Czarnoskóry chłopak z Pelcowizny

opublikowano: 2026-06-03, 09:29
wszelkie prawa zastrzeżone
Nie stał się gwiazdą pierwszych stron gazet, ale jego losy to fascynująca opowieść o polskiej gościnności, narodzinach rodzimego jazzu i utraconym świecie. Choć przybył z Nigerii, stolica Polski stała się jego domem. Jak August Browne podbił serce przedwojennej Warszawy?
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Krzysztofa Karpińskiego „Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie”.

Fordanser August Browne, świadek w procesie dotyczącym morderstwa w Winiarni Ziemiańskiej; „Tajny Detektyw”, 1933

Warto podkreślić, że Warszawa była wtedy pod względem muzycznym bardzo atrakcyjna. W 1934 roku w następstwie brunatnego szaleństwa w Niemczech, po pobiciu przez bojówkę SA, przyjechał z Berlina na dłuższy czas trębacz Ady Rosner wraz ze swoimi muzykami. Ich koncerty odbywały się w Palais de Danse przy Rymarskiej i w Esplanadzie przy Sienkiewicza. Był to też złoty okres pobliskiej Adrii. Popularnością cieszył się wspomniany niedawno Café Club na Nowym Świecie, gdzie debiutowała i przez dłuższy czas występowała słynna orkiestra saksofonisty Franciszka Witkowskiego, a później można było słuchać zespołów Artura Golda i Jerzego Petersburskiego, wreszcie zaś George’a Scotta.

[…]

W 1936 roku August zmienił mieszkanie, przenosząc się na ulicę Złotą 75. Nadal więc mieszkał w centrum Warszawy. Przez cały ten czas miał stałą pracę, mógł więc sobie pozwolić na wynajęcie mieszkania, a w tej części miasta nie były one tanie.

Polskę polubił. Podobała mu się i bardzo dobrze się tutaj czuł. Jego zaś lubili sąsiedzi. Utrzymywał z nimi kontakty. Był człowiekiem dobrze zorganizowanym. Jako miejsce do pracy wybrał Warszawę. Poza granice naszego kraju nie wyjeżdżał, nie był także w rodzinnej Nigerii. Z zamieszkałą tam rodziną nie korespondował i nie utrzymywał żadnych kontaktów, oni też nigdy go tutaj nie odwiedzali. Bardzo szybko się zaaklimatyzował, nauczył języka polskiego i zasymilował. Muzyka, a w szczególności doskonała umiejętność tańca ułatwiała mu kontakty także z kobietami. Z przyczyn oczywistych był rozpoznawalny. Wysoki, przystojny, uprzejmy i dobrze ubrany — podobno wyglądał świetnie. Natychmiast zanurzył się w nocnym życiu Warszawy. Lata trzydzieste to słynne bale mody w Bristolu, Hotelu Europejskim czy Instytucie Propagandy Sztuki (IPS) przy Królewskiej. Bywali tam ludzie kina i estrady: Zula Pogorzelska z Konradem Tomem, Fryderyk Jarossy ze Stefanią Górską, Kazimierz Krukowski, Marian Rentgen czy siostry Halamówny. Panowie znakomicie prezentowali się w garniturach podkreślających szczupłą sylwetkę. Nosili wówczas także kapelusze typu Borsalino czy Eden. Na ulicy w zasadzie nie pokazywali się bez nakrycia głowy. W odpowiedni asortyment zaopatrywano się między innymi w domu mody Bogusława Hersego przy Marszałkowskiej. August lubił i potrafił dobrze się ubierać, ale raczej nie brał udziału w owych balach, bo zostałby zapewne rozpoznany i prasa by go zauważyła.

reklama

Oddajmy głos człowiekowi, który osobiście widywał go spacerującego i ma najwięcej do powiedzenia na jego temat, a który jako pierwszy o Auguście Brownie napisał. Był nim artysta fotografik, kolekcjoner starych płyt gramofonowych i zarazem muzyk Andrzej Zborski.

Murzyn, to nie jest problem okupacyjny, wiem coś więcej na ten temat. Przybył on do Polski około 1922 r. […]. Coś mu się spodobało, bo został w Polsce […]. Następnie się nie tyle spolonizował, co zvarsawianizował. Kiedy ja go słyszałem, to mówił, jakby był z Pelcowizny.

Pamiętał też, jak August Agboola Browne wyglądał. Podał wiele ciekawych szczegółów.

Był przystojnym mężczyzną, słusznego wzrostu i [o] szczupłej sylwetce, zawsze elegancko ubrany w dobrze uszyte jasne garnitury. Zakładał do tego jaskrawo kolorowe krawaty, na głowę jasny kapelusz typu „Eden”. Takim widywałem go często na ulicy Marszałkowskiej, w pobliżu Ogrodu Saskiego. Ten jedyny dostrzegalny wówczas czarnoskóry warszawiak był łatwym do zapamiętania przechodniem, zwłaszcza — przez małolata. Miał poczucie humoru. Słyszałem jak wdawał się w rozmówki z handlarkami z bazaru, który mieścił się na Placu Żelaznej Bramy, w pobliżu hal Mirowskich. Na treść zdziwionego i głośnego stwierdzenia jednej z nich: „O rany, jaką ma czarną gębę!”, począł zebrane w pobliżu panie informować — co on też jeszcze ma oprócz gęby czarnego. Mówił o tym bez jakiegokolwiek kompleksu, czy urażonej godności. Po jego wyjaśnieniach wszystkie zainteresowane strony zaczęły się śmiać, a żartom i dowcipom nie było końca. Nie wiem, czy po wielu latach można wysnuwać właściwe wnioski, wynikłe z obserwacji małolata. Teraz jednak myślę, że był on popularny oraz najzwyczajniej lubiany przez mieszkańców Warszawy. Jego „egzotyczny” kolor skóry czynił go w sposób naturalny stołecznym oryginałem, których tutaj nigdy nie brakowało. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś do niego mógł się odezwać: ty czarnuchu! Albo: ty asfalcie! Niektórzy ze znajomych na hasło „Murzyn”, odpowiadali jak to właśnie ich dziadek przywiózł był „takiego” prosto z Afryki i zatrudnił jako szofera. Nie przypominam sobie jednak jakiegokolwiek innego czarnego mieszkańca Warszawy idącego przez ulicę. Bez względu na deklarowany swój cenzus, pan Brown był z pewnością człowiekiem inteligentnym, bystrym i co najważniejsze miał poczucie rzeczywistości. Zdawał sobie doskonale sprawę, że jak się jest jedynym czarnoskórym pośród wyłącznie białych, to wynikają z tego konsekwencje. I nie złościło go, że przechodnie oglądają się za nim z zaciekawieniem. Najprawdopodobniej nasz ciemnoskóry „warszawski rodak”, doszedł też do wniosku, że jego inność jest cenną cechą towarzyską. Nie wiem, jakiego rodzaju miał współpracę ze wspomnianymi warszawskimi orkiestrami tanecznymi — „jazzopodobnymi”. Nie spotykałem jego nazwiska w jakimkolwiek programie teatralnym lub reklamie imprezy rewiowej. Działo się to wszystko aż do wybuchu wojny w 1939 roku.­­­­

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Krzysztofa Karpińskiego „Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie” bezpośrednio pod tym linkiem!

Krzysztof Karpiński
„Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie”
cena:
69,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
272
Premiera:
20.05.2026
Format:
143x205 mm
Format ebooków:
epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków:
watermark
ISBN:
978-83-08-08879-1
EAN:
9788308088791
reklama
August Browne

Tak się rzeczywiście prezentował? Zborski nie mylił się. Odwołajmy się do filmów, w których zagrał epizodyczne role. W 1933 roku reżyser Henryk Szaro wziął się do adaptacji polskiej klasyki dla wytwórni Sfinks założonej przez Aleksandra Hertza. Firma była znana wielu aktorom zagranicznym, ponieważ kojarzyli ją z nazwiskiem Poli Negri. Tam powstały jej pierwsze obrazy.

Wybór Henryka Szaro padł na Dzieje grzechu według Stefana Żeromskiego. Pod takim właśnie tytułem powstał dramat tego wybitnego reżysera polskiego kina z Karoliną Lubieńską w roli głównej. Wytwórnia dysponowała nowoczesnym sprzętem, posiadała też obszerne i jasne atelier z przeszklonym dachem na ostatnim piętrze budynku przy Mokotowskiej 12. Aktorzy mieli swoje garderoby. Zagranie jednej z po mniejszych ról reżyser zaproponował właśnie Augustowi. We wrześniu tego samego roku widzowie warszawskiego kina Apollo mogli obejrzeć go jako gracza w kasynie.

reklama

Papa się żeni zaś to muzyczna komedia wyprodukowana w 1936 roku przez jedną z najważniejszych wówczas wytwórni Leo-Film, znanej między innymi z produkcji filmów z Mirą Zimińską i Jadwigą Andrzejewską w reżyserii wyjątkowo sprawnego fachowca gwarantującego sukces filmowi, Michała Waszyńskiego. Waks — bo tak go nazywano — to bywalec Kawiarni Ziemiańskiej, gdzie spotykali się między innymi literaci i filmowcy. On także zainteresował się Augustem, doceniając jego talent muzyczny i łatwość tańca. Widzimy go więc w filmie jako banjonistę występującego z Mirą przy akompaniamencie orkiestry Henryka Warsa. W tym samym roku podobno zaangażowano Augusta do jeszcze jednej komedii muzycznej Amerykańska awantura, wyprodukowanej przez Erofilm według scenariusza Światopełka Karpińskiego z gwiazdą ekranu Eugeniuszem Bodo i wybitnym basem o rozległej skali głosu Adamem Didurem grającym jedną z postaci. W reżyserii Ryszarda Ordyńskiego, osoby wpływowej i zasłużonej w środowisku filmowym, warszawskiego animatora życia kulturalnego, a także i towarzyskiego. Akcja filmu toczy się na pokładzie transatlantyku „Batory” w czasie podróży do Ameryki. Premiera odbyła się w Wigilię Bożego Narodzenia 1936 roku w warszawskim Kinie Colosseum. Trudno jednak stwierdzić z całą pewnością, czy August rzeczywiście w nim zagrał, ponieważ film nie przetrwał do naszych czasów. W każdym razie miał być jednym z czarnoskórych tworzących zespół taneczno-wokalny.

Prasa zauważyła interesującą warstwę muzyczną stworzoną przez Władysława Dana w Dziejach grzechu, brawurową grę Jadwigi Andrzejewskiej w Papa się żeni oraz pewne rozwlekłości i słabe udźwiękowienie Amerykańskiej awantury. Nikt nie wspomniał o Auguście. Nie należy się dziwić, skoro grał wyłącznie niewielkie epizody. Niemniej jednak Augusta oglądano na pewno podczas premier w kinach: Apollo (Marszałkowska 106), Pan (Nowy Świat 40) i Colosseum (Nowy Świat 19).

Nie wiemy, czy z kolei on chodził do kina. Na premierach filmów ze swoim udziałem prawdopodobnie bywał, ale pewności nie ma. Natomiast zainteresował go może wyświetlany na początku lat trzydziestych w Warszawie amerykański dramat muzyczny Kinga Vidora Hallelujah (Dusze czarnych). Oto jak przedstawiono film w miesięczniku „Kino”:

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Krzysztofa Karpińskiego „Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie” bezpośrednio pod tym linkiem!

Krzysztof Karpiński
„Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie”
cena:
69,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
272
Premiera:
20.05.2026
Format:
143x205 mm
Format ebooków:
epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków:
watermark
ISBN:
978-83-08-08879-1
EAN:
9788308088791
reklama

„Hallelujah”, film, grany przez autentycznych murzynów i ilustrujący ich życie oraz prymitywne wierzenia. Był on swojego rodzaju rewelacją; nigdy bowiem dotąd nie pokazano publicznie tak pełnego obrazu ciekawej duszy murzyńskiej, o której niedostateczne wyobrażenie dawał nam dotąd tylko „jazz” i śpiewane niekiedy z estrad koncertowych murzyńskie pieśni religijne t.zw. „spirituals”, wzruszające naiwną wyobraźnią swoich twórców i oryginalnymi egzotycznymi melodiami.

Kwestionariusz ZBOWiD (fot. Bartosz von Neudamm)

Słuszne byłoby pytanie, kiedy Browne nauczył się grać i na jakich instrumentach. On sam niewiele na ten temat mówił. Zapewniał jedynie, że mieszkając jeszcze w Lagos, przez pewien czas uczył się muzyki. Było to prawdopodobnie w szkole powszechnej. Nie był więc wykształconym muzykiem. W kolejnej informacji dla rejestru cudzoziemców, już po zakończeniu wojny, mówił o ukończeniu średniej szkoły muzycznej, co wydaje się mało prawdopodobne ze względu na panującą w rodzinnym domu biedę, o której sam wspominał. Wątpliwe wydaje się też, aby wszyscy członkowie jego rodziny muzykowali. Pewne jest natomiast to, że był człowiekiem utalentowanym i już w chwili, gdy pojawił się po raz pierwszy na Wyspach Brytyjskich, bardzo interesowała go muzyka i potrafił dobrze tańczyć. Prawdopodobnie wówczas podjął próbę nauczenia się gry na instrumentach perkusyjnych. Mogła to nawet być konieczność, skoro znalazł się w składzie trupy teatralnej. Kiedy mieszkał już w naszym kraju, na pewno nie był świetnie grającym i czującym jazz perkusistą. Nie był też gwiazdą lat trzydziestych. Poza wyżej wymienianymi zespołami nie znajdujemy jego nazwiska w składach najbardziej znanych orkiestr, takich jak bandy Golda i Petersburskiego, Karasińskiego i Kataszka, Freda Melodysty czy Franciszka Witkowskiego. Nie pisano o nim w prasie, nie znajdziemy też jego nazwiska w żadnym z drukowanych programów odbywających się wówczas imprez.

reklama

Puls rytmiczny to zwłaszcza w jazzie ważny element utworu muzycznego. Tworzy go człowiek siedzący za bębnami, perkusista — ważna postać w każdym zespole. A tak postrzegano muzyków grających na tym instrumencie wtedy, kiedy August uprawiał ten zawód Pamiętamy jeszcze i u nas te czasy, gdy perkusista — murzyn, czy też biały — dobrany do kwintetu smyczkowego w restauracji czy też kawiarni, hałasował na kilku swoich instrumentach, stanowiąc cały w ówczesnym mniemaniu „jazz”. On szalał, publiczność szalała, i to wystarczało. Był także okres, kiedy wróżono „jazzowi” szybką zagładę z powodu jego rzekomej hałaśliwości. Czasy zmieniły się jednak, orkiestry przeszły ewolucję, z niemi zaś ewolucji uległa również perkusja. Dzisiaj nie żąda się od perkusisty sztuczek i hałasu, lecz czegoś więcej, właśnie spokoju, żelaznego rytmu, uzgodnionego z całą sekcją rytmiczną, wreszcie umiejętności […]. Przyszedł czas, że trzeba się wykazać prawdziwemi kwalifikacjami […]. Kapelmistrze orjentują się już dziś doskonale w wartości perkusisty, czego dowodem jest, że ci najlepsi są wysoko cenieni. Niestety za wielu ich nie mamy.

Te słowa wypowiada profesjonalista, perkusista jazzbandu Henryka Golda występującego w prestiżowej warszawskiej Oazie, notabene zatrudniającej także fordanserów. Augusta angażowano raczej do małych zespołów restauracyjnych w różnych miejscach i w różnych składach osobowych, o czym zresztą sam wspomina. Warszawa miała rozbudowany rynek gastronomiczny, lokale, głównie w centrum, cieszyły się powodzeniem, muzycy więc zazwyczaj nie narzekali na brak zajęć. Nie brakowało ich zatem i Augustowi.

Krążyła opowieść, że przed wybuchem wojny w jednej z kawiarni podwarszawskiego Otwocka grywał przez pewien czas czarnoskóry perkusista. Nie wiemy, czy tak było, ale jeżeli już, to musiał to być August. Zacznijmy od pytania, czy w Otwocku były tego rodzaju miejsca? Były, bo już w 1934 roku powstał gmach słynnego Kasyna, gdzie odbywały się dancingi; zorganizowano nawet pokoje gościnne. Jeśli ktoś przyjechał pociągiem, kolejką wąskotorową lub autobusem z Placu Teatralnego czy Placu Krasińskich, bo stamtąd odchodziły, to mógł przenocować.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Krzysztofa Karpińskiego „Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie” bezpośrednio pod tym linkiem!

Krzysztof Karpiński
„Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie”
cena:
69,90 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
272
Premiera:
20.05.2026
Format:
143x205 mm
Format ebooków:
epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków:
watermark
ISBN:
978-83-08-08879-1
EAN:
9788308088791
reklama
Komentarze
o autorze
Krzysztof Karpiński
Prawnika, pianista, muzyk i entuzjasta jazzowy. Prezes Sądu Najwyższego i krytyk muzyczny, absolwent Wydziału Prawa UW i Państwowej Szkoły Muzycznej w Radomiu. Stały współpracownik magazynu "Jazz Forum".

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone