Opublikowano
2011-10-30 14:28
Licencja
Wolna licencja

Goralenvolk: podhalańscy wasale III Rzeszy

(strona 4)

500-złotowy banknot, tzw. „góral”, jest jednym z symboli życia codziennego w czasie okupacji. Hitlerowcy bez wątpienia fascynowali się góralami i to na tyle, że próbowali przekonać ich, że bliżej im do Niemców niż Polaków.


Strony:
1 2 3 4 5

Pod koniec 1941 roku Niemcy podjęli decyzję o utworzeniu Komitetu Góralskiego (Goralisches Komitee), stworzyli jego regulamin i zakreślili obszary jego działalności. Miał on pełnić funkcję namiastki samorządu góralskiego odpowiedzialnego za kontakty z okupantem, sprawy socjalne, pracę, kulturę i edukację oraz zaopatrzenie. W lutym 1942 roku stworzono struktury tej instytucji, na czele której stanął Krzeptowski, a jego zastępcą został Józef Cukier. Komitet posiadał swoich przedstawicieli w terenie.

Gubernator Hans Frank w otoczeniu niemieckich oficerów i górali w strojach ludowych w Zakopanem, listopad 1939 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 2-3071)

Okazją do zaprezentowania rzekomych wpływów Goralisches Komitee była akcja wymiany dowodów osobistych na nowe karty rozpoznawcze latem 1942 roku. W jej ramach wprowadzono niebieskie kennkarty góralskie z dużą literą „G” na pierwszej stronie. Działacze Goralenvolku prowadzili szeroko zakrojoną akcję propagandową zachęcającą ludność do przyjmowania tego rodzaju kart. Obiecywano pomoc i opiekę, między innymi zwolnienie z obowiązku dostarczania Niemcom kontyngentów rolnych. Dokonywano też licznych manipulacji w czasie wydawania dokumentów (na przykład nie przywożono do wsi polskich kenkart), a opornym grożono represjami z wysiedleniem do Generalnego Gubernatorstwa bądź też wywiezieniem na roboty do Rzeszy włącznie.

Życie codzienne polskich emigrantek w okupowanej Francji 1940-1944 (cz. 1)

Czytaj dalej...

Szacuje się, że kenkarty z literą „G” przyjęło od kilkunastu do około trzydziestu procent mieszkańców Podhala. W wielu wsiach odsetek ten był bardzo niski, wyższy był natomiast w większych ośrodkach, takich jak Nowy Targ, Zakopane, Szczawnica czy Rabka. Kenkarty góralskie przyjmowano z różnych powodów, między innymi ze strachu przed represjami czy z chęci uzyskania lepszego dostępu do zaopatrzenia i pomocy materialnej. Zdarzały się również zupełnie odmienne motywacje – karty z literą „G” przyjęli niektórzy działacze konspiracyjni bądź też ludzie, którzy ukrywali u siebie Żydów.

Działacze Goralenvolku starali się prowadzić aktywną działalność kulturalno-oświatową. Przejęli między innymi kontrolę nad przedwojenną szkołą przemysłu drzewnego w Zakopanem, którą przemianowano na Państwową Szkołę Zawodową Góralskiej Sztuki Ludowej. Przymiotnik „państwowe” otrzymało także Muzeum Tatrzańskie – w zamierzeniach kolaborantów miało to stanowić namiastkę podhalańskiej suwerenności. W Zakopanem otwarta została szkoła powszechna, w której językiem wykładowym był góralski (równolegle uczono także niemieckiego). Miała ona na celu propagowanie lokalnej kultury, a także stanowić narzędzie germanizacyjne. Uczęszczało do niej około szesnastu procent dzieci z Zakopanego.

Szkoła Sztuki Góralskiej w Zakopanem, uczniowie wykonują drewnianą kołyskę, styczeń 1941 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 2-9853)

Działacze góralscy próbowali też zdobyć poparcie dzięki działalności społecznej. Przydzielali zasiłki, organizowali kuchnie ludowe i rozdawnictwo żywności, a w czasie epidemii tyfusu starali się we współpracy z Niemcami udzielać pomocy lekarskiej najbiedniejszym. Istnieją także relacje ustne mówiące o tym, jak Krzeptowski pomagał w wyciągnięciu konkretnych osób z aresztu czy też w uniknięciu wywózki na roboty przymusowe. Bezskuteczne były natomiast próby ograniczania przymusowych dostaw na rzecz okupanta – kontyngenty egzekwowano często od całej wsi, łącznie z działaczami Komitetu Góralskiego.

Mimo wszystko Goralenvolk nie cieszył się wśród mieszkańców Podhala popularnością. Ambitny Krzeptowski chętnie stroił się w piórka góralskiego księcia – Goralenfürsta. Ludową odpowiedzią na to była szydercza przyśpiewka Wacuś, bedzies wisioł za cosik. Warto wspomnieć, że prezes Komitetu Góralskiego miał jedyny w Zakopanem sklep tytoniowy, który przynosił mu przyzwoite dochody. Podobnie dobrze wiodło się jego kuzynowi Andrzejowi Krzeptowskiemu, Henrykowi Szatkowskiemu czy Witalisowi Wiederowi.

Ostatnią zorganizowaną akcją góralskich separatystów była próba utworzenia podhalańskiej jednostki Waffen-SS. Wysłanie żołnierzy na wojnę z bolszewizmem miało być dowodem skuteczności Komitetu Góralskiego. W styczniu 1943 roku udało się zgromadzić około trzystu ochotników, w dużej części chorych na syfilis i gruźlicę. Dość liberalne badania lekarskie przeszła połowa z nich. Kompletnie pijanych przyszłych góralskich SS-manów wysłano do obozu szkoleniowego w Trawnikach na Lubelszczyźnie. Początkowo Niemcy chcieli wykorzystać ich do pełnienia służby wartowniczej, jednak fatalny stan zdrowia tych żołnierzy zniweczył wszelkie plany w tym względzie. „Na Pańskie pytanie, w jakim stopniu ci górale potrafią porozumiewać się po niemiecku, mogę odpowiedzieć jedynie posługując się słowem „Vodka”. Tym samym można powiedzieć o tej narodowości wszystko” – pisał do Berlina Friedrich Wilhelm Krüger, Dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie. „Jestem stanowczo przekonany, iż potrafimy wojnę tę wygrać bez nich” – skomentowano sprawę w stolicy III Rzeszy. Część ochotników zdezerterowała, innych zwolniono bądź wywieziono na roboty przymusowe do Rzeszy. Ostatecznie w SS pozostało dwunastu góralskich żołnierzy.

Gmach NSDAP w Zakopanem, październik 1941 r. (fot. zakład fotograficzny Otto Rosnera, obecnie w zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 2-4837)

Smutny koniec

Po klęsce idei Legionu Góralskiego działalność Goralenvolku załamała się. W 1944 roku nie udało się nawet zebrać delegacji góralskiej na organizowane przez rząd Generalnego Gubernatorstwa dożynki. Kilku działaczy Komitetu Góralskiego zginęło z rąk AK-owców i partyzantów Józefa Kurasia „Ognia”. Ostatniej jesieni wojny spisany przez Niemców na straty Krzeptowski postanowił uciec w góry. Czasowo przebywał na Słowacji, gdzie kontaktował się z partyzantami radzieckimi, udając przedwojennego lewicowca.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Autor: Łukasz Męczykowski
Tytuł: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-9-1

Stron: 123

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Let |

Stary artykul a powtarza stare bzdury. KRZYŻYK NIESPODZIANY nie ma nic wspólnego ze swastyką. Autor powtarz bzdury po innych matołkach. Jesli do czegoś porównywać krzyzyk niespodziany to do krzyza maltanskiego. Krzyzyk niespodziany byl nabijany na krokwi obuchem siekiery. Mial ksztalt trójkątny kazde z czterech ramion. Odsylam do Matlakowskiego i jego dziela " Zdobienie i sprzet ludu



Odpowiedz

Gość: Beobachter |

Posiadam w swoich zbiorach mosiężny nóż do papieru z tamtego okresu,przyozdobiony swastyką.Kupiła go moja babka jako pamiątkę z Zakopanego.



Odpowiedz

Gość: nix |

Zdrajcy pozostaną zawsze zdrajcami!!!!!!!!!!!



Odpowiedz

Gość: zdrowo myślący |

A ja uważam, że idea Goralenvolku była bardzo fajna, a jej twórcy byli prawdziwymi lokalnymi patriotami starającymi się zrobić wszystko, co w ich mocy, aby ich lokalnej społeczności żyło się jak najlepiej.



Odpowiedz

@Gość: zdrowo myślący To znaczy, że popierasz zdradę. Mówiąc wprost.



Odpowiedz

Gość: szyderca z Goralenvolku |

@ kazzz Wypowiedzenie w Galicji posłuszeństwa władzom z Warszawy - rządowi państwa, które istniało raptem 20 lat i bez większych sukcesów - żadną zdradą nie jest. Galicja, Podhale, Spisz czy Orawa to nie Kongresówka...



Odpowiedz

Gość: wp88 |

to miłe, że autor wybiela kolaborantów z podhala. jakby po wojnie, w prl "góralszczyzna" był jakoś specjalnie prześladowana... nikt po wojnie nie tępił gwary góralskiej, jako elementu "niepolskiego" językowo. ba, promocja "polskości" góralszczyzny w prl (co z tego, że na poziomie "cepeliady") sięgała szczytów absurdu równego zachowaniom młodopolaków. a tymczasem, w czasach prl, powiedzenie o sobie "jestem mazurem/kaszubą/ślązakiem/kujawiakiem/warmiakiem/poleszakiem", tudzież posługiwanie się językiem/gwarą związaną z tymi regionami - równało się zdradzie stanu i przyznaniu się do bycia "hitlerowcem/rewizjonistą/niemcem/rezunem z upa/ukraińcem". za "jestem góralem" i góralską gwarę nikt nie represjonował - ba, darzyli szacunkiem.



Odpowiedz

Gość: Locas |

@ Gość: Gość: wp88 zapomnieliscie o Wilamowianach w prlu.



Odpowiedz

Gość: |


Prawdopodobnie Niemcy mieli wobec Goralenvolku szerzej zakrojone plany na przyszłość. Według informacji z Niemiec od niektórych Niemców, jednym z zamysłów Niemców wobec górali do zastosowania po wygranej przez Niemców wojnie ze Związkiem Radzieckim był plan skolonizowania Kaszub częścią górali jako ludem zaszczepionym germańskością i uodpornionym na żydowskość Kaszubów. Żydowskość Kaszubów i coraz intensywniejsze oddzielanie Kaszubów się od pnia słowiańskiego jest ewidentnym faktem, już pierwszy kaszubski pisarz Florian Ceynowa ogłosił ją światu w dziełku pod tytułem "Rozmowa Polaka z Kaszubem", teoretycznie stylizowanym na utwór z literatury polskiej pod tytułem "Rozmowa między panem, wójtem a plebanem". Z kolei wracając do tego utworu Floriana Ceynowy to utwór ma ewidentny wydźwięk zarówno polityczny jak i religijny, widać w nim ewolucję Kaszubów właśnie w kierunku żydowskości, bardzo symptomatycznym faktem jest powoływanie się przez Floriana Ceynowę w tym utworze na Kaszubski Talmud. Taka informacja nie jest w zasadzie żadną sensacją, przed Kaszubami zrobili tak na przykład Karaimi, lud spokrewniony z Turkami i Tatarami, Karaimi są ewidentnie żydami w sensie religijnym, choć przez Żydów ogólnie są uznawani za sektę, ze względu na różnice widoczne zwłaszcza w podejściu do tak podstawowej w religii mojżeszowej Tory. Karaimi też nie byli jedyni, bowiem doszło do przejścia na wyznanie mojżeszowe innego narodu mówiącego językiem należącym do tej samej tureckiej rodziny językowej, chodzi tu oczywiście o Chazarów, których państwo, Kaganat Chazarski można traktować jako spore jak owe czasy imperium na terenie Europy Wschodniej. Kaszubi obrali w tym dryfowaniu w kierunku żydowskości nieco inną drogę, niż Karaimi czy Chazarzy, ale między Chazarami i Karaimami też była fundamentalna religijna różnica, Chazarzy wyznawali judaizm rabiniczny, identycznie jak Żydzi, i również byli mocno byli zantagonizowani z judaizmem Karaimów. Inną fundamentalną różnicą odróżniającą Karaimów od reszty narodów judaistycznych jest całkowite odrzucanie przez Karaimów Talmudu. Z kolei Florian Ceynowa wyraźnie powołuje się na Kaszubski Talmud.
Wracając do planów niemieckich zasiedlenia w przyszłości po wojnie terenów Kaszub koloniami góralskimi, były one też uzasadniane silnym niemieckim antysemityzmem, dryfowaniem Kaszubów w kierunku żydowskości, co było dla silnie nastawionych antyżydowsko Niemców absolutnie nie do przyjęcia. Według wypowiedzi Niemców, mówimy tylko o planach, które miały być zrealizowane w przyszłości, miały te zamiary być nieco podobne do niemieckiej kolonizacji Zamojszczyzny. Na pewno jedną z przyczyn były, to mówię jako znawca tematu, niezbyt zadawalające Niemców wyniki niemieckiej kolonizacji Kaszub za czasów pod zaborem pruskim, a potem w okresie II Rzeszy, czyli Rzeszy bismarckowsko-kajzerowskiej, wysiłek germanizacyjny Niemców na Kaszubach dawał nieco mierne wyniki. Według informacji od Niemców w szczególności i na początku Niemcy nastawiali się na usuwanie Kaszubów z terenów najwyżej położonych, czyli z obszaru ówczesnego Landkreisu Karthaus, chodzi o powiat kartuski, na terenie, którego znajduje się masyw Wieżycy. Zresztą tam właśnie znajduje się Szymbark, po niemiecku zwany Schoenberg, była to chyba najbardziej niemiecka wieś w rejonie Górnych Kaszub. Coś jest zresztą na rzeczy i po dziś dzień, do obecnego mocno skaszubionego Szymbarku, dawniej czysto niemieckiej wsi zasiedlonej przez starostę kościerskiego w dawnych wiekach niemieckimi kolonistami, zaprasza Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku, czyli CEPR w Szymbarku, nazwa jest ewidentnie antypodhalańska, na Podhalu cepr, a w zasadzie ceper (Kaszubi zawsze połykali "e" ruchome) to ktoś, kto nie jest góralem, podobnie jak na Górnym Śląsku gorol, (nie mylmy z góralem) czyli nie-Ślązak dla Hanysów, czyli Ślązoków, dla nich ma wydźwięk pełen pejoratywności.
Niemcy podali również informację, że po wygranej wojnie miedzy innymi przy pomocy górali stopniowo zamierzano całkowicie oczyścić z ludności kaszubskiej tereny kaszubskich powiatów, zostawiając jedynie ludność zweryfikowaną przy pomocy systemu Volkslist, jako zdatną do zniemczenia. Informatorzy niemieccy, mający oczywiście nazistowską przeszłość, nie byli w stanie podać informacji, być może nie było jej wtedy jeszcze w planach, czy całą nie wciągniętą na Volkslisty ludność kaszubską miano poddać eksterminacji, czy też tylko część, a część być może spotkałby los Żydów, jak w operacji "Nisko-Plan", autorstwa SS-Obersturmbannfuehrera Adolfa Eichmana. Być może niewymordowana część narodu kaszubskiego zostałaby podobnie jak Żydzi w rejon Niska, gdzieś przesiedleni, ale to już są tylko dywagacje uzupełniające. Ogólnie te niemieckie plany dania kaszubskich wzgórz góralom na pastwiska, są patrząc na to jedynie osadniczo i bez polityki, już na pierwszy rzut oka bardzo podobne do kolonizacji obszaru Beskidów i Podhala przez małopolską szlachtę i polskich władców ludnością wołoską podczas trwającej kilkaset lat tzw. kolonizacji wołoskiej polskich gór. Etnogeneza górali jest w dużej mierze zasługą tej wielkiej, prowadzonej z wielkim rozmachem przez kilkaset lat, szeroko zakrojonej, konsekwentnej inicjowanej przez czynniki królewsko-szlacheckie akcji kolonizacyjnej polskich gór i pogórza.



Odpowiedz
Tomasz Leszkowicz

Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org