Czy Piłsudski prowadził skuteczną polityczną grę z Hitlerem i Stalinem?

Józef Piłsudski, zamiast stawiać na stosunki z mocarstwami zachodnimi, starał się porozumieć bezpośrednio z dwoma wrogami – Niemcami i Związkiem Sowieckim. Czy prowadzona przez niego gra była skuteczna? Jak wyglądała sprawa wojny prewencyjnej z 1933 roku z Niemcami? Czy Hitler podziwiał Piłsudskiego? Na te i wiele innych pytań odpowiada dr Krzysztof Rak, autor książki „Piłsudski między Stalinem a Hitlerem.”
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Płk Józef Piłsudski ze swoim sztabem przed Pałacem Gubernialnym w Kielcach w 1914 (domena publiczna).

Magdalena Mikrut-Majeranek: Publikacja „Piłsudski między Stalinem a Hitlerem”. jest monumentalna. Jak długo trwały prace nad jej napisaniem?

Krzysztof Rak: To nie jest tak, że pisze się książkę w określonych ramach czasowych. Każda książka to podsumowanie dotychczasowych badań. W przypadku najnowszej publikacji to blisko 10 lat badań prowadzonych z różnym natężeniem. Trzeba jednak odróżnić sam proces pisania książki od prowadzenia badań, wypracowywania pewnego warsztatu. Ważna jest tu zwłaszcza znajomość archiwów, literatury, dokumentów wydanych i niewydanych, ale też pewne przemyślenia. To wszystko musi trwać.

M.M.-M.: W książce wskazuje pan, że aby zrozumieć interakcje między Piłsudskim a Stalinem i Hitlerem, trzeba się cofnąć do przełomu lat 1924/1925. Dlaczego?

K.R.: Polityka zagraniczna jest procesem ciągłym. Niejednokrotnie wydaje się nam, że polityk może zaczynać proces polityczny w każdym dowolnie wybranym momencie i, że to jest jego akt woli. Nie. To jest ciągłość. Politycy mają ograniczony wpływ na bieg rzeczywistości politycznej. To nie rzeczywistość polityczna dostosowuje się do ich woli, ale to oni musza się dostosować do biegu dziejów, do procesu politycznego i rozwoju procesów społecznych.

Początkowo myślałem, że napiszę monografię roku 1933, jako roku kluczowego dla polskiej polityki zagranicznej i roku dużych sukcesów. Zawsze tak jest, że opisując dany wycinek dziejów, trzeba się cofnąć, żeby wytłumaczyć proces, który doprowadził do obecnego stanu rzeczy. W pierwszym podejściu do tej książki wydawało mi się, że będzie to dosyć proste zadanie. Chciałem w jednym rozdziale napisać wprowadzenie, czyli całą historię od mniej więcej 1922 roku, od Rapallo, aż do roku 1933. W 1922 roku doszło bowiem do istotnego zbliżenie pomiędzy Niemcami a Związkiem Sowieckim, które zostało przypieczętowane traktatem w Rapallo. Porozumienie sowiecko-niemieckie miało charakter rewizjonistyczny. Traktat ten miał jednocześnie silny wydźwięk antypolski. Najbliższym wrogiem obydwu wspomnianych mocarstw była Polska. Niemcy i Sowieci chcieli w ten sposób wyrazić swoją niechęć do porządku wersalskiego i dążenie do jego rewizji, a główną ofiarą rewizji powinna być Polska, bo to ona była tym „dziecięciem” traktatu wersalskiego. Krótko mówiąc, uznałem, że Rapallo stanowi zawiązanie narracji dotyczącej stosunków polsko-niemiecko-rosyjskich i jest dobrym wstępem do tego, żeby zrozumieć na czym polegały te trójstronne stosunki.

W pierwszym etapie zawarto porozumienie niemiecko-sowieckie. Nie był to formalny sojusz, a gentlemen's agreement. Nie litera traktatu jest tu istotna, ale raczej pewien „duch Rapallo”. Stwierdzenie to było wielokrotnie używane zarówno przez Niemców, jak i Sowietów. Ten „duch” dawał początek porozumieniu, którego jednym z ważnych celów było wymazanie Polski z mapy Europy.

Z kolei w 1924 roku niemiecka polityka zagraniczna ewoluowała. Niemcy stopniowo zaczęli dogadywać się z mocarstwami zachodnimi, a to mogło oznaczać redefinicję Rapallo. Dla Niemiec Francja i Wielka Brytania stopniowo przestały być wrogiem, a stały się bardzo ważnym partnerem. Taka sytuacja była niekorzystna dla Sowietów, którzy zostaliby wyizolowani na placu boju. Jednym słowem, 1924 rok to czas, kiedy Niemcy zaczęli zyskiwać pewną szerszą możliwość ruchu na arenie międzynarodowej, a Sowieci nie. Dla nas to bardzo ważne. Moskwa dostrzegała, że nie może już polegać wyłącznie na niemieckim partnerze i trzeba doprowadzić do jakiegoś modus vivendi z Polską. Moskwa i Polska nie były zainteresowane zbyt silnym wzrostem potęgi Niemiec. Zaczęła się polityczna gra.. Polska dzięki temu zaczęła mieć pewną możliwość manewru, ponieważ już na początku 1925 roku prowadzone były rozmowy między Polską a Związkiem Sowieckim na temat paktu o nieagresji. Podsumowując, rok 1924 to początek nowego, ważnego etapu w polityce powojennej, którego istotą był stopniowy powrót Niemiec jako mocarstwa na arenę międzynarodową.

Józef Piłsudski na Kasztance przyjmuje defiladę Wojska Polskiego na placu Saskim 11 listopada 1926 (domena publiczna).

M.M.-M.: W latach 1926-1935 Józef Piłsudski prowadził grę między Niemcami i Sowietami. Jak udawało mu się tak lawirować między mocarstwami? Może posiadał cechy charakterystyczne, które mu na to pozwalały?

K. R.: Początkowo nie odnosił żadnych sukcesów w tej materii. I tu widoczna staje się jego ważna cecha, czyli cierpliwość. W polityce zagranicznej czas odgrywa kluczową rolę. Z jednej strony politycy (i ich wola) nie mają wpływu na rzeczywistość. Jeśli chcą osiągać pewne cele na arenie międzynarodowej, muszą mieć cierpliwość, grać na czas, czekać na nadarzające się okazje i umieć je wykorzystywać. Piłsudskiemu po dojściu do władzy w 1926 roku wydawało się, że to dobry moment na dokonanie zwrotu w dotychczasowej polityce zagranicznej Polski. Do tej pory Warszawa prowadziła politykę trzymania się mocarstw zachodnich, wręcz podporządkowania się tym mocarstwom i liczenia na ich dobrą wolę.

W 1925 roku ta polityka zakończyła się fiaskiem, czyli traktatami locarneńskimi, które były dla nas niekorzystne. Formalnie osłabiły sojusz polsko-francuski, uzależniając go od procedur ligowych, a z drugiej strony Locarno to wejście Niemiec na salony europejskie i początek porozumienia francusko-niemieckiego. Porozumienie to zostało zawarte kosztem Polski. Francja zdawała sobie sprawę, że będzie płaciła za to pewnymi ustępstwami w stosunkach polsko-francuskich. Zakładano, że Francja ostatecznie da zgodę Niemcom na rewizję ich wschodniej granicy. Oznaczałoby to, że Polska będzie musiała oddać Pomorze Gdańskie, czyli tzw. korytarz i część Górnego Śląska. Zwrot tych terytoriów miał być minimalną zapłatą za to porozumienie. Piłsudski rozumiał to doskonale. Nie był wielkim intelektualistą, ale doskonale pojmował to intuicyjnie.

Już w 1926 roku próbował dokonać zwrotu w polskiej polityce zagranicznej. Podjęte przez niego działanie polegało na tym, że zamiast stawiać tylko na stosunki z mocarstwami zachodnimi, starał się porozumieć bezpośrednio z dwoma wrogami – Niemcami i Związkiem Sowieckim. O ile porozumienie z Sowietami nie sprawiało szczególnych problemów, o tyle z Niemcami sprawy potoczyły się inaczej. Spotkał go zawód. Gustav Stresemann, ówczesny minister spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej nie chciał na ten temat rozmawiać. W tamtym czasie Niemcy w ogóle nie godzili się na prowadzenie dialogu politycznego z Polską. Dążyli do rewizji granic. Uważali, że kryzys gospodarczy i społeczny sprawi, że Polska upadnie, a wówczas Niemcy otrzymają to, co chcą. Konkretnie, myśleli, że jeśli państwo polskie opanuje chroniczny kryzys, to Niemcy zaproponują pomoc gospodarczą w zamian za te terytoria sporne. Taka propozycja była nie do przyjęcia dla Piłsudskiego.

M.M.-M.: Dlaczego Piłsudski nie chciał negocjować ze Stalinem w drugiej połowie lat 20. XX wieku?

K.R.: W tym punkcie kontynuował politykę prowadzoną przez Aleksandra Skrzyńskiego, ministra spraw zagranicznych w II RP. Polska dyplomacja uważała, że zawarcie paktu o nieagresji z ZSRR bardziej wzmocni ZSRR niż Polskę. Dlatego też Piłsudski przeciągał negocjacje i odwlekał podpisanie traktatu. Myślał o polityce, która byłaby balansowaniem pomiędzy Niemcami a Sowietami. Ze względu na to, że Niemcy nie chcieli prowadzić z nami żadnego dialogu politycznego, nie było mowy o balansowaniu. Bylibyśmy skazani tylko na porozumienie z Moskwą. Jako, że była ona zbyt silna, porozumienie to mogłoby nas od polityki sowieckiej uzależnić.

Krzysztof Rak
„Piłsudski między Stalinem a Hitlerem”
79,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: twarda
Liczba stron: 1040
Format: 170×240 mm
EAN: 9788311158368

Oficerowie w czasie wizyty imieninowej u Piłsudskiego w Sulejówku, 15 listopada 1925 (domena publiczna).

W końcu, na początku lat 30. XX wieku Piłsudski zrozumiał, że przeciąganie rozmów ze Stalinem nie ma już sensu, ponieważ stosunki niemiecko-francuskie zacieśniały się i zaczęło nam zagrażać widmo rewizji granic. Prawdopodobnie dlatego w 1932 roku Piłsudski podjął decyzję, żeby podpisać pakt o nieagresji z Sowietami. To było istotne posunięcie dla polskiej polityki zagranicznej. Pakt o nieagresji był chyba najważniejszym aktem międzynarodowym zawartym przez Polskę po roku 1921 roku, czyli po zawarciu sojuszu polsko-francuskiego. Zabezpieczał czasowo polską granicę wschodnią i dawał nam pewne istotne korzyści w rozmowach dotyczących naszej polityki zachodniej, a także wolną rękę na wschodzie, dzięki czemu mogliśmy się skupić na polityce wobec Niemiec i mocarstw zachodnich.

M.M.-M.: A czy wojna z Niemcami w 1933 roku była możliwa?

K.R.: Chyba nie. Nie ma żadnego dowodu na to, że tzw. wojna prewencyjna była możliwa. Oczywiście, pojawiały się pogłoski na ten temat. Elementem polityki jest dezinformacja. Kiedy poczytamy źródła z tego okresu, okazuje się, że nie tylko Polacy wypuszczali takie pogłoski donoszące o tym, że Polska chce rozpętać wojnę prewencyjną przeciwko Niemcom, bo czynili też tak sami Niemcy, Rosjanie i prawdopodobnie Włosi. Dla mnie oczywiste jest to, że Piłsudski miał świadomość tego, że Polska jest słaba i nie ma sił na wojnę z Niemcami. Zdawał sobie też sprawę z tego, że Polska nie mogła już liczyć na pomoc Francji. W tym czasie bowiem nastąpiło zbliżenie niemiecko-francuskie. Politycy niemieccy i francuscy rozmawiali m.in. o zwrocie korytarza. Jeśli Piłsudski wierzyłby, że Francuzi pójdą z nim przeciwko Niemcom, świadczyłoby to o tym, że nie rozumie polityki zagranicznej, a to nieprawda. Wojny nie przygotowuje się z dnia na dzień. Nie można w ciągu kilku godzin zmobilizować całego wojska. Gdzie są rozkazy, plany? Nie ma żadnych dokumentów, na podstawie których można uznać tę pogłoskę za prawdziwą. Wojna prewencyjna to mit.

Józef Piłsudski w 1929 roku (domena publiczna).

M.M.-M.: Pozostając w sferze mitów i plotek muszę zapytać o jeszcze jedną sprawę. Przez lata powtarzano obiegową opinię, że Hitler podziwiał Piłsudskiego, ale zarazem się go obawiał. Czy tak faktycznie mogło być?

K.R.: Ciężko zgadnąć co Hitler miał w głowie. Na podstawie dostępnych źródeł można jednak stwierdzić, że na pewno w jakimś sensie podziwiał Piłsudskiego. Marszałek okazał się być skutecznym dyktatorem, przeprowadził przewrót majowy w 1926 roku i do śmierci rządził. Zdobył władzę autorytarną i udało mu się ją utrzymać. Hitler dostrzegał też fakt, że Piłsudski wygrał wojnę z Sowietami, a głównym celem polityki Hitlera była wielka krucjata wschodnia, doprowadzenie do wojny z Sowietami, podbój kraju i likwidacja Rosji jako takiej. W pewnym momencie doszedł do wniosku, że to państwo należy zniszczyć niezależnie od tego, czy będą nim rządzili komuniści, monarchiści czy demokraci.

Tym samym Hitler żywił pewien rodzaj szacunku do Piłsudskiego, ale chyba nie było to odwzajemniane przez marszałka, bowiem z pewnym dystansem odnosił się do Führera. Miał wątpliwości czy rewolucja hitlerowska będzie miała charakter trwały, czy uda mu się utrzymać władzę, tak jak jemu. Piłsudski mówił też, że mistrza poznaje się po umiarze. Uważał, że polityka jest sztuką tego, co możliwe. Podejrzewał, jak się okazało słusznie, że Hitler chce niemożliwego, bo taki właśnie był plan podbicia całego kontynentu. Jednym słowem stawiał sobie niemożliwe cele do realizacji.

M.M.-M.: Jak Piłsudski oceniał dojście NSDAP do władzy?

K.R.: Na początku lat 30. XX wieku, kiedy partia narodowo-socjalistyczna zaczęła osiągać coraz większe sukcesy wyborcze, to wszyscy - nie tylko Piłsudski - liczyli się z możliwością dojścia Hitlera do władzy. A kiedy to się stało, Piłsudski potraktował ten fakt zarówno jako pewne zagrożenie, ale i jako szanse. Jako zagrożenie, ponieważ pogłoski o wojnie prewencyjnej i pewne demonstracje siły ze strony polskiej były skierowane w stronę Niemiec. Chciał ostrzec władców Niemiec, że z nim nie ma żartów. Jednocześnie obserwował Hitlera i widział pewien potencjał do kompromisu. Dobrze zrozumiał lekcje, którą dał mu Gustav Stresemann i po kilku miesiącach władzy Hitlera kazał naszemu posłowi w Berlinie, Alfredowi Wysockiemu, porozmawiać z nim na temat Gdańska. Uważał, że teren ten jest jest barometrem w stosunkach dwustronnych. Wysocki miał też wysondować, co Hitler myśli na temat stosunków polsko-niemieckich. Sondaż okazał się skuteczny. W maju 1933 roku Hitler nie tylko zaproponował mu status quo jeśli chodzi o Gdańsk, ale zadeklarował, że w relacjach polsko-niemieckich będzie opierał się na istniejących i podpisanych traktatach. Ta deklaracja była dla nas ważna. Wskazywano też, że rewizja granic nie jest priorytetowa, a dla poprzedników Hitlera był to priorytet. Okazało się, że Hitler może być partnerem w grze.

M.M.-M.: Teraz czas na gdybologię. Gdyby założyć, że sojusze polsko-niemiecki i polsko-sowiecki doszłyby do skutku, to czy mapa geopolityczna inaczej by wyglądała?

K.R.: Trzeba wspomnieć jeszcze o tym, że Piłsudski nie tylko prowadził rozmowy Hitlerem, ale maju 1933 roku jego emisariusze rozmawiali też z Sowietami. Wysłał do Stalina ważny sygnał, że chce porozumieć się w kluczowych kwestiach, a była to sprawa niemiecka. W lipcu 1933 roku Piłsudski zaproponował emisariuszowi Stalina sojusz antyniemiecki.

Gdyby Polska weszła w sojusz ze Stalinem - w co nie wierzę, bo ta propozycja była nierealna, to był blef - to oznaczałoby, że Polska musiałaby się podporządkować Moskwie – jeśli chodzi o politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Nie wierzę w to, że Piłsudski się na to zgodził. Z drugiej strony w styczniu 1935 roku propozycję sojuszu antysowieckiego złożył mu Hermann Göring. Gdyby marszałek przystał na to, bylibyśmy z kolei zależni od Niemiec.

Hitler i Speer omawiają plany Norymbergii, 1934 rok (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1971-016-31, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).

Piłsudskiemu chodziło o to, żeby Polska była niezależna. Dopóki żył, takie sojusze były niemożliwe do zrealizowania. Zawierając pakt z Niemcami musielibyśmy się zgodzić nie tylko na podbój Rosji, ale też na dominację Hitlera na kontynencie. W sojuszu z Sowietami natomiast musielibyśmy przystać na realizację głównego zamiaru strategicznego Stalina, czyli podboju kontynentu i skomunizowanie go. Tym groziły te sojusze.

Tu rodzi się pytanie, czy to w ogóle możliwe, żeby jedno z mocarstw kontynentalnych zdobyło władzę nad światem? Historia pokazuje, że to niemożliwe. Mocarstwa morskie wydają się mieć przewagę, a mocarstwa kontynentalne zazwyczaj nie realizują swoich planów. Zapewne tak byłoby w tym przypadku. Polska nie byłaby w stanie przesądzić o sukcesie zarówno Związku Sowieckiego, jak i Niemiec, ale niewątpliwie trochę ułatwiłaby realizację ich zamiarów. W historii XX wieku wojna pomiędzy Niemcami i Sowietami o panowanie na kontynencie była nieunikniona. Polska, która położona jest pomiędzy tymi wrogimi potęgami, odgrywała pewną rolę, ale była krajem trawionym poważnymi problemami społecznymi i narodowościowymi, które powodowały, że traktowano ją jako kraj słaby.

Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Krzysztof Rak
„Piłsudski między Stalinem a Hitlerem”
79,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: twarda
Liczba stron: 1040
Format: 170×240 mm
EAN: 9788311158368

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Magdalena Mikrut-Majeranek
Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury. Zastępca redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Wszystkie teksty autora

Sonda!
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy