Czy nad Wisłą czczono Izydę i Ozyrysa?
Ten tekst jest fragmentem książki Szymona Zdziebłowskiego „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”.
Religia starożytnych Egipcjan jest dla nas, współczesnych ludzi, niezmiennie fascynująca. Sylwetki bogów egipskich są tak charakterystyczne, że nie sposób pomylić ich z tymi z innych kontynentów i starożytnych kultur. Nad Nilem czczono dziesiątki, jeśli nie setki bogów lub ich kolejnych wcieleń czy mutacji. Ale tę religię kojarzymy wyłącznie z północno-wschodnim skrawkiem Afryki, gdzie jest Egipt. Boga słońca Ra czy Horusa nie hołubiono przecież nigdy w Europie. Czy na pewno?
Wiemy, że niektóre kulty egipskie rozprzestrzeniły się po różnych rejonach strefy śródziemnomorskiej. A bogowie egipscy byli identyfikowani z lokalnymi bóstwami. Na przykład egipska Izyda z rzymską boginią szczęścia, Fortuną, a bóg Amon-Ra z greckim Zeusem. Ale czy to możliwe, że egipskie kulty i religia dotarły jeszcze dalej? Dlaczego niby nie? Od podboju kraju faraonów przez Aleksandra Wielkiego w IV wieku p.n.e. Egipt wszedł w orbitę wpływów greckich, a potem rzymskich. Wymiana idei i myśli była wielostronna. Zwróćmy uwagę na to, że chrześcijaństwo wywodzi się z Bliskiego Wschodu, a trafiło pod strzechy w najodleglejsze rejony globu.
Czy religia tajemniczych bogów znad Nilu dotarła do europejskiego interioru? Czy kiedykolwiek na ziemiach Polski oddawano cześć bogom znad Nilu? Ozyrysowi? Izydzie? A może bogu słońca Ra? Rozprawiano o niebosiężnych piramidach za niezliczonymi górami i lasami? A jeśli tak, kiedy to mogło się dziać? Czy to jest szalone pytanie? Przyjrzyjmy się wspólnie materiałowi dowodowemu.
„Detekcja” egipskich bogów
Przeszłością dalszą i bliższą interesują się nie tylko archeolodzy i historycy, czyli zawodowcy, ale też pasjonaci. Każdego roku dziesiątki tysięcy osób przemierzają polskie pola i lasy z detektorami metali. Motywacje są różne. Jedni chcą znaleźć militaria z II wojny światowej, inni zabytki z pradziejów.
Jeden z pasjonatów, pan Krzysztof Kozłowski, szukał w maju 2022 roku raczej starej broni, a znalazł w Kluczkowicach w województwie lubelskim, jak sam to określił, „faraona” i „boginię”. Były to niewielkie figurki. Skrywały się pod ściółką leśną obok wiekowego, spróchniałego dębu, na którym od niepamiętnych czasów wisi niewielka kapliczka. Złoty strzał. Niezmiernie rzadki. Tak, tak. Bo sami detektoryści najczęściej znajdują metalowe śmieci: kapsle, puszki, druty, gwoździe czy śruby. Zdecydowanie rzadziej są to łuski, broń albo cenne zabytki. Czasem jednak szczęście się do nich uśmiecha. Tak też było w tym przypadku.
Znalazca poinformował Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o swoim odkryciu. To urząd, który wydaje pozwolenia na badania i je nadzoruje. W końcu domniemanym zabytkom przyjrzeli się eksperci z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Figurka określona jako „faraon” okazała się tak naprawdę bogiem śmierci, Ozyrysem. Ale w rzeczywistości znalazca słusznie określił ją jako władcę egipskiego, bo każdy faraon po śmierci stawał się właśnie Ozyrysem. Dlatego ma koronę królewską. Ale nie byle jaką. Kompozytową. Składa się z białej, podłużnej i wysmukłej korony Górnego Egiptu oraz przypiętych do niej i dumnie sterczących strusich piór. To w niej faraon-Ozyrys zasiadał na tronie w zaświatach.
Cała figurka wygląda na mumię. Na przykład nogi są ściśle ze sobą złączone. To również wskazuje, że mamy do czynienia z władcą podziemi. Postać ma na klatce piersiowej widoczny bicz i zakrzywione berło, typowe, ziemskie atrybuty wszechwładzy faraona. Z kolei figurka, którą znalazca określił jako „boginię” ukazuje rzymskiego boga Bachusa. Był to bóg płodności, dzikiej natury i zabawy, a co za tym idzie wina i winnej latorośli. Figurka była najpewniej elementem rzymskiego trójnoga. Bardzo podobny zabytek znaleziono w XVIII wieku w pobliżu Wezuwiusza. Oba przedmioty okazały się więc prawdziwymi zabytkami. Bachus pochodzi z I wieku n.e., a Ozyrys jest starszy. Trudno określić jego dokładny wiek, ale wykonano go w I tysiącleciu p.n.e.
Archeologów zaintrygowało to nietypowe znalezisko. Czyżby odkryto relikty starożytnej świątyni? A te figurki stanowiły jej wyposażenie? Badacze udali się w miejsce wskazane przez odkrywcę. Podczas poszukiwań znaleźli kolejną egipską figurkę z brązu, przedstawiającą również Ozyrysa. Ten egzemplarz mierzy 8,5 centymetra wysokości i zaopatrzony jest w dwa kółka do podwieszenia. Co takie trzy nietypowe zabytki robiły we wschodniej Polsce? Czy kilka tysięcy lat temu oddawano tam cześć egipskim i rzymskim bogom? Byłaby to prawdziwa archeologiczna sensacja.
Naziści zagonili Ozyrysa do podziemi
Aby się dowiedzieć, skąd „faraon” przybył do Kluczkowic, musimy przenieść się w czasie i w przestrzeni. Do Heluanu. Dzisiaj to południowe przedmieścia zatłoczonego i gwarnego Kairu. Ale w pierwszych latach XX wieku było to przyjemne miasteczko, w którym mieszkała lokalna elita. Całkiem sporo było też Europejczyków, dla których Heluan był uzdrowiskiem. To tutaj lekarze wysyłali kuracjuszy cierpiących na różnego rodzaju dolegliwości związane z płucami i górnymi drogami oddechowymi, a także reumatyków. Suche i krystalicznie czyste powietrze miało im pomóc. Dodatkowo odkryto tu źródła siarczane, żelaziste i solanki, w których się pławiono. Specjalnie dla Polaków, głównie z zaboru austriackiego, powstawały tam polskie pensjonaty. W jednym z nich, w willi Jola, wypoczywał na przykład w 1932 roku marszałek Józef Piłsudski. To wśród takich bogatych osobistości przebywała na urlopie na poratowanie zdrowia w 1904 roku ziemianka i bardzo aktywna działaczka społeczna, Maria Kleniewska. Była żoną właściciela ziemskiego, który miał pałac w Kluczkowicach. Mieszkali w nim przez wiele lat. To wstęp do wyjaśnienia zagadki egipskich zabytków w Kluczkowicach. Okazuje się bowiem, że ani Ozyrys, ani Bachus nie trafili do Polski w pradziejach, ale całkiem niedawno.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Szymona Zdziebłowskiego „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa” bezpośrednio pod tym linkiem!
Dr Łukasz Miechowicz z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie przypuszcza, że podczas kilkumiesięcznego pobytu w Egipcie Kleniewska kupiła parę zabytków. Przywiozła je do pałacu w Kluczkowicach, aby wzbogacić rodzinną kolekcję. Wśród nowych nabytków były zapewne figurki przedstawiające Ozyrysa. Miechowicz ustalił, że Kleniewska planowała stworzyć w Kluczkowicach izbę starożytności, prezentującą zabytki odkryte w regionie oraz zakupione w trakcie podróży. Ale jakim cudem część z nich znalazła się w lesie, kilkaset metrów od pałacu?
Wszystkiemu winni są naziści. Wkroczyli w 1942 roku do majątku Kleniewskich i go skonfiskowali. W pałacu urządzili ośrodek dla rekonwalescencji żołnierzy Wehrmachtu. Z jakim wyprzedzeniem ziemianie się o tym dowiedzieli? Raczej nie było dużo czasu na pakowanie i przygotowanie do wyjazdu. Większość majątku została w pałacu. Figurki odkryto w bardzo charakterystycznym miejscu oddalonym od pałacu o kilkaset metrów. Pod wiekowym dębem, na którym wisi kapliczka. Czy Kleniewska zleciła ukrycie części zabytków? Nie możemy tego wykluczyć. Być może złożono je w skrzyni lub innym organicznym pojemniku, który uległ rozkładowi. Zatem mamy względną jasność. Zabytki te przywieziono z Egiptu jakieś sto kilkadziesiąt lat temu. Nie mają absolutnie nic wspólnego z ludźmi zamieszkującymi polskie ziemie setki czy tysiące lat temu. Czy to oznacza, że nie ma żadnych egipskich zabytków, które trafiły nad Wisłę i Odrę w pradziejach? Bynajmniej. Dowody znajdziecie poniżej.
Ziemia obrodziła egipską figurką
Taki widok może zaskoczyć. W małej wielkopolskiej wsi o enigmatycznej nazwie Małachowo Złych Miejsc, położonej na południowy zachód od Gniezna, stoi niewielki metalowy posąg. Mamy ich w Polsce całą masę, ale ten nie ma sobie równych. Jak wygląda? Na cokole zasiada niezwykła kobieta z dyskiem solarnym na głowie, z którego wyrastają podłużne rogi. Karmi piersią dziecko, które siedzi na jej kolanach. Jej fryzura i ubranie nie pozostawiają wątpliwości. Posąg jest stylizowany na egipski. Stoi przy wiejskiej świetlicy, na skrzyżowaniu dróg. Skąd się tam wziął?
Żeby się tego dowiedzieć, musimy cofnąć się do 1859 roku. Jak zwykle przed zimą kopcowano ziemniaki. Teraz to coś niemal nie znanego, bo ziemniaki po wykopaniu trafiają do profesjonalnych chłodni na wiele miesięcy. Ale bardzo długo najlepszym sposobem na dłuższe składowanie kartofli było usypanie z nich kopca. Następnie kładziono na nie suchą słomę. Całość okopywano dookoła, by zapobiec zawilgoceniu bulw, i kładziono na szczyt warstwę ziemi.
To właśnie w czasie takiej czynności mieszkańcy Małachowa znaleźli egipską figurkę Izydy. Obok niej leżały fragmenty dużego naczynia z brązu. Widać było, że próbowano je naprawić. Postanowiono upamiętnić to znalezisko. Dlatego też powstał pomnik, który ukazuje boginię. Skąd przybyła Izyda? W przeciwieństwie do przypadku odkrycia figurek w Kluczkowicach tutaj nie ma mowy o tym, że zabytek ten pochodzi z jakiejś nowożytnej kolekcji. Po prostu wykopano go w czasie prac ziemnych. Obok spoczywały inne zabytki. Archeolodzy uznają, że trafił na polskie ziemie w pradziejach.
Ludzie zamieszkiwali okolicę od co najmniej wczesnego średniowiecza. W Małachowie zachowały się pozostałości grodziska. Jest jednak nietknięte przez archeologów, więc nie wiadomo tak naprawdę, z jakiego pochodzi okresu. Nie wiemy też, gdzie dokładnie odkryto figurkę i czy było to w pobliżu tego założenia. Skąd Izyda wzięła się na naszych terenach? Kiedy i z kim przybyła? Mamy dwie najbardziej prawdopodobne możliwości. Oto pierwsza. Kierunek wschodni. W VI wieku p.n.e. u ujścia rzeki Boh do Morza Czarnego greccy kolonizatorzy założyli osadę. Radzili sobie nieźle, z czasem powstał tam ośrodek miejski z populacją sięgającą kilkudziesięciu tysięcy osób. Wszystko dzięki handlowi z sąsiadami, Scytami. Później na skutek najazdów różnych ludów miejscowość nieco podupadła. A w czasach rzymskich we szła w skład imperium rzymskiego w ramach jednej z prowincji (Mezji Dolnej). To właśnie w czasach rzymskich za panowania cesarza Aleksandra Sewera rozwijał się tam kult Izydy i Horusa. Powstać miała nawet świątynia na jej cześć. Czy dla potrzeb kultu produkowano wówczas figurki? Znanych jest stamtąd wiele egiptyzujących, czyli wykonanych lokalnie, ale przypominających egipskie, lub egipskich zabytków. Podobnie było w innych nadczarnomorskich ośrodkach, na przykład Eupatorii czy Chersonezie na Krymie. W tym ostatnim mieście przez wiele lat odbywały się polsko-ukraińskie wykopaliska.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Szymona Zdziebłowskiego „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa” bezpośrednio pod tym linkiem!
Z pewnością bogate ośrodki miejskie położone nad Morzem Czarnym wpływały na ludy w europejskim interiorze. Dobrym pasem transmisyjnym były takie wielkie rzeki jak Boh czy Dniepr. I nie są to puste słowa. W wielu kurhanach na terenie obecnej Ukrainy archeolodzy odkryli dosłownie setki egipskich amuletów z fajansu albo ich naśladownictw. Pochodzą z pierwszych wieków naszej ery. A mniej więcej tak określono również wiek „polskiej” Izydy. Z Ukrainy do Polski to już rzut beretem. Nie powinno dziwić zatem, że pojedynczy egipski zabytek znalazł się kilkadziesiąt kilo metrów na zachód od Wisły, na polach niedaleko dzisiejszego Małachowa Złych Miejsc.
Czy posążek z Małachowa to towar zakupiony od kupców z odległych krain, czy może po prostu łup wojenny? W pierwszych wiekach naszej ery między Wisłą a Odrą mieszkały ludy germańskie. Był to obszar poza imperium rzymskim, ale docierali tutaj z pewnością handlarze z Italii. Wiemy o tym, bo znad Bałtyku sprowadzano bursztyn dla rzymskich elegantek. Pliniusz Starszy, rzymski pisarz i dowódca marynarki wojennej, w Historii naturalnej, pisze o wyprawie kupca rzymskiego po bałtycki bursztyn na zlecenie organizatora walk gladiatorskich.
I dlatego nasuwa się drugi możliwy kierunek, z którego figurka mogła dotrzeć – z południa lub południowo-zachodniej Europy. Początkowo tylko obywatele rzymscy mogli być legionistami. Żołnierze ci byli wysyłani na podbój coraz to dalszych rejonów Europy i nie tylko. Wraz z nimi wędrowały ich wierzenia. Nierzadko kontaktowano się z miejscową ludnością, prowadzono handel, debatowano. Rozmowy z wędrowcami z odległych krain z pewnością działały na wyobraźnię lokalnych ludów i przypuszczalnie wpływały na lokalną religię.
Legioniści broniący granic cesarstwa wzdłuż Dunaju nierzadko wierzyli w bliskowschodnich bogów. Egipskich bogów czczono w Rzymie już od pierwszej połowy I wieku i od panowania cesarza Kaliguli. „Kult Izydy, bogini krowy, niezwykle popularnego synkretycznego bóstwa macierzyńskiego darzącego życiem i płodnością, rozprzestrzenił się szeroko w okresie hellenistycznym i zajął przodujące miejsce wśród mnóstwa religii zadomawiających się w cesarstwie rzymskim na przełomie starej i nowej ery” – zauważa archeolog i religioznawca Włodzimierz Szafrański. Ze szczególnym upodobaniem czczono właśnie Izydę przedstawianą z dzieckiem na ręku, czyli jej synem Horusem.
Izydę początkowo faworyzowali ludzie z nizin społecznych, a potem jej gorliwym wyznawcą stał się nawet sam cesarz Wespazjan (69–79 n.e.). Z kolei Kommodus (180–192 n.e.) brał udział w pro cesjach ku czci tej bogini. Izyda szybko się zromanizowała. Nawet sami Rzymianie pisali o niej, że niegdyś była bóstwem egipskim, ale stała się rzymskim. Najlepszy dowód? Na początku III wieku cesarz Karakalla umieścił Izydę w rzymskim panteonie.
Dzięki prowadzonym w ostatnich latach badaniom coraz bardziej prawdopodobna jest teza, że ludy znad Wisły bezpośrednio kontaktowały się z Rzymem. Najbardziej przekonujący dowód pochodzi z pól pomiędzy wsiami Gąski i Wierzbiczany w województwie kujawsko-pomorskim. Archeolodzy wpadli na trop Rzymian dzięki poszukiwaczom skarbów, którzy przekazali swoje znaleziska naukowcom, a potem sami udali się w teren i natknęli się na kolejne zabytki. Wśród wielu metalowych artefaktów były także liczne okucia ze stopu miedzi. Są to unikatowe zdobienia oporządzenia jeździeckiego oraz stroju rzymskich legionistów. Mają od 1,6 do 2 tysięcy lat.
Zdaniem badaczy wiele z nich to zabytki wyjątkowe w tej części Europy. Według prof. Bartosza Kontnego z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, który dokonał ich identyfikacji, są to pierwsze bardzo mocne dowody wskazujące na faktyczną obecność rzymskich żołnierzy na obszarach dzisiejszej Polski. Tak duże nagromadzenie rzymskich przedmiotów w innych lokalizacjach na obszarze barbarzyńskiej Europy, na przykład w Niemczech, gdzie werbowano miejscową ludność do legionów, jest bezdyskusyjnie uważane za potwierdzenie fizycznej obecności Rzymian. Dlaczego zatem w przypadku Polski mielibyśmy uważać inaczej?
Izyda? A może Maryja? Któż to wie
Przyjrzyjmy się bliżej Izydzie z Małachowa. Może dzięki wnikliwej obserwacji dostrzeżemy coś, co pozwoli nam lepiej zrozumieć jej przeznaczenie. Zwróćmy uwagę na głowę. Bogini ma koronę w kształcie sępa. Widoczna jest jego głowa i dziób. Takie korony nosiły nie tylko faraonki, małżonki królów, ale też boginie Nechbet i Izyda.
Na czubku głowy widzimy niewielki wyrostek. I bardzo precyzyjne ślady po działaniu maleńkiej piły lub dłutka. Wyraźnie ktoś manipulował przy wizerunku Izydy. Ten wyrostek to nieco spłaszczony dysk słoneczny. Z niego wyrastały dwa krowie rogi, symbol macierzyństwa. Według jednego z najważniejszych mitów egipskich pierwotnego króla Egiptu Ozyrysa morduje jego brat, Set. Jego małżonce udaje się począć z martwym Ozyrysem jednego syna. Początkowo Horus jest bezbronny, chroniony przez matkę. To właśnie widzimy na figurce z Małachowa. W końcu dojrzały Horus zabija mordercę swego ojca i triumfuje. Obcięcie rogów oznaczało, że osoba, która posiadała figurkę, chciała zmienić narrację na jej temat. Nie jest to bowiem jedyny zabytek z taką przeróbką. W podobny sposób „ulepszano” Izydy w Rzymie. Chrześcijaństwo zaczęło rozpowszechniać się w Europie począwszy od II wieku. Niektórzy badacze twierdzą, że masowo występujące w świecie rzymskim figurki Izydy uznawano po drobnych przeróbkach za Matkę Boską z Dzieciątkiem. Zatem statuetka z Małachowa mogła w istocie nie przedstawiać egipskiej bogini, ale Maryję. W takim przypadku byłby to pierwszy znany z obszaru Polski zabytek związany z chrześcijaństwem. „Jeśli zatem figurce Izydy karmiącej Horusa towarzyszyła jakaś ogólniejsza agitacja religijna, to nie natrafiła wtedy jeszcze na ziemiach polskich na grunt dostatecznie przygotowany” – podkreśla Włodzimierz Szafrański.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Szymona Zdziebłowskiego „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa” bezpośrednio pod tym linkiem!
W powszechnej świadomości chrześcijaństwo dotarło nad Wisłę dopiero w połowie X wieku. Ale Izydę, czy raczej Maryję z Małachowa mogli przynieść na nasze tereny schrystianizowani Goci w IV wieku n.e. Lud ten przyjął chrześcijaństwo, ale nie nad Wisłą, tylko na obszarze obecnej Bułgarii. Czy może to być zatem najstarszy na naszych ziemiach materialny ślad chrześcijaństwa? Podobną figurkę Izydy znalazł ponad 100 lat temu rolnik w Seńkowie w obwodzie tarnopolskim w obecnej Ukrainie. Był przekonany, że jest to Maryja z Dzieciątkiem, dlatego zatroszczył się o znalezisko. Przejmowanie przez Germanów chrześcijaństwa nie było niczym niezwykłym. W V wieku ochrzcili się Burgundowie w obrządku katolickim.
Wróćmy do Izydy. Czym był ten przedmiot dla ludów zamieszkujących wówczas Polskę? Ciekawostką? Figurką, do której się modlono? A jeśli tak, to do kogo? Izydy? Maryi? Czy kiedyś poznamy odpowiedź? Izyda z Małachowa nie jest jedynym egipskim artefaktem z terenów Polski, który trafił na nasze tereny w pradziejach. Jest ich zdecydowanie więcej, chociaż liczba nie poraża.
Święty żuk. Czy nad Wisłą też był święty?
W kultowym filmie przygodowym Mumia z 1999 roku odegrały ważną rolę. Żarłoczne żuki pożerały ludzkie ciała od wewnątrz. Mowa o skarabeuszach, czyli chrząszczach Scarabaeus sacer. Tak naprawdę w starożytnym Egipcie cieszyły się dobrą sławą. Figurki ukazujące żuki były popularnymi amuletami – stosowanymi zarówno za życia, jak i po śmierci, gdyż wkładano je do grobów. Talizmany te uważano za symbol zmartwychwstania, odrodzenia, nieśmiertelności i tworzenia. Na swój sposób można porównać je z chrześcijańskim krzyżem. Skarabeusza utożsamiano z bogiem wschodzącego słońca, Cheprim. Amulety wykonywano z kamieni i fajansu. Techniki były różnorodne. Co ciekawe, to właśnie z kształtu skarabeuszy wzięły się później gemmy, szeroko rozpowszechnione w kulturze grecko-rzymskiej. Były to niewielkie owalne kamienie zdobione reliefem.
I podobnie jak z Izydą, mamy przykłady skarabeuszy, które dotarły do Polski w pierwszych wiekach naszej ery. Dwa wykonane z fajansu zabytki archeolodzy odkryli w środku popielnicy z prochami dziecka pochowanego obok matki. To znalezisko z I wieku n.e. z Zadowic, położonych kilkanaście kilometrów na południe od Kalisza. Skarabeusze pokryte były turkusową glazurą, tak jak święte żuki sprzedawane dzisiaj turystom w Egipcie jako pamiątki znad Nilu. W Zadowicach znajdowało się cmentarzysko Wandalów, ludu germańskiego. Jeden z żuków podobny jest do zabytków znanych z północnego wybrzeża Morza Czarnego. Zatem pokrywa się to nam z domniemaną proweniencją Izydy z Małachowa.
Skarabeusze w Polsce nie występowały tylko wśród Wandalów, ale i wśród Gotów lub Gepidów, bo kolejnego znaleziono w 1987 roku na cmentarzysku kurhanowym w Leśnie niedaleko Gdańska, przypisywanym tym ludom. Jest wykonany z fajansu egipskiego i widać na nim turkusową glazurę. Podobnie jak inne tego typu zabytki, jest niewielki. Jego długość to 2 centymetry, czyli tyle co średnica monety pięćdziesięciogroszowej. Zapewne był noszony na szyi jak amulet lub jeden z paciorków naszyjnika, zachował się otworek wzdłuż jego osi. Leśno to znane miejsce wśród pasjonatów przeszłości, bardzo malownicze i fotogeniczne. Oprócz kurhanów są tu kręgi kamienne, które prawdopodobnie były miejscami ważnych spotkań dla Gotów. Tuż obok znajdowały się kurhany, w których chowano zmarłych.
Najstarsze przedmioty wykonane z fajansu egipskiego pochodzą z epok poprzedzających powstanie państwa faraonów i mają nawet 6,5 tysiąca lat. Badacze nie do końca poznali sposób jego wytwarzania. Małgorzata Zaremba z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie analizowała tę tematykę na przykładzie zabytków z Tell Atrib. Okazało się, że na fajanse składa się 90 procent kwarcu, a poza tym soda rodzima (natron) i wapno palone. W przypadkach naśladownictw było zapewne inaczej. „Wykonywanie przedmiotów z pasty krzemionkowej wymagało zdecydowanie większej wiedzy niż na przykład wypalanie naczyń glinianych. Aby osiągnąć plastyczność niezbędną w procesie formowania wyrobów fajansowych, należało utrzymywać bardzo ścisły reżim technologiczny podczas ich produkcji” – opowiadała mi badaczka w rozmowie dla serwisu Nauka w Polsce.
Nieco rozrośniętego skarabeusza, bo mierzącego 2,6 centymetrów długości (trochę więcej niż moneta pięciozłotowa), odkryto w 1887 roku w Sadzarzewicach niedaleko Zielonej Góry. Znajdował się w grobie przedstawiciela społeczności germańskiej, być może Burgunda, z II–IV wieku. Zmarły był spopielony, a jego prochy umieszczono w naczyniu wraz z amuletem, który uległ silnemu zniszczeniu na skutek przepalenia, zapewne na stosie pogrzebowym.
