocowaliśmy w Tiurlemie, a o świcie wyruszyliśmy w podróż. Aresztantów już okuto i poustawiano w szeregi, a ja tylko jeden stałem na boku bez łańcuchów — w tem podchodzi do mnie podoficer i tak się odzywa:

„Kapitan kazał pana prosić, żebyś pozwolił okuć się na przestrzeń 9 wiorst, albowiem przechodzić będziemy przez gęsty las; kapitan daje słowo, skoro się tylko las skończy — uwolnić pana od łańcuchów”.

Zdziwiła mnie prośba człowieka, przyzwyczajonego do gburowskiego i samowładnego obejścia się z podwładnymi, a zarazem i sposób jej wyrażenia.

Prośbę przyjąłem jako rozkaz, bo wiedziałem, że w razie przeciwnego przedstawienia z mojej strony, prośba zamieni się w rozkaz, a w końcu przymuszą mnie do posłuszeństwa.

Nie czekając więc rozkazu usłuchałem prośby, podałem ręce podoficerowi, który ściągnął je łańcuchem i zamknął kłódką — pozwolił mi wsiąść na podwodę, do której mnie przykuł innym łańcuchem.

W lesie spotkaliśmy oddział rekrutów tatarskich, gnanych do Moskwy. Rysy mają dzikie, z wystającemi szczękami, twarze płaskie, nos w osadzie spłaszczony i mały, oczy czarne, wysadzone na wierzch i osłonięte owalną linią powiek; cera ciemna, wzrost krzepki i mierny, siła muskułów znaczna, w fizyonomii przebija się pokora krnąbrna, brak samodzielności i duchownego wyrazu; ruch leniwy, ale pewny — uderza w postawie tych niegdyś panów Moskwy, którzy dzisiaj szli na służbę upokorzonego przez ich ojców rządu i będą w wojsku moskiewskiem, jak byli w wojsku Batego wiernymi niewolnikami i postrachem cywilizacyi.

Las, który mógł mnie do ucieczki zachęcić, jak myślił Wasiliew, rzeczywiście był gęstym i wspaniałym. Odwieczne grube dęby, szeroko rozkładają potężne konary i wynoszą w powietrze przepysznie ulistnione korony; leszczyna usiadła pod ich zielonym stropem i osłania ich poważne pnie. Uroczy cień dębów rzuca pomrokę gotyckich świątyń na polanki, na których stoją samotne szałase kordonujących Tatarów.

Wieczór – Zakładanie kajdan, obraz Aleksandra Sochaczewskiego

Przy drodze tu i owdzie dymią się ogniska, a w około nich siedzą Tatarzy, będący na kordonie. Głowy mają ogolone, ubiór z granatowej kitajki, podarty i osmolony, na przechodzącą partyą spoglądają bez żadnej ciekawości, całkiem zajęci piekącym się na drewnianym rożnie baranem.

Przebyliśmy las i Wasiliew nad moje spodziewanie dotrzymał słowa, kazał mnie zwolnić od łańcuchów, któremi byłem skrępowany. Za lasem rozłożyła się obszerna równina, pokryta zbożowemi polami i tatarskiemi wsiami, które znajdują się zwykle daleko od traktu, ustępując na trakcie miejsca wsiom moskiewskim.

Pola pstrzą się jaskrawym ubiorem Tatarów żnących zboże. Tatarki ubrane są w białe spodnie i długie, koloru niebieskiego lub czerwonego suknie, w formie koszul uszyte, z szerokiemi rękawami. Suknie u spodu i u piersi oszyte są różnokolorowemi taśmami, do tasiem na piersiach przyszyte są srebrne pieniążki.

Głowy okrywszy chustkami, patrzą się na nas, zakrywszy oczy dłonią według azyatyckiego obyczaju. Dziewczęta są przystojne, a nawet i ładne, przez szpary palców strzelają błyski ich czarnego wzroku. Na suknie Tatarki wdziewają białe kaftany, kożuchy baranie, a nawet drogie futra; na głowy kładą sobolowe lub bobrowe czapki.

Tatarki w domach mężów swoich mają osobne mieszkania, a bogatsi budują dla nich nawet osobne domy; każdy wedle możności ma kilka żon, za żonę płacą kołym pieniądzmi lub bydłem.

W zabawach i zebraniach Tatarów, kobiety ich nie mają żadnego udziału, siedzą w swoich mieszkaniach i rzadko pokazują się. Na drodze lub na ulicy spotkawszy mężczyznę, chowają twarz w futro lub ją dłonią zakrywają — zasłon nie używają.

Ubiór mężczyzn podobny jest do ubioru kobiet, suknie noszą takiegoż kroju, lecz krótsze bez żadnych ozdób; wychodząc z domu biorą na siebie kożuchy i kaftany, głowy zupełnie golą i okrywają je krymkami, na krymki kładą niski, biały, filcowy formy stożkowatej kapelusz lub baranie, albo sobolowe czapki.

Mężczyźni są w ogóle mocno zbudowani, średniego wzrostu, szerocy w plecach, wyraz twarzy mają odraźliwy. Tatarzy kazańscy trudnią się rolnictwem, wyrobem skór i handlem. Szlachty w znaczeniu europejskiem, posiadającej włości i poddanych nie ma pomiędzy nimi, lecz są osoby używające wobec rządu szlacheckich przywilejów.

Rolnicy są wolni, płacą podatki do skarbu i obowiązani są dawać rekrutów, którzy rozsypani po pułkach moskiewskich w znacznej liczbie wynaradawiają się i przyjmują wiarę grecką. Wiele wsi tatarskich, rząd uwolnił od obowiązku dawania rekruta, lecz za to obowiązani są przygotować w lasach swoich drzewo dla okrętów moskiewskiej floty.

Tatarzy wyznają mahometańską wiarę; duchowieństwo ich nie odznacza się wyższem wykształceniem.

Język kazańskich Tatarów jest dyalektem turkomańskiego języka, wcielili do swojej mowy wiele wyrazów bołgarskich, fińskich i moskiewskich.

Śmierć na etapie – obraz Jacka Malczewskiego z 1891 (domena publiczna)

Podobieństwo języka krymskich Tatarów z językiem kazańskich i syberyjskich Tatarów jest znaczne. Języki te można uważać za prowincyonalizmy jednej mowy; z powodu rozdzielenia, braku życia politycznego i punktów skupiających ich narodowość, różnice między niemi stają się coraz widoczniejsze i bardziej stanowcze.

Charakter mają dumny i ponury, zdolności umysłowe niewielkie, uczuć wzniosłych nie pojmują, rozum trudno ich obejmuje przyczyny rzeczy i przedmioty oderwane, lecz za to posiadają wiele zdrowego rozsądku, zdatność do rzeczy praktycznych, przemysłu i handlu. Tatar jest wybornym żołnierzem, wiernym, wykonawczym — wytrwałym w trudach i pochodach; nie ma szlachetnej odwagi i rycerskiego męstwa, chociaż w szeregach biją się dobrze i uporczywie, podobni w tym względzie do Moskali. Pod względem rzetelności i trzeźwości stoją wyżej niż Moskale; leniwego umysłu, ale pracowici, niezrażający się i uparci, mają nadto szczególną skłonność do kupiectwa i grabieży.

Ten tekst jest fragmentem wspomnień Agatona Gillera „Podróż więźnia etapami do Syberyi w roku 1854”:

Giller Agaton
„Podróż więźnia etapami do Syberyi w roku 1854”
76,00 zł
Wydawca: Graf_ika
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 264
Format: 210x297
ISBN: 978-83-953318-1-7

Tatarzy mają dużo roztropności, przebiegłości i przezorności, moralniejsi od Moskali, jako ludzie małej oświaty są podejrzliwi, prędko poznają ludzi i przenikają; obcym nie ufają — gościnnością nie odznaczają się, Moskali nie lubią, lecz są im posłuszni. Interesów publicznych i pojęcia narodowych potrzeb nie mają; stąd też buntowniczych dążeń nie okazują, chociaż uchwyciliby pewno za broń, gdyby jakie mahometańskie państwo wiodło pomyślną wojnę z Moskwą i wezwało ich do powstania.

W teraźniejszej wojnie, Tatarzy kazańscy okazują żywą sympatyę dla Turcyi i spodziewają się oswobodzenia z jarzma moskiewskiego, lecz powtórzmy, nie są oni już w stanie wziąć inicyatywy w sprawie własnego oswobodzenia i dzielnie nie popchnięci, wiecznie zostawać będą w zawisłości i posłuszeństwie.

Aleksander Sochaczewski, Pożegnanie Europy, 1894 (domena publiczna)

Tatarzy chociaż mają historyą, są przecież w dziecinnym peryodzie życia narodowego; własnej, wyrobionej inteligencyi nie mają i dlatego do samodzielnego, politycznego życia dzisiaj nie są zdolni.

Inteligencya polityczna dotąd nigdzie nie była własnością całego narodu, lecz przebywała w pewnych klasach ludności.

W państwach feudalnych była ona w klasie szlacheckiej, toż samo i w państwach monarchicznych i w republikach arystokratycznych; w państwach konstytucyjnych przebywa w szlachcie i mieszczanach, a w państwach samowładnych jest ona udziałem jednego monarchy i wybranych przez niego urzędników.

Tatarzy mieli rząd despotyczny, nie wyrobili więc w sobie pojęć politycznych, państwo upadło, a z nią inteligencya narodowa, której dotąd obudzić nie mogli.

Naród bez inteligencyi, może być groźnym swą siłą i potęgą, lecz nie wyrobi w sobie własnych moralnych podstaw, które by w niewoli dozwoliły mu wytrwać; jeżeli upadnie, upadek jego będzie śmiercią. Dowodem tego są Tatarzy kazańscy, nie mieli szlachty w europejskiem znaczeniu, nie mieli politycznego mieszczaństwa, inteligencya polityczna przebywała w jednym rządzie, wpadli pod obcą władzę i śpią snem nieprzebudzonym, a dotąd nic ich nie rozruszyło i nie popchnęło do życia. Rozum i duch narodowy, jak embryon spoczywa w ich obyczaju i słowie powszedniem, lecz dotąd się nie narodził. Duch i inteligencya narodowa nie wydobyła się z mogił ojców, bo kości w nich złożone, są to kości niewolników; nie wybłysła z meczetu, bo w nim nie ma miłości, nie wyszła też z pod łokcia kupieckiego ani wyorała się spod skiby przewróconej pługiem! Życie narodowe Tatarów przed wiekami zaklęte zostało, a odtąd nie zjawił się czarodziej, który by je obudził.

Duch publiczny rozwija się tylko w wolnym narodzie, w niewolniczym może go wywołać wspomnienie świetnej, a wolnej przeszłości i czysta nauka Chrystusowych zasad; w narodzie znowuż, w którym inteligencya polityczna jest udziałem chociaż jednego stanu, życie narodowe okazuje się w licznych potrzebach publicznych, które niejednakowo wszyscy pojmują, lecz są żywo niemi interesowani; gdy zaś taki naród wpadnie w niewolę, życie narodowe wyrabia sobie ukryte kanały i pali się wewnątrz, jak w wulkanie, dopóki nie nadejdzie doba wybuchu.

W Polsce, gdyby nie było dawnej szlachty, nie byłoby dzisiejszych dążeń ludowych i szlachetnych usiłowań niepodległości narodowej; u Tatarów nie było szlachty i dzisiaj nie ma żadnego usiłowania do wolności, żadnego ogólnego dążenia ku lepszej przyszłości.

Naród w niewoli, bez inteligencyi politycznej trwać może pod warunkiem zachowania różnego od wrogów obyczaju, języka i wiary; skoro tylko jednego z tych środków konserwujących narodowość pozbywa się, jak Czeremisi i Czuwasi, śmierć i zagłada niechybnie następuje. Tatarzy dłużej cokolwiek przetrwają niż ich sąsiedzi, bo język swój i obyczaj wzmacniają ojczystą wiarą, której się dość mocno trzymają.

Nikt dosyć nie ocenił religii pod względem konserwującym narodowość, a jest to wzgląd dla pognębionych narodów nader ważny. U Tatarów kazańskich pozbawionych szlachty, mułłowie mogliby stanąć na czele politycznego i umysłowego życia, ale duchowieństwo ich jest samo bez żywota, ciemne i obojętne; gdyby byli fanatykami, mogliby rozszerzać i zapalać uczucia narodowe, lecz są na nieszczęście ciepłą wodą, którą Bóg z ust wyrzuca. Kupcy tatarscy posiadają znaczne bogactwa i większą oświatę od rolników, lecz jak w ogóle wszyscy kupcy są bardzo przywiązani do swoich zbiorów i egoiści, dlatego niezdatni do misyi uprawiaczy niwy narodowej. Przyszłość więc kazańskich Tatarów, jeżeli Bóg nie obudzi ich przez nadzwyczajne, a sprzyjające okoliczności, będzie takąż samą, jak przyszłość Czeremisów i Czuwasów, to jest oczekuje ich zlanie i zmieszanie się z Moskalami.

Chociaż przyszłość jest w ręku Boga, możemy jednak z przyczyn rozumnych o przyszłości wnioskować, a znając przeszłość i teraźniejszość zapuścić wzrok w osłonięte, przyszłe czasy.

Tatarów w Moskwie znajduje się kilka milionów, lecz nie zamieszkują jednej krainy, a rozrzuceni są pojedynczemi grupami w różnych miejscowościach i guberniach obszernego carstwa i ta okoliczność, bardzo pomaga do ich wynarodowienia. I tak: Tatarzy mieszkają w guberniach kazańskiej, wiackiej, permskiej, orenburskiej, symbirskiej, saratowskiej, niżegorodzkiej, tambowskiej i astrachańskiej; Nogajcy między Kubanem a Donem, na Kaukazie Kumycy; w zakaukazkim kraju, nad Azowskiem morzem; w Krymie; w Syberyi, (w guberniach tobolskiej nad rzekami Tobolem, Tarą, Irtyszem, Iszymem; w tomskiej i krasnojarskiej gubernii), różnice między nimi językowe, jak to już powiedzieliśmy, robią się coraz znaczniejszemi. Obyczajowe różnice mniej są widoczne, a wszystkich łączy jedna, mahometańska wiara.

Ci Tatarzy weszli do Moskwy wraz z Mongołami, władza nad nimi centralizowała się z początku w ręku panów złotej ordy, w późniejszych czasach rozpadli się na wiele oddzielnych państw, z których najpotężniejsze były: państwo krymskie, carstwo kazańskie, astrachańskie i wreszcie syberyjskie.

Niepodległość krymskiego państwa zniszczyła Katarzyna II., niepodległości zaś kazańskiego, astrachańskiego i syberyjskiego carstwa zniszczył jeszcze w XVI. wieku Iwan Groźny.

"
":/grafika/articles9/na-syberyjskim-etapie/grottger.jpg Artur Grottger, Pochód na Sybir, 1866 rok

Carstwo kazańskie składały dzisiejsze gubernie: kazańska, wiacka, permska, symbirska, penzeńska i część orenburskiej. Przestrzeń ta wynosi 11,500 mil, jest więc większa od przestrzeni, którą Francya zajmuje; ludność zamieszkująca w dawnem, kazańskiem carstwie wynosi 6,000.000, było to więc państwo dosyć potężne i mające warunki bytu. Ludy składające Kazańszczyznę prócz Tatarów były następne: Czuwasi, Czeremisi, Baszkiry, Kałmucy, Wotjacy, Permiacy, Tepterzy, Meszczeracy, należące do fińskiego lub tatarskiego plemienia; Bołgarzy, którzy byli jednego pochodzenia z Tatarami, a utraciwszy niepodległość, zlali się zupełnie z przybyłemi Tatarami i utworzyli z nimi jeden kazański naród; obecnie liczba Moskali na tej przestrzeni jest bardzo znaczna.

Carstwo kazańskie powstało na gruzach państwa bołgarskiego, którego historya mało jest znana.

Bołgarya zawojowaną została w roku 1236 przez Mongołów i stanowiła prowincyą haństwa kipczackiego złotej ordy, prowincya ta z czasem wyosobniła się i zamieniła wreszcie na carstwo kazańskie.

Bołgarowie, a potem Kazańcy, często napadali na sąsiednią Moskwę i nawzajem często byli nawiedzani przez plądrujące wojska Moskali.

Historya upadku kazańskiego państwa ma niejedno podobieństwo do upadku Polski i Krymu.

Ten tekst jest fragmentem wspomnień Agatona Gillera „Podróż więźnia etapami do Syberyi w roku 1854”:

Giller Agaton
„Podróż więźnia etapami do Syberyi w roku 1854”
76,00 zł
Wydawca: Graf_ika
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 264
Format: 210x297
ISBN: 978-83-953318-1-7

Car kazański Safa Girej umarł, po śmierci jego Iwan Groźny, przez wpływy swoje i siłę posadził powtórnie na tronie zdrajcę Szich Aleja, który nieraz z Moskalami najeżdżał i plądrował własną ojczyznę. Tatarzy oburzeni, nie mogli i nie chcieli widzieć zdrajcy na hańskim stolcu, prędko więc wybuchnęło w Kazaniu powstanie, Szich Alej odepchnięty od władzy uciekł do Moskwy, a na miejscu jego z woli narodu zaczął panować Edygier Mahomet, syn Kasima, cara astrachańskiego.

Pochód na Sybir, obraz Artura Grottgera (domena publiczna)

A owy monarcha widział niebezpieczeństwo i otchłań, do której Moskwa Kazańców pędziła, przysiągł więc jej carom wieczną nienawiść, a państwo postanowił zabezpieczyć od jej wpływu i przemocy. Iwan Groźny tymczasem, ujmując się za strąconym hanem wysłał groźne wojsko pod Kazań. Stare przysłowie mówi: „że przez niezgodę tracą ludzie swobodę”. Moskwa to dobrze pojmuje i zanim które państwo zadławi, stara się rozdwoić i skłócić jego mieszkańców i sprawić tak, ażeby najazd jej miał pozór prawa, wpływającego niby z wezwania przez jedną stronę i z mniemanej opieki nad pokrzywdzonymi.

Szich Alej więc był z Moskalami pod Kazaniem. Tatarzy w przeczuciu ostatniej godziny swego bytu długo i mężnie bronili swojej stolicy, lecz Moskwa po długiem, a krwawem oblężeniu zdobyła Kazań 1552. roku.

Edygier dostał się w ręce Moskali, posłali go do Moskwy, podobnie jak przeszło we dwa wieki potem, posłali hana krymskiego i króla Poniatowskiego do stolicy carów, chcąc, ażeby tam zmarli w hańbie, jako żywe, codzienne trofea ich przemocy i wielkości.

Edygier, który niegdyś zaprzysiągł wieczną Moskwie nienawiść, przyjął w niewoli religią swoich wrogów, którzy go nazwali Szymonem Kasimowiczem — ożenił się z Moskiewką, córką Aleksego Kutuzowa, otrzymał urząd i miasto Ruzę w dziedziczne posiadanie. Później dla lepszego shańbienia się, walczył w szeregach moskiewskich z krymskiemi Tatarami (1557); z Liwonią (1560—61) i z Polską (1563—64), umarł 1565 roku, pochowany został w monastyrze w Czudowie — taki był smutny koniec ostatniego, kazańskiego cara.

Do Swiażska doieżdża się przez obszerną, mokrą płaszczyznę okrytą polami i gajami wierzb, łoziny i różnych krzaków. Swiażsk z daleka na górze widnieje, a kilka jego cerkwi błyszczą się i wynoszą kopulaste głowy. Od miasta nad Swiagą, ciągnie się ku Wołdze małe pasmo leśnych pagórków; na ich pochyłości w lesie stoi monastyr św. Marka.

Swiażsk odległy jest od Tiurlemy wiorst 30. Założony został przez Iwana Groźnego 1551 roku, domy ma drewniane, ulice bez bruku, ludność moskiewska w liczbie 1,803 dusz, kilka cerkwi i monastyr zakonnic dają mu poważniejszą fizyonomię. Pod górą, na której stoi miasto, płynie rzeka Świaga i o kilka stąd wiorst, wpada z prawej strony do Wołgi. Świaga ma źródło w symbirskiej gubernii, płynie z południa na północ; brzeg prawy jest spagórkowany i panuje nad lewym, niskim i łączystym.

Ucieczka więźniów – Ofiary kruków, obraz Aleksandra Sochaczewskiego przedstawiający nieudaną próbę ucieczki polskich zesłańców

Nad Świagą nieraz, Kazańcy ścierali się z plądrującymi Moskalami; roku 1524 zaszła tu bitwa, w której Kazańcom pomagali Czuwasi.

W Swiażsku 30. sierpnia mieliśmy dniówkę, a 31. wyszliśmy do Kazania. Szliśmy przez błonie Wołgi zarosłe krzakami łoziny, wierzby i czeremchy; droga piaszczysta przechodzi przez kałuże i małe jeziorka powstałe z zalewów rzeki — żołnierze z powodu gąszczy, szczelnie linią bagnetów opasali aresztantów i nikomu nie dozwalają iść za partyą lub obok niej.

Stanęliśmy wreszcie na piaszczystym brzegu Wołgi: widok dokoła ponury i jednostajny. Żółte piaski poszyte krzakami sosny lub jałowcu, błyszczą kamykami, które rzeka powyrzucała — rzeka zaś płynie szerokiem korytem, modre jej fale suną się spokojnie i cicho, jakby znamienując leniwe i drzemiące usposobienie ludów mieszkających nad jej brzegami. W dół rzeki, oko opiera się o kilka zielonych wysp, a na przeciwnym brzegu, czernieje na piaszczystem wydmisku kilka chat rybackiej wioski.

Siedliśmy na łodzie i płyniemy na lewy brzeg, a żołnierze odpychają aresztantów od krawędzi łodzi z obawy, ażeby który w rzekę nie wskoczył. Fala wiosłami popychana, niesie nas w ukośnym kierunku, ze zwierciadła wody wynurza srebrząca się ryba i umyka za zbliżeniem się naszem. W powietrzu cisza, niebo pogodne niesie na swoim błękicie kilka białych, niby statki z żaglami, obłoków. Patrząc się na poważny prąd wody, na piaszczyste brzegi i ponure okolice — myślałem o Witoldzie, którego wojska, aż za Wołgę przechodziły i na daleki wschód zaniosły chwałę litewskiego oręża. Po naszej drodze, wiele śladów tego wielkiego męża napotkałem; wszędzie wspomnienia jego oręża i polityki, tłumem cisnęły się mi do głowy i dzisiaj, płynąc po Wołdze, podziwiałem Witolda, który 1397 roku przedsięwziął wyprawę za tę rzekę w dzisiejszą Kazańszczyznę; pobił, pokonał jej mieszkańców i jako trofea zwycięstwa, przywiódł do Litwy mnóstwo Tatarów i Bołgarów, których osiedlił, dał im prawa zabezpieczające ich wyznanie i przysposobił z nich dla kraju garstkę poczciwych i pożytecznych obywateli.

Wpływ Witolda daleko sięgał, a gdy 1429. roku zaprosił do Łucka Jagiełłę, Zygmunta i wielu monarchów i książąt, w liczbie ich znajdował się i han zawołżański. Polska, idąc koleją zdrowej i naturalnej swej polityki, powinna była wspierać sprawę zawołżańskich Tatarów wszystkiemi siłami, starać się utrzymywać ich byt i wspólnie z nimi utrzymywać Moskwę w rzędzie państw bez znaczenia.

Słaby rząd polski, nawet wówczas, kiedy kierował się zdrową i daleko widzącą polityką, nie zawsze mógł wspierać dalekich swoich sprzymierzeńców — zresztą system przymierzy i solidarności między obcemi sobie państwami, nie był w owym czasie dobrze pojęty i nie umiano przez koalicye tworzyć groźnej i poszanowanie nakazującej potęgi.

"
":/grafika/articles9/na-syberyjskim-etapie/naetapie.png Jacek Malczewski, _Na etapie

Mamy jednak ślady, że Polska wiedziała, jak korzystną dla niej była nieprzyjaźń Kazania dla Moskwy, że starała się o bliższe stosunki i wspólne działanie przeciw rodzącemu się z chrześcijańskiemi pozorami mongolskiemu w duchu państwu Moskwy.

W wojnach Jana Alberta z Moskwą, han tutejszy Szachmatej wysłał swoje wojska nad Dniepr przeciw Moskwie, lecz na nieszczęście wojska kazańskie zostały pobite przez pobratymców swoich Tatarów krymskich, którzy zostawali podówczas w przymierzu z Moskwą.

Na drugim brzegu Wołgi popasaliśmy przeszło godzinę, a dalej drogą wśród głogów, chwastów okalających samotne jeziorka w wesołej dolinie, doszliśmy do 17 wiorst od Świażska odległego półetapu w Kurzmetiewie.

Całą partyą pomieścili w jednej izbie więzienia. Tłok, ciasnota nadzwyczajna; w nocy kilka świec oświecało długą salę, a w świetle ich groźne i wynędzniałe twarze aresztantów wydały się jeszcze ohydniejszemi. Nikczemność moralna, szatańska zbrodnia, zostawiła niestarte ślady na ich obliczach; zdało się mi, iż jestem w piekle między potępieńcami Dantego.

Ten tekst jest fragmentem wspomnień Agatona Gillera „Podróż więźnia etapami do Syberyi w roku 1854”:

Giller Agaton
„Podróż więźnia etapami do Syberyi w roku 1854”
76,00 zł
Wydawca: Graf_ika
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 264
Format: 210x297
ISBN: 978-83-953318-1-7

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Agaton Giller
(1831-1887) Polski dziennikarz i pisarz, konspirator i działacz niepodległościowy, członek Rządu Narodowego. Pod zarzutem działalności antyrosyjskiej, w latach 50. XIX wieku został skazany na Sybir.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy