Autor: Łukasz Męczykowski
Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, II wojna światowa, Wyspy Brytyjskie, Europa
Opublikowany: 2011-04-18 00:36
Licencja: wolna licencja

„Efektywna i cicha broń” – pika lorda Crofta

Brytyjska Home Guard miała na swym wyposażeniu bardzo nieortodoksyjne rodzaje uzbrojenia. Były wśród nich działa wyprodukowane z rur kanalizacyjnych strzelające ładunkami przywiązanymi do kijów od mioteł czy odpalane ze specjalnych wyrzutni deskorolki z minami przeciwpancernymi.
REKLAMA
Winston Churchill przed mikrofonem Canadian Broadcasting Corporation w 1943 roku

Żadne z tych urządzeń nie przyciągnęło tak bardzo uwagi prasy jak pika, która trafiła do magazynów HG na przełomie 1941 i 1942 roku. Winę za całe zamieszanie ponosił sam brytyjski premier Winston Churchill.

70 tysięcy karabinów na całą armię

Latem 1940 roku Brytyjczycy stanęli wobec dość palącego problemu. Ich armia lądowa poniosła porażkę we Francji, zaś ani RAF, ani Royal Navy nie dawały gwarancji powstrzymania niemieckiego desantu. Rząd podjął więc decyzję o utworzeniu nowej formacji ochotniczej, Local Defence Volunteers, przemianowanej później na Home Guard. O ile odzew społeczny był doskonały, a liczba zgłaszających się szybko przekroczyła zakładane liczby, to drastycznie brakowało broni. Brytyjskie jednostki wycofujące się z Francji pozostawiły tam około 90 tysięcy karabinów, nie wspominając nawet o stratach w broni ciężkiej. W całym kraju znajdowało się około 70 tysięcy karabinów, które w pierwszym rzędzie należało przeznaczyć na potrzeby armii regularnej.

Co ciekawe, tworząc pierwsze schematy organizacyjne nowej formacji zakładano, że British Expeditionary Force wróci wraz ze swym sprzętem, co jeszcze bardziej komplikowało sytuację. Kiedy okazało się, że najlepsze jednostki Armii Brytyjskiej trzeba wyposażać od podstaw, cały plan obrony Wielkiej Brytanii stanął na głowie. Zbierano broń z każdego możliwego źródła, łącznie z prywatnymi kolekcjami i muzeami. Mimo tych wysiłków, nawet jednostki regularne musiały czasem posługiwać się kijami zamiast karabinów.

W połowie 1941 roku, cała sytuacja była już w dużej mierze opanowana. Choć Home Guard nadal nie była jednolicie wyposażona i umundurowana, jej członkowie mogli się już pochwalić posiadaniem broni maszynowej, głównie pochodzącej z I wojny światowej Lewisów, a także dość dużą liczbą (choć niewystarczającą dla całego stanu osobowego) karabinów Lee-Enfield, Ross czy P-14 i P-17. Mieli już nawet własne działa (tak zwane Miotacze Northovera) i radzili sobie coraz lepiej z użytkowaniem rożnego rodzaju granatów. Powoli i stopniowo HG zaczęła nabierać kształtów, tak samo zresztą jak jej członkowie. Kiedy jednak wydawało się, że okres największych wstrząsów cała formacja ma już za sobą, rząd zgotował gwardzistom dość ciekawą niespodziankę.

Przyczyną całego zamieszania był dość wojowniczy temperament Winstona Churchilla. Był on stuprocentowym zwolennikiem walki, w razie inwazji, o każdy centymetr ziemi, dopuszczając nawet przeprowadzanie ataków samobójczych. Był autorem samej nazwy Home Guard, i zawsze starał się dbać o swych „podopiecznych”. Kiedy proces uzbrajania HG przeciągał się, w czerwcu 1941 roku wystosował ponaglający list do War Office, w którym pisał między innymi: „Każdy mężczyzna musi mieć broń jakiegoś rodzaju, choćby tylko maczugę czy pikę”.

Pika – pomysł niepozbawiony sensu?

Nie było to pierwsze wojownicze oświadczenie tego polityka, jednak tym razem sprawy potoczyły się ciut innym torem niż przezeń spodziewany. Ktoś w ministerstwie wziął słowa Churchilla całkiem na poważnie i w lipcu 1941 roku WO złożyło zamówienie na wykonanie 250 tysięcy pik. Niektórzy łączą to z faktem powiększenia stanów HG na mocy wprowadzenia w grudniu 1941 roku poboru do tej formacji, który miał być lekarstwem na narastający problem niestawiania się na zbiórki i szkolenia, ale łączył się jednak ze zwiększonym zapotrzebowaniem na jakąkolwiek broń.

Do jednostek nowa broń zaczęła docierać jesienią 1941 roku. Składała się z rury używanej zazwyczaj do przesyłania gazu o długości około 1 metra i średnicy około 5 centymetrów. Do jednego końca rury przyspawano bagnet nożowy o długości głowni 43 cm. Były to zwykłe bagnety wz. 1907, z których zdjęto okładziny. Wsadzano je rękojeścią do wylotu rury i spawano. Całość uzupełniało wykonanie uchwytu, do czego wykorzystywano zwykły sznurek. W ten sposób powstawała dość poręczna broń o długości około 1,5 metra i wadze około 2,3 kilograma.

W teorii tego typu pika wpisywała się dość dobrze w charakterystykę uzbrojenia HG, będąc po prostu kolejną improwizowaną bronią mającą za zadanie zamaskowania w jakikolwiek sposób braku broni palnej. Co więcej, sam pomysł nie był, wbrew pozorom, pozbawiony pewnego sensu. Całkowita długość broni była prawie identyczna z długością standardowego karabinu Lee-Enfield No. 4 z nasadzonym bagnetem nożowym, przez co żołnierz uzbrojony w pikę był pewnego rodzaju ekwiwalentem żołnierza uzbrojonego w karabin bez amunicji z nasadzonym bagnetem. Poza tym nie każdy członek HG musiał być wyposażony w karabin czy inną broń palną. Na pewno nie potrzebowali jej londyńscy taksówkarze czy pracownicy ministerstw, którzy tworzyli własne oddziały HG. Jak to jednak miało się wkrótce okazać, racjonalne argumenty były niczym wobec gniewu zawiedzionych gwardzistów.

Improwizowana broń Home Guard (ze zbiorów Imperial War Museum w Londynie, fot. Gaius Cornelius)

Dobre do nadziewania spadochroniarzy?

Aby zrozumieć ich reakcję, trzeba by się cofnąć aż do wspomnianego lata 1940 roku. W tym gorącym okresie Brytyjczycy musieli w zasadzie sami dbać o zapewnienie sobie jakiejkolwiek broni, cały czas jednak wierzyli, że dostaną właściwe uzbrojenie od wojska. Kiedy pojawiły się pierwsze karabiny, a potem karabiny maszynowe i broń ciężka (choć niekiedy improwizowana), gwardziści uwierzyli, że są w końcu prawdziwą formacją bojową. Owszem, nadal pozostało dużo do zrobienia, niemniej jednak po upływie około roku od powołania do życia nowej formacji wszyscy mieli poczucie, że zostawili już za sobą okres chodzenia na patrole z woreczkami pieprzu (miały służyć do oślepienia przeciwnika), szablami czy widłami. Chcieli być sprawnymi żołnierzami i poświęcali w tym celu swój własny czas i pieniądze, a także wszystkie inne środki, jeśli wymagała tego sytuacja. Tymczasem wojsko, zamiast dalszych karabinów czy dział, dało im do ręki piki.

Home Guard zareagowała na tę sytuację z właściwą sobie różnorodnością sposobów wyrażania poglądów. Większość dowódców po prostu pokwitowała przyjęcie pik, po czym schowała je głęboko w magazynie. Inni zdecydowali się jednak na bardziej wyrafinowane działania. Dowódca 7. batalionu z Edynburga zameldował, że otrzymał co prawda 100 pik, jednak odstąpił od ich wydania, by uniknąć wzrostu tendencji samobójczych w swej jednostce. Major z Perthshire zauważył z kolei, że potraktował przydzielenie pik jako coś bliskiego zniewadze. Jeden z szeregowych członków z Grantchester, należący do niezbyt licznej grupy, która dostała piki do ręki, stwierdził z dość dużą rozwagą, że nowa broń może być dobra do nadziewania opadających spadochroniarzy, jednak nie podnosiła morale człowieka mającego z nią ruszyć do walki.

Gdyby HG była wojskiem regularnym, być może krytyka pik byłaby dość ograniczona i nie wyszła poza kręgi mundurowe. W sytuacji, w której w skład wchodzili dziennikarze, poeci a nawet członkowie brytyjskiego parlamentu, ofensywa przeciwko wydaniu nowej broni zataczała coraz szersze kręgi. „Daily Mail” zastanawiał się, czy War Office nie bada tkaniny z Bayeux w poszukiwaniu natchnienia. Skoro, jak udowadniała gazeta, podczas I wojny światowej w armii brytyjskiej ponownie pojawiły się stalowe nakrycia głowy, to i powrót na przykład halabardy jest jak najbardziej możliwy.

W parlamencie pojawiły się za to pytania, kiedy HG otrzyma łuki i proce. Niektórzy podsuwali z kolei pomysły stworzenia innych, w ich mniemaniu równie „praktycznych” broni, jak rowery z zamontowanymi głowniami od kos (miały obcinać nogi niemieckich żołnierzy) lub metrowej długości platynowe kije z przyspawanymi starymi żyletkami. Sprawa doszła nawet do Izby Lordów, a to za sprawą licznych listów wysyłanych przez rozgniewanych wyborców. Niektórzy pytali, czy rząd rzeczywiście jest zainteresowany utrzymywaniem HG oraz czy bierze groźbę inwazji na poważnie. Podnoszono też całkiem rozsądne zarzuty dotyczące marnotrawstwa cennych surowców.

Lord Croft broni użycia pik

Wobec tak stanowczej krytyki, płynącej z wielu stron, rząd nie mógł pozostać bezczynnym. 4 lutego 1942 roku w Izbie Lordów wystąpił lord Henry Page Croft pełniący funkcję podsekretarza w Ministerstwie Wojny. Mówiąc o wielu sprawach związanych z zadaniami i uzbrojeniem Home Guard, odniósł się także do kwestii pik. Mówiąc o walce w mieście, stwierdził:

Jeśli organizowałbym atak […], do walki w mieście chciałbym mieć wyszkolonych grenadierów, a jeśli atak granatami można by szybko poprzeć zimną stalą, całe natarcie byłoby najbardziej skuteczne. Jeśli byłbym grenadierem w takiej formacji […] chciałbym mieć pikę, by uderzyć zaraz po moim ataku granatami, szczególnie w nocy. Jest to bardzo efektywna i cicha broń.

Choć było to jedyne odniesienie do kwestii pik w tym długim przemówieniu, prasa natychmiast koronowała lorda Crofta na głównego orędownika wprowadzenia nowej broni. Uderzenie ze strony „IV władzy” nadeszło 6 lutego. „Daily Mail” opublikował serię karykatur pod tytułem: „Dlaczego poprzestać na pikach, lordzie Croft?”, proponując między innymi zastosowanie katapult do niszczenia czołgów. Artykuły omawiające pojawienie się pik w „Home Guard” zamieściły nawet gazety zagraniczne, między innymi „Ottawa Citizen” (Kanada), „Lawrence Journal-World” (USA) i „The Milwaukee Journal” (USA). Każda z nich wymieniała lorda Crofta jako zwolennika wprowadzenia tej broni do HG. 15 kwietnia „The Montreal Gazette” (Kanada) dołożyła swoją cegiełkę do całego zamieszania, zamieszczając obszerny artykuł o pikach, twierdząc zresztą błędnie, że oddziały pikinierów już są sformowane, a ich wyposażeniem są darowane przez Brytyjczyków halabardy. Choć to nie Croft był pomysłodawcą wprowadzenia pik, jego nazwisko na trwałe zostało połączone z tą dziwną bronią.

Napis na zdjęciu: Eksponat muzealny. Około 1943 r. Ta pika to ostatnia nadzieja Home Guard. Spójrzcie na nią i utrzymujcie swoje karabiny w czystości, a swój proch suchy.Podpis pod zdjęciem: Pika Home Guard, opisana przez lorda Crofta, podsekretarza w ministerstwie wojny, jako „bardzo efektywna i cicha broń”, jest uważana przez przynajmniej jednego dowódcę kompanii za „ostatnią nadzieję”. Ten żołnierz z pewnością zdaje się woleć swój pistolet maszynowy.(Ilustracja z „The War Illustrated”, pod. red. Sir Johna Hammertona, Vol. 5, nr 123, 10 marzec 1942, s. 536)

Kije do śmieci i inne zastosowania

Mimo tak niechętnego przyjęcia, piki weszły na stałe do wyposażenia „Home Guard” – niezależnie od tego, czy leżały w magazynach, czy starano się je wykorzystać w jakikolwiek sposób. Mimo niechęci gwardzistów do tej broni, czasem używali jej do zadań całkowicie niezgodnych z ich przeznaczeniem. Jeden z plutonów londyńskiej HG stanął wobec dość przykrego, acz koniecznego zadania: posprzątać Canons Park po pokazie Gwardii. Jej członkowie podeszli do wykonania swej misji w dość ciekawy sposób: użyli pik jako kijów do śmieci, a puste worki na piasek posłużyły jako torby na zebrane odpadki. Nie wiadomo jednak, czy była to szeroko przyjęta praktyka.

Co ciekawe, wspomniane piki, choć przeznaczone dla HG, trafiły także w ręce żołnierzy z artylerii przeciwlotniczej. Dowództwo postawione w obliczu braku karabinów, przyznawało je w pierwszej kolejności jednostkom, którym ich najbardziej brakowało. Przeciwlotnicy, walczący na co dzień za pomocą cięższych broni, nie zostali zaliczeni do grona „potrzebujących”. Regulamin wojskowy nie przewidywał jednak takiej pustki, więc żołnierzom trzeba było dać coś do ręki, choćby tylko po to, by wartownicy mogli z czymś stać na warcie i oddawać honory oficerom. Sięgnięto więc po przedmiot przypominający przynajmniej pod pewnymi względami karabin, czyli po piki. Żołnierzy „poproszono”, by nie chwalili się tym „dobrodziejstwem”.

Mimo dość krępującej sytuacji, niektórzy żołnierze najwyraźniej zachowali poczucie humoru. Jedna z brygad znalazła pochodzący z 1640 roku Guide to Company Drill in the Coldstream Guards, i na jego podstawie wydała własną instrukcję posługiwania się piką, zachowując przy tym formy właściwe dla dawnej angielszczyzny. Instrukcja zaczynała się następującymi słowami: „The postures then which ye pikemen sould vse ather standing or marcheing are these to witt”, po czym podawano 15 odpowiednich komend. Zwyczaj pisania tego typu instrukcji nie rozpowszechnił się prawdopodobnie na inne jednostki.

Pika odeszła do lamusa historii w zupełnie inny sposób niż pojawiła się w szeregach Home Guard. Nikt za nią nie tęsknił, więc zniknęła po cichutku, zapomniana w magazynach. Została po niej legenda i różne opowieści powtarzane po wojnie na spotkaniach weteranów. Dziś mało kto pamięta, jak ten prosty kawałek rury z przyspawanym bagnetem poruszył setki tysięcy ludzi i wywołał ogólnonarodową dyskusję.

Bibliografia

Źródła:

Opracowania:

  • Carrol D., Dad’s Army. The Home Guard 1940–1944, Gloucestershire 2009.
  • Churchill W.S., Druga wojna światowa, t. 2, ks. 2, Gdańsk 1995.
  • Fleming P., Invasion 1940. An account of the German preparations and the British counter-measures, London 1957.
  • Głębowicz W., Matuszewski R., Nowakowski T., Indywidualna broń strzelecka II wojny światowej, Warszawa 2010.
  • Hoare A., Standing up to Hitler. The story of Norfolk’s Home Guard and “Secret Army” 1940–1944, Newbury 2002.
  • Longman N., The real Dad’s Army. The story of the Home Guard, London 1974.
  • MacKenzie S.P., The Home Guard. The real story of “Dad’s Army”, Oxford 1996.
  • Osborne B.D., The People’s Army. Home Guard in Scotland 1940–1944, Edinburgh 2009.
  • Prószyński M., Bagnet wojskowy. Poradnik kolekcjonera, Warszawa 2002.
  • Ruddy A.J., To the last round. The Leicestershire and Rutland Home Guard 1940–1945, Derby 2007.
  • Summerfield P., Peniston-Bird C., Contesting Home Defence. Men, women and the Home Guard in the second world war, Manchester–New York 2007.

Zobacz też

Redakcja: Roman Sidorski

Korekta: Justyna Piątek

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Łukasz Męczykowski
Doktor nauk humanistycznych, specjalizacja historia najnowsza powszechna. Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Miłośnik narzędzi do rozbijania czołgów i brytyjskiej Home Guard. Z zawodu i powołania dręczyciel młodzieży szkolnej na różnych poziomach edukacji. Obecnie poszukuje śladów Polaków służących w Home Guard.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy