Opublikowano
2013-01-13 14:22
Licencja
Wolna licencja

„Bezbożnik Wojujący”, czyli antyreligijność totalna

Propaganda komunistyczna nigdy nie należała do najsubtelniejszych. Wśród wielu gazet walczących o palmę pierwszeństwa niedoścignionym ideałem wydaje się jednak „Bezbożnik Wojujący”, organ Sekcji Antykatolickiej przy Centralnej Radzie Związków Bezbożników Wojujących.


Okładka rosyjskiej wersji magazynu "Bezbożnik" z 1922 roku Ku radości osób dbających o własną wrażliwość estetyczną w zbiorach Biblioteki Narodowej zachowały się jedynie cztery numery „Bezbożnika Wojującego”. Z takiego stanu rzeczy bynajmniej nie cieszą się historycy. Bez względu bowiem na bezmiar prymitywizmu serwowanego w omawianej gazecie byliby oni szczęśliwsi, gdyby do czasów współczesnych zachowała się większa liczba egzemplarzy pisma. Czym był rzeczony „Bezbożnik Wojujący”? Była to gazetka wydawana po polsku w sowieckiej Moskwie, mająca na celu uświadamianie rzeszy robotników o „wstecznictwie religianctwa” i tragicznych skutkach wszelkich praktyk religijnych. Odbiorcą tego specyficznego produktu bolszewickiej propagandy byli w większości Polacy mieszkający na terenie ZSRR, choć gazeta bywała również przemycana do Polski przez komunistycznych kurierów.

Cóż zatem otrzymywał czytelnik, jeżeli zdecydował się wydać od 15 do 20 kopiejek i nabyć „Bezbożnika Wojującego”? Otóż dostawał czarno-białe pisemko o wyglądzie znacznie uboższym niż oryginalny rosyjskojęzyczny „Bezbożnik”, który, w przeciwieństwie do polskiej mutacji, był okraszony dużą ilością kolorowych rycin. Jako że estetyka kosztuje, oryginalny tytuł był droższy o 20 kopiejek.

Sięgnijmy jednak do pierwszego z zachowanych numerów, czyli do egzemplarza z marca i kwietnia 1931 roku. Na okładce widnieje rysunek hełmu, w którego wnętrzu siedzą wąsaci kapitaliści z napisem „Wyprawa krzyżowa przeciw ZSRR”. Ich schronienie nie jest jednak bezpieczne, bowiem zostaje skruszone pod uderzeniem umięśnionej ręki robotnika. Na następnej stronie czytelnika wita radosny kolaż „cudów techniki radzieckiej” zdobiony podobiznami Stalina i Lenina. Wszystko to pod krzepiącym hasłem „Pod kierownictwem partii komunistycznej masy pracujące ZSRR budują SOCJALIZM”.

Dalej można już znaleźć treści w pełni „merytoryczne”. Z artykułu anonimowego redaktora, o wielce wymownym tytule „Myśli antywielkanocne”, dowiadujemy się, że Wielkanoc jest kapitalistycznym świętem stworzonym jedynie po to, aby pognębić masy pracujące. Burżuje z klerem zawiązali spisek, który należy za wszelką cenę jak najszybciej zdemaskować i zniszczyć:

Na kontratak religiantów odpowiemy wzmożonym atakiem na religię. Podczas świąt wielkanocnych, które są wszak wzmożonymi kampaniami wroga klasowego, musimy wzmóc naszą robotę antyreligijną, wiążąc ją ściśle z bieżącymi zadaniami partii komunistycznej i rządu radzieckiego.

W podobnym tonie zachowany jest kolejny artykuł „Święto zmartwychwstania”. Autor skrywający się pod inicjałami B. P. w dość szablonowy sposób demaskuje chrześcijaństwo. Osią jego rozumowania jest odwołanie się do zbieżności motywów zmartwychwstania z mitologiami starożytnymi. Tekst jest nad wyraz wyważony, autor sprytnie manipuluje faktami, co sugeruje, że jest intelektualistą. Na tym tle zaskakująco prezentuje się ostatni akapit, będący wściekłym propagandowym atakiem na religię. Czytając go, można nawet odnieść wrażenie, że został dopisany przez kogoś innego, najwyraźniej zawiedzionego brakiem banalnych hasełek.

Po historii czas na kulturę. Lub przynajmniej na surogat kultury, czyli w wypadku „Bezbożnika Wojującego” na utwór „Wielkanocne biją dzwony…”. Jego treść jest bardzo przewidywalna. Wielkanoc została tu przyrównana do ucisku kapitalistycznego, od którego wybawieniem jest czerwony sztandar na Kremlu.

Kolejne artykuły nie dają czytelnikowi wytchnienia. Najpierw Z. K. pisze o Komunie Paryskiej i religii, następnie niejaki Ch. przypomina o tym, że 18 marca jest dniem międzynarodowej solidarności w walce o wszechświatowy „Październik” czyli dalsze pogłębianie przemian zapoczątkowanych przez rewolucję bolszewicką. W tekście wyjątkowo dostaje się nie klerowi, lecz „faszystowskim ułanom”, którzy utopili zachodnią Ukrainę we krwi. Walkę o międzynarodowy „Październik” trzeba ewidentnie zacząć w Polsce, która w 1920 roku stanęła na przeszkodzie „eksportowi rewolucji”.

W dalszej części gazety czytelnik trafi na relację z procesu „kontrrewolucyjnych band mienszewików”, będących oczywiście agentami Zachodu, a także na artykuł o kontrrewolucyjnym przemówieniu papieża, śniącego po nocach o zagładzie Kraju Rad.

Po polityce ponownie czas na historię. I tak w tekście o tercjarzach na Ukrainie niejaki R. Rappel pisze:

Zakony franciszkanów (w tej liczbie i zakony tercjarzy) powstały we Włoszech i odegrały tam swą kontrrewolucyjną rolę na początku XII wieku.

Konia z rzędem temu, kto wskaże, przeciwko jakiej rewolucji mogli biedni franciszkanie wystąpić w XII wieku we Włoszech. Autor niestety poskąpił nam szerszego wyjaśnienia. Nie trudno się domyślić, że reszta tekstu jest również naszpikowana podobnymi „rewelacyjnymi” odkryciami historycznymi.

Jakby czytelnikowi było mało tematów antyreligijnych, może sięgnąć po zagadnienia… no cóż, właściwie dokładnie takie same. Na przykład antyreligijne. Niezwykle interesujący jest artykuł „Politechniczna szkoła – szkoła wojującego ateizmu”, w którym przedstawiony został program wychowania młodego wojującego bezbożnika.

Jak niemalże w każdej międzywojennej gazecie w „Bezbożniku Wojującym” nie brakuje również interesującej prozy. W omawianym przeze mnie numerze jest ona reprezentowana przez utwory „Strajk młodych robotnic” oraz „Mali Bezbożnicy”.

„Bezbożnik” w dość nieoczekiwany sposób stanął również na czele ruchu emancypacji kobiet, krytykując barbarzyńską encyklikę „O małżeństwie chrześcijańskim”, w której, o zgrozo!, papież potępił aborcję. Komunizm nie krył bowiem nigdy, że jako system był gorącym zwolennikiem feminizmu i regulacji urodzin, a wszelkiego rodzaju głosy krytyki takiego stanowiska odbierano jako zbrodnię przeciwko ideologicznym imperatywom.

Wśród wielu niezwykle ciekawych treści zawartych w pisemku na szczególną uwagę zasługują różnego rodzaju hasła, którymi naszpikowany jest cały numer. Dzielny komunista może się pokrzepić rozmaitymi wzniosłymi maksymami:

Bezbożnicy. Mobilizujmy siły w kierunku likwidacji wyrw na kulturalnym froncie, do walki o powszechne nauczanie, o likwidację analfabetyzmu, o politechnizację szkół.

lub

Przeciw religiantom – o umocnienie międzynarodowego antyreligijnego ruchu

albo

Walka z religią u nas w ZSRR. Walczmy z Wielkanocą − walczmy o bolszewicki siew,

ewentualnie

Szturmowcami i kolektywistami wzmocnimy szeregi bezbożników,

a w końcu

Rozwijając antyreligijną pracę, pomożemy wypełnić pięciolatkę w cztery lata.

Nie mniej rozczulające są krótkie listy do redakcji cytowane w gazecie, w których na przykład przeczytamy:

U nas w szkole bezbożnicy nic nie robią w sprawie zbierania składek na tanki. Nie tylko bezbożnicy siedzą z założonymi rękami. Cały kolektyw szkoły śpi. Czas się przebudzić. Bezbożnicy winni być w pierwszych szeregach Komisji dla zbierania składek na tanki.

W innym miejscu przeczytamy list W. S. piszącego o konieczności ożywienia pracy koła młodych bezbożników w jego szkole, bowiem aż czterech uczniów cały czas opiera się przed wstąpieniem do organizacji. Nazwiska „strasznych religiantów” zostały oczywiście podane w treści listu.

Końcowe strony „Bezbożnika Wojującego” zajmują reklamy pisma oraz informacje o prenumeracie rocznej za 1 rubla i 20 kopiejek. Przedstawione zostało również credo wojujących ateistów, deklarujących walkę ze wszystkimi religiami, prawicowym oportunizmem, szowinizmem oraz kapitalizmem.

Kolejne zachowane numery nie wnoszą nic szczególnie istotnego do krótkiej prezentacji tej niezwykłej gazetki. W każdym z nich jest bowiem mowa o konieczności walki z klerem, z socjalfaszystami z Polskiej Partii Socjalistycznej oraz z faszyzmem, kapitalizmem i kułactwem. Jedyną dostrzegalną zmianą jest to, że w numerze majowym przedstawiono wybitne osiągnięcia na froncie walki z Wielkanocą i pojawił się teksty o tym, jak zdradliwe „czarne kruki” (czyli kler) chciały stłamsić dzielnych bezbożników.

Na koniec pozwolę sobie na kilka słów nieco poważniejszego komentarza. „Bezbożnik Wojujący” to dość typowy przykład prasy propagandowej najniższej jakości. Kiedy przeglądałem karty pisma, ubawiłem się setnie, podobnie jak przy lekturze „Boga urojonego” Richarda Dawkinsa. Komfort polegał na tym, że nie była to gazeta z mojej rzeczywistości, a jedynie źródło historyczne. W przeciwnym razie musiałbym cedzić przez zęby słowa „Potęgi smaku” Herberta…

Redakcja: Michał Przeperski
Korekta: Bożena Pierga

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Kl |

Jak widac kazdy narod musi przejsc przez chorobe ateizmu po swojemu. Anglicy mieli swojego erotomana zonobojce Henryka VIII,po ktorym do dziś pozostaly ruiny zniszczonych klasztorów. Francja miala rewolucję i ludobójstwo katolikow w Wandei. Niemcy mieli Bormana i Himlera oszalalych z nienawisci do religii. Rosja, wiadomo.



Odpowiedz

Gość: Piotr Olszówka |

Hm... Jestem nieco rozczarowany. Spodziewałem się jakiegoś porównania tego pisemka z innymi pismami o podobnym profilu wychodzącymi w tym czasie lub większej porcji informacji na temat historii samego "Bezboznika". Propaganda antyreligijna w stalinowskim ZSRR była równie głupia i chamska jak każda inna propaganda tamtego czasu (i tylko odrobinę głupsza od propagandy Rafała Ziemkiewicza)... wyśmiewanie jej to nie jest zadanie dla ambitnego historyka. Jeśli ktoś szuka rozrywki umysłowej, to nie powinien sięgać po jakąkolwiek propagandę... a jeśli szuka wiedzy... to przydałoby się wyjść poza dialog z najemnymi pismakami z dawnych lat. Ale z drugiej strony - dobrze przypomnieć o istnieniu tego czegoś a cytaty mówią same za siebie. Czy mógłbym liczyć kiedyś na coś więcej, tzn. coś o propagandzie politycznej rozmaitych ugrupowań w II RP (tej z ulotek, prymitywnej i adresowanej do szerokiego odbiorcy - zachwycił mnie klimat kilkunastu takich ulotek, które widziałem na wystawie w MN Kraków), lub podobnych pismach z innych krajów przed wojną? Temat jest fascynujący, szkoda zamknąć go tylko dowodem, że Stalinowi służyli chamowaci głupcy...



Odpowiedz

Gość: sevligo |

Też uważam, że zrównywanie książek Dawkinsa z "Bezbożnikiem" nie jest do końca trafione, gdyż Dawkins swoje książki kieruje do ludzi oświeconych (tj. wykształconych, ale też nie zawsze mądrych), tymczasem "Bezbożnik" adresowany był do ludzi prostych: chłopów, robotników, często półanalfabetów. Sądzę, że bardziej trafionym odpowiednikiem "Bezbożnika" są "Fakty i mity" czy jakieś propagandówki Ruchu Palikota. Chociaż fakt, że wszystkie powyższe pozycje mają (bądź miały) wspólny cel i wspólną metodę: manipulowanie wiedzą i informacjami w celu zdyskredytowania wiary i promocji ateizmu.



Odpowiedz

@ Gość: Gość: sevligo "Dawkins swoje książki kieruje do ludzi oświeconych (tj. wykształconych, ale też nie zawsze mądrych)"

Faktycznie - pisze do niezbyt mądrych. Czytając jego "Listo do Julii" (czyli do swojej jedenastoletniej córki!), dając jej wykład ateizmu antybiblijnego, odczuwałem zażenowanie z powodu prymitywizmu podejścia do lektury Pisma św. - że ten, niby uczony, nic nie wie o wypracowanych przez naukę zasadach krytyki literackiej, obowiązującej nie tylko w naukowej biblistyce, ale w ogóle w literaturoznawstwie.
W innej publikacji zwalczając teleologiczne przyrodoznawstwo (t. celowość w przyrodzie) na fundamencie genetyki ewolucjonistycznej opisuje procesy biologiczne związane z mutacjami pojedynczych nukleotydów i genów, w olbrzymim nadmiarze obsypuje swój tekst spójnikami aby, ażeby, by... Można się go pytać: czy tu nauka ewolucjonizmu, czy propaganda właśnie celowości w przyrodzie?



Odpowiedz

Gość: Mim |

Nie pofikał ten "Bezbożnik" nawet dwudziestu lat. Swoją drogą to ciekawy przykład daremnej wiary we wszechmoc mediów: jeśli będziemy mieli telewizję, gazety i co tam jeszcze, to będziemy kształtować myśli ludzkie.



Odpowiedz

Gość: Jan Muszyński |

Treść pisemek przytoczonych w artykule - to nie są kiepskie teksty kabaretowe, z których można się pośmiać. "Religiantom" wymienionym z nazwiska wcale nie było do śmiechu. Miliony "religiantów" były prześladowane w tamtych czasach. Wiele tysięcy "religiantów" zapłaciło wtedy za swoje "religianctwo" cenę najwyższą. Pisemko "Bezbożnik Wojujący" opisane przez p. Rzewuskiego, to nie był wyskok wąskiej grupy antyreligijnych oszołomów. To był element systemu. To pisemko jest świadectwem epoki. Dobrze, że p. Paweł Rzewuski przedstawił tę epokę także od tej strony.



Odpowiedz
Paweł Rzewuski

Absolwent filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Filozofii i Socjologii UW. Publikował w „Uważam Rze Historia”, „Newsweek Historia”, „Pamięć.pl”, „Rzeczpospolitej”, „Teologii Politycznej co Miesiąc”, „Filozofuj”, „Do Rzeczy” oraz „Plus Minus”. Tajny współpracownik kwartalnika „F. Lux” i portalu Rebelya.pl. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Jacka Kaczmarskiego i Iron Maiden.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org